Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Księżycowy brzeg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Księżycowy brzeg   Pon Lis 02, 2015 8:38 am

Tajemnicza aura tego miejsca jest widoczna głównie nocą, kiedy jest ciemno a drzewa niedaleko wody zamieniają się w upiorne kształty. Czasami fruwają tędy chmary świetlików.
Brzeg jeziora jest kamienisty, stromy i dość niebezpieczny, ławo sturlać się z niego do samej zimnej w tym miejscu wody.
Księżycowy brzeg leży po przeciwnej stronie słonecznego brzegu. Przypadek?


Ostatnio zmieniony przez Arcana dnia Sro Sty 06, 2016 6:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Pon Lis 02, 2015 9:23 am

// Jako, że to quest i że wykonuję go samotnie, chyba mogę wejść i wyjść w tym samym poście...?

Galopowałam, słysząc głuchy łomot własnych kopyt o kamienie i zostawiając za sobą tylko piach i chmury pyłu unoszące się metr nad ziemią.
Nie zatrzymywałam się, aby pokontemplować piękno przyrody, oj nie. Miałam do wykonania zadanie i chciałam wykonać je JAK NAJSZYBCIEJ, aby móc wykonać kolejne.
Znów gęsta grzywa zakryła mi oczy tak, że nic nie widziałam. Z irytacją odrzuciłam ją sobie na grzbiet i spostrzegłam, że stoję na samym skraju ziemi, a centymetr przed moimi kopytami nie ma już podłoża, widać tylko spienioną wodę.
Trochę niepewnie wycofałam się aż do granicy drzew, żeby przemyśleć wszystko porządnie i nie działać pochopnie, a potem... Usłyszałam bzyczenie!Omujborze!!! Osa!!!! Dziabnie mnie!!!!! Nie!!!!!
Jak dzika, machając szaleńczo ogonem i opędzając się od 'drapieżnika', ruszyłam z kopyta pełnym cwałem, rżąc szaleńczo. Gdy dotarłam do krawędzi, niewiele myśląc wykonałam artystyczny skok i przez jedną chwilę leciałam...
A potem ogarnęło mnie zimno, woda i zimno, i woda i w ogóle miałam pianę przed oczami i no... masakra.
Siekłam fale kopytami, usiłując utrzymać się na powierzchni. Udało mi się zaczepić przednimi nogami o brzeg i jakoś ustabilizować swoją niefajną pozycję.
- Nie zapominaj, po co tu przyszłaś - powtarzałam sobie spokojnie jak mantrę. - Zioła. Musisz znaleźć ten cały Iwrin. Roślina o niebieskiej koronie i kolcach na łodydze, roślina o... O kosmosie, ta osa wróciła!!!!
Z paniką uciekłam przed potworem, nabierając powietrza i dając nura do wody. Przy okazji odruchowo zamknęłam oczy... Kiedy drapieżnik przestał mi zagrażać, spróbowałam je otworzyć. Zaszczypało, zapiekło i niewyraźnie dojrzałam muliste dno. Akurat szczęśliwie ta część jeziora była na tyle głęboka, aby mnie zakryć, lecz na tyle płytka, abym widziała jako tako co jest pode mną.
Glonów było tutaj pełno, ciężko cokolwiek szczegółowo opisać poza tym, że wodorosty nieprzyjemnie obłapywały mnie po całym ciele.
Tlen już mi się kończył, więc zeszłam niżej i z całej siły odepchnęłam się kopytami od piachu. Moja głowa wynurzyła się z wody akurat na taką chwilę, że zaczerpnęłam porządnie powietrza i należycie się obróciwszy, mogłam szybciej zejść na dno.
Wiosłowałam kopytami, odrzucając po kolei miękkie, kleiste glony i szukając w ciemno tajemniczej rośliny. Znalazłam jakąś dziwaczną muszlę, kilka zdechłych ryb, resztki jakiejś sieci i dziwny, mały, metalowy sprzęt. Ostrożnie odsunęłam się od tego wszystkiego i podsunęłam się kilka metrów da;lej. W oddali dojrzałam jakiś dziwaczny ciemny kształt i z zainteresowaniem podpłynęłam bliżej, puszczając nosem fale bąbelków. Znów kończył mi się tlen więc odepchnęłam się od mułu i płynęłam w górę. Tym razem zajęło mi to dłużej i bałam się, że jeśli zajdę dalej, mogę nie zdążyć się wynurzyć.
Zaczerpnęłam powietrza, a że byłam już trochę zmęczona, zrobiłam to kilka razy, jakoś balansując na powierzchni. Potem znów się zanurzyłam i dowiosłowałam kopytami do tego dziwnego kształtu.
"Kształt" okazał się być wrakiem statku, co skonstatowałam z niemałym zdumieniem. Był wielki, drewniany i masywny, najwyraźniej był też on pochodzenie odludzkiego. Drzewne belki były już przegniłe, a żagle pozieleniałe i nadgryzione zębami czasu i różnych stworzeń jeziornych.
Zastanawiała mnie jedna rzecz... Skąd statek w jeziorze? Czyżby przed laty było tutaj morze, a później czas zrobił swoje i zostało tylko jezioro... ?
Otrząsnęłam się z rozmyślań i już miałam zawracać, gdy dojrzałam pomiędzy oglonionymi belkami jakby przebłysk błękitu. Odwróciłam się podejrzliwie i patrzyłam w nadziei, że nie były to jakieś moje zwidy tylko naprawdę widziałam światełko. I.. tak! Znów to zobaczyłam! Było tam!
Powietrze znów mi się kończyło, ale nie miałam teraz czasu na oddech, musiałam sprawdzić!
Wpłynęłam do wraku i zaczęłam go penetrować. Zobaczyłam mnóstwo lin, połamane resztki szkła, jakieś tkaniny, połowę koła sterowego a także rozmaite kufry.
Jedna z tkanin, długa, jedwabna, burgundowa peleryna w ciemne wzory, ze złocistą, nieskorodowaną zapinką z osadzonym na niej rubinem wyjątkowo mi się spodobała. Złapałam ją ostrożnie zębami i wybiłam się na powierzchnię praktycznie na bezdechu, a potem wyrzuciłam szatę na brzeg i znów zanurkowałam.
Gdy ponownie znalazłam się w statku, zaczęłam w skupieniu wypatrywać błysku błękitu. Zobaczyłam go po chwili.
Pomiędzy przegniłymi belkami, na błotnistym piachu rosła jakaś roślinka o niebieskiej koronie i kolcach na łodydze. Tak! To musi być iwrin! Obok dostrzegłam podobną, mniejszą. Kolejna rosła metr dalej.
Z podekscytowaniem zbliżyłam się do pierwszej, największej roślinki i wyjęłam Smoczy Ząb. Podważyłam jego cienkim ostrzem ziemię przy korzonkach rośliny i wyjęłam ją całą, nieuszkodzoną, i wpletłam w grzywę, żeby mi nie przeszkadzała.
Wtedy poczułam, jakby niewidzialna macka sięgnęła do moich włosów i delikatnie wyjęła z nich dwa długie orle pióra. Najwyraźniej statek pobrał opłatę za wyniesione z niego dobra.
Czym prędzej wybiłam się na powierzchnię i zaczęłam wiosłować kopytami do brzegu, gdzie czekała na mnie moja piękna pelerynka. Wdrapałam się na ląd, korzystając z tej techniki, którą stosowałam przy rzece Nori, a potem chwyciłam płaszcz, roślinkę, Ząb i odbiegłam do Pustelnika.


z/t
Powrót do góry Go down
Liryenne



Posts : 16

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Lis 19, 2015 11:07 pm

Liryenne przyszła tu szukając jeziora. Doskonale pamiętała słowa Szafrana z propozycją spotkania nad jeziorem. No i dotarła nareszcie do jakiegoś jeziora. Nie przypuszczała że niedaleko jest drugie i liczyła na to że niedługo pojawi się tu Złoty ogier, który skradł jej serce. Równie dobrze mógł stać gdzieś na drugim brzegu jeziora i tam na nią czekać i nigdy się nie spotkają. Niemożliwe. Los musi nam pozwolić się odnaleźć. przegoniła tą ponurą myśl. Tak niewiele czasu minęło od ich spotkania na balu, a ona już nie mogła bez niego żyć.
Brzeg był stromy i wyglądał na niebezpieczny, dlatego też postanowiła nie schodzić do jeziora. I tak nie potrzebowała picia ani kąpieli. Potrzebowała Szafrana. Jej biedne serce szalało w jej klatce piersiowej i chciało uciec do ukochanego ogiera. A jego nigdzie nie było widać.
Liryenne cały czas rozglądała się dookoła w napięciu, uszy czujnie wyłapywały każdy dźwięk i szybko się odwracała z nadzieją że to on do niej idzie. A to tylko liście na drzewach. Zarżała cichutko, tak żeby nikt nie usłyszał. Sama nie wiedziała czemu to zrobiła, po prostu już nie mogła wytrzymać bez ogiera ani chwili dłużej. I pomyśleć że nawet się dobrze nie znali. Szafran, Szafran, Kochany, proszę cię przyjdź..
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sob Lis 21, 2015 9:25 am

Szafran w pośpiechu przemierzal równiny nad sąsiednimi jeziorami, normalnie podziwial by widoki, patrzył na przyrodę i badał rośliny ale miał teraz inna sprawę. Spieszyl się bardzo na spotkanie z niedawno poznaną klaczą, Liryenne.. Wtedy na balu.. Pocałował ja, tak strasznie jefo serce szalalo za piękna Śnieżynką. Była tak bardzo jasna i biała.. Zakochał się w niej po uszy, był gotów zrobić dla niej wszystko, a tak krótko się znali! Kraina Saffrin nie należała do tych ludzkich, tu było inaczej.. Wspaniałe.. Skąd ogólnie Liryenne przybyła na wyspę? Chciał ją zapytać o tyle rzeczy, ale gdy tylko na nią spojrzał, po prostu nie mógł.. Tonal w jej spojrzeniu jak spadajaca gwiazda.. Odbieralo mu mowę.. A jak będzie tym razem? Po raz drugi? Obawiał się trochę, że miłość jego życia się nie zjawi.. Zgubi.. Chciał odgonic od siebie ta myśl, a została ona rozwiana totalnie, kiedy ja zobaczył. Nie miał żadnych waypliwosci, to była piękna Liry. Schylil w eleganckim klusie głowę, zerwał dla niej przepięknego kwiatka o różowych płatkach. Przeszedł w majestatyczny galop, złota grzywą falowała niczym chorągiew. Podbiegl do niej, jego serce biło jak szalone. Objął ją nagle, wtulil się w jej grzywę. Liry, bałem się że cię nie zobaczę.. Ale jesteś.. Kocham Cię. powiedział marzycielskim głosem do jej ucha. Po chwili odsunął się i włożył w jej grzywę skromny kwiatek który zerwał przed chwilą. -Ja.. Cudownie wyglądasz. wyznał jej. Znowu nie wiedział co mówić, oczarowywala go.
Powrót do góry Go down
Liryenne



Posts : 16

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Lis 26, 2015 7:58 pm

Zobaczyła złotawą postać w oddali i serce mocniej jej zabiło. Biegł eleganckim kłusem, a ona westchnęła z zachwytu. Czy to możliwe że żadna klacz jeszcze nie zwróciła uwagi na tego romantycznego orzystojniaka?! Liry chciała do niego podbiec, być przy nim już teraz, od razu, dowiedzieć się tylu rzeczy i tyle opowiedzieć, ale się powstrzymała widząc jak zaczyna pięknie galopować. Nagle wróciło do niej wspomnienie tego pocałunku, ich pierwszego... Czuła się wtedy tak wspaniale... Zresztą teraz już też czuła się świetnie, gdy miłość jej życia, tak, teraz była już tego pewna, zresztą była pewna już wtedy na Balkonie, stanęła przed nim. Zadrżała w te głębokie, bursztynowe oczy i dreszczyk przeszedł po jej ciele. Zobaczyła w tym spojrzeniu jego serce, emocje, miłość. Ten wzrok był taki piękny, czysty. Serce biło jej jak szalone, nie była w stanie nic powiedzieć. Nagle okazało się że musi oderwać wzrok od tych cudownych oczu, bo Szafran objął ją czule i poczuła jak razem płyną w morzu miłości. Wtuliła się w niego, czując się taka bezpieczna, wreszcie czując się sobą. Tak, jej miejsce na świecie było u boku Szafrana, albo jeszcze lepiej, w jego objęciach.
- Ja też się bałam... Dobrze że jesteś, jesteś wszystkim - wyszeptała do jego ucha, a głos wręcz zadrżał z miłości. Czuła bicie serca Złotego, mocne, przyspieszone, zupełnie takie jak jej. - Kocham cię - powiedziała gdy wkładał jej w grzywę śliczny, różowy kwiatek. - Dziękuję - uśmiechnęła się do niego, a w jej ciemnych oczach widoczny był teraz zachwyt. - Jesteś... Wspaniały. Ja cię naprawdę.. kocham - powtórzyła. Podeszła bliżej ogiera, czule muskając chrapami jego pysk. Nastąpiła chwila ciszy w której Liry wsłuchała się w bicie ich serc. Przyspieszone, jednak powoli wracały do normy. Była najszczesliwsza na świecie, znalazła Romantyka ze swoich snów. - Posłuchaj... Bicie naszych serc... Ta melodia.. Jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Jesteśmy dla siebie stworzeni. - powiedziała z przekonaniem, ślicznie się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sob Lis 28, 2015 7:44 am

zobaczył piękny uśmiech najśliczniejszej Liryenne, najdroższej damy w jego życiu.. Czemu on się przejmował innymi rzeczami, skoro miał ją? Cudowną Liry, delikatną jak ptasie mleczko rozpływające się w ustach.. Jak to się stało, że właśnie tą wspaniałą klacz poznał na tej dziwnej imprezie.. A zresztą, czy to ważne? Teraz liczyło się tylko to, że jest z nią, czuje jej dotyk i patrzy w głębokie czarne oczy, a serce wręcz się topi.. Nie mógł aż opisać własnych uczuć, to niewoarygodne jak wspaniale czuł się przy tej jednej klaczy.. Innym nie wyatarczy nawet jedna kochająca, zależy im tylko na zrebakach i samych przyjembościach.. A Szafran po prostu chciał, by tu była.. Uwolnił się z jej objęć i pocałował ją w policzek. -Liry.. Wypelnilas z nawiązką pustkę w moim sercu.. Bądź przy mnie, tylko i tylko tego mi trzeba.. zaczął mówić do ukochanej klaczy. - Chcę patrzev w twoje oczy, ktpre są niczym nieboskłon w pełni księżyca, a iskry rozświetlają głebię.. Chcę Cię widzieć, najpięknięjszą na świecie klacz, o białej sierści, jak pień Czardztzewu... rozplynal się kiedy to mpwol, nawet się zaczerwienil.. - Jak ogień się pali, jak woda się leje, tak moje seece za tobą szaleje..- wymyslij zainspirowany i przytulił klacz po czym złapał ją za kopyta. - Zawsze będę przy tobie Liry.. chciałbym też z tobą porozmawiać, o czym tylko chcemy.. Opowiesz mi coś o sobie? uśmiechnął się do słodkiej klaczy. Chciał z nią po prostu pogadać, o przyjemnych rzeczach ty też nie.. Wypadało by ppznac trochę teorie Liryenne, mimo że ufal jej jak źrebak mamie, to po prostu mało o niej wiedział..
Powrót do góry Go down
Liryenne



Posts : 16

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Wto Gru 01, 2015 10:57 am

Spojrzała na te głębokie bursztynowe oczy. Były wypełnione miłością, ciepłem. Czuła jak się topi w tym wyjątkowym spojrzeniu. Czuła się jak w niebie, była najszczęśliwsza na świecie. - Będę przy tobie na zawsze... Na zawsze z tobą i tylko z tobą. - powiedziała a w jej ciemnych oczach pojawiła się iskierka szczęścia. Zarumieniła się słysząc wypowiedź Szafrana. Był taki bezpośredni, artystyczny, wrażliwy, czuły... Kochała Go całym sercem i potrzebowała Go jak niczego innego. - Jesteś całym moim życiem, ja bez ciebie jestem niczym. - wyszeptała.
Zaczarował ją tym wierszykiem, specjalnie dla niej wymyślił. Był tak romantyczny i prawdziwy. Szczery, wyjątkowy, jedyny... I te oczy! Mogłaby na nie patrzeć godzinami. Były niczym gwiazdy rozświetlające niebezpieczną noc. Rozjaśniły duszę białej klaczy, wreszcie wiedziała czego chce w życiu: chciała Szafrana, chciała żeby z nią był, żeby nic ich już nie rozdzieliło. I to się zaczynało spełniać, jego słowa były tak piękne, szczere. Wypływały prosto z serca Złotego.
Uśmiechnęła się czule do ogiera. Nie wiedzieli o sobie nic, a jednak już wiedzieli wszystko. Jednak najwyższy czas coś o sobie zdradzić. - Urodziłam się wśród ludzi, byłam dobrze traktowana, żyłam z matką. Beztroskie dzieciństwo. Moi właściciele byli starzy i słabi, już nie mieli siły, więc mnie wypuścili. Ciężko mi było zostawić moją matkę, ale ona też mnie namawiała bym poszła w świat. - zaczęła swoje opowiadanie. Cóż, zdawała sobie sprawę że jej życie nie było zbyt ciekawe, każdy na Risum miał trudną przeszłość. Oprócz niej. Ona była zwyczajna. Zwykła, lecz jednak niezwykła, bo przecież każdy jest wyjątkowy. - Nie wiem jak to się stało, ale trafiłam na wyspę zwaną Risum. I tam się zakochałam. I tu wszystko się komplikuje... Miałam kochającego partnera i śliczną córeczkę. - spojrzała niepewnie na Szafrana, chciała zobaczyć jak zareaguje. Bała się że go zraniła, przecież nigdy nic mu na temat Maugrima nie mówiła. Spojrzała na niego spojrzeniem mówiącym "ale teraz kocham tylko ciebie". - Zmarli oboje gdy Szlachta z innej wyspy zaatakowała Risum. Mnie zabrali na tą wyspę Szlachty, ale nic dla mnie nie miało sensu. Straciłam wszystkich przyjaciół. Cała Szlachta została w końcu zabita, więc postanowiłam uciec, skoro już mi nie groziła śmierć. I tak trafiłam tutaj. I znalazłam ciebie - zakończyła z rozmarzeniem. - Myślałam że będę musiała ułożyć sobie życie od nowa, ale spotkałam ciebie nie wszystko samo się naprawiło. - dodała i spojrzała na chwilę gdzieś w dal, jednak bursztynowe oczy szybko znów przyciągnęły jej wzrok, niczym najpiękniejsze na świecie magnesy.
- Teraz ty opowiedz jak tu trafiłeś. - poprosiła.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Gru 03, 2015 7:38 pm

Szafran był po prostu w niesamowitej sytuacji, nie mógł uwierzyć we własne szczęście, to, co go spotkało.. Było tyle ogierów, tyle klaczy na świecie, a to właśnie on otrzymał szczęście, i na tym śmiesznym balu znalazł Liryenne.. Była dla niego częścią życia, wypełniała jego serce, piękna, kochana i cudowna.. To nie mógł być zbieg okoliczności, to przeznaczenie, nawet coś więcej. Chciał wziąć ją w ramiona, odejść z nią do jaskinii, razem, nigdy stamtąd nie wychodzić, zostać na zawsze z nią... Wypełnić wszystko ich miłością.. Jak mógł jej przekazać swoje uczucia? Nie dało się.. Nie dało się opisać tej miłości, która powstała między nimi.. Nieskończona, ogromna i po prostu niezniszczalna.  Był tak bardzo szczęśliwy..
Utonął  w jej uśmiechu, kiedy ta mówiła. Jesteś całym moim życiem, bez Ciebie jestem niczym..- powtórzył w myślach. To było po prostu piękne, wspaniałe. Jej uśmiech był czarujący, podnosił go na duchu.. Wystarczyło, że pomyślał o Liry, nicz się wtedy nie liczyło.
Słuchał jej historii, dużo, bardoz dużo przeżyła.. Trochę go zdziwiło, że miała już partnera, trochę zbiło go z tropu.. Czy mu dorówna? To go zmartwiło.. Chciał być lepszy dla Liry od Maugrima, którego bardzo dobrze wspominała.. A Szafran miał zamiar zmienić życie Siwki, tak, by była już zawsze szczęśliwa. - Dużo wycierpiałaś.. Więcej ode mnie.. Ja.. byłęm tylko prostym koniem w normalnym stadzie.. Nie pasowałem tam, odeszłem. Znalazłem się tutaj na Saffrin, sam nie wiem jak.. Miałem problemy z pewnością siebie i tak dalej..- zaczął ogier tłumaczyć. - Poznanie Cię było najlepszą rzeczą w moim życiu.. Jesteś dla mnie najważniejsza. - złapał klacz za kopyto(haha nie wiem jak XD) po czym zachęcił ją do spaceru nad brzegiem. - Chciałbym, byś była szczęśliwa Liry.. Kocham Cię.- powiedział i ją przytulił, nie wierzył we własne szczęście..
Powrót do góry Go down
Liryenne



Posts : 16

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sro Gru 09, 2015 3:35 pm

Wysłuchała jego krótkiej historii, tonąc w tych głębokich, bursztynowych oczach. Nigdy nie widziała piękniejszych oczu. Nigdy nie widziała piękniejszego uśmiechu, ani nie słyszała piękniejszego głosu... Ale i tak to wszystko nie miało znaczenia. Liczył się On, jego dusza, serce, nie ciało. Liczyły się ich uczucia, ich miłość, szczęście z jakim na siebie patrzyli.
Liry zauważyła to lekkie zmieszanie, gdy wspomniała o Maugrimie. - Kochałam go, ale teraz kocham ciebie. Tylko ciebie. Jesteś moim szczęściem, tylko ty jesteś ważny. - wyjaśniła z głębi serca. Głos trochę jej drżał, tak bardzo go kochała, po tak krótkim czasie już była tego pewna i on też był tego pewien. To właśnie najwspanialsze na świecie, to że on też ją kochał. Dobrze że serce podpowiadało jej słowa, inaczej niewiele zdołała by powiedzieć. A przecież mieli sobie tyle do opowiedzenia! Liryenne już nie mogła się doczekać kiedy dowie się czegoś więcej o Szafranie.
Ruszyli powoli wzdłuż brzegu, trzymając się za ręce (za kopyta?). - Już jestem szczęśliwa. Z tobą zawsze będę szczęśliwa. Moje serce z miłości drży, zawsze kiedy przy mnie jesteś ty - powiedziała rozmarzonym głosem (haha, wierszykowy odwet). Wyprzedziła ogiera i stanęła przed Nim. Uśmiechnęła się do tych bursztynowych oczu i zbliżyła swoje usta do Jego ust (?). Pocałowała go i znowu na Niego spojrzała, a w jej oczach zapaliły się radosne iskierki szczęścia. Znowu delikatnie złapała go za kopyto i ruszyła wolnym stępem. Nastąpiła chwila ciszy, Liry wpatrzyła się w ciemną toń jeziora. - Czym się interesujesz? Co lubisz robić? - zapytała po chwili i zwróciła wzrok do jej Złotego Wymarzonego Księcia z Bajki.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Gru 17, 2015 4:50 pm

//Wybacz mi ze dopiero po takim czasie :/

Liry zauważyła zakłopotanie Szafrana, kiedy wspomniała o byłym partnerze. Ogier może i był z lekka zazdrosny, ale głównie o to że on sam nie znał Liry tak dobrze i nie wiedział, czy jej sprosta.. No bo jakie siwa klacz może mieć oczekiwania? Szafean najbardziej się bał tego że powie coś nie tak, w niewłaściwym momencie. Muszę.. Muszę przestać się mazac i wziąć w garsc.. Muszebbyc sobą i okazywać Liryenne, jak ważna dla mnie jest.. tlumaczyl sobie w głowie i się zadreczal, lekko ściskając kopyto Liry, kiedy kombinował w myślach. Chciał, by tego nie zauważyła, ale zaklopotania chyba nie dało się ukryć. Była jego damą a on po prostu nie wierzył, że kiedykolwiek obudzilo by się w nim tak silne uczucie jak teraz do niej. Podążał razem z nią wzdłuż Ksiezycowego Brzegu, zastanawiając się co powiedzieć. Przystanal, i już chciał sir odezwać, aż nagle zatonął w ustach ukochanej.. Od razu się rozmarzył, serce się rozplywalo a on Poczuł jak odlatuje z tej szalonej krainy.. Odwzajemnil z pasją pocałunek i nie musiał już niczego mówić.. Zabrakło mu po prostu słów.
Teraz znowu ujął swoją ukochaną pod kopyto i spacerowal z nią wzdłuż brzegu. Spoglądał na nią z miłością i czuł się już o wiele pewniej i lepiej.. Lircia zadała mu pytanie, a Szafran uznał, że to właściwy czas na bliższe poznanie się. - Najbardziej lubię spędzać czas z tobą.. odpowiedział że słodkim uśmiechem patrząc siwce w oczy.. - A po za moją kochana, interesuje się zielarstwem.. Jesten ogólnie na drodze medyka.. wyznał jej drogę kariery, ciekawy jak zareaguje. - A ty moja stokrotko? nazwał ja nazwa tego delikatnego, białego kwiatka, by jeszcze nawiązać do medycyny.
Powrót do góry Go down
Azazel

avatar

Posts : 262
Age : 22

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sob Gru 26, 2015 7:19 pm

Azazel wybrał się na swój codzienny trening trochę później niż zwykle, no, nawet bardzo nie w porę. Była noc, niebo było zaciągnięte grubą warstwą ciężkich, ołowiowych chmur, które zwiastowały tylko jedno - opady. Gdzieniegdzie można było dostrzec gromady świetlików, których jeszcze najwidoczniej nie spotkał okropny, niewdzięczny los zwany przez niektórych urokliwym słowem brzmiącym  niezbyt adekwatnie do mrozu i śmierci głodowych. Zima, bo tak jej fanatycy nazywali ten okres, kiedy wszystko umierało, pokarmu nie było a śnieg który dla niektórych był "białym puszkiem" dla mnie był mokrą breją bez większego zastosowania w życiu. 
Moje kroki były ciche, ale wykrywalne przez drapieżników na pewno. Zwinności dzikiej pantery na polowaniu to ja nie miałem, byłem raczej silniejszy niż giętki. Kłusowałem rytmicznie wystukując badziewny krok, raz, dwa, raz, dwa. Nie było by temu końca, tylko ja i mój nudny chód, gdy niespodziewanie ( ah, kto by pomyślał? ) usłyszałem że nie jestem jedynym większym osobnikiem na tym terenie. Wciągnąłem zapach o wiele głębiej w moje kolorowe chrapy i wyczułem dwa samce. Pachniały trochę jak mokre szczury, wiec mowa tu najprawdopodobniej była o gałęzi psowatych. Poznawałem ten odór, który doprowadzał mnie do kręcenia w żołądku, dlaczego? A może powodem było spotkanie pyskiem w pysk z ogarem Nirvany? Najprawdopodobniej to było źródłem obawy utracenia wnętrzności z miejsca, gdzie powinny się one znajdować i funkcjonować przez jeszcze długie lata.  Ciszę przerwało jedno ale jakże adekwatne do sytuacji słowo.
- Kurwa.- Wycedziłem przez zaciśnięte z nienawiści zęby. Nie panikowałem, bo wiedziałem, że to nie miało najmniejszego sensu. Trzeba było obmyślić plan, ich było dwóch, ja byłem jeden. Udawałem, nie po to by się podroczyć jak zazwyczaj miałem to w zwyczajach, po to by przeżyć. Chciałem, żeby mój przeciwnik jak najdłużej nie domyślił się tego, że wiem o jego istnieniu i że ani trochę nie spodziewałem się jego ataku. Starałem się utrzymywać puls serca na tym samym poziomie cały czas, zachowywałem zimną krew bo tylko w ten sposób mogłem ich obrócić przeciwko sobie. Myślałem nad rożnymi rozwiązaniami, mój dotleniony mózg przeprowadzał miliony procesów na raz podając mi najlepsze rozwiązania. Starałem się jak najmniej forsować już trochę zapracowane mięśnie, potrzebowałem ich na ucieczkę. Warki, skamlania były już niedaleko, musiałbym być już głuchy, żeby nie dosłyszeć że psowate nadchodzą z boków. Czworonogi najwyraźniej nie grzeszyły rozumem, bo już dawno mogły się zorientować, że są za blisko i w zasadzie powinny zaatakować minutę temu. Usłyszałem szurnięcie i charakterystyczny dla ich gatunku półwark symbolizujący gotowość do akcji. Spiąłem nagle swoje mięśnie bardziej, jakby na komendę baczności się obruszyłem. Moje nogi odmówiły dalszego biegu celowo, zatrzymując się tak, by zaskoczyć wrogów. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem. Dwa rosłe i barczyste bestie zamiast skoczyć na mnie, wbiły pazury i zęby w siebie, raniąc się na tyle, by dało mi to jakąś szanse na atak. Zszokowane upadły na ziemie w ułamku sekundy, powodując że jeden przygniótł drugiego do ziemi. To była moja szansa, kilkusekundowe opóźnienie jednego osobnika, ta mała szczelina miała mi dać możliwości przeżycia. Wilczarz zaatakował bez wsparcia swojego przyjaciela w boju. Mierzył wysoko, chyba będąc pewny tego, że bez sprzeciwu oddam się mu jako posiłek. W ostatniej chwili zdążyłem odpowiednio zareagować, stanąłem dęba prychając głośno jakby chcąc go wystraszyć. Ha, głupi myślałem że to coś pomoże? Dostałem dość porządnie, rana była cięta, nie głęboko, ale na tyle, by polała się krew. Z irytacji wziąłem głębszy oddech i uderzyłem z całej siły pod siebie. Usłyszałem trzask łamanych kości, w ułamku sekundy spojrzałem na rozdeptanego przeze mnie drapieżnika. Odskoczyłem z tamtego miejsca z resztkami jego wnętrzności na swoich kopytach. Normanie pewnie bym się tym przejął, ale na razie walczyłem z tym, żeby przeżyć. Kolejne zwierze, dopiero się podniosło i na widok swojego przyjaciela wyraźnie zaskomlało a potem jakby oszalało. Ruszyło na mnie z chęcią rozszarpania mnie już samym wzrokiem. Modliłem się, by to okazało się tylko jakimś nieprzyjemnym snem i bym się już niebawem obudził. Strzeliłem ze świstem ogonem i zastrzygłem uszami by zaraz skoncentrować się na źródle zagrożenia. Odskoczyłem na pierwszy atak, jednak rana zakuła o wiele bardziej niż powinna. Poczułem jak jedna noga obsunęła mi się ze stromego spadu przy księżycowym brzegu. Nie miałem innego wyjścia... mogłem albo rzucić się jak oszalały na zwierze, gdzie nie miałem praktycznie żadnej szansy na uniki albo zwabić je tutaj i jakoś spróbować je zepchnąć. Plusem, chyba , było to że wilk był nieracjonalny po stracie jego partnera. Dzikus rzucił się bez jakiegokolwiek głębszego zastanowienia na mnie a ja zamknąłem oczy i poderwałem się ponownie. Objąłem go przednimi nogami i przeniosłem ciężar na jedno tylne kopyto, robiąc jakiś pół-piruet i powodując że obydwoje spadliśmy ze stromego klifu a kamienie uderzały w moje osuwające się ciało, raz za razem. Miałem na tyle szczęścia, że podczas krótkiego manewru przewróciłem wroga pod siebie, tak ze on obrywał o wiele więcej niż ja. Po kolejnym uderzeniu stracił przytomność a ja zatrzymałem się, wbijając pęciny w kamieniste podłoże. Byłem posiniaczony i wiele miejsc miałem poprzecinanych jednak najbardziej doskwierała mi rana ciągnąca się od klatki piersiowej, aż do połowy brzucha. Powoli dokuśtykałem na sam dół, na delikatne zejście do wody, gdzie leżał ogłuszony albo martwy już wilk. Powoli wyciągnąłem chrapy w jego stronę, zdając sobie sprawy, że mógł blefować. Koniec końców okazało się że jest nieprzytomny, pozostawiłem go więc tam, nie będąc jednym z tych, którzy zabijają bez potrzeby. Może jednego dnia będę w podobnej sytuacji co ten biedak... Poturbowany dostałem się jeszcze na ta górę, gdzie zabiłem pierwszego przeciwnika.  Przepchnąłem na jego ciało sporawy kamień i przykryłem go gałęzią z drzewa. Pochyliłem głowę mamrocząc kilka słów o tym, by jego bogowie przyjęli go w swoje objęcia, bo był dzielnym wojownikiem. Taki już byłem, miałem swój honor, ale okazywałem go też innym. Uniosłem obolałą głowę w górę i spojrzałem w niebo. Westchnałem ciezko, niezadowolony z przebiegu sytuacji, ale zywy.  Wyszedłem stąd kuśtykając i nigdy nie chciałem wracać w to krwawe miejsce.
/zt. Powodzenia w czytaniu xD

____________________________________________
Famous last words.


Głos Azazela
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sro Sty 06, 2016 6:06 pm

// Uznam, że nikogo tu nie ma
Przybyłam nad brzeg jeziora. Po ciemku, galopując po omacku, postąpiłam nierozsądnie. Szłam w kierunku brzegu i niezauważyłam stromego brzegu, wciąż szukając córki. Noga poślizgnęła się na niebezpiecznej powierzchni, a ja przerażona zarżałam głośno. Cudem nie zleciałam na sam dół małej, wodnej przepaści. Poleciałam kilka metrów w dół i upadłam na skałę. Wszystko mnie bolało, świat wirował mi przed oczami. Wstałam z wielkim bólem w nodze. Wróciłam na samą górę.
Powrót do góry Go down
Sanguinema

avatar

Posts : 20

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sro Sty 06, 2016 6:25 pm

Stała przez dłuższy czas w dużej odległości od brzegu, schowana między drzewami i wpatrująca się w ich odpowiedniczki po drugiej stronie, które to przybrały upiorne stroje na czas nocy. Była jak w transie, to zjawisko sprawiało, że po jej grzbiecie przebiegały dreszcze. Nie pojmowała dlaczego, jednakże całkowicie dała się pochłonąć temu dziwnemu stanowi. Przymknęła lekko oczy, wsłuchując się w odgłosy otoczenia. Słyszała gdzieś z oddali w nawoływanie zwierząt budzących się w nocy. W tym wszystkim znalazło się również coś, czego nie potrafiła nazwać. Coś jakby uderzanie o ziemię. Otworzyła oczy, i gdzieś tam przed sobą ujrzała jakiś pędzący kształt. Wtedy zrozumiała, że to były odgłosy biegu.
Potem było przerażone rżenie.
Nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Jedynie dreszcze nieco się wzmogły. Pojmowała, że temu komuś musiała się stać krzywda, lecz to... Nie ruszało jej. Ani trochę. Podeszła wolno do postaci, która wdrapywała się z powrotem na górę. Przystanęła w odległości jakichś pięciu metrów. Rozpoznała matkę, lecz dalej nie czuła niczego na kształt współczucia. Po prostu patrzyła.
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sro Sty 06, 2016 6:35 pm

Vitalia z wielkim kuleniem szła pod górę. Jej córka. Stała i nic nie robiła. Urodziłam potwora. A takie można tylko zabijać. - skuliła uszy. Koń powinien czuć, martwić się o osoby bliskie. A ta stała i się patrzyła. Dalej kulejąc szła z skulonymi uszoma. Czemu? - spytała się, wyciągając myśli z najgłębszego worka jej umysłu. Co teraz czujesz? Dlaczego? - pytała się, stojąc do klaczki tyłem. Księżyc malował na jej zakrwawionym zadzie zęby. Spiczaste, chcące odgonić wszystkich.
Powrót do góry Go down
Sanguinema

avatar

Posts : 20

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sro Sty 06, 2016 6:47 pm

Nie martwiła się. Nie znała nawet tego uczucia. Dla niej... Och, nawet nie wiedziała, jak to nazwać. Nie było nic, zupełnie. Nie było strachu, smutku, współczucia, bólu. Dosłownie niczego. Nie widziała w tym nic dziwnego, o nie. To było coś normalnego. Nie znała innego świata, niż takiego pozbawionego tych wszystkich uczuć.
Dlatego po prostu stała. Patrzyła, jak jej matka z wielkim trudem idzie, kuleje, aczkolwiek Sanguinema nie robiła nic. Widziała, że matka cierpi. Nie potrafiła odpowiedzieć na jej pytanie. Po prostu nie umiała inaczej.
- Nic. - To było pierwsze słowo, jakie wydobyło się z jej gardła. Nie odezwała się więcej. Cofnęła nieco, jakby chcąc stąd odejść. Lecz dalej patrzyła na matkę pustym wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sro Sty 06, 2016 7:01 pm

Vitalia spojrzała na jej jałowy wzrok. Noga dokuczała niezmiernie i płatał przeraźliwe figle jej ciału. W jej ekranie pojawiły się czarne plamy, stawały się coraz większe. Nie umiesz nic wygrzebać z swojego charakteru? Nic dobrego? Choć nutka. Ja czuję złość, miłość, a mój umysł przeżywa paraliż z powodu twojej uczuciowej pustki - wzdrygnęła się. Czarne plamy rozeszły się na całe lewe oko. Vit podbiła przednie kopyta, ale tylne bolące zaraz dało się we znaki. Gdyby siwka nie miła przednich nóg, co niewątpliwie wyglądało komicznie wywróciłaby się jak długa.
Powrót do góry Go down
Sanguinema

avatar

Posts : 20

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sob Sty 09, 2016 10:38 pm

Przetwarzała długo słowa matki, zastanawiając się nad nimi. Dlaczego nic nie czuła? To było coś dziwnego, wiedziała o tym. Jednakże jak miała to zmienić? Nie potrafiła. Była jedynie dzieckiem, nie wiedzącym nic o świecie poza jej własnym. A on wyglądał właśnie tak – pozbawiony emocji. Szary i nudny.
Chciała go jakoś urozmaicić, jednak nie wiedziała jeszcze jak.
Pokręciła lekko łbem. Podeszła ostrożnie, wolno do matki i tknęła ją w bark nosem. Wiedziała, że nie mogła jej tak traktować. Nie potrafiła przeprosić, więc po prostu wymusiła u siebie ten jeden gest. Miała cichą nadzieję, że dobry. W końcu to była jej matka, prawda?

/lol jakie ja słabe posty piszę ;_;
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Nie Sty 10, 2016 10:53 am

Vitalia spojrzała na nią, choć nie widziała za wiele. Najwięcej daru wzrokowego zakrywały, chwilowe uszkodzenia. Poczuła trącenie. Widzisz, choć trochę się postarałaś. Dobry krok. - powiedziała. Widzisz, ja i Twoja ciocia zabijałyśmy. Teraz nadchodzi czas nowego stada. Naszej Przyszłości. Inkwizycja. Oto one. Zapewnie przejdę tam niedługo i chcę byś poszła ze mną. Oczywiście nie zmuszam Cię do niczego. Możesz zostać. - powiedziała, przymrużając oczy. Od teraz zmieni się wiele. I to też od tego czy pójdziesz ze mną. - dokończyła.
Powrót do góry Go down
Cervo Fuori Dal Bosco

avatar

Posts : 12

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Nie Sty 10, 2016 11:23 pm

Karuska wgalopowała tu zlewając się z smolistym mrokiem. W środku była panicznie przestraszona, jednak starała to dusić w sobie. Wmawiała sobie odwagę i hardość. Widziała świecące w ciemności małe owady. Dodawało to jej otuchy.. że.. że nie jest tu sama. Nie lubię mroku.. Stanęła i usłyszała szelest w pobliżu. Nagle. Nieprzewidywalnie coś rzuciło się na jej grzbiet. w panice zaczęła wierzgać czując jak stworzonko wbija swoje pazurki w jej grzbiet. W ułamku sekundy wybiegając w księżycowe światło zauważyła, że był to przedstawiciel łasicowatych, może kuna. była mała ale zadziorna i gryzła ją i raniła w grzbiet. Klacz stanęła dęba dzięki czemu zwierzak stracił równowagę.
Koń położył się na grzbiet przygniatając przeciwnika swym ciężarem. Usłyszała pisk stworzenia i coś w niej pękło. Mimo tego iż to kuna ją zaatakowała czuła, że ona tylko jest głodna. Sama nie chciała jej krzywdzić. Nie jestem taka.. Wstała i obadała sytuację i czy stworek jeszcze żyje. Ku jej zdziwieniu przeciwnik nadal atakował. Jej ciało było pokryte zadrapaniami i ranami od ugryzień. Wychyliła ku zwierzęciu głowę i ugryzła je w grzbiet. Usłyszała kolejny pisk, lecz tym razem nie miała oporu. Musiała być taka jak wymagało od niej tego życie. Nie mogła być jego ofiarą. Upuściła zwierzę na ziemię po czym stąpnęła kopytem na jej grzbiet słysząc gruchot kości..

Muszę ochłonąć. Weszła do lodowatej wody i sięgającej do pęcin i starała się wyluzować. Wyszła i położyła się na wilgotnym podłożu chłodząc zadrapania i drobne rany. Po małej przerwie w myśleniu wstała i ruszyła galopem przed siebie.

z/t
Powrót do góry Go down
Biały Wilk

avatar

Posts : 147
Age : 18

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Sty 28, 2016 9:17 pm

W ciągu swojego krótkiego życia, Biały Wilk nigdy nie miała okazji zobaczyć świetlików. Niby była świadoma, że takowe robaczki gdzieś tam sobie w świecie egzystują, ale klacz nigdy nie miała jakiejś wewnętrznej potrzeby zobaczenia świetlików na żywo. Zatem, gdy zobaczyła lewitujące światełka, jej pierwszym skojarzeniem był pożar. Normalny koń na jej miejscu pewnie czym prędzej opuściłby Księżycowy Brzeg, ale albinoska, niczym pozbawiona jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego, stała jak słup soli, ze wzrokiem wbitym w rzekome iskry. Stała jedną chwilę, drugą. Nie czuła ciepła ognia, jedynie chłodny wiatr, który docierał do niej znad jeziora. Podeszła bliżej, czym spowodowała rozproszenie się świetlików.
Masz swój pożar, perełko.
Cisza, która panowała nad jeziorem, była dziwnie kojąca i na krótki moment Biały Wilk poczuła nieodpartą potrzebę położenia się pod pobliskim drzewem i zaśnięcia pod nim. Leniwie skierowała swoje kroki w kierunku potężnego pnia. Otuliła się wilczą sierścią, dawno nie czuła na grzbiecie jej ciężaru i ciepła, jakie dawała.
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Sty 28, 2016 9:48 pm

Dreptałem smętnie wzdłuż brzegu ignorując zagrożenie potknięciem się o wystający głaz. Mogłem wpaść do wody, ale co z tego? Kąpiel może dobrze by mi zrobiła. Bo śmierdziiisz! Śpiewnym głosem zakrzyknął demon.
Minęło już kilka dni, a on nadal nie miał zamiaru wynieść się z mojego mózgu. Był uciążliwy. Bardzo. Ale co mogłem z tym zrobić? Absolutnie nic.
Absolutnie. Zgodził się ze mną.
Może powinienem nadać ci imię? Byłoby prościej. Mógłbym się jakoś do ciebie zwracać... Może Stefan?
Absolutnie nie.
Dalsza moja konwersacja ze Stefanem została nagle przerwana. Mój wzrok padł na białą klacz stojącą nieopodal. Była otulona dziwną, jakby wilczą skórą. Z pewnością zajmowało ją coś normalniejszego niż rozmawianie ze swym wewnętrznym Stefanem. A może nie? W końcu kto normalny nosił wilcze futerko? To miło spotkać kogoś kto... Postanowiłem się przywitać. Podszedłem do niej na odległość jakiegoś metra. Witaj. Nazywam się Fiin
A to, jest Stefan. Miałem ochotę dodać, ale powstrzymałem się.
Powrót do góry Go down
Biały Wilk

avatar

Posts : 147
Age : 18

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Czw Sty 28, 2016 10:08 pm

Nie było jej dane długo postać w ciszy i spokoju, w pewnym momencie pojawił się jakiś ogier, który grzecznie jej się przedstawił. Wyglądał normalnie, znaczy nie rzucił się na nią z linami, jak miło, i nawet się przedstawił. Może chciał pogadać, bo jeśli tak to niezbyt dobrze trafił- Wilk nie była wymarzonym kompanem do rozmowy. Zrobiła krok w tył, zwiększając nieznacznie dystans między sobą a Fiinem, tak tylko na wszelki wypadek. Nie, żeby była jakąś paranoiczką, nie, nie. Absolutnie nie, nie.
-Bry, jestem Biały Wilk- krótko i na temat, nie ma się nad czym rozwodzić, bo to nie jest żadna rozprawka z polskiego, w której lejesz wodę, aż przekroczysz ten przeklęty próg minimalnych dwustu pięćdziesięciu słów, a tylko luźna gadka z nieznajomym. Kiedy ostatnio otworzyła do kogoś gębę? Dawno, chyba ostatnio rozmawiała z Vitalią, przywódczynią Czarnej Krwi. Swoja drogą, ciekawe co teraz porabia i jaka panuje atmosfera w stadzie?
-Z jakiego jesteś stada?- przekrzywiła lekko głowę w oczekiwaniu na odpowiedź. Wolała przerwać ciszę, zanim ta stanie się niezręczna i chciała sie czegoś dowiedzieć o siwo-jabłkowitym ogierze.
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Pią Sty 29, 2016 9:38 pm

Klacz prawdopodobnie nie uznała mnie za niestabilnego psychicznie, co wywnioskowałem z faktu, że nie uciekła jak najszybciej. Na razie. Cofnęła się jedynie o kroczek, ale nie przejąłem się tym zbytnio. Przedstawiła się jako Wilk. Biały Wilk. Nieco dziwne imię... Takie niezbyt imienne. Nie zamierzałem jednak dociekać. Chociaż w sumie, dlaczego by nie? Jeżeli uzna to za obrazę, to nic na to nie poradzę. Dlaczego tak? To dość... oryginalne imię. Zadałem pytanie wprost. Przyjrzałem się klaczy uważnie. Była śnieżnobiała, z niebieskimi oczami. No i to wilcze futro... Może o to też zapytam w następnej kolejności. Czarna Krew. Odpowiedziałem na jej pytanie. Przypuszczałem, że ona również do niego należy, co wywnioskowałem po zapachu. Mimo to nigdy jej nie spotkałem na terenach SCK. Jesteś nowa na Saffrin? To właśnie nasunęło mi się na myśl. Chociaż żyłem tu sobie już całkiem długo, nie napotkałem jej. Oczywiście nie znałem wszystkich, nawet ze swojego stada. Właściwie to po prostu chciałem podtrzymać rozmowę. Nie byłem zbyt dobry w konwersacjach.
No chyba, że ze mną. Wtrącił się Stefan.
Wolłbym jednak nie, ale niestety jestem na ciebie skazany.
Ciekawe czy Wilk zorientuje się, że właśnie rozmawiam sama ze sobą? Jak wygląda osoba prowadząca dyskusję z demonem żyjącym w jego głowie? Może drga mi nos?
Powrót do góry Go down
Aedion



Posts : 146

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sob Sty 30, 2016 12:24 pm

Rozszalały tętent małych kopyt rozbrzmiał na księżycowym brzegu. Stado niewielkich ptaków poderwało się, skrzecząc przeraźliwie, uciekając w wielkim popłochu przed malutką jabłkowitą furią i tym, co goniła. A goniła sporego lisa o karmazynowej sierści, który pędził, jakby go ścigał sam szatan, a nie małe źrebię. I mały wilk.
Dopadłem drania, łapiąc go zębami za kitę i podrywając w górę z warkotem. Potrząsnąłem głową, jakby chcąc zmiękczyć mięso, a lisek starał się zadrpać mi oko. Cóż, będąc tak agresywnie miotanym, było to trudne, toteż nie trafił i wściubił jedynie mahoniową łapkę pomiędzy moją szyję i bok, pozostawiając znikome skaleczenie. Prychnąłem lekko ze śmiechu, i tym głupim prychnięciem sprawiłem, że ogon wyswobodził się w uścisku moich zębów. Lis chyba tylko na to czekał, bo z krwią przecinającą oczy rzucił się na moje gardło, a ja jakimś cudem refleksu strzeliłem przednim kopytem, na chwilę go zatrzymując.

Zawarczał wściekle i ponownie zaatakował, jednak ja już dałem w długą w przeciwną stronę. Odwróciłem głowę, aby zobaczyć, czy mnie goni, owszem, gonił mnie. Nawet zatopił zęby w mojej tylnej pęcinie. Dopadłem jakiegoś klifu i dałem z niego emocjonującego susa z psowatym uczepionym nogi. Uderzyliśmy w taflę. Lis doskoczył do mnie i poczułem jego ostre jak igiełki zęby na uchu. Wierzgnąłem, starając się go zrzucić, ale podłe zwierzę tylko czepiło się mocniej.

W końcu spiąłem mięśnie tylnych nóg i wyskoczyłem z wody jak jakiś cholerny wieloryb, robiąc coś podobnego do dzikiego półobrotu w powietrzu i spadając prosto na główkę, a rude zwierzę spadło ze mnie, piszcząc z bólu i machając ciemnymi łapkami. Strzeliłem mu w brzuch tylnym kopytem i przytrzymałem, podtapiając go trochę. Zaczął się miotać i szamotać, bąbelki powietrza pokryły powierzchnię wody. Nie zabiłem go. Kiedy osłabł, zdjąłem kończynę i pozwoliłem mu wrócić do siebie i uciec dziko przed siebie. Potem dopadła go zagryzła moja wilczyca, Ignis, ale to zdarzenie możemy przemilczeć. Byłem miłosierny. Ona nie.
Gaude et laetare, Deus Lux.
Meretrix.

Otarłem krew i pianę z warg, dopiero teraz spostrzegając, że nie jestem tutaj sam. Jakaś urocza parka, siwek jabłkowity i piękna, biała klacz w skórze wilka... Skórze... Wilka... Zmrużyłem ślepia. Morderczyni. Morderczyni! Trucicielka. Zaraza! Lew! Słowa przychodziły mi ze wszystkich odmętów czaszki. Popatrzyłem na Ignis. Odwzajemniła spojrzenie ognistymi ślepiami.
Jednak te wszystkie myśli odwracały moją uwagę od najważniejszego. Od Zapachu. Zapach już rozmył się trochę w mojej pamięci... Więc nie skojarzyłem tego ogiera. Podszedłem do rozmawiającej parki, dając Ignis znak, by nie szła za mną. Jeszcze ta biała ze szramą na pysku ją zabije i obedrze ze skóry. Zbliżyłem się do nich, mrużąc ślepia.
- Dzień dobry - powiedziałem neutralnym tonem i wżarłem się spojrzeniem jak kwasem w oczy jabłkowitego ogiera. Moje oczy były czarne jak węgielki i gdyby dobrze im się przyjrzał, spostrzegłby, że są takie same jak u niego, nie tylko barwą, ale też i kształtem. Wyrazem. Rozłożeniem skaz. Wszystko było identyczne. Dosłownie. Lecz teraz odwróciłem się w stronę Morderczyni. Zaświeciłem oczami, sprawiając teraz, że białe światło słońca odbite od śniegu igrało w nich gamą iskierek, upodabniając je do kawałku czarnego kruszcu. Jakby diamentu o barwie nocnego nieba. A może to była tylko moja paranoja. - Dlaczego okryłaś się własnym grzechem i nosisz go jako trofeum? - zapytałem bez wyrazu. To było jak zwykłe pytanie zadane mamie, na przykład o to, czy opowie historię na dobranoc albo gdzie schowała jakąś rzecz. Bo nie założyłem maski. A bez mojej maski nie widziano we mnie nic. Żadnych emocji. Pustka. Zero. Czy to normalne?

____________________________________________

It's not the fall that kills you. It's the landing. | And I O U a fall...

Here comes the East Wind.




Ignis

Forget everything you think you know.
It doesn't matter.
Anymore.

♈ ♉ ♒ ♌
Powrót do góry Go down
Biały Wilk

avatar

Posts : 147
Age : 18

PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   Sob Sty 30, 2016 10:56 pm

Nawet jeśli Wilk zobaczyła coś w zachowaniu ogiera, to nie dawała nic po sobie poznać. Bie czuła się w żaden sposób upoważniona, aby zwrócić mu uwagę, że robi coś dziwnego. Jedni gadaja do siebie w myślach, a inni wymyślają sobie imiona, o!
Nie mogła nie przewrócić oczami, gdy usłyszała jego pierwsze pytanie. To było do przewidzenia, trzeba było się domyślić, Wilczku!
-Mama miała dość- tu krótka przerwa na małe "eee".- Wybujałą wyobraźnię- dokończyła z rozbrajającym uśmiechem na pysku. W głowie brzmiało to bardziej przekonująco, może to wystarczy i Fiin nie będzie drążyć tematu? Poczuła się nieco pewniej, gdy usłyszała kolejne pytanie:
-Nie, całkiem długo już tu siedzę- odparła. Nie czuła potrzeby okłamywania go w tej sprawie, w końcu byli w jednym stadzie. -Ostatnio nie isteresowałam się stadnymi sprawami- wydarzyło się coś ciekawego?- wbiła wzrok w jakiś mały punkcik, znajdujący się gdzieś na lewo od szyji ogiera. Klacz sądziła z początku, że to nic, jakiś krzak- myliła się. Źrebak, którego Wilk błędnie uznała za element krajobrazu, podszedł do niej i zadał jakieś dziwne pytanie. Grzech, trofeum? Co?
-O czym ty pier...- nie, uspokój się. Nie ma co przeklinać, może coś mu się pomyliło?- ...mówisz?- dziwne to było źrebię, dziwne. Gdy zobaczyła Aediona w całej okazałości, wydał jej się znajomy, ale nic nie powiedziała. Może zaraz coś się wyjaśni.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Księżycowy brzeg   

Powrót do góry Go down
 
Księżycowy brzeg
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Tereny Niczyje :: Jeziora géminé :: Jezioro Autren-
Skocz do: