Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jaskinia Espilca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Lis 10, 2015 9:45 pm

Przekręciłem oczami, gdy ten zaczął gadać o roślinach.
- Ale przecież to tylko zielska. - zaprotestowałem, nie rozumiejąc, jak można się czymś takim interesować - Porozmawiamy może o grzywie i jej pielęgnacji. To dużo ciekawszy temat. - przypomniałem mu.

Ucieszyłem się, gdy ten złożył mi propozycję, która wydawała mi się idealna.
- Tak... dobry pomysł. Oczywiście mój pomysł... bo sam na to wpadłem. Wcześniej. - stwierdziłem - Nie będę chodził po pustyni i narażał mojej pięknej grzywy na mordercze promienie i suche powietrze, które mogłoby ją niszczyć. - zadrżałem na samą myśl o tym. Podszedłem do niego po czym zdjąłem mu obrożę z szyi.
- Tylko się pośpiesz. Nie guzdraj się. - rozkazałem mu.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Lis 10, 2015 9:54 pm

Nirvano, co za głupek.. Następnym razem nie zabieraj nam mądrych koni, zabierz Espilce..- pomyślał zażenowany głupotą ogiera.. Ale w sumie lepiej dla Szafrana. Uśmiechnął się. Przystanął z nogi na nogę i stał potulnie jak baranek kiedy ten go rozwiązywał. No, nareszcie!- pomyślał. - Nie wątpię panie... Z taką inteligencją z pewnością czekałeś, by mnie sprawdzić, czy również potrafię na to wpaść.. A ja oczywiście będe się śpieszył. To ja lecę i zaraz wrócę!- kłamał, a miał przy tym niezły ubaw.. Niegroźny, tępy..- pomyślał i wybiegł z jaskinii galopem. Nareszcie był wolny, biegł prosto do biblioteki.

z.t
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Lis 11, 2015 5:09 pm

Obserwowałem, jak ogier wybiegł, zapewne spiesząc się po odpowiednie składniki... po czym czekałem i czekałem, nie mogąc się doczekać, kiedy ten wreszcie wróci. No ale coś ciągle go nie było. Po paru godzinach, zacząłem coś podejrzewać, a następnego dnia byłem już pewien: coś musiało mu się stać. Przecież by mnie nie oszukał. Skoro mówił, że szybko wróci... a nie wrócił... to znaczy, że coś niespodziewanego się wydarzało. Musze go znaleźć! Gdy tylko to postanowiłem, to wyszedłem z jaskini.

z/t
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Lis 11, 2015 6:22 pm

Wróciłem do swojej jaskini prowadząc na linie ogromną klacz. Wyglądało na to, że nawet nie musiałem ją ciągnąć. Tak ją musiała zachwycić moja grzywa, że ta niemalże to mnie ciągnęła. Coś mi tylko nie pasowało w wyrazie jej pyska - ale może tylko mi się wydawało? Może byłem, po ostatnich przykrych wydarzeniach, zbyt podejrzliwie nastawiony? No w każdym razie najważniejsze, że klacz w końcu tutaj trafiła... a ja natychmiast szarpnięciem zmusiłem ją do podejścia do ściany, gdzie założyłem jej na szyję mocną obrożę przykutą mocnym łańcuchem do ściany.
- Witam.... jestem Espilce. - przedstawiłem się, nie wiedząc od czego zacząć rozmowę i starając się, aby zyskać chwilkę czasu, na przemyślenie swoich następnych kroków i na dokładne przyjrzenie się jej. Jedno było pewne: klacz była ogromna, znacznie większa i zapewne silniejsza ode mnia.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Lis 13, 2015 5:48 pm

Stałam spokojnie, dałam mu się przywiązać obrożą do słupa i nie wykonywałam żadnych gwałtownych ruchów. Przez ten cały czas patrzyłam mu w oczy z pokerowym wyrazem pyska i po prostu nic nie mówiłam. No bo, czy to w moim interesie leży rozpoczynanie pogawędki z tym konikem? Niech robi co chce, ale bez mojego zaangażowania.
- Nazywam się Ngingumfana iguliswa iziwula'Ngimuke, ale możesz mi mówić Ngigizng - powiedziałem z kamienną twarzą, śmiejąc się w duchu. Gdyby znał znaczenie tego imienia...
Potem po prostu przestałam się odzywać i ruszać, po prostu stałam i patrzyłam na niego z wyczekiwaniem. Miałam nadzieję, że trochę go to skrępuje. W końcu co to za więzień, który nic nie mówi!
Zarzuciłam grzywą, a jedwabiste kudły spłynęły mi na pysk, kryjąc częściowo wężowe oczy. W końcu nie chciałam go aż tak przestraszyć, chłopak jeszcze wiele może w życiu zdziałać, po co mu trauma?
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Lis 13, 2015 6:01 pm

Klacz przy zakładaniu obroży wydawała się być dziwnie spokojna ale jednocześnie skupiona i czujna. Nie było to powszechne u ofiar, które zwykle okazywały niezrozumiałą dla mnie agresję.
- Że co? - zdziwiłem się, zaskoczony jej długim imieniem. Nie rozpoznawałem jej rasy, ale niektóre miały w zwyczaju stosować bardzo długie i skomplikowane imiona dla swoich przedstawicieli, łączące często imiona rodziców i przodków. Może to był właśnie taki przypadek.
- Jeszcze raz? Jak to było? Nagigizn? Naggzing? Nagging? - dopytywałem. To chyba coś z angielskiego, chociaż sama klacz nie wyglądała jak typowa angielska. Mogła mieć coś z Shira i angloaraba. Czyżby krzyżówka tych dwóch ras? No ale bardziej poprawnym imieniem byłoby chyba "Nagger" a nie "Nagging"? W sumie nie byłem do końca pewien. Przypatrywałem się klaczy. Widziałem jej grzywkę. Nawet ładna, ale oczywiście nie mogła się równać z moją piękną, długą i bujną grzywą, którą naturalnie w odpowiedzi również zastraszyłem. W końcu nie wytrzymałem ciszy i przerwałem to krępujące milczenie.
- Co robiłaś na Świetlistych Polach? - spytałem spokojnym i rzeczowym tonem prokuratora prowadzącego śledztwo. W końcu klacz wtargnęła na nasze tereny i warto było się dowiedzieć o powód tego. No a jak już wtargnęła, to mogła mnie nie ignorować, czym sama mnie sprowokowała do porwania jej.
- Wiesz, że to bardzo nieładnie naruszać tereny innego stada i ignorować w takich miejscach gospodarzy, prawda? - uświadomiłem ją.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Lis 13, 2015 6:16 pm

Wywróciłam oczami z rozdrażnieniem, zupełnie tak, jakby nikt nigdy nie potrafił zapamiętać mojego długiego imienia, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Mam na imię Ngigizng - powtórzyłam z udawanym zniecierpliwieniem, lecz tak szybko, że pewnie znów tego nie dosłyszał. No cóż, jego sprawa. Bynajmniej nie miałam ochoty mu pomagać w czymkolwiek, miałam na to zbyt krótkie życie. Pogrzebałam kopytem w ziemi. Nudziłam się piekielnie, ale starałam się to zamaskować, aby biedakowi nie sprawiać przykrości.
- Spacerowałam sobie, wśród przestronnej nicości - wspaniałomyślnie zaszczyciłam go długą odpowiedzią, unosząc wysoko podbródek (ggm [ggm - gdybym go miała]). - I chyba też... rozmawiałam z takim jednym... to chyba byłeś ty... nie pamiętam, cierpię na zaawansowaną amnezję - kłamałam jak z nut. W moich stronach nazywałam to "wciskaniem komuś malowanego gówna". Nazwa całkiem oddaje sytuację.
Espilce zachowywał się jak jakiś śledczy, choć nie było ku temu żadnego powodu. Przecież ja z radością odpowiadałam na wszystkie jego pytania, jak zawsze zresztą! No czy widział ktoś kiedyś bardziej otwartą na świat osobę niż ja? No raczej nie.
- Wiem. Obiecuję, kochanie, więcej tego nie zrobię - zapewniłam z jadowitym uśmiechem, który praktycznie nie schodził mi z warg.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Lis 13, 2015 6:29 pm

Troszkę się skrzywiłem widząc jej rozdrażnienie. Może i jej rodzina nie miała problemu z powtórzeniem i zapamiętaniem jej imienia, może nawet jej stado dawało sobie z tym radę, ale dla mnie było to kompletnie niemożliwe.
- Dobra, dobra, Nagging czy tam Nigger czy jakoś tak. - odpowiedziałem zniecierpliwiony - Albo niech będzie... Sara albo Basia. - dodałem, porzucając próby zapamiętania imienia. Było zbyt trudne. Zresztą klacz chyba miała coś z Sary (http://ogloszenia.re-volta.pl/konie/szczegoly/30647) - pomyślałem.
- Tak sobie spacerowałaś i niechcący tutaj trafiłaś? - upewniłem się. Chyba każdy nieproszony gość tak twierdził. Zmówili się wszyscy czy co? No już mógł ktoś wymyślić lepszą wymówkę. Cokolwiek.
- Nie pamiętasz? - zdziwiłem się. Nie wierzyłem w amnezję, tak samo jak w depresję, ADHD, dysleksję, dysgrafię i inne choroby wymyślane przez konie. Uważałem, że to wszystko bzdury.
- To nie pamiętasz też, jak powiedziałaś, że podoba Ci się moja grzywa... i mi się chętnie oddasz? - podsunąłem jej. Byłem ciekawy, czy ta to potwierdzi.

Uśmiechem odpowiedziałem, na nazwanie mnie kochaniem.
- No dobrze. Niech będzie, że przeprosiny przyjęte. - stwierdziłem, może trochę nadinterpretując jej słowa. Widziałem jej słodki uśmiech, oczywiście go odwzajemniałem.
- To może zostaniesz... trochę dłużej u mnie? - zaproponowałem i zerknięciem na łańcuch od jej obroży starałem się jej przypomnieć, że i tak nie ma innej możliwości. Zarzuciłem ponownie grzywą, by klacz dojrzała, jaki jestem piękny.
- Skoro i tak nie masz nic ciekawszego do roboty... skoro się tak beztrosko włóczyłaś. - dodałem, podchodząc bliżej niej i próbując ją trącić chrapami w łopatkę.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Lis 14, 2015 9:41 am

Chciałam mu jeszcze raz przypomnieć moje imię... ale dotarło do mnie, że sama je zapomniałam. Jak to u licha było? Ng-co? Ngigizng, chyba w tym stylu. Aha, i była to skrótowa forma od, w wolnym tłumaczeniu z zulu, Jestem Uczulona na Idiotów' Odejdź. Heh, jakaż ja sprytna, iziwula w życiu by się tego nie domyślił! Cóż, trzeba mieć więcej neuronów pod kością ciemieniową, aby się tego domyślić, niż miał ten kary fryzek.
Odprężyłam się całkowicie i znów przestałam odzywać. No bo po co? Jeżeli chciał wkupić się w me łaski, musiał sam zawalczyć. Nie miałam ochoty tak ot, mu się dawać. To znaczy, jeden raz nikomu nie zaszkodzi, ale na tym poprzestańmy. Może i jest całkiem urodziwy, ale... nic poza tym.
- Sara? Może w ogóle mów mi Katarzyna, jełopie? Mam własne imię i nie będziesz mnie bezcześcił swoimi z otworu odbytniczego wyjętymi nazwami - oświadczyłam sarkastycznie. Co prawda, określenie "jełop" mogło go trochę zasmucić, jednak w moich ustach to słowo brzmiało niemal pieszczotliwie.
Następne pytanie bynajmniej nie nastroiło mnie bardziej pozytywnie. Na zewnątrz miałam zaciągniętą na pysk maskę spokoju i opanowania, ale paralelnie w środku pisałam już mnóstwo scenariuszy kolejnych wydarzeń, a co ciekawe, w każdym z nich Espilce, po mniejszej lub większej dawce okrutnych kaźni, kończył z głową w rynsztoku tudzież innych niemile pachnących odmętach. Po tej psychicznej dawce brutalności trochę wrócił mi dobry humor. Na pysku rozlał się niczym plama słońca trochę pobłażliwy, a trochę skłonny do drażnienia uśmiech.
- Nie nie nie, ty jak zawsze źle interpretujesz moje słowa. Otóż spacerowałam sobie spokojnie po tej waszej śmiesznej polance, gdyż zamierzałam dojść skrótem na przyjęcie w pałacu SMN, a wtedy jakiś kary popier... iziwula rzucił się na mnie z linami i już nie zdążę - powiedziałam, marszcząc z niesmakiem brwi (gjm). - Niestety kultura zniknęła już z tych okolic. To smutne, jak szybko ludzkość (końskość?) popada w brutalność - westchnęłam melodyjnie i spiorunowałam go wzrokiem. - A ty? Co sądzisz o pospólstwie naszej krainy? Bywają obrzydliwi, nieprawdaż?
Zignorowałam kolejne niedowierzające pytanie, bo ani mi się chciało na nie po raz kolejny odpowiadać, ani nie miałam siły na użeranie się z tym... ogierem.
Gdy zerknął gdzieś ponad moją głową, podążyłam torem jego spojrzenia i o to dostrzegłam... Co takiego dostrzegłam? Otóż gówno dostrzegłam, dlatego iż ogier, patrzący powyżej mnie, sprowokował mnie do spoglądania ponad poziomem mej głowy, przez co widziałam jedynie sufit, na którym kopulowały w najlepsze dwie muchy, a nie łańcuch, którego widokiem napawał się Espilce.
- Trochę dłużej? - zapytałam z westchnieniem. - Po co? Żeby rozmawiać w nieskończoność? To chyba trochę nudne, nie uważasz? - to była mowa prowokacyjna, której trochę się już wyuczyłam. Wiedziałam, co teraz zaproponuje i chciałam, żeby zaproponował.
Trącił mnie w łopatkę. To oznacza, że podszedł bardzo, bardzo blisko mnie i żaden durny łańcuch mnie nie ograniczał. Zrobiłam błyskawiczny, mocarny wykop i poczęstowałam go jego własną żuchwą, której smak pewnie poczuł, gdy wbiłam mu ją głębiej w pysk.
- Dopóki mam wolne kopyta, nie zbliżysz się do mnie na krok - oznajmiłam pogodnie, lustrując go wzrokiem. - To byłby spory uszczerbek na mojej godności, kochanie.
Spojrzałam na niego wyzywająco, szykując kopyta do kolejnego ataku, gdyby był konieczny. Nie zamierzałam mu się dać, dopóki miałam jak się bronić. To przecież jasne.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Lis 14, 2015 11:50 am

Położyłem uszy po sobie słysząc jej oburzenie. Z jednej strony mogły być uzasadnione... ale z drugiej to przecież ona bez pytania naruszyła teren mojego stada i trafiła do mojej niewoli. A zgodnie z savoir vivre i konwencją genewską, w takiej sytuacji grzeczność i uprzejmość nie była wymagane. Chociaż oczywiście nie były zakazane, dopóki klacz swoim zachowaniem nie dowodziła, że jest jakaś furiatką, którą powinno się trzymać spętaną w celi i nie podchodzić na długość kija do krat.
- Tak, Karyna też może być! Ostatnio dorwałem jakiegoś Sebe! Brakuje mi tylko Janusza i Grażyny i będziemy mieli stereotypową końską rodzinę! - prychnąłem zirytowany - A źrebaki się nazwie Brajan i Andżela! - dodałem, mając już dość jej zachowania obrażonej księżniczki, przezywania mnie i obrażania. A najgorsze, że robiła to z takim spokojem i opanowaniem, jakby to było jej normalne, typowe, codzienne zachowanie. A może rzeczywiście taka była? Nieszanująca innych, gardząca nimi? Jeśli tak, to w zasadzie niczym się ode mnie nie różniła w podejściu do koni. Chociaż oczywiście ja miałem dużo ładniejszą, bujniejszą i dłuższą grzywę, którą odruchowo ponownie zarzuciłem.

Zainteresowałem się opowiedzianą przez nią historia, zastanawiając się, czy jest prawdziwa. Zignorowałem już nazwanie naszej polanki "śmieszną" i kolejne obrażanie mnie - w końcu jej słowa dotyczyły tak nieistotnej informacji jak intelekt, a nie tak niesamowicie ważnej jak grzywa.
- Przyjęcie? Jakie przyjęcie? - spytałem podejrzliwie. Czułem się oburzony, ze nikt mnie na żadne przyjęcie nie zaprosił. A ją? Ktoś zaprosił? Czyżby miała jakiegoś ogiera? Czy się wprosiła licząc, że jakiegoś uda jej się poznać? No bo jeśli tak to mogłem liczyć na swoją szansę.
- A wybierałaś się na nie sama? - spytałem z nadzieją w głosie, przypatrując się klaczy. Nie była taka zła, a nawet całkiem mi się podobała. No może poza grzywą.... Ale jej budowa była zgrabna, długie nogi, kształtny zad. Troszkę się krzywiłem na białą plamę na jej zadzie. Uważałem, że konie powinny mieć kolor jednorodny - jak fryzy. A wszystkie kropkowane, z odmianami, łaciate niczym krowy - to na pewno jakieś odchyły od wzorca rasy!
- Kultura? A kultura nie jest przereklamowanym, nowomodnym pomysłem? - spytałem zdziwiony - Liczy się stanowczość, pewność siebie... no i owszem. Brutalność. Nie do tego powinno się dążyć? - zastanawiałem się na głos - To tak jak konie w wąskim przejściu. Niektórzy uważają, że należy mówić "przepraszam" i czekać, aż się odsuną. Czy tradycyjne podejście, gdzie się po prostu idzie i te niżej w hierarchii wiedzą, że mają się odsunąć, bo inaczej dostaną kopa... czy takie podejście nie jest lepsze? - spytałem się jej, odpowiadając niejako pytaniem, na jej pytanie o pospólstwo. W końcu czy jakakolwiek odpowiedz mogłaby lepiej zaprezentować moje podejście niż tak postawione pytanie?

Uśmiechnąłem się, słysząc jej pytanie. Dobrze zrozumiałem, co klacz chciała mi powiedzieć przez zasugerowania, że rozmawianie jest nudne, chociaż dziwiło mnie, że zaproponowała to niemalże bezpośrednio. Spodziewałem się po niej, że będzie udawała niedostępną a ta tak po prostu sama zasugerowała, co chce. Może wiec rzeczywiście z myślą o tym wybierała się na bal? I specjalnie dała się mi podejść i schwytać? Taka nimfomanka mi się trafiła? W sumie nie miałem chyba nic przeciwko temu. Z cichodajką przynajmniej nie będę się musiał bawić w jakieś liny.
- No nie martw się... wkrótce porobimy ciekawsze rzeczy. - odpowiedziałem jej, uśmiechając się do niej. Podszedłem bliżej, trącając ją w łopatkę... po czym kwiknąłem z bólu, obrywając od niej solidnym kopniakiem, który trafił mnie centralnie w pysk. Było to tak zaskakujące, kompletnie niepasujące do jej wcześniejszych słów, że nie miałem pojęcia jak zareagować. Nie rozumiałem, co się stało. O co jej chodziło? Co zrobiłem źle? Sprawdziłem językiem poszczególne zęby, upewniając się, że są całe. Dopiero jej kolejne słowa wytłumaczyły mi motywy, które nią kierowały.
- Ah tak? - odpowiedziałem zirytowany - Mogłaś mnie wcześniej uprzedzić. - dodałem z wyrzutem - Mogłaś mi wybić zęby i złamać szczękę! - pożaliłem się płaczliwym głosem. Zerkając na klacz, która patrzyła się na mnie wyzywająco.
- Czyli lubisz takie ostrzejsze zabawy? Specjalnie dałaś się złapać? - spytałem zaintrygowany. Ten kopniak był dla mnie całkowitym zaskoczeniem - przecież wcześniej klacz nie była w najmniejszym stopniu agresywna! Ale ok, skoro się chciała tak bawić...

Chwyciłem jakąś linę spośród tych, które miałem w jaskini z myślą o właśnie takich sytuacjach. Nagger była przykuta łańcuchem do ściany, nie mogąc od niej za bardzo odejść, więc starałem się ją zajść z prawej strony, na końcu doskakując do jej prawej przedniej nogi, próbując zawiązać na niej linę licząc się, że ta może próbować mnie dalej wściekle kopać. Liczyłem na to, że po parokrotnym oberwaniu kopytem w końcu mi się to uda, a jeśli rzeczywiście się stąło, to drugi koniec sznura dowiązałem do jakiegoś palika wbitego w posadzkę na prawo od klaczy. Jeśli mi się to wszystko udało, to to samo próbowałem zrobić z drugiej strony, zachodząc klacz od lewej i starając się przywiązać liną jej lewą przednią nogę do palika na lewo od klaczy. Jeśli i to mi się udało, to wpatrzyłem się w nią triumfalnym wzrokiem.
- Tak lepiej? - spytałem z satysfakcją.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Lis 14, 2015 12:52 pm

Deal with it

Z moim filozoficznie - cynicznym podejściem do życia nawet rozmowa z tym rozkapryszonym, nieochędożonym grymasiarzem była jakby łatwiejsza. Nigdy nie ukrywałam, że mam trochę zmienny charakter, tendencję do niezdecydowania i częstej zmiany zdania, poglądów, skóry i orientacji sek... nie. Stop. Tyle w tym temacie, więcej wspominała nie będę. Jeszcze bym coś niechcący powiedziała na głos, co też potrafiło się zdarzyć, kiedy miałam za dużo myśli w jednym momencie, tak dużo, że aż rozrywały czaszkę i czasem wylewały się z niej, płynąć jak bystra rzeka w dół mojej egzystencji, wypływały przez wargi lub przeciwnie, spadały do żołądka, zalegały w jelitach już na zawsze bądź też... no, wiadomo o co chodzi. Potrząsnęłam głową, znów przykrywając oczy i diabelski uśmieszek tak, aby go nie dojrzał. Nie potrzebowałam zbędnych pytań, wolałam czasem zrobić to w zaciszu własnej przestrzeni. Espilce był nawet miłym, ale mało pojętnym koniem. Czasami przydałaby mu się pomoc, aby coś zrozumieć. Z drugiej jednak strony, czyż słodka niewiedza nie pozostawała czasem dla niego wybawieniem i pomocą? A zresztą... Nieważne. Teoretycznie lubiłam rozgryzać innych i podążać ich tokiem myślenia, ale musieliby być kimś ciekawym, aby dłużej pozostać w mojej głowie. Espilce'a wyrzuciłam z niej szybko, nie zaprzątając się nim zbyt długo.
Przestąpiłam z nogi na nogę, ignorując jego kolejne słowa. No naprawdę, poziom konwersacji spadł poniżej norm europejskich, jeszcze niżej niż polskie drogi użytku masowego.
Jakiego Sebę? Kto to jest Seba? Nie spotkałam żadnego Seby, w zasadzie to jeszcze nikogo nie spotkałam, byłam tu dopiero od niedawna i raczej nie spieszyłam się z poznawaniem nowych koni. Można powiedzieć, że nie lubiłam innych. Zawsze byli jacyś tacy... nudni, albo niedoskonali. Mówią, że nie ma ideałów. Wątpię. Ale teraz nie będę tego roztrząsać. Zmarszczyłam tylko czoło (gjm) i spojrzałam na Espilce'a ponuro, przygryzając lekko dolną wargę w subtelnie pogardliwym geście, którego pewnie tak nie rozczytał, jego zrozumienie dla niuansów było raczej... Znikome? Nie, nie znikome, powiedziałabym, że raczej zerowe, a może nawet ujemne, przebijające dno i opadające smętnie jak przekłuty, sflaczały balonik, wliczając w to sprany kolor i pierdzący dźwięk uchodzącego powietrza, spadający wśród pokrytej pajęczyną i kurzem, całej szaroty jego nędznego umysłu, pełnego tylko glutowatej, pozbawionej smaku i koloru mazi, którą wyobrażałam sobie akurat w roli zadufania w sobie. Patrzyłam na niego niemal ze smutkiem, czując nagły przypływ litości dla tego nędznego stworzenia. Czym ono niby jest? Zwykły, bezsensownie istniejący robak, mający się za wyższego od innych. Zjadacz chleba.
Z przyjemnego, myślowego odrętwienia wyrwał mnie jego głos. Mówił coś o balu. Ach, no tak. Przecież powiedziałam mu, że idę na bal. W sumie to nie była prawda, raczej wędrowałam żeby poznać jakichś Czarnokrwistych, z moim mniemaniu dzikich tubylców tych rejonów. Zawsze fascynowały mnie ludy koczownicze, chętnie poznałabym ich zwyczaje, czym się żywią, jak spędzają czas, jak się rozmnażają. Espilce rozczarował mnie po całości, nie miałam ochoty streszczać mu tego wszystkiego. I tak by nie zrozumiał, potem wywiązałaby się nudna pogawędka nie prowadząca do niczego poza kolejnymi słowami, słowami, słowami. Słowa są niczym. Są na nic, dziecko, na nic! - zwróciłam się w myślach do Espilce'a. - Niech czyny bronią się same...
Może jeszcze przed piętnastoma minutami tak nie uważałam, a wręcz przeciwnie, ceniłam dyplomację i zawiłe trudy konwersacji, teraz jednak uznałam, że nie ma powodu, aby tak bardzo usilnie pozostawać przy swoim. Cechowała mnie pewna plastyczność poglądów, to znaczy, oczywiście, że zawsze miałam wyrobione zdanie na każdy temat, to przecież jasne jak południowe słońce, po prostu... akceptowałam w moim toku myślenia drobne zmiany, zawsze na bieżąco aktualizowałam swoją opinię, wzbogacałam ją o nowe fakty i przekonania, wyrażałam ją kilkakrotnie, pewna, że teraz sama mogę się z nią zgodzić.
Znów pochłonęły mnie rozważania. Cóż, miałam ku nim idealną sposobność, w końcu i tak nie robiłam nic na tyle interesującego, by je przerywać. W końcu byłam w ciepłej jaskini, było wygodnie i spokojnie, oczywiście był też jeden element drażniący (podpowiem, że miał grzywę i kopyta), ale po dłuższej chwili skonstatowałam, że mnie on nie obchodzi. Po cóż miałabym zawracać sobie nim głowę? Były ciekawsze rzeczy tutaj, chociażby te wyżej wspomniane, kopulujące na suficie muchy. Do wartkiej akcji włączyła się trzecia, można było zaobserwować wyraźną bitwę o partnerkę. Jedna z much odpadła z sufitu, lecz mimo wszystko nie poddawała się. Po zażartym pojedynku pełnym brutalności i determinacji, partnerka przez przypadek straciła głowę i uderzyła o ziemię, a samce patrzyły na to z niejakim zakłopotaniem. Po chwili obydwaj odlecieli, bo i tak nie było po co tutaj zostawać.
Poczułam, że Espilce wykonuje jakieś czynności przy moich przednich nogach. Stwierdziłam, że mnie to nie obchodzi, ale szybko tego pożałowałam. Otóż po zatrważająco krótkim czasie stwierdziłam, że moje przednie nogi są mocno przywiązane do ziemi. Spróbowałam poruszyć jedną. O nie. Naprawdę nienawidziłam być związana. Ograniczenie ruchu w każdym stopniu było dla mnie koszmarem.
Mimo wszystko nie chciałam dać mu tej satysfakcji, więc nawet nie mrugnęłam, kiedy mnie wiązał. Postanowiłam, że dopóki nie rusza tylnych nóg, sytuacja jest jeszcze do opanowania. Zaczęłam wykonywać lekkie ruchy kopytami, jednocześnie naprężając nogi. Pętle jakby nieco popuściły, nie na tyle, abym mogła oswobodzić kopyta, lecz wystarczająco, abym poczuła się stokroć pewniej.
Z marsową miną spojrzałam na niego. Cóż, popełnił spory błąd. Gdyby związał moje przednie kopyta razem, na pewno nie robiłabym żadnych gwałtownych ruchów tylnymi, aby się nie przewrócić, ponieważ gdyby tak się stało, nie dałabym rady się podnieść. Na szczęście nogi uwiązane do palików nie stanowiły takiego problemu, więc nie byłam bezbronna. Złączyłam zadnie kopyta razem, naprężyłam je odpowiednio i wbiłam w ziemię. W ten sposób nie mógł mi zaszkodzić, bo nawet przywiązując je do palików nie uzyska takiej mojej pozycji, w której jako ogier chciałby żebym się znalazła. Cóż, ciekawa byłam, jak on chce się zabrać do swojego zadania. Jeszcze tylko napomknę o tym, że jestem dla niego o wiele za wysoka, nie doskoczyłby na tyle, żeby znaleźć się na moim grzbiecie, a nawet jeśli, to śmiesznie dyndałby tylnymi nogami w powietrzu, przez co zrzucenie go byłoby już tylko kwestią mojej zachcianki.
Stwierdziłam, że moje położenie nie jest takie złe i całkowicie się rozluźniłam. Nie było powodu do niepokoju. Teraz czekałam już tylko, aż ogier wymyśli jakiś piękny sposób, aby doskoczyć do moich włości. Cóż, ma moje błogosławieństwo. Może sobie tam podłoży jakiś kamień? Albo zwalony pniak? Sama ta myśl, jeszcze w połączeniu z wizualizacją sprawiła, że ledwo powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem. Niech myśli. Zrobię mu tą łaskę i poczekam.
Co z tego, że nie mam wyjścia.

Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Lis 14, 2015 6:16 pm

No nie, no po prostu nie! To niemożliwe! Poddaję się! Twój post ma ponad 1000 słów! To mój artykuł, który wczoraj pisałem, ma mniej. Toż to zbrodnia! To się nadaje do Strasburga!

Z kolei w moim podejściu do życia najbardziej liczyła się jedna osoba. Kto nią był, było chyba oczywiste dla każdego, kto mnie znał. Oczywiście chodziło o mnie samego. W końcu czy nie miałem najładniejszej, najbujniejszej, najdłuższej grzywy w całej krainie? Było oczywistym, że jedynym koniem, którego mogłem pokochać, byłem ja sam. Ok, mogłem się przejściowo zainteresować innymi klaczami, jeśli były tak śliczne jak złapana przeze mnie Nagger… ale w tym wypadku czy można było to nazwać miłością? Raczej krótkim tete-a-tete, którym głównym celem było danie sobie fizycznej przyjemności. Niektóre klacze spodziewały się czegoś więcej? Na coś jeszcze liczyły? No to ich strata – mogły się wcześniej domyśleć, że w moim systemie wartości egocentryzm niekoniecznie jest uznawany za wadę. Zastanawiałem się, czy przypadkiem napotkana klacz nie kieruje się podobnymi imperatywami. Z jakiś powodów wydawało mi się to możliwe. Może byliśmy do siebie bardziej podobni, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać?

Obserwowałem klacz, która z jakiś powodów marszczyła czoło i zerkała na mnie ponuro. Kompletni nie miałem pojęcia, o co jej może chodzić? Prosi o litość? Tęskni za kimś? Rozpacza? Nie byłem w stanie jej rozgryźć. Miałem za mało informacji o niej i chyba za słabą wiedzę o klaczach i ich charakterze, by być w stanie wyczytać coś z Nagger. No a skoro sama nic nie mówiła, to nie miałem pojęcia, o co jej do diaska chodzi. Obraziła się czy co? O pytanie o bal? Lub o to, czy wybierała się sama? Tak po prostu rzuciła fochem i zaprzestała dalszej konwersacji?
- Czemu nic nie mówisz? - spytałem, zaintrygowany jej ciągłym milczeniem – Coś nie tak powiedziałem? – dopytywałem, próbując znaleźć powód jej nagłego umilknięcia. Mówiłem dalej, mówiłem i mówiłem ale jakoś nie dostawałem odpowiedzi. Zupełnie, jakbym mówił do skały. Ciężko westchnąłem, czując, ze klacz się całkowicie wyłączyła. Ignorowała mnie? Gdyby tak było jeszcze godzinę temu, to bym się mocno wkurzył… a tak uznałem to za szansę. Szybko rzuciłem się z linami przywiązując przednie nogi klaczy do ziemi, korzystając z tego, że ta zamyślona się nawet nie broni. W sumie lepiej dla mnie – nie przepadałem, za wysiłkiem fizycznym, co zresztą było widać po mojej nadwadze. Nie byłem w końcu jakimś wołem roboczym, hucułem, ślązakiem czy jakimś zimniokiem, aby fizycznie pracować!
- To co? Tak lepiej? – powtórzyłem pytanie, próbując skłonić ją do przerwania tej nieznośnej ciszy. Ciężko westchnąłem zerkając na zadanie nogi klaczy, który były złączone razem. Ponownie ciężko westchnąłem.
- Czemu to wszystko utrudniasz? – spytałem z wyrzutem. Dobrze wiedziałem, że złączone razem nogi utrudniają dotarcie do pewnych rejonów klaczy, na których akurat mi najbardziej zależało. Zaczynało mnie to irytować. Ona to robiła specjalnie – byłem tego niemalże pewny. No przede wszystkim jej tylne nogi również musiałem przywiązać do palików. Oberwałem od niej przodami, które u koni są znacznie słabsze i było oczywiste, że podejście do tylnych nóg może się wiązać ze znacznie poważniejszymi i boleśniejszymi konsekwencjami. Podszedłem wiec do klaczy od prawej strony, próbując zawiązać tym razem sznur na jej prawej, tylnej nodze. Jeśli mi się udało, to drugi koniec zawiązałem do palika. Dobry początek. Tylko co zrobić z drugą zadnią nogą? To już był większy dylemat. Również starałem się dowiązać linę do jej lewej tylnej nogi… ale teraz próbowałem za sznur ciągnąć i szarpać. Nie za mocno, by klacz mi się nie wywaliła. Ale na tyle silnie, aby może za którymś razem udało mi się jej odsunąć kopyto od drugiego. Jeśli to nie pomogło, to długi sznur próbowałem przyczepić do kolejnego palika, okręcając o niego… by wykorzystać go i kolejnymi szarpnięciami próbować przyciągać jej lewą zadnią nogę bliżej niego i dopiero wtedy przywiązać do palika, starając się doprowadzić do tego, by klacz stała zadnimi nogami w delikatnym rozkroku. Ale czy mi się to udało? A nawet jeśli tak, to czy utrudnianie przy wiązaniu nóg nie wpłynęło niekorzystanie na jakość węzłów i pętel? Miałem nadzieję, ze nie.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Lis 15, 2015 5:59 pm

No to jedziemy od początku.

Zmarszczyłam czoło i patrzyłam na niego w skupieniu, niemal nieruchomo, jakbym uprawiała jakieś końskie zen. Albo wymyślała teorię złożoności palindromów tudzież inna pierdoła. Czułam się dobrze. Jako Ngagging czy jak ja się tam nazwałam, nie pamiętam, wiem tylko, że było w tym dużo "g", mogłam być spokojna o swoją godność i nie przejmować się istotami niższymi.
- Hm? Co? Wybacz, zagapiłam się na kopulujące na suficie muchy i nie dosłyszałam, co tam sobie szemrałeś - powiedziałam, przybierając na pysk maskę uprzejmego zainteresowania.
Tak naprawdę przez ostatnie kilka minut byłam zajęta robieniem łagodnych, kolistych ruchów przednimi kopytami - teraz opasujące je liny wyraźnie zwiotczały, a pętle się rozszerzyły i w zasadzie spokojnie mogłam wyjąć z nich nogi. Tylko po co? Jeszcze karus mocniej by je docisnął, niwecząc moje wysiłki.
Co prawda udało mu się obwiązać moją prawą nogę liną, jednak gdy tylko to zrobił, lewą eleganckim gestem zaplotłam o drugą, krzyżując nogi i sprawiając, że kiedy zawiązał sznur na lewym kopycie, żadnym szarpaniem nie zdziałał zbyt dużo. A nawet, przechodząc bardziej zrozumiały na język kolokwializmów, gówno facet zdziałał.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Lis 15, 2015 6:25 pm

/Najpierw "paralelnie" teraz "złożoność" i "palindromy"? Nie za dużo informatyki?

Nie traciłem czasu na obserwowanie zamyślonej klaczy a raczej skupiałem się na wykorzystaniu jej stanu... aż ta nagle wyjaśniła, na co tak cały czasz zerka.
- Że co? Na co? - stwierdziłem, kompletnie zaskoczony. Gdyby jeszcze się zagapiła w moją piękną grzywę to bym zrozumiał. Ale w muchy. Chyba, że nie tyle w muchy się zapatrzyła co w czynność.
- Zagapiłaś czy rozmarzyłaś, widząc co one robią? - odpowiedziałem jej, uśmiechając się i kiwając głową ze zrozumieniem - Dawno żadnego ogiera nie miałaś? - domyśliłem się.

Przywiązałem prawą zadnią nogę klaczy... no ale z lewą nic nie mogłem zrobić. Klacz skrzyżowaniem jej, uniemożliwiła mi przywiązanie jej w rozkroku. Ciężko westchnąłem nie mogąc się z tym uporać. Ok, mogłem użyć siły i naprzeć na nogę by dopiero później szarpnąć. Ale nie chciałem iść w stronę eskalacji agresji.
- Czemu to robisz? Dobrze wiem, czego oczekujesz... a mi to utrudniasz. - powiedziałem z wyrzutem.
- Daj sobie przywiązać nogę w rozkroku... to w nagrodę zdejmę Ci obrożę z szyi. - zaproponowałem jej chyba uczciwe rozwiązanie. Skoro Nagger miała przywiązane nogi do posadzki to nie musiała mieć nic na szyi... no a bez obroży byłoby jej może zdecydowanie wygodniej.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Lis 15, 2015 7:26 pm

/ Paralelnie poznałam na polskim, złożoność - normalne słowo, a palindromu nauczyła mnie nasza poliglotka Piękna vel Liryenne

Westchnęłam i wywróciłam tylko oczami. Jak tu nie kochać ogierów?
- Na m u c h y ! Takie małe skrzydlate upierdliwce zwykle składające jaja w pokarmie i bzyczące podczas lotu... - zamilkłam, słysząc kolejne słowa Espilce'a. No cóż, po nim czegoś takiego należało się spodziewać. - Nie wiem, czy oglądanie czegoś takiego z tej perspektywy może wpłynąć na moje myśli...
Przekrzywiłam głowę w zamyśleniu. Ogiera? Owszem, niektóre były całkiem miłe, ale nigdy nie myślałam o nich w ten sposób. No bo toto jest nie dość że niewierne, to jeszcze trzeba znosić jego fochy, kaprysy i dziwaczne pomysły. Nie nie nie, tyle z tym roboty, a pożytku zero.
Jego propozycja była całkiem logiczna. Jemu będzie łatwiej, a ja będę miała lepsze możliwości ewentualnych manewrów.
- No.. no dobrze - powiedziałam ostrożnie. Odgięłam tylną nogę tak, aby powstała wolna szpara między nogami. Jednak lekko zaczepiłam kopyto o krawędź nogi. W ten sposób mógł ją już przywiązać, jednak nie miałam zamiaru całkowicie iść mu na rękę (kopyto?). Byłam niemal przekonana, że nie dotrzyma danego słowa.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Lis 15, 2015 7:44 pm

/ Heh, to w takim razie nie trafiłem. Złożoność i palindromy mocno wiążą się z informatyką. Paralelnie w sumie nie, bo albo się używa słowa "równoległe" albo stosuje się angielskiego "parallel". No, nieważne

Przekręciłem oczami słysząc słowa Nagger. Wiedziałem, co to są muchy. Nie musiała mi tego tłumaczyć! Chociaż podejrzewałem, że klacz o tym dobrze wie, a tylko się ze mnie nabija. Nie zamierzałem dawać jej się sprowokować. Wolałem zamiast tego subtelnie sugerować, że ona jest klaczą lekkich obyczajów, która marzy tylko o jednym. Z jakichś powodów większość koni uważało taką cechę klaczy za złą, co było o tyle dziwne, że u ogierów było to w miarę normalne i przez większość z nich nie było traktowane w kategoriach wady.

Zaproponowałem klaczy pewien układ i się uśmiechnąłem, gdy ta się zgodziła. Gdy klacz odgięła tylną nogę, szarpnąłem mocno za sznur, by jeszcze pogłębić jej rozkrok, mimo tego jej zapierania się, i dopiero przywiązałem linę do jakiegoś palika. W końcu zależało mi na własnej wygodzie a i jej będzie w ten sposób przyjemnie. Zawahałem się w kwestii zdjęcia obroży... ale w sumie nie przeszkadzało mi to. Klacz byłą przywiązana za nogi, więc w zasadzie łańcuch wiążący ją do ściany był zbędny. A nie chciałem ją denerwować niespełnieniem obietnicy - niektóre kobyły tego nie lubiły. Zdjąłem więc jej z szyi obrożę, tak jak chciała.
- I co? Lepiej? - spytałem, zachodząc klacz od tyłu. Zacząłem się wycierać pyskiem o jej zad a następnie wodziłem chrapami po jej tylnych nogach: od zadu aż do pęcin, na których były przywiązane liny. Taka gra wstępna? Martwiła mnie trochę kwestia jej wysokości - może rzeczywiście sobie przytargać tutaj jakąś kłodę sprzed jaskini? Normalnie obawiałbym się jeszcze jej umięśnionych zadnich nóg... ale na szczęście były przywiązane i przynajmniej one nie stanowiły dla mnie problemu.
- Jak się czujesz Kochanie? Jakieś prośby? - spytałem, podgryzając ją po nasadzie ogona.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Lis 16, 2015 6:45 pm

Odprężyłam się. Zanim zawiązał sznur na lewej nodze, zdążyłam już mocno napiąć mięśnie. Kiedy opasał je sznurem, zwolniłam napięcie i, jak miałam nadzieję, lina pozostała lekko sflaczała, niedokładnie opinając kopyta. Było to dla mnie bardzo korzystne, bez łańcucha byłam niemal wolna. W zasadzie jedynym, co mnie tu trzymało, była moja porządnie unieruchomiona prawa noga i to o nią się martwiłam. Gdybym zaczęła się teraz wyrywać, być może zwróciłby uwagę na pętle przy pozostałych kończynach. Tak, kiedy pozostawałam nieruchoma, mógł sądzić, że związał mnie tak porządnie, że nie jestem w stanie się ruszyć.
- O wiele, kochany - westchnęłam, mrużąc oczy z zadowoleniem. Popatrzyłam się na niego w iście uwodzicielski sposób. Niech podziwia uśmiech grozy malujący się na moim pysku i skupi na ulatujących z niego słowach, a ja tymczasem wesoło pousiłuję oswobodzić tylną nogę.
Niestety powróz trzymał mocno, we wgłębieniu tuż nad kopytem, a ja nie chciałam ryzykować zauważenia. Wydawało mi się, że węzeł był całkiem łatwy do rozwiązania, niestety w żaden sposób nie dosięgałam do niego trzymając przednią nogę przed sobą. Niechętnie zaprzestałam wszelkich ruchów.
Rozdrażniona, gdy tylko zaczął gryźć mnie po nasadzie ogona, mocno trzepnęłam go włosiem w pysk i oczy. Potem szybko się zreflektowałam i śpiewnym, ociekającym od lukru głosem powiedziałam:
- Daruj, kochanie. Czuję się o tyle świetnie, o ile koń przywiązany do podłogi tak, że nie może poruszyć kopytem mógłby się czuć, dziękuję za troskę - pufnęłam, wydymając chrapy. - Nie, ale zakładam, że ty masz już paletę propozycji. Od czego zaczniemy? - uśmiechnęłam się pięknie, obdarzając go zalotnym spojrzeniem swych pięknych oczu.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Lis 16, 2015 6:59 pm

Gdy już skończyłem przywiązywać klacz, uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany dobrze wykonanym zadaniem. Klacz była tak unieruchomiona, że nawet nie próbowała się wyrywać. Pewny dowód dobrze wykonanej pracy. Była teraz cała moja. Zarzuciłem grzywą będąc z siebie niesamowicie dumnym.
- No to dobrze, że Ci się podoba. - odpowiedziałem odruchowo. A tak naprawdę czy mi to robiło sporą różnice? Chyba niekoniecznie. Najważniejszy byłem ja. Gdy klacz zerkała na mnie uwodzicielsko, odwzajemniłem jej uśmiech. Musiałem się jej niesamowicie podobać i wcale mnie to nie dziwiło. W końcu moja grzywa była naprawdę piękna, gęsta i bujna.

Trzepnięcie ogonem mnie trochę zirytowało... ale jak klacz przeprosiła, tylko przytaknąłem jej łbem. W sumie to bym odruch - widocznie klacz nigdy nie miała tak przystojnego ogiera jak ja, wiec była odrobinę nerwowa. W sumie nie dziwiłem się jej - nie zawsze się spotyka takich przystojniachów jak ja, więc uważałem to za normalne, że moim zdaniem klacz próbuje mi się przypodobać. Każda na jej miejscu zachowywałaby się tak samo.
- No ale chyba się nie skarżysz na liny? - spytałem - Sama je chciałaś. - przypomniałem jej. W końcu czy to nie był jej pomysł? - Ja tylko spełniłem Twoje życzenie. - dodałem, uśmiechając się i ponownie wycierając się pyskiem o jej zad.
- W sumie możemy zacząć od krótkiej gry wstępnej. - zaproponowałem, po czym ponownie zacząłem ją podgryzać po nasadzie ogona by następnie włożyć swój pysk pod niego. Wypuściłem ciepłe powietrze w miejsce jej wrażliwych rejonów i zaciągnąłem się słodkim zapachem rui.
- Hmm, może i będą z tego źrebaki. Chciałabyś? - spytałem, chociaż prawdę mówiąc raczej mi na nich nie zależało. Następnie kontynuowałem masaż jej zadu własnymi chrapami.
- I co? Gotowa? - spytałem, przygotowując się do naskoczenia na nią. Byłem niby od niej znacznie niższy, ale raczej powinienem dać radę, o ile oczywiście ta będzie grzeczna... a będzie, bo w końcu ją związałem.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Lis 16, 2015 7:31 pm

Ziewnęłam szeroko, potrząsając głową i grzywą. Potem chwilę zamlaskałam wargami. Tak mi się to spodobało, że zamlaskałam drugi raz. Potem zaczęłam metodycznie podgryzać własną prawą nogę, niby to czyszcząc futro, a tak naprawdę obserwowałam go czujnie spod grzywki. To nie jego wina, że jest głąbem. Głupota nie boli, ale trzeba się nachodzić.
- Nie nie, ja uwielbiam być przywiązana do podłogi - zapewniłam go żarliwie, swoim ulubionym tonem, przez który nikt nie rozumiał, czy mówiłam sarkastycznie czy już nie.
No chyba, że natura wyposażyła go w mózg.
Denerwowało mnie to jego wycieranie mordy w mój tyłek, naprawdę, trochę ogłady nie zaszkodzi, nawet jeśli zainteresowany ma tylko jeden cel w życiu.
- Źrebaka? - skrzywiłam się. - Nie, dziękuję, raczej nie. Chyba, że chcesz go sobie wziąć - wydęłam wargi. Tylko małego dzieciora mi tu brakuje. Pfuj, nie wiem, jak inne klacze sobie z nimi radzą, ale ja nie miałam zamiaru nic takiego robić, pięknie dziękuję, bez przesady. - Ale... mój panie.. - powiedziałam ironicznie. Chociaż on oczywiście ironii tej nie dostrzegł. Jego strata. Moje szczęście. - Zapraszam. Skacz. Tylko sobie traf, masz jeden strzał. I może przynieś sobie jakąś podstawkę - zachichotałam z własnej wredoty i uniosłam ogon zapraszającym gestem, przy okazji strzelając nim idealnie centymetr od jego oka. Czemu miałabym sobie tego żałować?! Tylko ogiery mają mieć.. przyjemności?
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Lis 16, 2015 7:51 pm

To, że klacz mnie ostentacyjnie ignoruje zaczynało mi działać na nerwy. Bo chyba ta specjalnie mlaskała i ziewała, chcąc mnie tym zirytować. A może tylko pospieszyć? W sumie ciężko było mieć pewność. Klacz nie zawsze sprawiała wrażenie normalnej. Przekręciłem oczami, gdy ponownie usłyszałem jej odpowiedź, która była dla mnie niemożliwa, do pełnego odczytania. Klacz sobie, że mnie żartowała? Przecież sama chciała abym ją przywiązał! Wolałem nic nie odpowiadać - tak było bezpieczniej. Nie chciałem zrobić z siebie idioty poprzez niewłaściwe odczytanie jej słów, więc zdecydowałem się niczego nie mówić.

Zastanowiłem się nad jej pytaniem.
- Źrebak? Po co mi źrebak? Nie, nie chcę źrebaka. - odpowiedziałem. Czy miałem zamiar dbać w jakikolwiek sposób o antykoncepcje? Oczywiście nie - jeśli będzie wpadka... to już będzie jej problem, nie mój. Uśmiechnąłem się, gdy mnie nazwała swoim panem. To określenie mi się podobało. Bardzo. Gorzej było z jej sugestiami dotyczącymi mojego wzrostu i umiejętności.
- Nie martw się! Trafię! - warknąłem oburzony jej sugestiami. Podstawka? Może by mi się i przydała... ale skoro klacz tkwiła w rozkroku to była trochę niższa. A ja pewnie mogłem na nią wskoczyć tak, by mając pozycję bardziej pionową sięgnąć tym, czym musiałem, tam, gdzie musiałem. Jakoś sobie dam radę - uznałem. Uśmiechnąłem się widząc zapraszający gest ogonem, nieznacznie kładąc uszy po sobie, gdy minął w niewielkiej odległości moje oko. Oczywiście natychmiast naskoczyłem na klacz, co nie było takie łatwe, mocno obejmując ją przednimi nogami, aby z niej nie zlecieć. Nie mogłem jej za skutecznie przygnieść zadu własnym ciężarem - z powodu różnicy wzrostu raczej się o nią opierałem, niż na niej leżałem- czy może raczej było to coś pomiędzy. Jeśli nie zdarzyło się nic dziwnego, to stanowczo wszedłem w klacz na całą długość swojej ogierzości po czym zacząłem wykonywać delikatne ruchy biodrami - by jej nie spłoszyć ani nie przestraszyć.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Lis 17, 2015 4:29 pm

Kręciłam spokojnie kopytem, czując, że węzeł zadniej nogi da się poszerzyć jedynie subtelnymi, elipsoidalnymi ruchami w stronę lewą. Sznur nareszcie odrobinę oklapł, wiedziałam, i wiedziałam to z lubością, że mocne szarpnięcie wystarczy, aby całkowicie kopyto oswobodzić - przez co już nic nie będzie mnie trzymało. Uśmiechnęłam się inteligentnie, zwycięsko zarzucając głową.
- Jesteś strasznie wybuchowy - stwierdziłam flegmatycznie, spozierając na niego spod grzywy. - To ci może wyjść na złe.
Kiedy znów warknął, wyczułam, że nadarza się świetna okazja do potyczki słownej - tego, co lubiłam najbardziej. Odchyliłam głowę i, ostentacyjnie zezując w stronę jego ogierczości, niezwykle dziewczyńskim tonem zaczęłam:
- Nie martwię się o twoją celność, mój Gerwazy, sądzę, że problem leży w twej gwintówce, w lufie już pewnie zebrał się kurz, a pociski mogą być... - ciepły, leniwy uśmiech rozświetlił mój pysk wewnętrznym światłem. - ...nie najlepszej jakości.
Widziałam, jak ogier szykował się do skoku hen wzwyż - musiał się nieźle wybić, aby jakoś wylądować na moim grzbiecie. Pewnie nawet wziął rozbieg.
- Mam nadzieję, że dobrze oszacujesz odległość i nie wylądujesz mi na głowie - albo nie wjedziesz w tyłek zawołałam radośnie.
Jakoś ułożył się na mnie, zapierając kopytami o moje zgrabne boki. Odetchnęłam z przyjemnością, mrużąc wężowe ślepia i z rozkoszą oddając się przyjemnemu zamroczeniu. Przez dłuższą chwilę stałam spokojnie, przyjmując Espilce'a, jakbym pragnęła naszej bliskości, stwarzając wokół siebie kolorową aurę pozorów. Owszem, było mi bardzo miło. No, ale bez przesady. Nie miałam ochoty wylądować z brzuchem! Kiedy uznałam, że mam już dość, cicho wyciągnęłam trzy kopyta ze sznurów. Potem, nie napinając przedwcześnie żadnych mięśni, żeby ogier niczego się nie domyślił, bardzo nieoczekiwanie, z wielką prędkością wyszarpnęłam tylną nogę, a potem wierzgnęłam, wstrząsając dziko całym ciałem, skacząc i kopiąc i korzystając z niestałej pozycji ogiera na moim grzbiecie. Wybiłam się na tyle mocno, żeby Espilce zleciał ze mnie aż pod ścianę, do której przykuta była obroża.
Błyskawicznie, korzystając z jego zamroczenia, w które musiał wpaść po tak nagłej zmianie pozycji na leżącą na posadzce, zapięłam mu obrożę na szyi, skracając łańcuch do minimum.
- No i co, mój panie? Role się odwróciły? - powiedziałam identycznym, leniwym tonem, patrząc na niego z iskierkami w oczach.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Lis 17, 2015 6:07 pm

Położyłem uszy po sobie, gdy klacz swoim flegmatycznym głosem zarzuciła mi wybuchowość.
- Nie! Wcale nie jestem wybuchowy! Wcale a wcale! - wydarłem się na nią głośno, nie mogąc się zgodzić z jej niesprawiedliwą opinią na temat mojego zachowania. Zresztą kim ona była, by wypowiadać takie opinie o mnie! Liczyłem, że ta się zreflektuje i mnie przeprosi... ale gdzie tam! Ta zaczęła mnie jeszcze bardziej obrażać, ubliżać mi, zasypując mnie kolejnymi wyzwiskami! Byłem tak zirytowany, że aż się we mnie wszystko gotowało!
- Co!? Jak śmiesz?! Chcesz poczuć moją gwintówkę w sobie! Chcesz?! Czekaj, czekaj... jak ją w Ciebie wcisnę! - warknąłem na nią, nie mogąc wymyślić niczego inteligentnego. Jakoś nie byłem obecnie w nastroju do rozmów a raczej wolałem czynem udowodnić jej, do czego jestem zdolny. Nie tracąc więc czasu naskoczyłem na nią, co wcale do najłatwiejszych rzeczy nie należało. Objąłem ją przednimi nogami, co by z niej nie zlecieć i zacząłem wykonywać ruchy biodrami. Na początku wolne i przyjemne, następnie coraz szybsze. Coraz mocniej się wczuwałem nie przejmując się tym, że klacz pode mną coś robi z nogami, zapewne przestępując z jednej kończyny na drugą, by się wygodniej ułożyć. Nagle poczułem, że klacz wierzgnęła z jakąś ogromną, przerażającą siłą a ja cudem utrzymałem się na jej grzbiecie, tylko odrobinę się ześlizgując... niestety drugi jej podskok pogorszył moją sytuację a jej kopyto trafiło mnie w nogę. Przy trzecim jej wyskoku w końcu zleciałem, z głuchym dźwiękiem lądując na posadzce.
- Jak? Ale jak? Jak to możliwe? - spytałem, nie mając pojęcia, jak to jej się mogło udać, skoro miała nogi przywiązane do posadzki. Zacząłem powoli wstawać, ale zanim powstałem to poczułem, że klacz zapina mi obroże na szyi. Szarpnąłem się mocno, ale spóźniłem się o ułamek sekundy. Obroża tkwiła mi na szyi, brutalnie zatrzymując moją szyję blisko ściany.
- Co? Ja to? Jak rolę się odwróciły? Co to za głupia zabawa? Natychmiast to zdejmij! - zażądałem, kolejnym szarpnięciem próbując się wyrwać, ale oczywiście bezskutecznie. Obroża była solidna.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Lis 17, 2015 7:19 pm

Och, nareszcie miałam go w garści! Po tak długim oczekiwaniu! Zlizałam uśmiech z własnej twarzy i zbliżyłam się do niego, wpatrując kpiąco w łańcuch.
- Zdjąć? - zmarszczyłam czoło (gjm) tak, jakbym na serio się nad tym zastanawiała. Potem ze sztucznym smutkiem potrząsnęłam głową i oznajmiłam spokojnie: - Niestety, nie mogę. To chyba dlatego, że jestem wściekła na ciebie tak bardzo, że aż skręca mi wnętrzności - pomimo słów byłam spokojna, przygryzłam wargę w zamyśleniu. Potem złośliwie zmarszczyłam brwi (gjm) i oznajmiłam sucho:
- No, panie kolego, mamy kilka opcji spędzenia dzisiejszego dzionka. Primo - może spłynąć nam na miłych rozmowach lekko dosmaczanych aktami brutalności z mojej strony - uśmiechnęłam się wesoło, choć sztucznie. - Secundo, mogę cię tu związać jak szynkę za ladą i podrzucić tak do Mglistych Lochów, ale nie sądzę, by ci to odpowiadało... Aha, jest i trzecia opcja! Mogę cię wykastrować bądź zarżnąć jak ofiarnego bawoła, jak postąpiłby każdy honorowy członek mojego stada...
Potem zastanowiłam się chwilę i szybko skróciłam łańcuch tak, aby głowa ogiera podniosła się i żeby nie widział, co robię. I żeby nie mógł odpowiednio zareagować.
A zrobiłam tyle, że chwyciłam szybko kawałek mocnego sznura i mocno oraz porządnie związałam nim razem jego przednie nogi - tak, aby mógł ustać, lecz tak, aby po upadku nie dał rady się podnieść. To go powinno powstrzymać przed dziwacznymi zachowaniami. Opuściłam łańcuch tak, żeby mógł na mnie spojrzeć.
- Kontynuując - odchrząknęłam. - Którą opcję wybierasz?
Tak naprawdę niespecjalnie przejmowałam się jego opinią - i tak zrobię, co chcę. Chciałam tylko wiedzieć, co ma do powiedzenia. A nuż mnie czymś zaskoczy?
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Lis 17, 2015 7:53 pm

Zerkałem niepewnie na klacz.
- Tak! Zdjąć! Czego nie rozumiesz w tym prostym poleceniu? - warknąłem na nią, powoli tracąc cierpliwość. Ona była... jakaś nienormalna!
- Że co? A niby czemu jesteś na mnie wściekłą!? - nie rozumiałem - Tego przecież chciałaś! To był Twój pomysł! Dać się schwytać i pokryć! Ty... klaczy lekkich obyczajów! - warknąłem na nią wściekły. Jej opcję spędzenia czasu mnie zaintrygowały... aż do momentu gdy je poznałem.
- Co? Pogięło Cię?! Ty chyba jesteś nienormalna! "Akty brutalności"? Mogą być "akty" ale bez brutalności! - krzyknąłem na tę furiatkę.
- Nie, tylko nie do Mglistych Lochów! Nie, tylko nie to! - zacząłem przerażony krzyczeć słysząc drugą a następnie trzecią opcję.
- Co? Czemu chcesz mnie zabić? Albo wywałaszyć?! Za co?! Co ja Ci zrobiłem! - zacząłem protestować - Sama tego chciałaś! Sama! - załkałem przerażonym głosem, sparaliżowany strachem nawet nie byłem w stanie zareagować, gdy klacz skróciła mi łańcuch a następnie związała mi przednie nogi.

- Opcję? Ale dlaczego? Wypuść mnie proszę. Zostaw mnie w spokoju. Błagam Cię. Tak bardzo Cię błagam. - w obliczu jej gróźb od razu spokorniałem.
- Co chcesz? Co mogę Ci zaoferować? Co mogę Ci zrobić, byś mnie puściła?! - błagałem ją.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Czw Lis 19, 2015 5:37 pm

Odczekałam, aż skończy, a potem powiedziałam z prostotą to, co miałam na myśli od dłuższego już czasu:
- Otóż, Espilce, sprawy mają się tak... Ja nie mogę wyjść stąd bez twojego wyraźnego pozwolenia - zerknęłam na ziejący otwór w ścianie jaskini. Cóż, dura lex, sed lex. Nie mogę to trudno, Espiś musi się zgodzić. - Więc ty mi go udzielisz, a ja ci zdejmę łańcuch i obydwoje będziemy mieć święty spokój - oznajmiłam, w tym samym czasie przegrzebując mu szafki z przedmiotami. Odnalazłam jeden długi i wyjątkowo mocny sztylet, wykonany chyba z obsydianu. Zabrałam go.
- No, to jak?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Today at 6:50 am

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Espilca
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Jaskinia nad Urwiskiem (Dom Arabii)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Czarnej Krwi :: Terytoria :: Wulkanisko-
Skocz do: