Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sam Szczyt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Sam Szczyt   Pią Lis 06, 2015 7:24 pm

Najwyższy punkt w Górach. To tutaj można spotkać orle gniazda. Temperatura zawsze jest ujemna, niezależnie od pory roku gromadzi się tutaj śnieg. Wieje tu porywisty halny wiatr, czasem wyrywający oddech z płuc.
Szczyt znajduje się w jednym miejscu nad chmurami. Zwykle oblewa go mocna mgła, ale bywają dni, w których widoczność jest bardzo dobra, a widoki nieziemskie.
Coś jeszcze? A, tak.
Uważaj na przepaście. Jest ich tu pełno.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Pią Lis 06, 2015 7:59 pm

Biel aż bolała w oczy. To było pierwsze, co zauważyłam po przyjściu tutaj. Czasami trzeba było aż odwrócić wzrok, aby odbite od śniegu mleczne światło wypranego z kolorów słońca nie wypaliło nieświadomych niczego źrenic jak kwas chlorowodorowy tudzież solny, pojmowany przez niektórych drogą literek na papierze jako "HCl".
Wśród tej nieskażonej niczym bieli można było zauważyć wystające skrawki skał. Niektóre matowe, inne połyskujące ostrymi wypukłościami. Będąc zapatrzonym w nie, dało się iść i iść, a potem... zauważyć (lub też nie), że stoi się na skraju przepaści (tudzież, że się z niej spadło i w szaleńczym pędzie zbliża się ku okropnej i bolesnej śmierci) zsypując okruchy skał daleko w dół i nasłuchując, jak rozbijają się o kamienie w powleczonym teraz mgłą Wąwozie Trzech Gór.
Takim oto pięknie nakreślonym w narracji bezosobowej/ trzecioosobowej tle, bierny obserwator, w tym wypadku spory, pierzasty orzeł bielik siedzący na najwyższej ze skalnych wypustek góry, spoglądał z góry na ciemnokasztanową sylwetkę mozolnie pnącą się ku wyżynom. Cóż, ptaka nie obchodziło, co dzieje się z tym dzielnym piechurem, sam był przecie lepszy; miał ogromne skrzydła, długi ogon i stalową siłę. Mógł latać, a tamta kreatura mogła tylko patrzeć, podziwiać i zazdrościć w całej lichocie przyziemnego ciała.
Orzeł wzruszył skrzydłami i odwrócił się od sylwetki. Stracił nią zainteresowanie. Teraz spoglądał na coś o wiele ciekawszego - dwa spore, pożółkłe jaja spoczywające w gnieździe z gałęzi. Podszedł i okrył je piórami, a potem spoczął na nich i ogrzewał własnym ciałem.
Ptak był bowiem samicą.
I to wyjątkowo pazerną, wredną i złośliwą.
I był też matką. To daje wiele do myślenia, Arcano...


***


Nareszcie dotarłam na szczyt. Och, co to była za męcząca podróż to ja jedna wiem. Teraz stałam, łapałam oddech i odklejałam strąki grzywy od spoconego ciała. Było to trudne zadanie, zwłaszcza, że kiedy byłam cała mokra, zimny wiatr obejmował mnie jeszcze przenikliwiej niż spojrzenie Espilsa, gdy rysowałam jego drzeworyt... albo skałoryt w ścianie lochów Czarnokrwistych. A zresztą, nie wracajmy do niego. Było, minęło, nie wróci. Odpukać, odpluć, odtworzyć szatańskie rytuały odpędzające demony i w ogóle.
Teraz moim problemem była przerośnięta orlica strzegąca dwóch swoich jaj na szczycie góry. Nie chciałam jej okradać. Była matką i ja wkrótce też miałam nią zostać. Jak mogłam odbierać jej potomstwo? Jest górskim stworzeniem. Jak ja. Jak my wszyscy. Ale nie miałam wyboru. Pustelnik mi zaufał i zażądał jaja. M u s z ę je przynieść. Jestem tak blisko zakończenia zadania...
Podeszłam niebezpiecznie blisko ptaka. Sfrustrowana matka zabiła skrzydłami i odpędziła mnie skrzekiem jak natrętną muchę. Skrzywiłam się. Nikt nie będzie mnie tak traktował. Nawet nierozumny ptak.
Podeszłam do niej tak szybko, że jej wrzask przeszył mnie na wylot. Orlica rzuciła się na mnie z pazurami, chcąc poszatkować moją twarz i przebić mnie na wylot zagiętym dziobem.
Pazury wkręciły się w grzywę, dziób zarył w kłąb, a ja wierzgnęłam tak mocno, że aż przewróciłam i spadłam na twardą, zlodowaciałą ziemię, przygniatając do niej ptaszysko. Coś mokrego ściekało mi po karku i chyba nie był to pot. Pióra orlicy były umazane jasnoczerwoną krwią i chyba nawet wiem, czyja to mogła być krew.
Ptak zasyczał wściekle i zabił skrzydłami. Zaparło mi dech w piersi. Kim ona jest, aby mi podskakiwać? Nie ma prawa. Nie ma czelności. Jest niczym.
Podniosłam głowę. Peleryna powiewała na moim karku.
- Rozkazuję ci zejść mi z drogi - powiedziałam tak mocnym głosem, że echo poniosło się po górach. - Jestem twoją panią i władczynią. Ty jesteś nikim.
Orlica przekrzywiła łepek. Żółte oczy zalśniły. Ogarnęła ją niepewność.
- Odejdź - rozkazałam.
Krzyknęła ostatni raz. Smutno, boleśnie. Jakby się żegnała. Ten odgłos chwycił mnie za serce.
Załopotały skrzydła. Potężny ptak odleciał szybko, jakby ścigany przez monstrum.
- Przepraszam - wyszeptałam. Wdrapałam się na orle gniazdo i zawinęłam jedno z jaj w pelerynę, której użyłam jak tobołka.
Potem szybko stamtąd odbiegłam.


z/t
Powrót do góry Go down
R'evivo

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 5:51 pm

Revi wspiął się na szczyt właściwie bezwiednie. Ostatnio często wdrapywał się w wysokie miejsca... a później spadał i robił sobie krzywdę. Najczęściej za sprawą Arcany. Może po prostu pzylazłem tu mając pewność, że raczej nikogo tu nie spotkam... Ostatnią rzeczą jaką teraz pragnąłem było towarzystwo. Lubiłem góry. I górskie powietrze. Zastanawiałem się, czemu wobec tego nie jestem członkiem górskiego stada? Czarna Krew raczej nie pasowała do mojego charakteru. Chyba nie pasowałem do żadnego ze stad na Saffrin. Albo ogólnie do żadnego społeczeństwa. Pozostawało mi tylko ignorowanie podziału na grupy i zasad. Zdecydowanie nikt nie będzie narzucał mi poglądów. Stanąłem na samym skraju urwiska. Popatrzyłem w dal. Z tego miejsca można było podziwiać całą krainę. Znajdowałem się na terenach Halnego Wiatru, ale oczywiście nie dbałem o to. Czy stojąc na szczycie świata i spoglądając w dół widzi się granice? Czy są narysowane, jak te na mapie? Czy ktoś nieświadomie przekraczający jedną z nich odczuje różnicę? Nie, jeśli jest wolny i nie dba o takie głupoty jak stado. Ja czułem się wolny mając świat u stóp (kopyt). Nikt nie mógł mnie zmusić abym walczył przeciwko komuś, kto jest dla mnie obpjętny. Nikt nie mógł mnie zmusić do sympatii wobec kogoś, kogo widzę pierwszy raz. Nie oceniałem nikogo po pozorach, ani po rasie, ani po przynależności. Ważne były czyny. To nie znaczy, że jestem pacyfistą. Lubię walczyć i bez wachania zabiłbym pradziwego wroga. Ale nikt nie będzie za mnie decydował kto nim jest.
Pogrążony w rozmyslniach nie zauważyłem, że słońce zbliża się już ku horyzontowi. Spędziłem na górze sporo czasu. Pora wracać. Ruszyłem w dół łagodniej opadającego zbocza góry. Odwróciłem się by po raz ostatni spojrzec za siebie. Wtedy zorientowałem się, że nie jestem sam.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 6:27 pm

Spokojnie przechadzałem się po terenach swojego stada, powoli je patrolując i upewniając się, że nie nawiedziły je dzikie, niebezpieczne zwierzęta, czy też wrogowie z innych stad. Oczywiście wykorzystałem okazję do zwiedzania okolicy, poznawania miejsc o których wiedza mogła się mi w przyszłości przydać a także pożywianie się smaczną, soczystą trawą, która gdzieniegdzie jeszcze rosła, mimo nadchodzącej zimy. Idąc tak powoli w pewnej chwili przeciąłem ścieżkę, którą niedawno szedł inny koń. W pierwszej chwili nawet nie zwolniłem... ale po chwili uzmysłowiłem sobie, że coś mi nie pasuje. I to bardzo. Zapach, ta woń wydała mi się znajoma. Za bardzo pasowała... to Vit, Tomy i Oma... koni z wrogiego stada, które miałem okazję spotkać. Czyżby... czyżby kolejny drań chodził po miejscach, po których nie powinien? Ruszyłem więc zostawionym śladem, wypatrując jego właściciela. Kto tutaj był i czego mógł chcieć? Nie wiedziałem, ale musiałem to sprawdzić. Prawdopodobnie nieznajomy, bo woń sugerowała mi raczej ogiera, szedł w górę, co zdawało się nie mieć sensu. W końcu szczyty gór nie miały żadnej wartości - a przynajmniej nie taką, jak łąki ze smaczną trawą i jeziora z krystalicznie czystą wodą. W końcu dostrzegłem wyczutego wcześniej ogiera. Szedł z naprzeciwka, wracając z miejsca, które wcześniej odwiedził. Zaszedłem mu drogę... po czym nagle zarzuciłem mu linę na szyję.
- Kim jesteś i czego tutaj szukasz? - spytałem surowym tonem, przypatrując się uważnie nieznajomemu.
Powrót do góry Go down
R'evivo

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 8:14 pm

Drogę zagrodził mi siwy arab w wojowniczym nastroju. Nie zdąrzyłem nawet mrugnąć, kiedy on zarzucił mi na szyję linę. Zaskoczony spojrzałem na niego, by móc ocenić jego umiejętności. Nie był olbrzymem, mógłbym dorównać mu siłą. Problem polegał na tym, że on już się siłą wykazał. Ja natomiast żeby się obronić potrzebowałem zręczności i prędkości, które, niestety, nie stanowiły moich najmocniejszych stron. Zrezygnowałem więc od razu z prób zerwania liny. Zamiast tego odpowiedziałem na pytanie ogiera. Bo czemu nie? Skoro już mnie złapał, możemy również pokonwersować. Nazywam się... Reo. Zawsze wahałem się odrobinę, kiedy miałem się komuś przedstawić. Musiałem zdecydować, który wariant mojego imienia podać, tak, aby najlepiej pasował do sytuacji. Różne osoby wołały na mnie różnie. Arcana na przykład mówiła mi Revi, co na początku było irytujące, ale w końcu się przyzwyczaiłem. Szukałem chwili spokoju, ale już ją znalazłem, więc pójdę sobie jeśli mnie wypuścisz. Odpowiedziałem na drugą część pytania miejąc nadzieję, że siwek odpuści sobie jeśli będę miły i uprzejmy. Jak to ja. Korzystając z tego, że arab milczał przez chwilę przyjrzałem mu się dokładnie. Próbowałem wyczuć jego nastawienie i zamiary. Czyżby był jednym z tych stadnych rasistów, którzy nienawidzą każdego, kto nie należy do ich stada? Jeżeli tak, zapewne będzie chciał mnie zawlec do lochów. I co mi zrobi? Będzie próbował mnie zgwałcić? Pomyślałem sarkastycznie. Miałem nadzieję, że jednak nie. Szczerze mówiąc, nie podobał mi się ani trochę. Starając się zachować spokój i opanowanie czekałem na jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 8:49 pm

Bez większych problemów zarzuciłem linę na szyję nieznanego ogiera. No i miałem go. Uśmiechnąłem się do niego triumfalnie, wpatrzyłem się w niego wzrokiem zwycięzcy, czekając na wyjaśnienia powodów jego bytności.
- Oreo? Brzmi znajomo. - przytaknąłem. Pomysł nadaniu komuś nazwy ciastka jako imienia wydawał mi się co najmniej dziwny, ale nie dzieliłem się swoimi przemyśleniami z nim. Nie chciałem go urazić. - A ja Burseg. - odpowiedziałem tylko.
- No nie wiem, czy powinienem Cię wypuścić. - stwierdziłem po chwili - Chciałbym się dowiedzieć, czego tutaj szukałeś. Chwilę spokoju mogłeś znaleźć gdziekolwiek indziej. - zauważyłem - A może coś więcej jesteś w stanie podać o swoim stadzie? Chyba warto byłoby Cię przepytać. - poinformowałem go, jakie są moje plany. Zastanawiałem się, co z nim zrobić. Pomęczyć go aby go ukarać? A może sam areszt byłby wystarczającą karą? Spróbować wydobyć z niego informację, które prawdę mówiąc i tak nie byłyby mi potrzebne? Postraszyć go? A może wypuścić? Heh, tyle możliwości, a ja nie wiedziałem którą wybrać.
- Oreo, Oreo, Oreo... co w zasadzie powinienem z Tobą zrobić? - spytałem się go, zastanawiając się, co ten mi odpowie.
Powrót do góry Go down
R'evivo

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 9:10 pm

Reo, nie Oreo. Mam na imię Reo. Powtórzyłem wyraźnie żeby upewnić się, że zrozumiał. I po co tyle zachodu z przedstawianiem się, jak ktoś potem i tak myli cię z ciastkiem (niesmacznym zresztą)? Westchnąłem. Z każdą wypowiedzią Bursega traciłem nadzieję na to, że mnie wypuści. Zresztą, od początku ta nadzieja była nikła. Pogodziłem się już z tym, że prawdopodobnie mnie uwięzi. Wiedziałem, że ogier czuł ode mnie woń Czarnej Krwi. Chcąc nie chcąc, wstępując do stada przyjąłem również jego zapach, chociaż wcale nie spędzałem z innymi Krwawymi dużo czasu. Mogłem się też domyślić, że arab należy do Halnego Wiatru. Nasze stada nie są w stanie wojny, ale niektórzy, jak widać, mają to w nosie. Nie zamierzałem mu opowiadać czym dokładnie zajmowałem się na szczycie góry. Nie był to jego interes, a ja sam nie byłbym w stanie mu tego wytłumaczyć nie opowiadając mu historii swojego życia, na co nie miałem najmniejszej ochoty. Zamiast tego sam postanowiłem zadać pytanie. Tylko dlatego, że jestem z Czarnej Krwi? Czemu nie nawidzisz obcych stad? Uśmiechnąłem się w duchu. Takie samo pytanie zadałem kiedyś Vitalii, władczyni SCK. Nie odpowiedziała mi wtedy. Może Burseg udzieli mi jakiejś błyskotliwej odpowiedzi?
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 9:34 pm

Popatrzyłem się na niego uważnie, usiłując zrozumieć dokładną wymowę jego imienia. Wzruszyłem ramionami, na ile oczywiście konie są to w stanie zrobić.
- Reo, Oreo... jak wolisz. Reo też może być. Teraz poprawnie wymawiam? Reo? - upewniłem się. On należał do wrogiego stada więc należała mu się kara a przynajmniej przesłuchanie. Więc po dłuższej chwili zastanawiania się uznałem, że dobrze byłoby go jednak zaprowadzić do lochu, by być w stanie go spokojnie przesłuchać. Obecne miejsce było trochę wietrzne. No i drań mógłby się niechcący wyrwać i uciec. No a tego nie chciałem. Zastanowiłem się również nad jego pytaniem.
- Hmm... tak, w zasadzie jest to jedyny powód. Czarna Krew to złe stado... jego przedstawiciele są również z definicji źli, albo przynajmniej mają zamiar się takimi stać. A zło trzeba tępić. - wyjaśniłem mu.
- To co? Idziemy? - spytałem, i jeśli ten nie zaprotestował, zacząłem go prowadzić w stronę lochów.

być może z/t?
Powrót do góry Go down
R'evivo

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sob Lis 14, 2015 9:54 pm

Zdałem sobie sprawę, że dyskusja z nim na temat definicji dobra i zła jest bezcelowa. Przynajmniej na razie. Właściwie czego się spodziewałem? Skąd wiesz, że SCK jest złe? Zapytałem mimo to. A Morskie Nimfy? Właściwie, to też obce stado. Czy ich też tępisz bez opamiętania? Teorytycznie SMN jest stadem najbardziej pokojowo nastawionym. Oczywiście, jest to tylko ocena ogólna, każda poszczególna jednostka jest inna i nikt nie jest do końca zły ani do końca dobry. Ale... Chciałem poznać jego zdanie w tej sprwie. Jestem tolerancyjny. Naprawdę. Do lochów? Gdzież indziej moglibyśmy się wybierac? A mam jakiś wybór? Rzuciłem nieoczekując, że mi odpowie. Rzecz jasna wyboru nie miałem. Ja miałem sznurek na szyi. A on go trzymał. Posłusznie ruszyłem za nim.

z/t do lochów?
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Pon Lis 23, 2015 6:55 pm

Ponownie wróciłem na Szczyt, z którego był niezły widok na okolicę. Dzięki temu, udając się w jedno miejsce, mogłem rozglądnąć się po terenach stada upewniając się, że żadni nieproszeni goście się tutaj nie włóczą. Ostatnio jakoś tak było więcej naruszeń naszych terenów przez Krwistych. Czego oni tutaj szukali? Nie miałem pojęcia, ale niespecjalnie mi się to podobało. Przechadzałem się więc stępem, podnosząc wysoko łeb i czujnie zerkając dookoła, wypatrując potencjalnych agresorów.
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Pon Lis 23, 2015 7:31 pm

Vit przybyła na szczyt gór. Dobrze jej się chodziło po terenach Halnych. Chciała, by należały do jej stada. Ale cóż poradzić - te dzikie małpiatki zajmowały te tereny. Czarni ostatnio rosli w cieniu, może pora na wojnę? Nagle poczuła odór tego Bursega. Intuicyjnie sięgnęła tym razem po dwa eliksiry zakochania i wypiła w tym samym czasie. Czy to powodowało większą miłość do ofiary? Wyszła naprzeciw ogiera... Chciała udawać zakochaną, a potem go posiatkować..
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Wto Lis 24, 2015 10:01 pm

W pewnej chwili... w pewnej chwili poczułem jakiś znajomy zapach. Ale skąd ja go znałem? Czy to możliwe... czy to może być ona? Nie, chyba by drugi raz nie ryzykowała po tym, co ją spotkało. Zacząłem się rozglądać... aż w końcu dostrzegłem ją.
- To ty! - krzyknąłem na nią oskarżycielskim tonem po czym rzuciłem się na nią, zarzucając jej liny na szyję.
- Mam Cię! Pójdziesz ze mną! - oznajmiłem jej podniesionym głosem, szarpnięciem za sznur demonstrując jej, że mam nad nią pełnię władzy.
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Pią Lis 27, 2015 2:06 pm

Vitalia szarpnęła zarzuconą na nią linę. Chciałam tylko mieć źrebaka z ogierem pięknym jak Ty. - powiedziała i podeszła dobrowolnie bliżej niego, dając mu buźaka. Miałam wtedy zły dzień, przepraszam. - powiedziała słodko. Słonko, co z Tobą? Nie poznaję Cię. - tu zrobiła smutną minę, nie zamierzając gdziekolwiek się ruszać. Popatrz jak tu pięknie, a Ty chcesz z tego miejsca iść? - spytała oszołomiona. Wszystko to wydawało się szczere... Ale czy Burseg w to uwierzy? Miejmy nadzieję.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Pią Lis 27, 2015 6:53 pm

Gdy klacz pociągnęła za linę, mocno mną szarpnęło. To mi uzmysłowiło, z jaką silną klaczą miałem do czynienia. Czemu nie mogłem natrafić na jakąś słabą szkapę, z którą mógłbym robić, co tylko chciałem? Heh, jakiegoś pecha miałem.

Jej słowo mnie za to kompletnie zaskoczyły.
- Że... że co? - wyrwało mi się. Wiele po niej się nie spodziewałem ale nie tego, że będzie chciała mieć ze mną źrebaki! - Możesz... możesz to powtórzyć? - poprosiłem z wahaniem.
- Nie ma problemu... jeśli tylko chcesz. - zapewniłem ją szeroko się uśmiechając. Nie, żeby mi zależało na źrebakach... ale na skutek eliksiru klacz była taka piękna, że miałem ogromną ochotę na czynność, która się nierozłącznie wiązało z posiadaniem źrebaków. Zacząłem mięknąć, czując jej buziaka. ale jej sugestia zostania tutaj mnie zaniepokoiła. Chyba nie chciała uciec? Była taka piękna... że nie chciałem jej na to pozwolić.
- Ale... ale nie chcesz tutaj chyba zostać? Choćby do... do lochów. Albo... albo chociaż do mnie. - zaproponowałem. W swojej jaskini też miałem jakieś łańcuchy którymi mógłbym ją spętać. Nie chciałem przecież by mi znowu zwiała, skoro była taka śliczna.
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Nie Lis 29, 2015 7:33 pm

Zaskoczony? - spytała z dość szczerym uśmiechem. Tak naprawdę zmuszała się do tego "szczerego" uśmiechu. Miękł. To chyba dobrze, czyż nie? - pomyślała. Rozerwała liny i dała mu kolejnego buziaka. Z Tobą na zawsze... - szepnęła mu do ucha. Lochy to nie mój gust. Wolę zostać tutaj... - przytuliła go. Pokopię go niedługo... już niedługo. - myślała o zemście. Niech teraz myśli, że ona go kocha i chce z nim być na zawsze.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Pon Lis 30, 2015 7:22 pm

Zastanowiłem się.
- No tak.. trochę zaskoczony. Nie spodziewałem się tego po Tobie. - przyznałem wprost... ale z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk pękających lin. Ale... ale jak to?
- Tutaj? - zawahałem się ale szybko się otrząsnąłem - Tutaj nie można... ktoś by mógł nas tutaj zastać. Chodźmy... chodźmy do mnie. - zaprotestowałem, ponownie zarzucając na nią sznur. Szarpnąłem za linę próbując ją nakłonić do pójścia za mną.
Powrót do góry Go down
Vitalia

avatar

Posts : 1288
Age : 26

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Wto Gru 01, 2015 8:36 pm

Vitalia skinęła głową. Czuła na sobie ponownie liny. Natychmiast uskrzydliła się i wierzgnęła w pysk ogiera. Miała nadzieję, że odwróci to jego uwagę. Czuła coś z daleka. Ty naprawdę uwierzyłeś, że Cię kocham?!- zawyła i kopnęła go prosto w szczękę. Nagłym ruchem odwróciła się gwałtownie. Vita zastrzygła uszami, a jej sierść zupełnie niespodziewanie zaczęła drżeć. Uspokuj się. Jesteś przecież silna. - mówiła jej własna podświadomość, chcąc wychować z niej świetnego wojownika. Siwka jednak nie dokońca była przekonana tym pomysłem. Wielkie ptaki uważała za niepokonane, a co dopiero kotowate. Chciała już odbiegać, ale coś ją powtrzymywało. Lina i ten głupi arab. Boisz się? - spytała się podświadomość, dając jej jasno do zrozumienia, że ma walczyć z kotem. Tak, ogromnie się bała o własne życie, które niedawno straciła Arcana. Dobrze. Nie pozwól, żeby on Cię przezwyciężył. Walcz z nim. - mówił dalej głos w jej głowie. Był donośny, a klacz postanowiła go posłuchać. Walczenie było jej mocną stroną, a Burseg miał kolejny zaszczyt, by zobaczyć ją w walce.  Puma. Tak można było nazwać zbliżające się coś. Była szczelnie czarna. Dobrze byłoby zdobyć to futro... Ładnie będzie się komponować z moją sierścią i z skórą wilka. - pomyślała, ale marzenie chyba bardzo chciało się spełnić, bo kotowaty kierował się powoli w ich kierunku. Zapewnie nie ma teraz tutaj dużo pożywienia. - określiła. Mówię Ci - puść mnie albo dam Cię na pożarcie temu kotowatemu. - powiedziała. Puma prężyła się już do skoku. Vitalia robiła to samo. Wystrzeliła w skoku do pumy, która zrobiła to samo. Pociągnęła za sobą siwego, który zapewnie dalej trzymał linę. Przednimi nogami puknęła pumę, która już w tym momencie wymijała ją w powietrzu. Siwka zgrabnie wylądowała, w dodatku wierzgając do araba, który razem (prawdopodobnie) z nią leciał. Wierzgnęła go w pysk. Puma schowała się za kawałkiem skały. Vit wierzgnęła jeszcze raz w siwego. Wyskoczyła jeszcze raz zza skały i wtedy puma skoczyła na jej szyję, wbijając zęby i raniąc ją pazurami. Urządziła jej dzikie rodeo, w końcu spadła, ale teraz nasza wojowniczka była już cała zakrwawiona. Ostatnie bryknięcie i wierzgnięcie zostało wykonane na drapieżniku. Odskoczyła razem z czarnulem na nodze, gdy on wtedy wbił się zębami w nogę. I proszę ścięgno naciągniete, a klacz jeszcze próbuje wierzgać i brykać. Skutkiem jest poważne kulenie i w tym powolniejsze reagowanie. Oszołomiona odskoczyła i zastanawiała się przez chwilę. W tym właśnie momencie puma podnosiła się połamana dość mocno i zasyczała przeciągle. Wprawdzie nie tak dziko, oczy zaszły jej częściową mgłą, ale siwce to umknęło. Obie się zatoczyły i uskrzydliły swoje atuty zabijania. Vitalia jeszcze raz przypomniała sobie o swoim potomstwie. O Missandei, najstarszej, o Ramsessie i o Illustratio. O źrebięciu w jej brzuchu i o swoim stadzie. W tej chwili mogła to wszystko stracić. A oczywiście nie chciała tego. Nie stanie się duchem tak jak była władczyni SHW. Nie była taka słaba. Prychnęła. Stanęła dęba. Puma skoczyła na jej grzbiet - lekko podłamana. Vit zrzuciła ją momentalnie, lecz tamta wygłębiła nowe rany na jej białym ciele. Wdepnęła w nią i złapała ją za kark zębami. Szarpnęła i kopytem przycisnęła jej ogon do ziemi, odrywając żywcem futro z pumy. Pozostał bezkształtne coś co chwilę potem padło. Ona schowała futro w ekwipunku i zaraz sama osunęła się nieprzytomna na ziemię.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Czw Gru 03, 2015 8:21 pm

Zarzuciłem liny na klacz dumny ze swojego szybkiego sukcesu.
- Przecież... przecież mnie kochasz? - powiedziałem z wahaniem - Zresztą nie ma to żadnego znaczenia! Będziesz że mną, czy Ci się to podoba czy nie! - warknąłem na nią. W sumie to była prawda. Pożądałem jej bo była niesamowicie piękna (eliksir) ale nie oczekiwałem po tej relacji miłości. Chociaż wspomnienie o tym, że ona mnie nie kocha, uraziło trochę moją dumę. Rozmyślanie przerwało mi oberwanie kopytem, na które odpowiedziałem kwiknięciem przepełnionym bólem. Już chciałem na to zareagować... gdy nagle coś wyczułem a następnie zobaczyłem. Puma! Słysząc klacz... oczywiście nie zdecydowałem się puścić jej. Gdyby mi zwiała to musiałbym sam uciekać przed Pumą, a jako że byłem od Vitalii mniejszy, to kot rzuciłby się na mnie. Wiadomo było, że walka dla klaczy była trudniejsza z liną na szyi... ale to jej problem, nie mój. Już lepiej byłoby, gdyby puma ją zabiła... niż gdyby zabiła mnie. Na szczęście, ku mojemu zachwyceniu, walka szła Vitalii całkiem dobrze. Koniec końców ta wygrała walkę, by po chwili z powodu licznych ran zemdleć. Świetnie! Natychmiast związałem klaczy ciasno nogi po czym zarzuciłem ją sobie na grzbiet i ruszyłem w stronę lochów.

z/t
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 5:39 pm

W trakcie patrolowania i sprawdzania terenów stada, ponownie wybrałem się na szczyt góry. Lubiłem to miejsce. Rozciągał się stąd świetny widok na okoliczne ziemię, więc będąc tutaj mogłem w łatwy sposób upewnić się, że nikt dziwny się włóczył po naszych włościach. Gdy już mnie obserwacja znudziła, zacząłem powoli skubać trawę.
Powrót do góry Go down
Nyks

avatar

Posts : 182

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 5:50 pm

Ostrożnie stawiała kolejne kroki przed siebie, uważając, aby przypadkiem się nie potknąć. Rozszerzyła swoje chrapy, wdychając nowe zapachy... nawet koni, czego by się raczej nie spodziewała. Słyszała wątpliwej jakości wieści o trzech stadach, które zamieszkiwały tą krainę, ale nie sądziła, że są w zasadzie prawdziwe. Tą wspinaczkę traktowała raczej jako odpoczynek po męczącej wędrówce, więc nie forsowała się zbytnio, przez co dotarcie na sam szczyt zajęło klaczy trochę czasu. Zmrużyła błękitne ślepia, dostrzegając kilkanaście metrów przed nią siwka. Momentalnie wyczuła, że jest coś nie tak, chociaż nawet się na nią nie spojrzał.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 6:11 pm

Spokojnie się pasłem, czujnie analizując wszelkie wonie a także kątem oka rozglądając się na boki. Jednak nie dostrzegałem niczego ciekawego, dziwnego, nietypowego czy niebezpiecznego, więc spokojnie wracałem do jedzenia. Nagle... nagle wyczułem klacz. W rui. Momentalnie podniosłem głowę dostrzegając... siwą arabkę. Uśmiechnąłem się do niej szeroko. No, nareszcie ktoś z właściwej rasy. Ostatnio jakoś mało arabów widywałem.
- Witaj, jestem Burseg. - zagadałem do niej, szeroko się uśmiechając. Ruszyłem powoli w jej stronę - nie za szybko, by jej przypadkiem nie spłoszyć.
- W czym Ci mogę pomóc? - spytałem.
Powrót do góry Go down
Nyks

avatar

Posts : 182

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 6:27 pm

Odruchowo spięła wszystkie twoje mięśnie, słysząc tembr głosu ogiera. Kiedy dość zapoznała się z jego zapachem i mogła wyczuć, że nie jest z jej stada, miała się jeszcze bardziej na baczności. W zasadzie taki obrót spraw na samym starcie pogarszał jej sytuację. Ostrzegawczo parsknęła w jego stronę, gdy powoli zaczął się zbliżaj do siwej. Lepiej dla niego, jeśli zostałby na swoim starym miejscu. Każdy jego krok był dla niego jeszcze nieznanym zagrożeniem, do kogo się zbliżał.
- W niczym... Aczkolwiek zasłaniasz mi trochę ładny widok, więc dobrze by było, jakbyś się mi odsunął- burknęła na tyle głośno, aby mógł ją usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 6:34 pm

Zdziwiony usłyszałem jej ostrzegawcze parsknięcie. Nie rozumiałem jej. Przecież nic jej nie zrobiłem, a ona mnie w taki nieuprzejmy sposób wita. Po chwili w końcu pojąłem, co jest tego powodem. Klacz była z wrogiego stada... a może nawet nie wiedziała, że opuściła swoje włości i trafiła na nieswoje tereny? No ale ja byłem u siebie. Nie przejmując się jej protestem, podszedłem bliżej niej, starając się trącić ją chrapami w łopatkę.
- Nie jesteś najmilsza. - zauważyłem z uśmiechem.
- I nie wiem czy wiesz, ale nie jesteś u siebie... tylko u mnie. Może zachowasz się uprzejmiej? - zaproponowałem, przejeżdżając chrapami po jej szyi.
- Przecież wiesz, że my araby musimy się trzymać. - przypomniałem jej.
- No to co, zdradzisz mi jak masz na imię? - kolejny raz poprosiłem.
Powrót do góry Go down
Nyks

avatar

Posts : 182

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 6:40 pm

Cóż, jeśli stawiał sprawę tak czy inaczej... Nie mogła sobie pozwolić na choćby chwilę dekoncentracji, ponieważ mógł w każdej chwili zaatakować, a ona go nie znała. Uniosła pysk wyżej, spoglądaj na niego z góry. Wzięła głęboki wdech, gotowa w każdej chwili uskoczyć. Zdumiewała się tym, jak bardzo jest śmiały, bo mogło to świadczyć zarówno o głupocie jak i odwadze, chociaż tego drugiego klacz raczej by u niego nie szukała. Zignorowała jego słowa, przewracając oczami. Kłapnęła na ogiera zębami, kiedy ten odważył się musnąć jej łopatkę swoimi chrapami, aby potem zrobić to samo przy szyi. Odskoczyła, teraz stojąc naprzeciwko niego.
- Chciałbyś - warknęła głośniej niż zamierzała, mierząc go złośliwym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   Sro Gru 16, 2015 7:11 pm

Miałem wrażenie, że klacz się spina, jakby gotowała się na walkę, a może na ucieczkę? A może starała się być tylko czujna, gotowa do obrony, spodziewając się ataku z mojej strony? Nie miałem zamiaru być agresywnym wobec niej, dopóki oczywiście ta nie spróbuje ucieczki. Może lepiej ją spróbować po dobroci namówić na małe tete-a-tete? Widziałem, jak unosi pysk w górę... w geście czego? Pokazania, że czuje się ważniejsza? Jej niepewność, wahanie mówiły jednak coś innego niż ten jej sztuczny gest. Uśmiechnąłem się czując kłapnięcie. Było ono takie przewidywalne. Od razu wiedziałem, że to tylko próby przestraszenia mnie. Normalnie może i bym jej się bał, ale teraz jej ruja mnie onieśmielała, skłaniała do większej pewności siebie i sięgnięcia po to, co uważałem, że mi się należy. Po odskoczeniu, wpatrzyłem się w nią, nie wiedząc, co zrobić. Tego jej ruchu nie przewidziałem akurat. Wykonała go zbyt szybko a teraz... teraz była przez chwilę poza moim zasięgiem.
- No tak, nie ukrywam, że chcę. - przyznałem - Ale chyba sama... sama również chcesz? - zauważyłem, uśmiechając się do niej szeroko.
- Może pójdziemy do mnie? I chwilkę porozmawiamy? Co ty na to? - spytałem wprost, nie owijając słów w bawełnę. Nigdy nie byłem fanem spędzania wielu godzin na romantycznych rozmowach przy świetle księżyca. To nie było właściwe dla koni. Ruszyłem powoli w jej stronę, usiłując skrócić odległość między nami.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sam Szczyt   

Powrót do góry Go down
 
Sam Szczyt
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Halnego Wiatru :: Terytoria :: Góry élevé-
Skocz do: