Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jaskinia Bursega

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Wto Lut 16, 2016 11:41 pm

Wszedłem do swojej jaskini, prowadząc na łańcuchu Flover - być może musząc ją ciągnąć, gdyby się rzucała, szarpała i zapierała. Nie sądziłem by próbowałam skoro miała kajdany na przednich nogach oraz kaganiec na pysku. Po wejściu do jaskini, uważnie się przyglądnąłem klaczy, wciąż trzymając za smycz. Przechadzka i trochę wysiłku fizycznego spowodowały, że się trochę uspokoiłem.
- Witaj... w Twoim nowym domu. - obwieściłem jej - Tutaj spędzisz resztę życia, urodzisz mi źrebaki i je wychować. Mam nadzieję, że podoba Ci się ten pomysł. - oznajmiłem jej, delikatnie potrząsając łańcuchem, by jej przypomnieć, że ją wciąż za niego trzymam.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 8:42 am

Szła spokojnie za ogierem. Wszystkie kajdany, łańcuchy tylko pogarszały sprawę. I prawdopodobnie zostaną na niej jeszcze długo.
Tylko spojrzała na niego, z lekkim zdziwieniem. Chyba, nie myśli, ze ja tu będę siedzieć cały czas. Były ważniejsze sprawy, niż zabawianie Bursega. Musiała zająć się stadem, a nie siedzieć w łańcuchach w jakiejś jaskini psychopaty.
- Nie możesz mnie tu cały czas trzymać. - W końcu się odezwała. I pewnie odpowie jak zwykle, że ją porwał i może. Już się mnie nie boi? Chce mieć źrebaki z "furiatką"? - Prędzej tu zdechnę niż coś Ci urodzę - mruknęła do niego, kładąc uszy. I ta jego satysfakcja, ze trzyma łańcuch. Niech się cieszy, niedługo będzie zapewne znów nazywać ją furiatką, psychopatką, wulgarną, agresywną... I jeszcze coś tam było. Silniejszych się boi i woli ich wyzywać od dziwnych rzeczy, niż pogodzić się z informacją, że nie ma szans. No dobrze, jakieś tam ma.
- Nie stworzono mnie do wychowywania jakichś szczeniaków, tylko do walki.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 7:28 pm

Ku mojemu zdziwieniu. Flover grzecznie i spokojnie szła za mną. Pewnie kajdany na przednich nogach i kaganiec szybko ją przekonały, by się zbyt nie rzucała.
- Nie mogę? - zdziwiłem się, unosząc lekko brwi, na ile oczywiście jest to możliwe, kiedy jest się koniem - A niby... niby dlaczego? - prychnąłem lekceważąco. Uśmiechnąłem się z pogardą słysząc odmowę.
- Oj, żebyś się nie zdziwiła! I raczej zdechniesz, jeśli nie urodzisz! - uświadomiłem ją, bo chyba sama tego nie rozumiała.
- Nie szczeniaków, tylko źrebaków. - zauważyłem, gdy ta się przejęzyczyła. Chociaż może zrobiła to specjalnie - tak na łańcuchu i w kagańcu rzeczywiście wyglądała jak jakiś pies. Strasznie groźna i niebezpieczna suka.
- Do walki Cię stworzono? To coś Ci nie wyszło. Może raczej do zadowalania ogierów? To także Ci średnio wychodzi... ale... ale popracujemy nad tym. - zapowiedziałem jej. Szarpnąłem za łańcuch próbując ją przyciągnąć pod ścianę, gdzie starałem się przywiązać łańcuch od obroży do jakiegoś pierścienia w ścianie.
- Ale jedno Ci trzeba przyznać. Ładna jesteś. Nawet bardzo. - pochwaliłem ją, delikatnie się do niej uśmiechając i próbując przejechać chrapami po jej szyi uważając, by mnie ta nie walnęła metalowym kagańcem.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 8:55 pm

Uciszala w sobie nienawiść, by zbyt prędko mu wszystkiego nie wygranąć.
- Jeśli chcesz, żebym chociaż chwilę spędziła w Twojej obecności, to moje zdanie też ma się liczyć. - Łaskawie mu wytłumaczyła, jakby przypadkiem nie zrozumiał. Przynajmniej zgadzał się co do śmierci.- Umowa stoi.
Na prawdę? To nie będą szczeniaki? Z takim ojcem to nic nie wiadomo. Jej się wydawało, ze będą akurat bardzo podobne.
- S z c z e n i a k i - powtórzyła. - Będą tak samo nienormalne jak Ty. Będą tak samo kłapać mordą i tak samo jazgotać. No i by miały niezniszczalną krtań, żeby drzeć się tak samo jak Ty. Myślę, że tyle powodów Ci wystarczy.
W jej oczach malowała się złość, nienawiść. Mógłby sobie darować, tych paplanin nic nie zmieniających. Uśmiechnęła się tylko fałszywą słodyczą i spojrzała na niego. Prawdziwy ogier, naprawdę. Przykładem jest to, że idealnie zadowala klacze - pięknymi, metalowymi bransoletami i naszyjnikami. Takie wisiorki, większych rozmiarów. Znacznie większych.
Jeszcze tego brakowało, by ją szarpał. Może jeszcze niech sobie zrobi z niej wycieraczkę, taką ładną, jak uważa. Z całej siły pociągnęła za łańcuch, próbując mu go wyrwać. Nie pozwoli sobie na takie traktowanie, nigdy.
- Ty też. Jeszcze bardziej niż da się określić. Aż mi się patrzeć na Ciebie nie chce. - Prędzej rzygać, chociaż tego nie mogę. Odwróciła wzrok.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 9:17 pm

Zawahałem się, słysząc jej słowa. Może... może warto było jej ustąpić? Jeśli tak, to pewnie się uspokoi i będzie milsza i grzeczniejsza?
- No dobrze, niech Ci będzie. - zgodziłem się w końcu - To umówmy się, że Twoje zdanie też się liczy. Pod jednym warunkiem... że będzie zgodne z moim. Albo, że ja przynajmniej nie będę miał nic przeciwko. - zaproponowałem jej.

Położyłem uszy po sobie, gdy ta mnie kolejny raz zaczęła obrażać... mnie i nasze przyszłe potomstwo.
- Ź r e b a k i! - kolejny raz powtórzyłem - Bo nie będą musiały być przykute za łańcuch do obroży ani nie będą musiały nosić kagańca jak ta suka, która będzie ich matką! - warknąłem zirytowany, że mi się dalej sprzeciwia, zamiast się wreszcie uspokoić i sobie darować.

Dobra, uznałem w końcu, że dość tej kłótni. Z całej siły szarpnąłem za łańcuch od jej obroży próbując zaciągnąć ją pod ścianę... ale ta w tym momencie się zaparła i również z całej siły pociągnęła, kolejny raz mi udowadniając, że jest naprawdę potężna. Szarpnięty za łańcuch, który trzymałem w pysku, poleciałem do przodu, o mało się nie wywalając, a przed upadkiem uratowało mnie wypuszczenie ten smyczy, na której jej trzymałem z pyska. Ale... ale to nie było dobrze. Trzymanie jej na łańcuchy dawało mi nad nią przynajmniej jakąś iluzję kontroli. Gdy to straciłem, to się porządnie zaniepokoiłem. Zacząłem się do niej powoli zbliżać, by jej nie spłoszyć - chociaż z kajdanami na przednich nogach to i tak nie mogła za szybko uciekać. Szkoda tylko, że nie byliśmy w lochu, gdzie były zamknięte drzwi - z mojej jaskini niestety było łatwiej uciec. Nagle spróbowałem do niej doskoczyć, starając się ponownie w pysk chwycić zwisający łańcuch od jej obroży, aby odzyskać nad nią kontrolę... ale czy mi się udało, czy silna, zwinna klacz zdążyła odskoczyć?
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 9:38 pm

Kłamstwo było widać wszędzie. W każdym jego słowie, ruchu. Mógł jej wmawiać co chce, lecz wiedziała swoje i tego się trzymała.
- Wtedy jest nic nie warte. To tak samo, jakby było Twoje.
Teraz, gdyby mogła, dostałby porządne sińce. Przyje... 'waliła' mu prosto w tą pyskatą mordkę. Jak śmiał odzywać się tak do kogoś z wyższą rangą, kogoś silniejszego i zapewne mądrzejszego.
- STUL PYSK HALNA SZMATO! - Wydarła się na niego, szarpiąc mocno za łańcuchy. Chciała się ich pozbyć, podejść do niego i... wręczyć mu niespodziankę. Miłą, a w każdym razie dla niej.

Kochaś wylądował na ziemi, dobrze idzie. Teoretycznie jej uszy były ledwo widoczne; położone jak najbardziej, za kagańcem. Stanęła na łańcuchu, przygniatając go do ziemi, próbując uderzyć tylnymi kopytami Bursega. Jeśli nie, to po prostu przyciągnęła łańcuch do siebie, nie pozwalając mu podejść. Jak chce źrebaki, to niech chociaż się postara, by w ogóle mogła go słuchać. Niech się nie przylepia i wyląduje bzdury, o jakichś pieprzonych źrebaki, nikomu do niczego nie potrzebnych. Nie obchodziło ją, co o niej myśli. Może być nawet w jego oczach psychiczną ćpunką, tylko żeby po prostu zaczepił się od niej.
- Zastanawiałeś się, po co Ci w ogóle te źrebaki?


Ostatnio zmieniony przez Flover dnia Czw Lut 18, 2016 10:04 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 9:53 pm

Ciężko westchnąłem słysząc jej opinię.
- Czemu nic jest nic warte? W związkach chodzi o to, by dochodzić razem do zgody, do kompromisu, prawda? - spytałem retorycznie - Więc jeśli dojdziemy do wspólnego zdania, które będzie mi odpowiadać, to oczywiście będę się liczył z Twoim zdaniem, bo będzie wtedy zgodne z moim. - wyjaśniałem jej - Może powinnaś czasami więcej rozmawiać? A nie tylko mnie atakować? - zaproponowałem jej. Tak, w naszym związku brakowało szczerej rozmowy a były tylko ciągłe krzyki. To się powinno kiedyś zmienić!

Widząc jej wściekłość, jej wzrok, gromy rzucane z oczu, odruchowo przerażony cofnąłem się o krok. Wyglądała teraz naprawdę przerażająco. Może... może rzeczywiście powiedziałem słowo lub dwa za dużo.
- Ja... ja przepraszam. - cicho stwierdziłem, próbują ją udobruchać.

Gdy straciłem łańcuch i prawie, że upadłem, ale szybko powstałem i zacząłem się do niej powoli zbliżać. Ta niestety szybko stanęła na łańcuchu, uniemożliwiając mi jego odzyskanie.
- Oj, proszę, nie denerwuj się. Oddaj to... to moje. - poprosiłem ładnie i grzecznie. Skoro już jej nie trzymałem na łańcuchu, to teraz musiałem być dla niej grzeczniejszy i milszy. Byłem, byłem coraz bliżej, gdy ta nagle strzeliła z zadnich nóg, trafiając mnie w klatkę. Kwiknąłem z bólu, cofając się o krok.
- Nie nie wygłupiaj się. - powiedziałem łagodnie, chociaż nie brzmiało to zbyt szczerze. Było widać, że jestem wściekły, że zagryzam zęby aby jej paru brzydkich słów nie wygarnąć.
- Źrebaki? By scementować naszą miłość. By zagwarantować sobie, że mnie już nigdy nie opuścić. Jak poczujesz... jak poczujesz miłość macierzyńska to w końcu stworzymy szczęśliwą rodzinę. - próbowałem ją przekonać. Nagle ponownie do niej doskoczyłem, tym razem starając się to zrobić od boku, aby ominąć jej zadnie kopyta i spróbować chwycić łańcuch. Ale... cóż, nie byłem taki silny i zwinny co ona. Czy mi się w końcu udało?
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 10:27 pm

Biedak, już nie wie o czym mówi. Żadnego związku nie było, nie ma i nie będzie. Nigdy.
- Tak, to prawda - powiedziała w miarę spokojnym głosem, chociaż nadal na niego zła. - Ale my nie jesteśmy w związku. I nie będziemy. - Oznajmiła mu, podkreślając słowa 'nie'. - Nie wiem, czy słyszysz, ale mówię do Ciebie praktycznie cały czas. Atakami odwdzięczam się za tę piękne naszyjniki i bransolety, które od Ciebie dostałam. I za inne mile słowa od Ciebie.
To nie jest tak trudno, przyswoić do siebie ten fakt. Fakt; najprawdziwszy. Już nic do niego nie docierało? Ani trochę? Dziwne, bo przez chwilę myślała, że jest w nim jakąś szansą na poprawę.
- Przepraszasz? Jasne. Uwaga, bo jeszcze Ci uwierzę. Te kajdany to takie w ramach przeprosin, czyż nie? I ten kaganiec. Te piękne słowa, którymi mnie określasz. Faktycznie życie z Tobą byłoby piękne. - Słychać było w ostatnim zdaniu nieszczerość. Ale czy to było kłamstwo? No tak, też najładniej nie mówiła, ale komplementów prawić nie będzie, skoro jest tylko wyzywana. - Odkąd się poznaliśmy, nie przypominam sobie, żebym się wygłupiała.
Nie wiedziała, na co on liczy. W sumie pewnie na tą miłość. Ale on nie rozumie, że ona jej nie ma? Nie posiada? Nie potrafi kochać? Nikogo! Jej serce jest za twarde na takie bzdury.
- To nie miłość, wydaje Ci się. Nie potrafię kochać. - I tutaj prawda prawdą; tak jest. - Wybacz, ale prędzej porzuciłabym je gdzieś w dole i zakopała, na samym końcu krainy. Ja nie mam serca. Nie jestem jak inne klacze, które kochają swoje potomstwo, lub dopiero po narodzinach zaczynają je kochać. Jestem INNA.
Nie zrobiła nic, a on wziął łańcuch. Jakby opętana przez... coś dziwnego, co do niej nie podobne. Powoli, mimo obtartych kopyt, położyła się na ziemi. Było jej wszystko jedno, tylko niech chociaż da jej chwilę upragnionej samotności.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 10:41 pm

Uśmiechnąłem się słysząc potwierdzenie Flover, że to prawda, ale mina szybko mi zrzedła, gdy usłyszałem resztę odpowiedzi.
- Jesteśmy! Jeśli jeszcze tego nie rozumiesz... to chyba jakaś tępa jesteś! Ale... ale szybko zmienisz zdanie! - zapowiedziałem jej.
- Nie, mylisz się, jest dokładnie na odwrót! To te piękne "naszyjniki i bransoletki" są odwdzięczeniem się za Twoje ataki, Nie na odwrót! - krzyknąłem na nią. Nie dziwiło mnie, że myli przyczyny ze skutkami. Cóż, chyba nie była jakaś bardzo mądra skoro szybciej nie pojęła, jakim świetnym ogierem jestem, i nie rzuciła się w moje ramiona.

- Ale.. ale to wszystko to Twoja wina! Gdybyś była inna... to by takie rzeczy nie były potrzebne! Uspokój się, nadstaw się zad, dam na siebie naskoczyć... to nic nie będzie potrzebne. - próbowałem ją przekonać, ale nie wierzyłem, że ta przyjmie moje argumenty. Czasami byłem przekonany, że ona żyje zamknięta w swoim małym świecie.
- Teraz, teraz się wygłupiać. Zamiast stać normalnie to ty jakiś cyrki urządzasz! Co to ma w ogóle być? - prychnąłem zirytowany. Bo... bo co ona sobie myślała. Że dwa razy kopnie i sobie pójdę? Ja tam wiedziałem lepiej: ona tylko udawała niedostępną. Byłem o tym przekonany!
- Nie potrafisz kochać? Nie sądzę. - prychnąłem. Nie wierzyłem w jej słowa. Na pewno nie mogłaby być taka okrutna, by zabić źrebaka. Nie wierzyłem w to. Ale nawet jeśli nie chciała źrebaka, to mogła mi się nadstawić zadem.

Chwilę później w końcu odzyskałem łańcuch... ale ta się po prostu położyła.
- Co? Co to ma być? Co ty sobie wyobrażasz? Wstawaj! Wstawaj natychmiast! - wydarłem się. Zacząłem ją szarpać za łańcuch, raz za razem, siłą próbując ją zmusić do powstania. Jeśli to nie pomogło, to ugryzłem ją lekko w szyję a następnie kopnąłem łagodnie w łopatkę przednim kopytem.
- Mówię coś! Wstawaj! - wydzierałem się, raz za razem szarpiąc za odzyskany łańcuch, próbując ją zmusić do powstania by następnie starać się ją zawlec pod ścianę, aby przyczepić łańcuch od obroży do pierścienia wystającego ze ściany.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 11:05 pm

Krzyki najwidoczniej najbardziej mu się podobają. Tylko tym potrafił pokazać, ze jest coś wart. Ale co, to już nie wiadomo.
- Nie krzycz na mnie. No proszę. Ciągle na mnie krzyczysz, nic więcej. Dziękuję za taki związek, jak cały czas jestem o wszystko oskarżana i drą się na mnie. Kajdany? Źle. Uderzyłam? Źle. Kaganiec? Źle.
Moja wina? Tak. Tępa? Tak. Furiatka? Tak. Psychopatka? Tak. Czego nie zrobię jest źle, zawsze masz pretensje. Możemy się nie kłócić? A nie, przepraszam. To moja wina, że się kłócimy i przez to, że się odzywam, jest jeszcze gorzej. Chociaż gdybym się nie odzywała, wtedy też by było źle.

I znów jej wina. W sumie czemu się dziwić, przyzwyczaiła się do tego. W ogóle to, że się urodziła, to jej wina.
- Możesz się przekonać. Nie czuję bólu, który mi sprawiasz za każdym szarpnięciem. Ani tego, że pewnie mam już otarte do krwi kopyta. Powiedz mi jedno; czemu nie rozumiesz tego?
Powoli nerwy już jej słabły. Zaraz pękną i będzie jeszcze gorzej niż dotychczas. Żeby tylko to było możliwe. Wstała jak prosił; tylko żeby teraz nie miał do niej pretensji, przecież posłuchała. Wściekła, wlokąc za sobą kilogramowe łańcuchy, na tyle ile mogła podeszła, by z całej siły go uderzyć. Niech on poczuje ból, to, czego ona nie czuje.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Lut 17, 2016 11:29 pm

- Ja krzyczę? Ja krzyczę - wydzierałem się - Nie, wcale nie krzyczę! - krzyknąłem na nią, naprawdę próbując się uspokoić, ale raczej z marnym skutkiem. Zacząłem powoli oddychać, raz za razem biorąc głęboki wdech i wypuszczając powietrze. Trochę pomogło. Niewiele może, ale zawsze coś.
- Może... może uspokójmy się. Nastaw mi się zadem, daj mi się pokryć... i Ci wybaczę, Twoje bezczelne zachowanie. - zaproponowałem jej. Nie sądziłem, by Flover na to poszła... ale może jest łatwiejsza, niż mi się wydaje? No bo... bo na pewno była furiatką, psychopatką i się lubiła kłócić. Ale może nawet jej to wybaczę, jak będzie grzeczna i pokorna. Zignorowałem jej te wszystkie słowa wiedząc że dalsze odnoszenie się do nich tylko przedłużyłoby niepotrzebną kłótnię. A teraz... teraz miałem inne priorytety.

- Nie czujesz bólu? - zdziwiłem się - Każdy czuje ból. Tak po prostu jest. Wiec nie kłam. - odpowiedziałem w miarę spokojnie - I nie chcę Ci sprawić bólu, tylko dać przyjemność. - zapowiedziałem jej. Obserwowałem, jak ta się uspokaja, powoli wstaje... i nagle mnie uderza. Kwiknąłem z bólu, nie rozumiejąc powodu. Byłem przecież przed chwilą pewny, że się poddała. Przecież na to wyglądało. A ta... a ta mnie oszukała! Dociągnąłem ją jakoś do ściany, by tam łańcuch przywiązać do pierścienia wychodzącego ze skały.
- Co to miało być? - spytałem surowo. Powinienem jej za to przyłożyć... ale przecież miałem być grzeczniejszy i spokojniejszy. Tego chciała? To czemu mnie ona znowu biła? Chyba Flover sama nie wiedziała, czego chce.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 12:13 am

Może jednak była dla niego zbyt surowa, zbyt nie miła. Tak, na pewno nie powinna tego robić, bo teraz widzi, że jest chory psychicznie.
- I twym momencie Nasz pseudo 'związek' by się palił, gdyż nie podzielam Twojego zdania. - Nie, nie, ona nie była łatwa. To nie tak, że powie coś miłego, ona zmięknie i już jest upieczona. Nie tak. Jego zdaniem, Flover to chyba taka końska prostytutka, tylko zapłaty nie bierze. - I tak mnie zostawisz, znajdziesz sobie inną, piękniejszą, milszą, grzeczniejszą i słabszą.
- No to prosze, uderz mnie. Do bólu jestem przyzwyczajona, nie potrafię go już czuć. Może kiedyś, dawno kiedy miałam ze trzy miesiące. Nie teraz, kiedy mam s t o lat. - Mruknęła, usiłując się nie denerwować. Znowu. - Przyjemnością będzie, kiedy mnie wypuścisz.
I znów się dziwi? Zgodnie z tym co mówił, powinien dołożyć jej kolejnego żelastwa. I kolejnego, kolejnego... nie przestanie z nim walczyć. Zatrzyma godność do końca.
- Uderzenie, gdybyś nie wiedział. - Parsknęła pogardliwie, oznajmiając mu, gdyż nie zrozumiał. Znowu? Najwidoczniej.
Ja by litość jej robił, proponując krycie. Najgorsze było to, że jego zakupy łeb niczego do siebie nie dopuszczał. Nawet wiadomości, żeby ją w końcu zostawił, niżeli dręczył co sekundę.
- To może... ściągniesz mi to. Wtedy będę spokojna i miła, jeśli Ty też taki będziesz. - Może warto chociaż to powiedzieć. Logiczne było, że odmówi i znów coś jej przygada. Taki był i to się nie zmieniało.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 12:08 pm

Uśmiechnąłem się triumfalnie.
- Skoro twierdzisz, że nasz związek się rozpadł, to potwierdzasz, że rzeczywiście istniał? - złapałem ją za słowo. Widziałem, że powoli mięknie, zmienia zdanie, staje się łatwa. I dobrze. Tego od niej się spodziewałem. Klacz negocjowalnego afektu, klacz gościnna w kroku czy klacz lekkich obyczajów - jakoś tak ją można było chyba określać. Słysząc jej kolejne słowa... w sumie głupio byłoby zaprzeczać przeciwko czemuś, co było oczywiste.
- Tak, dla piękniejszej i młodszej może bym Cię i zostawił. Ciężko zaprzeczać. Ale jesteś taka śliczna, że ciężko będzie lepszą znaleźć. - powiedziałem szczerze. Potraktuje to jako komplement czy zniewagę? Jakoś bardzo mnie to nie obchodziło.
- Ale jeśli chodzi o milszą, grzeczniejszą i słabszą? To w sumie taka byłaby nudna. Z Tobą jest zdecydowanie ciekawej. - powiedziałem, uśmiechając się do niej zalotnie.

- Uderzyć? Po co? Nie chcę Cię bić, jeśli nie jest to konieczne. - stwierdziłem zgodnie z prawdą. W końcu chciałem ją pokryć a nie zranić.
- I dobrze wiesz, że Cię nie wypuszczę, to po co to pytanie? - parsknąłem. Przekręciłem oczami, gdy ta dość ironicznie odpowiedziała mi, że mnie uderzyła, jakbym sam tego nie wiedział. Jej kolejna propozycja mnie szczerze rozbawiła.
- Nie, nie, co to to nie! Akurat! Nie ufam Ci. - stwierdziłem - Raczej Cię przykuję... to wtedy też będziesz grzeczna i spokojna. - dodałem. Skoro była za obrożę i łańcuch przykuta do ściany i miała kajdany na przednich nogach, to rzuciłem się z liną na jej zadnią lewą nogę, próbując przywiązać sznur do niej, by drugi koniec dowiązać do palika na lewo od Flover. Jeśli mi się udało, to tak samo próbowałem unieruchomić jej prawą zadnią nogę, próbując również przywiązać ją do palika, zmuszając klacz do stanięcia w delikatnym rozkroku, aby nie mogła mnie kopać. Ale... ale czy mi się udało? A jeśli nawet to ile sznur i drewniany palik wytrzymają?
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 1:10 pm

Dobrze, dobrze. Niech tak sobie mówi, łatwiej pójdzie.
- Nie chciałam Cię już dostatecznie pogrążyć w rozczarowaniu. Jak również... setny raz powtarzać nie chce mi się kwestii o Naszym nieistniejący związku. Nawet jeśli musi on już istnieć, to sam go niszczysz. Nawet się nie starasz.
Jaką szczerość. Przynajmniej to powinno się liczyć.
- Bierzesz pod uwagę to, że nie wiesz ile mam lat? Chcesz być w związku, a prawie nic o mnie nie wiesz.
Wrażeń ma za mało? To czemu jej nie puści, wtedy zobaczy jak będzie przyjemnie. Od każdej oczekuje, że mi da. Potem je puszcza wolno z satysfakcją.
Jak chce, to potrafi być miłym, ale po co, skoro zaraz znowu mogą się wyzywać. Od końca, wracają do początku.

- No prosze, prawdziwy gentelman się znalazł.
Już do końca nie wiedziała, czego on chce. Nie zatrzyma jej tu sobie na wieki.
- Żeby Ci kolejny raz uświadomić, ze mam Cię dość! - To jest tylko strata czasu, na bezsensowne paplaniny. Uznała, że obrażać go nie będzie, chociaż i tak nic to nie da. Dwa słowa więcej, czy mniej. Czasem coś działają, ale w tej sytuacji mało prawdopodobne.

- To nie o zaufanie w związkach chodzi? Naprawdę będę grzeczna. Nie ucieknę, bo nie jestem tchórzem. Porozmawiamy spokojnie, bez k r z y k ó w, i obraźliwych słów. - Tłumaczyła, chociaż wiedziała, że to do niego nie dotrze. - Uwierz, wtedy lepiej nie będzie.
I jeszcze śmiał dołożyć jej kolejnych 'bransolet'. Naprawdę, jaki on miły. W sumie nie zdziwiła mu się, ze nikogo nie ma. Takim sposobem jedynie słabych wyrwie. No cóż, rację trzeba przyznać, że zdołał przywiązać jej tylną nogę. Już prawie niczym ruszać nie mogła.
- Nie możemy się gdzieś przejść? Tu jest brudno i nieprzyjemnie. I same łańcuchy mam na sobie - nie licząc liny. Czy w końcu skończą mu się te narzędzia?! Zgłupieć można.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 1:34 pm

Przekręciłem oczami, gdy Flover zaczęła znowu swoje.
- Robisz się coraz bardziej męcząca... raz przyznajesz się do związku a innym razem jemu zaprzeczasz. Zdecyduj się w końcu. - prychnąłem zirytowany. Niby mówi się, że "klacz zmienną jest", ale bez przesady!
- Ja się nie staram? A ty niby starasz? - odpowiedziałem jej, gdy mi zaczęła wypominać, jakobym się nie starał.

- A czy to ważne ile masz lat? Jesteś młodsza ode mnie i dorosła. Czego chcesz więcej? - zbagatelizowałem temat. W końcu być ze starszą... nie, zdecydowanie wolałem młodsze. A była już dorosła? Z rocznym źrebakiem czy dwuletnim odsadkiem tego nie robiłem. Wyglądała na przynajmniej trzy lata a jeślibym miał strzelać, to pewnie bym powiedział, że ma cztery skończone.

- No, jeśli mam być szczery... to dżentelmen to chyba też byłoby by przesadzone. - zauważyłem. Chociaż... brzmiało to chyba lepiej niż damski (klaczy? klaczowy?) bokser. Słysząc jej kolejną uwagę tylko westchnąłem. Ile razy jej miałem powtarzać, że to, że ma dość, mnie wcale a wcale nie obchodzi?

- Zaufanie... ale bezpieczeństwo też jest ważne. - odpowiedziałem jej - Możemy porozmawiać spokojnie, możemy się nawet przejść... ale po kryciu. - stwierdziłem, zachodząc ją od tyłu i zaczynając wycierać się pyskiem po jej zadzie.
- Czy nie możemy tak spokojnie się pobawić, bez krzyków i niepotrzebnej agresji? - dopytywałem, wodząc chrapami po jej zadniej kończynie, od zadu aż do pęcin, przywiązanych liną do drewnianych palików.
- Masz takie ładne nogi... i taki ładny zadek. Jesteś zwinna i umięśniona. Tylko czemu jesteś taka niemiła? - spytałem się jej, wkładając chrapy pod jej ogon i wypuszczając w tamto wrażliwe miejsce ciepłe powietrze.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 1:55 pm

Obdarzyła go uśmiechem, przesiąkniętym fałszywą słodyczą.
- To świetnie, że Ci brzydnę. Przynajmniej mnie w końcu puścisz. - I ona znowu swoje... jakby nie miała dość. Możliwe. - Ja tego głupiego związku nie chcę, więc moim obowiązkiem nie jest się starać. - Prychnęła, jakby setny raz mu to powtarzała. Znudziło jej się, przerabianie tego tematu kolejny raz. Chyba kolejny, lub już zaczyna zmysły tracić.
Czego chce więcej? Niech sie zastanowi. Ile razy powtarzała jedno i to samo? Ale nie, on jest najwidoczniej głuchy.
- Co Ty nie powiesz... - rzuciła cicho. - Mam rozumieć, że te kajdany, obroża, łańcuchy, liny, kaganiec, to dla mojego czy Twojego bezpieczeństwa? Bo jakoś nie zrozumiałam. - Jakoś w nich bezpiecznie sie nie czuła, a zapewne on tak. Jak ich nie miała... to sam prawie leżał na ziemi. Ze strachu? Przyjmijmy, że po prostu się 'wywrócił', by robić z niego mięczaka. Gdy jej dotknął, w każdym razie próbowała szturchnąć go bokiem, by przynajmniej sie ogarnął. Przyczepił się jak rzep psiego ogona. NIE PUŚCI. - Nie wiem, czy zauważyłeś, ale do krzyków to Ty sie pierwszy pchasz.

- Ile razy Ci ku*wa powtarzać, żebyś się odpieprzył?! - Wydarła się na niego, mimo tego, co mówiła o krzykach. Ale faktem było, że częściej mówiła z wściekłością, niż z krzykami. - Jestem Krwistą przygłupie! - Warknęła, uderzając go ogonem. Jeszcze jeden raz, i zaraz straci tą mordkę na długo. - Nie jakąś durną Halną czy Nimfą!
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 3:47 pm

Nie rozumiałem tego jej uśmiechu, który wydawał się fałszywy. To nie było uczciwe tak na mnie zerkać, skoro ja byłem wobec niej szczery. I to może nawet za bardzo.
- Może tak... a może nie. - odpowiedziałem tajemniczo. Bo przecież jak mi zbrzydnie to przecież jej i tak nie wypuszczę. Będzie się musiała wtedy zając wychowaniem źrebaków, które mi wcześniej urodzi. Przecież to było oczywiste.
- Nie chcesz się starać? A nie uważasz, że każdy powinien być perfekcjonistą? Starać się należy zawsze! Tylko tak konie mogą do czegoś dojść. - próbowałem ją przekonywać. Jeśli nie przekonam jej do związku to może chociaż do tego, że tylko przyzwyczajenie się do robienia wszystkiego idealnie.

Uśmiechnąłem się słysząc jej prychnięcie.
- Dla naszego wspólnego bezpieczeństwa. - odpowiedziałem jej - Ty byś mogła mnie kopnąć... a ja mógłbym Ci oddać. A tego chyba nie chcemy? - spytałem retorycznie. Zacząłem ją dotykać po ciele, co mi sprawiało ogromną przyjemność, nie przejmując się, że ta dalej złośliwie mnie szturcha bokiem. Po co? Właśnie, po co?
- No i czemu to robisz? Nie robię Ci nic złego... tylko wodzę chrapami po zadzie i nogach. I ty nawet wtedy musisz utrudniać. Czemu tak robisz? - spytałem wprost - Ja nie będę krzyczał a ty przestań się rzucać. Uczciwa oferta? - zaproponowałem.

- Wiesz, wiesz że się nie odpieprzę. - stwierdziłem, dalej wodząc jej chrapami po jej umięśnionym zadzie, aż mnie nie zaczęła uderzać ogonem. Chwyciłem jakiś sznur i spróbowałem go dowiązać do jej nogi, aby mnie nim nie waliła po łbie.
- No i jakie to ma znaczenie, ze jesteś Krwistą? Zad to zad. - stwierdziłem - Chociaż zady Krwistych są chyba bardziej umięśnione? Jesteś taka silna i zwinna. - mówiłem do niej, podgryzając ją lekko po nasadzie ogona. Po chwili lekko się odbiłem przodem i naskoczyłem na nią, obejmując ją przednimi nogami za boki.
- To co, mogę zaczynać? - spytałem się jej i nie czekając na odpowiedź, zacząłem wykonywać delikatne ruchy biodrami.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 4:22 pm

Przewróciła oczami, kręcąc głową jak na słowa ' o Boże...'.
- Nie uważam tak. Nie obchodzi mnie, co inni o mnie myślą. Co Ty myślisz. Jestem sobą, i to mi wystarczy.
Biedactwo... dla bezpieczeństwa? Ich? Niech martwi się o siebie, bo nawet, jakby miała się wykrwawiać, większej różnicy jej to nie zrobi.
- Ja chcę, więc łaskawie zdejmij mi to. - Oznajmiła mu, wściekła na niego. - A właśnie, mogłabym Cię kopnąć. Raczej nie oddałbyś mi, tylko założył kajdany. Wolałabym, żebyśmy walczyli fair, a nie, że mam wszędzie żelastwo.

I jeszcze ma pretensje, no brawo. Nie dociera najwidoczniej do niego, że PO RAZ TYSIĘCZNY, MA SIĘ ODWALIĆ!
- Ale ja sobie tego nie życzę. Nie chcę nic od Ciebie. Jedynie, żebyś się w końcu odpieprzył. Setny raz Ci powtarzam, NIE DOTYKAJ MNIE.. - Bo Ci w końcu wpierdo... uderzę.
On wie co klacze lubią. Takich typów, co chcą tylko krycia i są uciążliwi jak wrzód na... *ekhm*. Właśnie, dla niego zad to zad. Więc jeśli tak, to niech znajdzie sobie inny. Lub własny. Niech sam się idzie kryć, a nie wciąga na siłę w to inne. Plus przemoc fizyczna i wojny słowne. Matko jedyna...
- Że nie jestem taka milusińska jak inne klacze.
Przesadzasz, kolego. Zaczęła pod nim wierzgać, rzucać się. W końcu jedno kopyto miała wolne, więc uderzała go w nogę.
- Nie. Ile razy Ci powtarzać?! Do jasnej ch**ery, nic do Ciebie nie dociera! - Krzyczała do niego, by choć trochę zrozumiał. Ale zapewne on nic, jak zwykle.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 5:11 pm

Ciężko westchnąłem. Chyba dyskusja z nią nie miała żadnego sensu. Żadnego.
- Doba, to się już tak nie wykłócaj niepotrzebnie tylko nadstaw mi się zadem! - zażądałem podniesionym tonem.
- Ale ja nie chcę. Dbam o siebie i Ciebie! Wszystko zostaje. - odpowiedziałem, ucinając dyskusję - Ale zrozum że klaczy w końcu, że nie chcę z Tobą walczyć. Chcę Cię pokryć. Czego nie rozumiesz?! - wydarłem się na nią.

- Heh, koniec tej kłótni. Ja coś od Ciebie chce. A ta dyskusja nie ma sensu. - parsknąłem na nią, nie mając zamiaru jej słuchać. Mam jej nie dotykać? Jeszcze czego. Bo co? Bo krzyknie na mnie? Tak, tylko tyle mogła zrobić. Uśmiechnąłem się za to, słysząc jej kolejne słowa.
- Takie milusińskie szybko się robią nudne. A takie zadziornie, dzikie, nieokrzesane bestie jak ty... te są fajne. - powiedziałem, szeroko się uśmiechając.

Naskoczyłem na klucz czując, jak ta się wierzga, rzuca, ale wszelkie jej ruchy były utrudnione przez to, że przednie nogi miała skute ze sobą, a zadnie przywiązane do posadzki, co jej musiało mocno uniemożliwiać obronę.
- No, nic, nic. Więc nie powtarzaj. - prychnąłem, po chwili zaczynając wykonywać ruchy biodrami. Na początku lekkie, wolne i delikatne, później coraz szybsze, głębsze i mocniejsze.
- No, lubię takie nieposkromione klaczki. Ale nie martw się, tym razem mi się uda! - zapowiedziałem jej, wkładając w to coraz mocniej siły.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 5:52 pm

I on znowu swoje. Znowu. O Nirvano...
- Nie będziesz mi rozkazywać! Zamknij się w końcu! - Krzyknęła z nadzieją, ze w końcu się ciszy. Co jest mało możliwe. Bardzo mało. No cóż, mówi się trudno, lecz nie zaszkodzi spróbować.
- Też przecież o Ciebie zadbam - co z tego, że po tym dbanie nie będziesz miał sumienia się odezwać. - Aż się zdziwisz. - Biedaku, patrz co robisz, bo masz klapki na oczach. - Tego, czemu masz w głowie tylko krycie?!


Tak, ON chce. A ona? Nawet za słowo jest krzyk. Wrzaski jakby skórę z niego zdzierali. Jej zdanie się nie liczy, bo czemu niby by miało. Jego jest najważniejsze.
- To sobie taką znajdź, a mnie zostaw. Nie obrażę się - powiedziała, jakby miała mu litość robić.
Jak on w ogóle śmiał się odezwać. Powiedzieć słowo. Jęzor Ci urwę, jak stąd wyjdę. Już raz w lochach robił podejście do niej. I się nie udało, więc myśli, że teraz będzie lepiej. Jasne.

- Nie, nie martwię się. - Odwróciła łeb, celując kagańcem; metalowym, twardym, prosto w jego dzióbek. Potem z całej siły rzuciła się na wprost, próbując wyrwać się od łańcuchów. Od niego. Jak w ogóle miał czelność myśleć o tym, a co dopiero to robić. Pożałuje, już ona się o to postara.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 6:25 pm

Ciężko westchnąłem. Naprawdę trudno było wytrzymać z taką upartą kobyłą.
- Oczywiście, że będę. W końcu jesteś moja! I to ty się zamknij! - warknąłem na nią. Jej kolejne słowa... czym miały być?
- Czy ty mi grozisz? - parsknąłem lekceważąco - Tak, w kagańcu, z przywiązanymi kopytami do ziemi. Twoje groźby brzmią naprawdę groźnie. - zakpiłem.
- Tak, a żebyś wiedziała. A czego mogę jeszcze od Ciebie chcieć? Ambitnej konwersacji? Rozmowy o literaturze i sztuce? A może byś mi zaśpiewała piosenkę. - naśmiewałem się z jej pomysłu, jakoby myślenie tylko o kryciu było czymś złym.
- Nie, nie zostawię. Dobrze o tym wiesz! - prychnąłem. Ile razy mam to powtarzać? Ona chyba nigdy tego nie zrozumie!

Kwiknąłem z bólu, gdy oberwałem kagańcem i szybko cofnąłem swój łeb tak, by z powodu obroży nie mogła mnie walnąć ponownie. Czułem, że rzucała się pode mną, wierzga... ale łańcuchy bezwzględnie zatrzymywały ją w miejscu. Czy jednaj nie zaczynały powoli puszczać, pękać, kruszyć się, nie dając rady utrzymać silnej klaczy? Nie miałem czasu jednak o tym myśleć, skupiony w tym momencie tylko na jednym: na silnych ruchach biodrami, którymi raz za razem wchodziłem w Flover, nie dając jej nawet sekundy wytchnienia.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 6:51 pm

W środku cieszyła się, że przez to gadanie brzydnie mu ona. W końcu się odczepi, to oczywiste. I tak się to ciągnęło, gdyż ona mu odpowiada na pytanie co chce, a on narzeka, że nie. Tak w kółko i kółko. Jak zwykle, ale cóż, oboje uparci.
- Tak, śmiałabym Ci grozić o każdej porze dnia i nocy. I nic Ci do tego. - Rzuciła z lekceważąco. - No widzisz, masz powód by się bać - odpowiedziała sarkastycznie, znów usiłując go zrzucić, lecz na marne.
- Tak, dokładnie. Jeszcze lotu w kosmos, magicznych zdolności i właśnie piosenki, jak powiedziałeś. - I znów wyrwała sakrament słowa, by nie czuł się tak pewnie. I to go wcale nie przejmowało, bo niby czemu, skoro jest taki pewny siebie. - Wszechwiedzący jesteś, najwidoczniej.

Zostawi, zostawi. Jeszcze mu zbrzydnie tymi wszystkimi rozmowami i wtedy ją zostawi. Na pewno, w każdym razie ona się o to postara.
- I po co Ci to wszystko? Przecież i tak nie mam rui. - I wielkie dzięki, bardzo dobrze. Nie zmienia to faktu, ze gdyby miała źreba, nie dał aby mu żyć. Wojownicy nie są od pieszczenia jakichś niedorozwiniętych ogierów, wychowywania ich źebraków i zadowolenia ich na co dzień. Liczy się walka.
Podkreślam fakt, iż stała przy ścianie. No cóż, siebie też trzeba poświęcić. Z całej siły uderzyła sobą o ścianę, by ogier dostał nią w łeb, w bok, miał przygniecione przednie kopyto. Może takim sposobem sobie... nie, nie. On sobie nie daruje. No trudno. Jeśli nie, to cały czas uderzyła sobą o ścianę, chroniąc głowę przed twardą powierzchnią. By tylko mu zadać ból, by zszedł z niej i te męki się skończyły.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 7:11 pm

No tak, miałem już jej tak dość... po dziurki chrap, że najchętniej to bym ją chyba wysłał do Włoch, aby tam zrobiona z nią porządek. Co za bezczelna, złośliwa, kłótliwa, wredna klacz! Gadała w kółko to samo i myślała... że co? Właśnie, że co? Że się poddam i ją zostawię w spokoju? Jej niedoczekanie!
- Spokojnie, spokojnie... zaraz Cię utemperuję! Wcześniej czy później będziesz grzeczna i posłuszna! - prychnąłem. Czułem, jak się pode mną rzuca, szarpie... ale z powodu łańcuchów to nie mogła za wiele zrobić.
- Tak... zaśpiewaj mi piosenkę. Natychmiast! Albo będziesz wyć z bólu! - zagroziłem jej - Może nie wszechwiedzący... ale jedno wiem na pewno: jak sobie poradzić z takimi wściekłymi bestiami jak ty! - prychnąłem.
- Nie masz... ale za jakiś czas będziesz miała. A przyjemności... nigdy za mało. - prychnąłem - Chociaż... chociaż w sumie mogę nawet skoczyć po pewien eliksir, który ruję sprowadza. - zagroziłem jej, kontynuując brutalne ruchy biodrami. Coraz szybciej, mocniej, głębiej. Kwiknąłem z bólu, gdy oberwałem o ścianę... ale ją też musiało boleć. W końcu kopyto i noga, którymi uderzyłem, w tym samym momencie wbiły jej się w bok i żebra. Ból był więcej po obu stronach. Nie wiadomo gdzie gorszy. Podniecenie hamowało jednak ból, zmuszała mnie to zwiększenia wysiłku. Stanąłem stabilniej zadnimi nogami, mocniej ją objąłem przednimi, starałem się dociążyć swoim ciężarem jej zad, aby jej utrudnić szarpaninę... i skupiłem się w całości na ruchach biodrami, robiąc je mocno, brutalnie, zawzięcie. Moje ciało zrosił pot ale nie przestawałem. Powoli zmierzałem do końca.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 7:34 pm

I jeszcze gnój jej groził. Brawo. Chociaż... jest coraz bliżej wolności, co trzeba przyznać. Grzeczna? Lepiej późno niż wcale, a najlepiej wcale. Zamiaru takiego mieć miała i mieć nie zamierzała.
- Sam sobie śpiewaj kochany, jak jesteś taki mądry. - Prychnęła z pogardą. On myślał, że będzie na jego rozkazy? To niech sobie dłużej pomyśli.
- To słucham, jak? - Rzuciła, z lekkim śmiechem.
Jaki hojny, eliksirek jej zafunduje. Naprawdę, żeby aż tak mu na źrebaki zależało. 

Machnęła tylnym kopytem, to jednym, to drugim, by liny się zsunęły. Możliwe, że zebra prawie się jej połamały, lecz tego już nie czuła. Liczyło się coś innego.
Kopyta wolne, teraz tylko te z przodu i obroża. Zrobiła silny krok do przodu, by zerwać kajdany. Szarpała nimi, aż w końcu puściły. Potem tylko rzuciła łbem w przeciwną stronę od metalowego kółka i łańcuch pękł. No w końcu. Wierzgnęła, by ten spadł. Rzucając się galopem na drugą stronę jaskini (?). Stanęła pod przeciwną ścianą, wybijając wzrok w ogiera.
Obroża jedynie wisiała jej na szyi. I kaganiec na pysku. Trudno. Teraz miała wielką ochotę poznać bliżej ze swoją drugą stroną Bursega.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Lut 18, 2016 7:48 pm

Grozić? Oczywiście, że jej groziłem. Byłem pewien, że ta w końcu tak się przerazi, ze mi ulegnie. To przecież było oczywiste! Przynajmniej dla mnie!
- Tak, jestem. W stosunku do Ciebie, ty skończona idiotko! - prychnąłem lekceważąco.
- Jak? Czas i ból złamią każdego. - warknąłem na nią, mając dość tego gadania. Były przecież teraz ciekawsze rzeczy niż rozmowy. Np. krycie. Skupiłem się na tym w pełni, robiąc coraz mocniejsze ruchy biodrami gdy nagle... gdy nagle stał się coś, czego nie rozumiałem. W sali rozległ się głos pękającego łańcuch od kajdan. Ale... ale jak? Nie rozumiałem. Wpatrzyłem się w nią okrągłymi z przerażenia oczami, gdy ta nagle chwilę później zerwała się z łańcucha. Oj, źle, bardzo źle - uświadomiłem sobie. Z całej siły objąłem ją przednimi nogami tak, że pojedynczym wierzgnięciem to nie była w stanie mnie z siebie zrzucić. Obciążałem jej grzbiet i zad nie pozwalając ją galopować, próbując ją powstrzymać.
- Spokój! Spokój! - kwiknąłem. Byłem naprawdę przerażony. Ale wierzyłem... że to nie koniec, i zaraz odzyskam nad nią kontrolę. Ugryzłem ją z całej siły w grzbiet, próbując przywołać ją do porządku.
- Przestań! Natychmiast! - wydarłem się.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Bursega
Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Halnego Wiatru :: Terytoria :: Podziemia-
Skocz do: