Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Karciocha Białego Wilczyska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Biały Wilk



Posts : 147
Age : 18

PisanieTemat: Karciocha Białego Wilczyska   Czw Paź 22, 2015 8:46 pm

Stado: Czarna Krew


Podstawowe informacje: Biały Wilk, ongiś Jeyne. Ma nieco ponad 3 lata, ale można by sądzić, że jest dużo starsza. Ma zamiar zostać w przyszłości Druidem lub zajść jeszcze wyżej.


Wygląd: Uroda Białego Wilka to kwestia sporna. Nie jest to najbrzydsza klacz na świecie, ale dla jej wyglądu umierać raczej nie warto. Ostatnio jednak, "zarobiła" obrzydliwie wyglądającą, głęboką bliznę, która zaczyna się tuż nad prawym nozdrzem, przebiega między oczami i kończy się niewiele ponad lewym okiem. To pamiątka. Niegdyś starała się ją ukryć pod fałdami wilczej sierści, ale niedawno tego zaprzestała i zaczęła ją nosić z dumą. Biały Wilk to albinoska, bielutka od nóg, po same czubki uszu. Oczy lekko odznaczają się swoim jasno-niebieskim kolorem na tle śnieżnobiałej sierści. Kolejną cechą charakterystyczną klaczy są wiecznie przekrwione gałki oczne, przez co wygląda jakby wiecznie płakała. Głowa usadowiona jest na "łabędziej" szyi. Biały Wilk to sama skóra i kości. Nie ma na czym zawiesić oka, ale można bez problemu policzyć wszystkie żebra. Kiedyś niska waga wiązała się ze stresem, który przeżyła, ale teraz jest to spowodowane tym, że niewiele je. Ot, nie odczuwa takiej potrzeby, a ciało na tym cierpi. Ogon, tak samo jak grzywa, niegdyś splątany, teraz jest prosty i idealnie rozczesany Ciężko znaleźć w nim jakiekolwiek kołtuny, przynajmniej tyle dobrego zrobiła dla Białego Wilka jej Pani. Ciało Białego Wilka (głównie nogi, ale i grzbiet) jest przeorane różnorakimi bliznami, czasem starszymi, a czasem nowszymi. Żadna z nich nie jest tak widoczna jak ta, która znajduje się w miejscu, gdzie kończy się grzbiet, a zaczyna szyja. Ją zarobiła od wilka, którego swojego czasu zabiła i którego białe futro nosi.


Charakter: Jeyne jest cichą i nieśmiałą klaczą. Sprawia wrażenie wiecznie smutnej i płaczącej, ale to nie do końca prawda. Jest niepoprawną optymistką i wiecznie żyje z głową w chmurach, mimo trudnego dzieciństwa. Największym jej problemem jest nawiązywanie znajomości. Trzyma się raczej z dala od innych, ale lubi trzymać przyjaciela czy dwóch przy sobie. Każdy z kim miała przyjemność, może określić ją jako istną ostoję spokoju. Bardzo trudno wyprowadzić ją z równowagi, chociaż zdarza się to, ale niesłychanie rzadko. Trzyma raczej pyszczek na kłódkę i odzywa się sporadycznie. Preferuje raczej mruknięcia, przez co wydaje się nieco gburowata. Przez swoje pokojowe usposobienie zawsze stara się uniknąć walki, a w razie potrzeby salwuje się ucieczką. Chętnie służy dobrą radą i pomocą, zarówno dla przyjaciół i obcych. Często bywa bardzo niezdarna w działaniu i naiwna.
Ale to było na Risum.

***

Życie niewoli, choć krótkie, mocno zmieniło Jeyne. Jej pani w dość mało delikatny sposób pozbawiła ją złudzeń co do tego, kim jest i jak niewiele znaczy. Albinoska porzuciła optymizm i patrzy teraz na świat jaki naprawdę jest. Gdzieś zniknęła jej cała dobroć i chęć niesienia pomocy potrzebującym, mimo bycia medykiem. Traktuje to nieco jak obowiązek, który musi zostać wykonany. Z niechęcią i chłodem odnosi się do nowo poznanych koni i dosyć otwarcie to okazuje. Wyjątek stanowią członkowie byłego SPP. Jeyne żyje przeszłością, nadal jednym z pierwszych pytań jakie zadaje nowo napotkanemu osobnikowi to "z jakiego jesteś stada?". Całe to pojawienie się szlachty mocno na Jeyne podziałało, wywołując lekką depresję. Targana emocjami klacz musiała znaleźć dla nich jakieś ujście. I je znalazła. Szczerze znienawidziła Vhaghara, który jej zdaniem był odpowiedzialny za całą akcję. Znienawidziła go za to, że urodził się wśród szlachty, że zostawił mieszkańców Risum na pastwę szlachty, a sam żył sobie wygodnie. Nienawidziła go nawet za to, że tej bezksiężycowej nocy pomógł im uknuć spisek przeciw reżimowi, Jeyne sądziła, ze chce zostać jakimś chędożonym bohaterem i doskonale pamiętała chwilę, w której ogromny ogier porwał klacz z SPP. I przy najbliższej okazji z miłą chęcią zarżnęłaby go jak psa. Klacz stara się jednak, aby Sorriso stało się dla niej nowym początkiem. Od jakiegoś czasu co raz rzadziej przedstawia się swoim prawdziwym imieniem- woli inne. Kiedy zakłada na siebie sierść zabitego przez siebie wilka, staje się nim. Białym Wilkiem, nawet nie wilczycą. Przypomina jej to, ze już nie jest ofiarą, w każdej chwili może przeobrazić się w łowcę. Jest medykiem,, posiada ogromną wiedzę na temat roślin, tych leczniczych i niekoniecznie. Chociaż, odpowiednia ilość tego co leczy, może też zabić. Klacz jest tego świadoma i nie bałaby się zabić z zimną krwią. Z resztą, już raz to zrobiła i nie zawaha się zrobić tego znowu.

***

Sorriso to był tylko stan przejściowy między Białym Wilkiem, a Jeyne. To, co niegdyś było pseudonimem stało się swojego rodzaju oddzielnym bytem w umyśle albinoski. Jeyne zbyt późno się zorientowała, że Biały Wilk stała się taka silna i nie mogła nic w tej sprawie do powiedzenia. Słabsza część musiała zginąć, aby Wilczysko mogło przejąć kontrolę.
Niczym żałosne źrebie, dopiero co poznaje swój charakter. Póki co zdaje się, że jest wyprana ze wszelkich emocji. Na szczęście nieufność wrodzona po minionych zdarzeniach uczepiła się jej niesamowicie. Koniec ze zgrywaniem naiwnej klaczy, Biały Wlk do każdego podchodzi z dystansem i sztyletem w przygotowaniu, ot na wszelki wypadek. Klacz nie jest wielkim, chodzącym złem. Zabija w ostateczności i nie sprawia jej to żadnej przyjemności. Więcej, można by pokusić się o stwierdzenie, że zabija z niechęcią i zadaje ciosy tak, aby jej ofiara długo nie cierpiała. Staja się chłodna i nie przyjazna dla "wroga". Swoimi przenikliwymi oczyma potrafi czytać z koni niczym z otwartej księgi. Uwielbia rzucać innym kąśliwe uwagi i wytykać błędy. Taka pasja, jedni malują, a niektórzy wytykają innym błędy. Gdy mówi, trudno wyczuć w niej jakiekolwiek emocje. Jest głos jest zazwyczaj cichy i zimny, przypominający nieco skrzypienie świeżego śniegu. Nie pozwala do siebie podejść, a na wszelkie próby fizycznego kontaktu reaguje bardzo agresywnie. Szybko przyzwyczaja się do nowego otoczenia. Co ciekawe, Biały Wilk pamięta wszystko, przez co przeszła Jeyne, co często pomaga jej w działaniu i postępowaniu z "nowo poznanymi" końmi. Jest diabelnie ambitna i zdeterminowana, ale ta determinacja nigdy nie ociera się o desperację. Ceni sobie swoja niezależność, ale pomimo tego postanowiła dołączyć do Stada Czarnej Krwi. Biały Wilk to osobniczka, która za bardzo ceni sobie ironię i cynizm, które na dobre zagościły w jej życiu. Używa ich bardzo często, a rozmówcy są rzadko tego świadomi. Klacz nie jest jednak z kamienia, zdarzają jej się chwile słabości, ale pojawiają się one sporadycznie, choćby bardzo chciała to ukryć.


Historia: Klacz urodziła się w stadzie wyznającym zupełnie innych bogów, niż tu. Nikt nie słyszał o kimś takim jak Sūraja czy Livada. Narodziny Jeyne, nienaturalnie białej klaczy o jasnych oczach i przekrwionych białkach, wzięto za zły znak od tamtejszych bogów i postanowiono się jej pozbyć. Nie zgodziła się na to jej matka, jedna z najbardziej szanowanych postaci w stadzie i jej brat, nazbyt porywczy czterolatek, będący wtedy jednym z najbardziej obiecujący wojowników. Nie chcąc dostosować do decyzji reszty stada, rodzina Jeyne została więc wygnana. Devon, bo tak nazywał się brat Jeyne, okazał się prawdziwym darem od losu dla jej nie najmłodszej już matki i częściowo przejął rolę ojca albinoski, ale nie pozwolił, aby jej zapomnieć, że nim nie jest. Po śmierci matki, postanowił nauczyć Jeyne wszystkiego, co może jej pomóc w życiu. Najważniejszym okazała się znajomość lasu, w którym mieszkali. Był pełen zagajników, w których można było się ukryć, ale nie brakowało w nim niewielkich kanionów czy rozpadlin, w których łatwo było połamać sobie nogi. Po jakimś czasie samotność zaczęła im co raz bardziej doskwierać, a z czasem było tylko gorzej. Gdy frustracja osiągnęła apogeum, Devon stwierdził, że żałuje opuszczenia stada i zrobił to tylko ze względu na matkę. Wściekła i zraniona Jeyne nie dała rady wydobyć z siebie jakiegokolwiek głosu. Puściła się galopem przez las, a jej oczy były wtedy jeszcze bardziej przekrwione niż zwykle. Od tego czasu minął prawie rok, ale mimo upływu czasu, Jeyne nie straciła nadziei, że jeszcze kiedykolwiek zobaczy swojego brata.

***

Trochę już jednak w Risum czasu spędziła i nigdzie nie spotkała swojego starszego brata. Nieco ciężko jej to przyszło, ale ostatecznie zaakceptowała fakt, że Devona już nigdy na oczy nie zobaczy. Z resztą, po co jej on? Była członkinią Pustynnej Pieśni, miała zostać stadnym medykiem wzięła udział w Pustynnej Rewolucji- czy do szczęścia potrzebny był jej brat, który ją zostawił? Raczej nie.
Wszystko miało być takie piękne, ale nagle ktoś zbudził Jeyne ze snu. ONI. Zniszczyli wszystko co kochała w Risum, upadło jej stado. Była nawet świadkiem śmierci Forte, swoistego symbolu Risum. Jego śmierć przyniosła Jeyne nieopisaną radość. W końcu umarł potwór-gwałciciel. Radość była chwilowa. Albinoska stała się niewolnicą, a Vhaghar, którego miała wątpliwą przyjemność poznać, był z Nimi. Szczerze go wtedy znienawidziła, mimo, że nie wiedziała do końca za co.
Jedna z klaczy, która pochodziła z arystokracji, będąca pod wrażeniem medycznych umiejętności, postanowiła, że Jeyne stanie się jej osobistą niewolnicą. Albinoska szybko się zorientowała, ze jedynym osiągnięciem życiowym arystokratki było wydanie na świat dwójki źrebiąt, których ojcem był jakiś wysoko postawiony ogier, którego imienia niewolnica nie mogła wypowiedzieć. Znała za to imię swojej Pani- Cynthia. Imiona jej bachorów też musiała znać- ogier Xart i klaczka Xes. Albinoska nie wiedziała skąd wzięło się zamiłowanie ich matki do litery X.
Praca Jeyne w większości polegała na przyrządzaniu ziołowych mieszanek dla źrebiąt i ogólnej opiece nad nimi, gdyż ich matka była zbyt zajęta swoim życiem towarzyskim. Tylko raz Jeyne jej to wypomniała. Cynthia jednym, szybkim cięciem jej prostego sztyletu o bogato zdobionej rękojeści, wybiła jej z głowy dalsze dyskusje. Stal przecięła skórę na twarzy klaczy, dzieląc łeb na dwie części. Rana zaczynała się tuż nad lewym nozdrzem, biegła między oczami i kończyła się nad lewym okiem. Miała to być kara za nieposłuszeństwo, Jeyne wzięła sobie tę lekcję do serca i już nigdy więcej otwarcie nie sprzeciwiła się swojej Pani. Nie przeszkadzało jej to jednak systematycznie podtruwać Cynthię i jej dwa bachory, a to dosypała do ziołowej mieszanki źrebiąt nieco więcej dwugrotu niż powinna, a to coś innego. Mały kwiat o czerwonych płatkach stał się jej najlepszym przyjacielem, a wilcza sierść stała się jej drugą skórą. Nosiła ja z dumą, chociaż za wszelką cenę unikała swojej władczyni, gdy miała futro na sobie. Jeszcze by jej je odebrała, a było jedyną pamiątką Jeyne po Pustynnej Pieśni.
Powoli przyzwyczaiła się do życia niewolnicy, była lekceważona, pogardzana, ale była w gruncie rzeczy bezpieczna i nie chodziła zbyt często głodna. I wtedy nadeszła ta bezksiężycowa noc i pojawił się też Vhaghar. Mimo swojej nienawiści do tego ogiera, albinoska z uwagą śledziła każde słowo, które wydobyło się z ust ogiera. Zamach, tak? Zdziwiło to Jeyne, w końcu Vhaghar był jednym z nich, a teraz pragnie ich śmierci? Tak łatwo zdradzi swoją rodzinę dla garstki koni z Risum? Była to rzecz dla Jeyne nie pojęta, a plan zakładający po prostu zabicie każdego szlachcica, również wydawał się absurdalny. Głośno wyraziła swoje zdanie- sądziła, ze nie uda im się zabić arystokracji. Mimo wątpliwości, albinoska dołączyła do buntu.
Tuż przed świtem, pojawiła się w domu swojej pani, ubrana w wilczą skórę. Rozejrzała się, wzrokiem szukając Cynthii i jej źrebiąt. Cała trójka smacznie spała, a Jeyne udało się jakimś cudem znaleźć sztylet, którym została niegdyś okaleczona. Rana wreszcie się zagoiła, ale została po niej obrzydliwa blizna. Jeyne weszła do pomieszczenia, w którym spały źrebaki i wbiła pierwszemu sztylet w brzuch. Potem to samo uczyniła drugiemu. Nie miała skrupułów, nie miała zamiaru skrócić cierpień źrebiąt. Ich agonalne krzyki wypełniły dom Cynthii i obudziły jego właścicielkę. Zdezorientowana klacz wbiegła do pokoju, a gdy zobaczyła Jeyne nad ciałami swoich dzieci, próbowała krzyknąć, ale z jej ust wydobył się jedynie nie wyraźny charkot. Klacz z poderżniętym gardłem padła na ziemię. Albinoska przyglądała się swojemu dziełu z uśmiechem na okaleczonym pysku. Podeszła powoli do zwłok i zanurzyła w jeszcze ciepłej krwi kopyta. Napisała posoką napis na ścianie, głoszący "Sójka umarła, a z jej zwłok wyskoczył Biały Wilk". Skończywszy, zerknęła jeszcze przelotnie na uwalony juchą sztylet. Miło się go trzymało, był łatwy w użyciu, ma się zmarnować? Chwyciła go i opuściła dom swojej byłej pani.
Czas zacząć od nowa. Znowu.

***

Na Sorriso długo Jeyne nie pobyła. W jej mniemaniu, wszyscy, na których jej zależało, opuścili ją. Każdy kolejny dzień jako Jeyne był udręką. Wybawieniem okazał się Biały Wilk, wystarczyło przywdziać wilczą skórę i od razu wszystko stawało się lepsze. Wilczysko była twarda, nie to co głupia i naiwna Jeyne. Zdając sobie z tego sprawę, klacz co raz częściej kryła się pod futrem, stopniowo zapominając o swojej niedoskonałej tożsamości.
Jednak pewnego dnia coś sobie klacz uświadomiła- po zbyt długim noszeniu wilczej skóry (tej dosłownej i w przenośni), wielki problemem stawało się dla niej powrót do Jeyne. Powoli zatracała się w sobie, a z każdą chwilą Biały Wilk rosła w siłę. Pod wpływem impulsu, Jeyne dostała się na nadbrzeżny klif. Widząc uderzające o kamienie fale, ogarnął ją niesamowity spokój. Zamknęła na krótką chwilę oczy i rzuciła się w przepaść, chcąc utonąć w bezkresnej toni.
W chwili, gdy klacz uderzyła o powierzchnię wody, Jeyne umarła, a Biały Wilk przejęła pełną kontrolę nad ciałem białej klaczy. Ostatnią rzeczą, jaka pragnęła było utonięcie. Atakowała zimną wodę kopytami, desperacko starając utrzymać łeb ponad wodę. Szybko opadła z sił i pozwoliła ponieść się falom i prądom morskim. Pogodziła się ze śmiercią, która jednak nie nadeszła.
Obudziła się na jakiejś nieznanej sobie plaży, czując w pysku smak słonej wody. Z trudem się podniosła, była cała obolała. Nie wiedział gdzie jest, ani ile czasu minęło od kiedy straciła w wodzie przytomność. W końcu uświadomiła sobie, że już nie znajduje się na Sorriso, ale w zupełnie innym miejscu. Z pewną ulgą przyjęła tę wiadomość.
Czyli znowu zaczynamy od nowa. W końcu do trzech razy sztuka!


Ostatnio zmieniony przez Biały Wilk dnia Pią Paź 23, 2015 5:39 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Rossuwa



Posts : 530

PisanieTemat: Re: Karciocha Białego Wilczyska   Czw Paź 22, 2015 9:03 pm

Wiem że budowa, ale myślę że bez problemu się nadaje do akceptowania!
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
 
Karciocha Białego Wilczyska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Wszystko o Saffrin :: Karty Postaci-
Skocz do: