Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jaskinia Bursega

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 5:52 pm

Kolejne słowa spotkały się z dalszym brakiem reakcji. Czemu mnie ignorowała? Nie miałem pojęcia. A czy mi to przeszkadzało? W sumie niespecjalnie. W końcu najważniejsza dla mnie i tak była przyjemność fizyczna. Jej wściekłość i dominowanie jej... było w zasadzie takim dodatkowym smaczkiem, taką wisienką na torcie. Położyłem uszy po sobie, gdy oberwałem ogonem, ale zaraz się rozpogodziłem, że to był tylko sygnał ze strony klaczy, że pora zaczynać. Podszedłem bliżej jej po czyn nagle na nią naskoczyłem, starając się lądować na niej w miarę delikatnie, by jej nie przewrócić. Momentalnie objąłem ją mocno przednimi nogami za boki, przytrzymując ją sobie.
- Tak... tego chcesz? - spytałem się, po czym nagle w nią wszedłem. na całą długość swojej ogierowatości. Jeśli nic się nieoczekiwanego nie zdarzyło, zacząłem wykonywać ruchy biodrami. Na początku wolne i delikatne - tak w ramach rozgrzewki.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 5:59 pm

Bryknęła, kiedy dość szybko na nią naskoczył. Szarpała się, kwicząc co chwila, ale on wyjątkowo silnie trzymał boki klaczy. Była coraz bardziej spanikowana, kręcąc się w miejscu. Kopała go mocno po pęcinach tylnych nóg, chcąc, żeby też go bolało. Z gardła siwej wyrwał się cichy jęk, gdy poczuła go w sobie wyjątkowo mocno. Czuła rozchodzący się po ciele ból, jednocześnie nie potrafiąc wymyślić sensownego wyjścia z całej tej chorej sytuacji. Zapierała się, próbując postawić kilka kroków naprzód, aby uciec od niego w najmniej z możliwych sposobów.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 6:07 pm

Naskoczyłem na klacz czując, jak ta pode mną próbuje brykać. Obciążyłem jej swoim ciężarem tył, by nie mogła za bardzo podbijać zadem i mocno objąłem ją nogami, próbując udaremnić jej wszelkie możliwe ruchy. Czułem, jak ta kręci się pode mną - ledwo się byłem w stanie na niej utrzymać.
- Przestań! Natychmiast się uspokój! - warknąłem na nią, po czym dość mocno ugryzłem ją w kłąb, aby jej zademonstrować, że ja tutaj rządzę.
- Upór nie ma sensu! Zrozum to szkapo! - krzyknąłem na nią. Zrobiłem parę kroków tylnymi nogami aby podejść bliżej jej, jak się spróbowała odsunąć, po czym kolejny raz w nią stanowczo wszedłem wydając w tym momencie donośny jęk.
- Moja, tylko moja. - wyszeptałem blisko jej ucha, gryząc ją następnie w szyję. Zaczynałem przyspieszać ruchy biodrami, robiąc je coraz szybciej, mocniej i głębiej. Mimo zmęczenia nie przestawałem. Musiałem jej pokazać, kto tutaj rządzi.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 7:13 pm

Kwiknęła, czując rwący ból w okolicy swojego kłębu. Po raz któryś z kolei zmotywowała wszystkie swoje siły i zaczęła wierzgać pod ogierem, nie dając mu ani chwili wytchnienia. Nie tak to sobie wyobrażała. Kiedy ponownie wszedł w klacz, ta jęknęła, czując, jak każdy ruch biodrami siwego przyprawia ją o dreszcze i przeszywające cierpienia. Wchodził zdecydowanie za głęboko w nią, a przez stale zaciśnięte mięśnie była niesamowicie obolała, chociaż trwało to zaledwie kilka sekund. Zwiesiła szyję, rozstawiając swoje tylne nogi w rozkroku. Chciała tylko, żeby mniej bolało. Tylko tyle.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 7:26 pm

Czułem jak klacz dalej próbuje wierzgać pode mną, mimo obciążania jej tyłu i kolejnych ugryzień w kłąb, które jak sądziłem, powinny ją dawno zdominować. No, uparta sztuka mi się trafiła - pomyślałem, gryząc ją kolejny raz i ponownie w nią wchodząc. Sprawiałem jej swoim zachowaniem ból? Jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało... najważniejsze, że ta wreszcie zrozumiała, że opór jest bezcelowy i się uspokoiła, rozstawiając szeroko nogi. A ja wtedy wreszcie mogłem się rozluźnić i uspokoić.
- Wygrałem... z każdą sobie radzę. - prychnąłem lekceważąco, okazując jej, że jestem doświadczony w takich sprawach. Zacząłem wykonywać ruchy biodrami... na początku wolno, później coraz szybciej. Demeter mi już nie przeszkadzała, nie utrudniała, więc mogłem się skupić całkowicie na tym, nie myśląc nawet o mocnym trzymaniu się jej przednimi nogami. Po co, skoro ją całkowicie zdominowałem? Po chwili zacząłem ciężej oddychać, moje ciało zrosił pot ale nie przerywałem. Powoli zaczynałem zbliżać się do końca. Chwilę później moim ciałem wstrząsnął skurcz a życiodajny płyn popłynął w stronę klaczy, być może zaźrebiając ją. Powoli z niej zszedłem, przejeżdżając kolejny pyskiem po zadzie. Byłem zmęczony ale całkowicie zadowolony. I nie ukrywałem tego.
- I co? Jak Ci się podobało? - spytałem się jej.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 7:43 pm

Jęknęła zrezygnowana, czując, jak ogier ją zaźrebia. Stało się... a teraz będzie musiała ponieść wszystkie konsekwencje. Była raczej pewna, że nie będzie poczuwał się do dziecka i sama będzie je musiała wychować. Stała w rozkroku jeszcze chwilę po tym, jak ogier się z niej wysunął, pocierając pyskiem o zad. Jakieś zatarte wspomnienie nagle rozjaśniło jej przed oczami, więc z cichym kwiknięciem wyrzuciła tylne kończyny przed siebie, z wielkim impetem uderzając w łeb siwego. Z chęcią usłyszała trzask kości. Nie czekając na nic, nawet nie oglądając się za siebie, wygalopowała z jaskini. I tyle ją widział.

z/t
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 18, 2015 7:51 pm

Po zejściu z klaczy, skupiłem się na wycieraniu się pyskiem o jej zad... gdy nagle ta furiatka strzeliła z zadu trafiając mnie centralnie w łeb tak, że się zwaliłem na ziemię. Momentalnie zrobiło mi się ciemno przed oczami i zasnąłem.

Obudziłem się po jakimś czasie ze strasznym bólem głowy. Wstałem powoli rozglądając się na boki... ale w okół mnie nie było nikogo... gdzie? Gdzie ona jest? Wyszedłem powoli z jaskini. Wciąż kręciło mi się w głowie.

z/t
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Gru 25, 2015 12:21 pm

Wszedłem powoli, prowadząc na linie swoją ukochaną Tormę. Miałem świetny humor: nie dość że ją znalazłem, ta całkowicie zmieniła do mnie podejście, po spotkaniu z Azazelem. Tamten ogier zdecydowanie okazał się świetnym treserem i łamaczem koni, skoro z tamtej agresywnej, pyskatej małolaty, zrobił taką uroczą, młodą damę. Czy teraz ona stała się trochę nudna? Nie byłem tego do końca pewien. Może bylem już w tym wieku, że wolałem nudę? Chociaż w użeraniu się z tamtą Tormą też było na swój sposób ciekawego i podniecającego, to chyba wolałem ją w wersji obecnej. Małym minusem było tylko to, że podejrzewałem, że mnie ona z kimś zdradza. Raczej nie z Azazelem tylko z jakimś wrednym ogierem, że swojego stada, który pewnie nie traktował jej z należytym szacunkiem i był na pewno tak okrutny, jak całe stado Czarnej Krwi. No ale odgoniłem ty myśli od siebie, woląc się skupić na chwili obecnej. Póki co mój humor był bardzo dobry, zwłaszcza jak mnie Torma pochwaliła za wiadomości medyczne. Jakoś nie uważałem się za dobrego uzdrowiciela, ale jednak doceniałem to, ze Torma stara się być dla mnie miła i mi się przypodobać. Musiałem jej wpaść w końcu w oku, co jakoś mnie nie dziwiło.

Po wejściu do środka, jakimiś deskami pracowicie przyblokowałem wejście, po czym zaprowadziłem klacz pod ścianę, gdzie już wcześniej wymieniłem łańcuch z obrożą na nowy, miałem nadzieję, że znacznie wytrzymalszy.
- Wybacz mi kochanie... ale sama wiesz, że to konieczne. Takie... takie są zasady. No i nie chcę by nasze spotkanie się przedwcześnie skończyło. - próbowałem się tłumaczyć, po czym zapiąłem jej mocną obrożę na szyi, która była przykuta grubym łańcuchem do skały.
- I jak Ci się podoba Twój nowy dom? - spytałem - Jak już będziemy mieli tabunek źrebaków, to chyba trzeba będzie poszukać nowej jaskini. - zastanawiałem się na głos.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sob Gru 26, 2015 6:41 pm

Przyszła tu grzecznie, ale z dumnie uniesioną głową. Nie musiała się zachowywać jak ofiara, bo przecież nią nie była. Lekko i dostojnie szła, rozglądając się po pomieszczeniu.
O tutaj bym jakąś tapetę dała... - powiedziała z delikatnym uśmiechem, patrząc na jedną z kamiennych ścian. Jaskinia sama w sobie jej nie odpowiadała, ale skoro już tu przyszła, to wypadałoby choć trochę zmienić wystrój. Nie ważne, jak ładna byłaby jaskinia, ona i tak pozostanie wierna wolności. Spanie pod gołym niebem w świetle miliona gwiazd... To było coś... A taka nędzna, ciemna jaskinia była tylko kolejnym schronieniem przed resztą świata. I po co to?

Po chwili została przykuta do ściany. Na jej szyi znajdowała się teraz żelazna, niezbyt gustowna obroża. Ile oni jeszcze mają tego żelastwa?... - spytała w myślach. Słowa nie były kierowane do nikogo konkretnego. Ot, myśli rzucone na wiatr. Nie protestowała nawet, bacznie go obserwując. Kilka razy machnęła ogonem, wzniecając przy tym mały obłoczek kurzu, znajdującego się na podłodze.
Mój dom jest piękny... - zaczęła. Ale to nie jest to miejsce. - powiedziała po chwili, a na jej pysk wkradł się ledwo zauważalny, ale jednak złośliwy uśmieszek.
A jeśli chodzi o źrebaki... obawiam się, że się nie uda. - stwierdziła, ale tym razem już bez uśmiechu. Napięła łańcuch, sprawdzając jego wytrzymałość. Ta wiadomość z pewnością jej się potem przyda. Niestety, był dość mocny. Chociaż jakby się z nim tak dłużej pomęczyć?... Pewnie w końcu by się zerwał.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sob Gru 26, 2015 6:52 pm

Uśmiechnąłem się szeroko w odpowiedzi na jej propozycję dekoracyjną.
- Cieszę się, że czujesz się u Nas jak w domu. Jak się tylko wprowadzisz tutaj na stałe a później zaczniesz wychowywać nasze źrebaki, to będziesz miała sporo czasu, aby urządzić wszystko dokładnie tak, jak będziesz chciała. - obiecałem jej. W końcu urządzanie jaskini było domeną klaczy. Ogiery w tym czasie miały ważniejsze sprawy we łbie: walkę, pilnowanie terenów, szukanie kolejnych klaczy do tabunu.

W trakcie zapinania obroży, Torma grzecznie stała. Tzn. niby spodziewałem się takiego zachowania - w końcu została złamana przez Azazela. No ale dalej mnie to trochę dziwiło. Bardzo to kontrastowało z poprzednim jej zachowaniem.
- Ależ kochanie, to jest Twój nowy dom. Chyba lepsza moja jaskinia niż tamte lochy, prawda? - spytałem retorycznie, po czym rozdziawiłem pysk szeroko, słysząc jej kolejne słowa.
- Jak to nie? - nie rozumiałem o co jej chodzi - Dlaczego tak uważasz? Rzeczywiście mnie zdradziłaś z jakimś marnym kucykiem ze Swojego okrutnego stada? - dopytywałem - Bo wiesz, nawet jeśli mimo rui nie było źrebaka... to może tamten kucyk miał problemy... że swoim czarnokrwistym sprzętem? - domyśliłem się.
- Rui teraz nie ma... ale spokojnie zaczekamy. A i bez tego możemy się troszkę... pobawić. Tak bardzo mi Ciebie brakowało. - oznajmiłem jej, przejeżdżając chrapami po jej szyi i licząc na jakieś odwzajemnienie pieszczot.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pon Gru 28, 2015 11:49 pm

Uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na ogiera jakby z politowaniem.
Twoja jaskinia mi się nie podoba. W ogóle nie lubię jaskiń. - stwierdziła, znów rozglądając się dookoła.
Ja nie odczuwam potrzeby chowania się przed innymi. - dodała po chwilo, znów wracając wzrokiem do araba. Na jej pysku przez ułamek sekundy był zauważalny złośliwy uśmieszek. Jednak stosunkowo szybko zniknął, zastąpiony przez... właściwie nic. Brak wyrazu, zero wymalowanych uczuć.
Nic nie odpowiedziała, gdy ogier nawiązał do lochów i nowego domu. Zresztą, to było pytanie nieoczekujące odpowiedzi. Po co więc miała się silić na zbędne słowa.

Wraz z jego następnymi słowami, coraz bardziej musiała powstrzymywać potok złośliwych słów, które cisnęły jej się na język. Ale w końcu nie wytrzymała.
Jakoś wytrzymałam to, jak mnie wsześniej obrażałeś. Ale obrażania mojego stada nie zamierzam tolerować. - syknęła nagle, coraz bardziej podnosząc głos. Jej uszy mocno wcisnęły się w lśniącą, gęstą grzywę. Po chwili z całej siły wgryzła mu się w szyję, nie mając zamiaru puszczać.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Wto Gru 29, 2015 12:05 am

Jej zastrzeżenia na temat jaskiń mnie zdziwiły.
- To skoro nie loch i nie jaskinia... to co Ci się w zasadzie podoba? - spytałem.
- Ale jaskinia nie służy do chowania się "przed innymi" - oponowałem - Ona daje prywatność, osłania przed pogodą, chroni przed drapieżnikami. - próbowałem jej tłumaczyć. Nie wiedziałem czy rzeczywiście dostrzegłem uśmiech na jej pysku, czy tylko mi się wydawało. W każdym razie nie miałem pojęcia, skąd mógł się wziąć więc szybko uznałem to za złudzenie, które na pewno nie miało miejsca. Zdziwiłem się dopiero słysząc jej wybuch... nagły, mocny, niespodziewany.
- Ale o co Ci chodzi? - zdziwiłem się, zastanawiając się, co takiego powiedziałem - Przecież Wasze stado jest okrutne. - broniłem się, nie rozumiejąc, czemu ona jest taka wściekła i coraz mocniej podnosi głos. Widząc, że się szczurzy, ledwo powstrzymałem się, by nie odskoczyć. W końcu poskromiona przez Azazela miała być grzeczna. A przynajmniej tak mi się wydawało aż do momentu, gdy ta nagle wgryzła się w moją szyję. Kwiknąłem z bólu po czym próbowałem się cofnąć.
- Puść mnie, puść mnie, spokój! - warknąłem, zapierając się kopytami, szarpiąc głową na boku - wszystko by się uwolnić z jej zębów, nawet jeśliby moje zachowanie miało pogłębić moje rany. Jeśli to nie zadziałało, to próbowałem kopnąć ją przodami w klatkę piersiową a następnie wygiąć głowę, mimo bycia trzymanym za szyję, by spróbować wgryźć się w nią - cokolwiek, by mnie puściła. Jeśli tak się stało, to natychmiast odskoczyłem poza zasięg jej łańcucha, patrząc na nią z wściekłością i wyrzutem.
- Co to miało być?! Przecież jesteś poskromiona! Azazel Cię nauczył grzeczności i kultury! - krzyczałem.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Gru 30, 2015 7:05 pm

Czyżby ona miała takie wygórowane wymagania? Rzadko chyba się zdarza, aby ktoś normalny lubił zamykanie w ciasnych celach albo zimnych jaskiniach.
Wolność. - odpowiedziała krótko na jego pytanie. Choć i tak nie musiała na nie odpowiadać, bo według niej było to raczej pytanie retoryczne... Ale i tak wolała coś powiedzieć niż siedzieć, a właściwie stać nic nie robiąc. Na wolnych terenach, na świeżym powietrzu przynajmniej mogła popatrzeć na trawę, kwiatki, słoneczko czy cokolwiek innego, co by w danej chwili ją zaciekawiło. Chociaż trzeba przyznać, że patrzenie prosto w rozpaloną kulę, górującą na niebie nie było by dobre dla oczu... Ale wszystko było przecież lepsze od tkwienia w zamknięciu jak egzotyczny ptak. Przynajmniej takie było jej zdanie.
A jesteś pewny, że tak jest naprawdę? Czy może to sobie próbujesz wmówić, aby wytłumaczyć się z tchórzostwa? - nareszcie przestała zgrywać milutką, więc mogła go obrażać, dogryzać mu, podpuszczać czy co tam jeszcze jej przyjdzie do głowy. Nawet z żelastwem na szyi czuła się silniejsza od niego. Nie tylko fizycznie, choć to i tak było widać na pierwszy rzut oka.

Na pewno nie bardziej niż wasze. A czekaj... ja nie oceniam całego stada na podstawie jednego czy kilku koni do niego należących... Tylko ty taki jesteś. - syknęła w odpowiedzi, z jeszcze trochę widocznym złośliwym uśmiechem. Skoro nie pozostawiał jej wyboru, ponownie stała się pyskata. I nawet jej to odpowiadało. Jej uszy cały czas były przechylone do tyłu, okazując szczerą niechęć i wściekłość.
Nie miała najmniejszego zamiaru go teraz puszczać, teraz niech on sobie trochę pocierpi. Nigdy nie atakowała pierwsza, zawsze czekała na dobry powód. A w tym wypadku taki miała. Wgryzła się jeszcze mocniej, gdy ogier zaczął się szarpać. Dopiero kopnięcie w klatkę piersiową coś dało. Udało jej się błyskawicznie cofnąć, aby uniknąć ugryzienia przez arabka. Jednak gdy ten odskoczył, gwałtownie się poderwała do przodu. Dopiero łańcuch zatrzymał ją przed stratowaniem go. Stanęła dęba i zamachnęła się na niego kopytami, niemalże w niego trafiając. Stojąc na tylnych nogach prawie straciła równowagę, ponieważ żelazny "sznur" trochę ją blokował. Głupi łańcuch. - powiedziała do siebie w myślach. Gdy już wróciła przednimi nogami na ziemią, spojrzała na ogiera z wściekłością.
Szkoda, że ciebie nikt tego nie nauczył. Spróbuj tylko do mnie bliżej podejść, a oberwiesz za mnie i przy okazji za Nyks i Vitalię! - wrzasnęła na niego. Ciekawe, czy jeszcze pamiętał imiona siwych klaczy, które również więził... A może ma aż tak słabą pamięć i zbyt mało pojemny móżdżek, aby je zapamiętać? Z pewnością takich klaczy było sporo, ale tylko je znała po imieniu.
Dla potwierdzenia swoich słów tupnęła nogą, patrząc na niego z niemalże widocznymi płomieniami w oczach.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Gru 30, 2015 7:43 pm

Ciężko westchnąłem słysząc jej odpowiedź, dla podkreślenia dodatkowo przewracając oczami.
- Wolność... a cóż Ci wolność daje? - kompletnie jej nie rozumiałem - Bezpieczeństwo, ciepłe i suche miejsce, worek owsa i kostka siana. To jest coś, co się liczy. A wolność? Przereklamowana mrzonka. - prychnąłem lekceważąco.
- A jeśli chodzi o dalsze potrzeby... to przecież każda klacz marzy o ogierze, posiadaniu z nim źrebaków i wspólnym ich wychowywaniu. To również mogę ci dać. - dodałem po chwili zastanawiania się, czego ona jeszcze może chcieć od życia. Chyba miała za mało problemów, skoro sobie jakieś "wolności wymyślała". No tka, jeśli koń ma za dużo wolnego czasu to wpada na takie głupie pomysły.
- Co, czy jestem pewny? - zdziwiłem się - To chyba każdy koń wie, że Czarna Krew to banda okrutników. Począwszy od Waszej przywódczyni poprzez poszczególnych członków a skończywszy na jakimś ogierze fryzyjskim. Porywacie konie, męczycie je, gwałcicie! My, w stosunku do Was, jesteśmy kochającymi pokój pacyfistami! A do porywania jesteśmy zmuszeni tylko wtedy, gdy nas okoliczności do tego zmuszają. - tłumaczyłem jej, udając że nie dosłyszałem nazwania mnie tchórzem. Tak, mnie okoliczności zmusiły mnie do porwania Tormy. Bo to przecież zawsze klacz zachowuje się prowokująco. Nigdy ogier.
- A na podstawie czego mam oceniać Wasze stado? Jak nie na podstawie tych z Waszego stada, z którymi miałem do czynienia? Zresztą chyba Przywódczyni powinna być reprezentacyjna - czy ona według Ciebie nie zachowuje się zgodnie z zasadami w stadzie panującymi? A inne konie z Waszego stada, które spotkałem? Obowiązuje chyba jakaś odpowiedzialność zbiorowa? Wszystkie jesteście okrutnymi, agresywnymi furiatkami! - powiedziałem oskarżycielskim tonem. Nie uszło mojej uwagi, że klacz z każdą chwilą coraz bardziej pyskuje, kładzie uszy po sobie, wścieka się. No ale skoro Azazel ją poskromił, to nie spodziewałem się po niej otwartej agresji, póki ta nie nastąpiła. Kwiczałem z bólu próbując się uwolnić i uskoczyć. Dopiero po kopnięciu w klatkę, udało mi się oswobodzić i momentalnie uskoczyłem. Z przerażeniem obserwowałem, jak klacz zaczyna mnie gonić z wypuściłem powietrze z ulga, gdy łańcuch ją zatrzymał. Stałem poza zasięgiem szybko dysząc, dopiero po chwili zacząłem się uspokajać, zerkając na nią wciąż ze strachem, który powoli zmieniał się w jakąś dziwną mieszankę zawodu, załamania, zrezygnowania, wściekłości ale i... szacunku. Musiałem przyznać, że pokaz jej siły, sprawności i umiejętności robił na mnie duże wrażenie.

Jej kolejne słowa mnie zaskoczyły.
- Znasz... Nyks i Vitalię? - byłem szczerze zdziwiony. Nie wiedziałem, że moja sława sięga tak daleko. Zastanawiałem się, czy pochwalić się tym, jak je poskromiłem, ale szybko uznałem, że to nie ma sensu. Skoro koniec końców się uwolniły, to pewnie nie omieszkały się tym pochwalić Tormie. A skoro tak... to by mi i tak nie uwierzyła w odrobinę zmanipulowaną moją wersję. Słysząc groźby... zastanawiałem się, czy podchodzenie do niej jest na pewno takim dobrym pomysłem. Jakoś mi się to nie podobało - zwłaszcza widząc, jak ta uderza kopytem w ziemię i patrząc w jej oczy, które wydawały się płonąć.
- No, nie wygłupiaj się! Podobasz mi się! Jesteś silna, zręczna, wytrzymała. Trochę pyskata... ale nad tym popracujemy. Będziesz idealna na moją konkubinę. Będziemy mieli piękne źrebaki i je razem wychowamy. Tego chcesz, a nie jakiejś wolności. - przekonywałem ją, chyba kolejny raz jej to samo powtarzając. Może w końcu zrozumie że i tak nie ma innej możliwości.
- Spokój, spokój, tylko spokojnie. - starałem się jej i sobie zasugerować brak agresji. Chwyciłem liny i zacząłem powoli podchodzić w jej stronę. Nagle doskoczyłem w jej stronę, w ostatniej chwili zmieniając kierunek i koniec końców chwytając w pysk łańcuch, na którym była przykuta, by ją gwałtownie szarpnąć za niego, podduszając ją, jednocześnie napierając na nią bokiem i przednimi nogami podcinając jej przody. Jeśli mi się udało po krótszej lub dłuższej walce doprowadzić do jej upadku, to spróbowałem ją przygnieść własnym ciężarem, zwłaszcza obciążając i blokując jej przód i głowę, by nie mogła mnie gryźć. Wtedy też, wciąż na niej leżąc, starałem się obwiązać sznurami jej pysk, by nie zarobić tylu ran od niej, co podczas naszego poprzedniego spotkania.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Gru 30, 2015 9:33 pm

Tormenta teatralnie przewróciła oczy, do tego cicho prychając. Odwróciła od niego wzrok, bo nagle jakieś drobne pęknięcie na kamiennej ścianie zaczęło być niezwykle interesujące... W każdym razie bardziej interesujące i godne uwagi niż pysk wkurzającego araba.
Widocznie tylko ty tak uważasz. - stwierdziła, nawet nie patrząc mu w oczy. To było zbyt... nudne? Tak, to słowo zdecydowanie do niego pasowało.
Tak się składa, że mam już "swojego" ogiera i źrebaka. Więc ty nie jesteś mi do niczego potrzebny. - powiedziała, tym razem znów wracając do ogiera wzrokiem. Na jej pysku malował się złośliwy uśmiech.

Masz coś do fryzów?! - syknęła do niego, wprost gotując się ze wściekłości. Ruszyła prosto na niego, jednak łańcuch skutecznie zmusił ją do ponownego cofnięcia się, nieco ją podduszając. Już wcześniej podejrzewała ogiera o rasizm, a że ona była fryzyjską klaczą, jeszcze bardziej to potęgowało jej złość. Mimo łańcucha, wyprostowała się dumnie, patrząc na niego z wyższością. Szkoda, że kierowała się pewnymi zasadami w życiu... Inaczej mogłaby sobie znaleźć jakieś miejsce np. tropikalne lochy i tam zawiesić głowę arabka jako tarcze do rzutek. Przynajmniej więźniowie mieliby jakąś rozrywkę. Cóż... na jego szczęście taka myśl szybko zgasła w jej głowie tak szybko jak się narodziła. Nie miała zamiaru upaść niżej od niego. Nie była taka.
Po za tym... odpowiedzialność zbiorowa? Naprawdę to jeszcze uznajesz? - spytała z kpiną, wciąż niespokojnie stąpając w miejscu. Nieco się uspokoiła, widząc że i tak teraz go nie dosięgnie. Nadal jednak miała ochotę rzucić się na niego. Tu i teraz.

Jak mogłabym nie znać swojej własnej władczyni? Nie boję się wyjść do innych tak jak ty. - prychnęła, a jej słowa ociekały jadem. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem, wykorzystując całą długość łańcucha. Gdyby miała się zachowywać jak typowa nastolatka, z pewnością by mu jeszcze dopiekła, wyliczając swoich znajomych na facebooku. Niestety, u koni chyba jednak on nie funkcjonował...

Wolałabym jednak nie sprawiać tyle cierpienia niewinnym źrebakom. Z twoimi genami nie były by zbyt lubiane... - odpowiedziała, złośliwie się przy tym uśmiechając.
Gdy do niej doskoczył, klacz przyszykowała się do odparcia ataku. Jednak on postanowił nagle skręcić, chwytając zębami za łańcuch. Zdążyła jeszcze złapać go za ogon, próbując go zatrzymać, ale zaraz potem runęła na ziemię. Puściła ogon, ale dla odmiany kopnęła do w tylną nogę, aby również odebrać mu równowagę.
Po chwili została przygnieciona do podłogi, jednak nie zaprzestała kopania na oślep. Używała nóg tak, żeby ogier nie mógł ich związać. Nawet po związaniu pyska i przygnieceniu do podłogi uderzała wszystkimi nogami, starając się go trafić z całej siły szczególnie w brzuch. Głowa była niestety nieco poza jej zasięgiem.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Gru 30, 2015 10:04 pm

Przekręciłem oczami słysząc jej stwierdzenie.
- Taaak, tylko ja. - prychnąłem - Typowa klacz. Żadnej argumentacji, dyskusji, argumentów... tylko takie żałosne stwierdzenie, że tylko ja tak uważam. A ty? Uważasz inaczej? Dlaczego tak? A nie tak jak ja? Co dla Ciebie w życiu jest najważniejsze? Wolność? Dlaczego? Wolność to nie jest cel w życiu... celem jest własna przyjemność. Nie uważasz tak? - dopytywałem. Zawsze najwyżej ceniłem własną przyjemność i bynajmniej nie wstydziłem się tego. Dobrze wiedziałem, czego chcę od życia... tylko szkoda, ze często klacze nie chciały mi tego dawać. Ale to da się zmienić... parę lin, sznurów, czasami kaganiec. No i jakoś to będzie.
- Masz już ogiera? Źrebaka? Ciekawe gdzie? Chyba on Cię nie zadowala, skoro przybyłaś tutaj, szukając nowych wyzwań. - zauważyłem, uśmiechając się złośliwie i szukając jakiegoś potwierdzenia, że moja teza o jej tęsknocie za mną jest prawdziwa. Sądziłem, że tego ogiera sobie tylko wymyśliła.

Obserwowałem, jak klacz rusza do mnie. Zareagowała na fryza? Czyżby była partnerką tamtego sławnego, co to z klaczami sobie nie radzi? Pewnie tak. Przez chwilę się przeraziłem, wstrzymując oddech, jak naparła na łańcuch i z ulgą wypuściłem powietrze, gdy ten ponownie wytrzymał, okazując się być mocniejszy od klaczy. Heh, całe życie na krawędzi.
- A niby czemu miałem odrzucać odpowiedzialność zbiorową? - nie rozumiałem - Stado tworzą wszystkie konie, wyznają one podobne zasady... a właściwie nie wyznają, tylko tworzą i wybierają te zasady, mając wpływ na stado. Więc jeden koń odpowiada moralnie za inne. Nie jest tak? Więc masz na kopytach krew każdego konia, zamordowanego przez Twoich ziomków? Masz tego świadomość, prawda? - spytałem, obserwując jak ta chodzi tam i z powrotem. Przynajmniej przestała się rzucać o łańcuch, co za każdym razem rodziło we mnie obawy, co do jego wytrzymałości.

Spiorunowałem ją wzrokiem.
- A niby dlaczego? Co, że jestem biały, to mam geny drugiego sortu? Tak? - prychnąłem zirytowany, po czym rzuciłem się na nią. Szarpnąłem zębami za łańcuch i mimo pociągnięcia za ogon, naparłem na nią, powalając ją na ziemię. No, to teraz ją miałem. Albo tak przynajmniej mi się wydawało. Kwiknąłem z bólu, gdy oberwałem w nogę, po czym przygniotłem ją własnym ciężarem do ziemi, nie pozwalając jej wstać. Sprawnie obwiązałem jej pysk, by nie mogła mnie gryźć... no i zostało mi skupienie się na jej nogach, którymi machała, nie pozwalając ich związać. Kwiknąłem kilka razy, jak jej się udawało mnie dosięgać kopytami, ale po chwili walki postanowiłem zmienić taktykę. Wciąż ja obciążając, nie pozwalając jej wstać, zrobiłem pętle na końcu sznura. Następnie starałem się go narzucić na jej obie przednie nogi, a jeśli mi się to udało, to zacisnąłem pętle, ciasno je wiążąc. Jeśli i to nie zadziałało, to najpierw próbowałem zarzucić pętlę na jedną z przednich nóg, by dopiero następnie dowiązać i drugą przednią. Musiałem w końcu jakoś unieruchomić tę furiatkę.
- Nigdy się nie poddajesz? Nie martw się - wcześniej czy później zrozumiesz swój błąd i mi ulegniesz. Pyskata małolata, co życia jeszcze nie poznała. Wierzysz jeszcze w jakieś naiwne ideały wolności? Nie martw się - w końcu zmądrzejesz a życie Ci wybije z głowy takie puste frazesy. - prychnąłem.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 03, 2016 1:13 am

Pora chyba zmienić odrobinę zachowanie Trzeba było wypróbować wszystkie możliwe techniki. Teraz dla odmiany postanowiła zacząć go olewać, aż nie trafi się odpowiedni moment na kolejną zmianę, nagły zwrot akcji. Choć tym razem postanowiła, że jej zachowanie będzie się zmieniało stopniowo, aby zminimalizować podejrzenia. Właściwie, ogier nie był zbyt rozumny, ale zawsze ostrożność trzeba zachować.
I tak starałbyś się odeprzeć wszystkie moje argumenty, więc czemu miałbyś się niepotrzebnie trudzić? - powiedziała nieco znudzonym głosem, odwracając od niego wzrok. Nie był przecież godny jej uwagi, nie zasłużył sobie na nią. Kątem oka, spod onyksowej grzywki wciąż go obserwowała. Starała się wychwycić każdy najmniejszy ruch mięśni, każdą zmianę wyrazu pyska i inne czynniki, które mogłyby jej powiedzieć cokolwiek o przeciwniku. Pierwsza zasada - poznaj wroga. Ta reguła sprawdzała się nawet w przypadku niemyślących istot, chodzących na dwóch nogach. Wprawdzie zaczęła ją stosować już wcześniej, ale dopiero teraz zaczęła kłaść na to większy nacisk.
Na słowa o ogierze i źrebaku nie zamierzała nawet reagować. Nawet żadne z uszu nie obróciło się w stronę araba, gdy wypowiadał te słowa. Po co mu dawać tę satysfakcję, że ktoś go słucha? Jedynie czarne jak węgiel oczy bacznie przyglądały mu się spod gęstych włosów.

Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, jednak w szybkim tempie uśmiech ten została wymazany.
W takim razie... Jeśli ktoś z twojego stada zabił jednego z Krwistych, to ja, jako Krwista mogę zemścić się na... no nie wiem... tobie? - powiedziała, wciąż nie odwracając głowy. W jej słowach nie było jednak zbyt wiele złośliwiści, dała mu jedynie szansę, aby sam zaplątał się w swoje słowa. Istniał cień szansy, że ogier zmieni swoje zdanie na ten temat, choć prawdopodobieństwo było bardzo małe.

W odpowiedzi na jego słowa, w których były wyraźnie zawarte podejrzenia o rasizm jedynie prychnęła. Ona była tolerancyjna, w przeciwieństwie do niego. Ale cóż... niech sobie myśli co chce, jej nic do tego. Zwyczajnie wygląd, charakter i wszystko inne w tym ogierze nie przypadło jej do gustu, delikatnie mówiąc.

Wciąż jednak bez opamiętanie kopała przednimi i tylnymi nogami, starając się trafić w ogiera. Przestała bezmyślnie wierzgać dopiero w chwili, gdy poczuła zaciskającą się na przednich nogach pętlę. Wiedziała, że arabek postanowi wkrótce związać również tylne, silniejsze kończyny. A do tego nie mogła dopuścić. Użyła całej swojej siły, aby przewrócić się na brzuch, zakrywając tym samym tylne nogi. Jeśli jej się to udało, leżała teraz na brzuchu, podkulając zadnie kończyny. Jeśli nie - uderzała go zaciekle łbem, starając się zaplątać jego szyję w łańcuch. Potem korzystając z jego chwilowego braku skupienia, również przewróciła się, aby leżeć grzbietem do góry.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 03, 2016 6:24 pm

Przekręciłem oczami słysząc jej słowa. Tak wielkiej bzdury to już dawno nie słyszałem.
- Tak, oczywiście, że starałbym się odeprzeć Twoje argumenty. Chyba na tym polega dyskusja? Że dwa konie stawiając tezę, argumentują ją, obalają argumenty, przygotowują kontrargumenty. Czy nie o to chodzi? A skoro się tak boisz odpierania swoich argumentów to chyba znaczy, że są one średnie i sama masz świadomość ich słabości. - prychnąłem, zirytowany jej nagłym ucichnięciem. Odebrałem to jako jej słabość i jako przyznanie się jej do porażki.

Zastanowiłem się nad jej słowami.
- Hmm... jeśliby rzeczywiście jakiś Halny zabił Krwistego... to my Halni powinniśmy go sami dotkliwie ukarać. Jeślibyśmy się przeciw temu sprzeciwiali, bronili go albo nawet pochwalali jego czyn to owszem - ponosilibyśmy za niego odpowiedzialność i kara mogłaby spaść na dowolnego z Nas. - zgodziłem się z nią - Ale my Halny nie jesteśmy tak okrutni jak Wy. My nie krzywdzimy innych koni dla własnej satysfakcji. - przypomniałem jej.

Czułem, jak przygniatana przeze mnie klacz rzuca się na wszystkie strony, kopie, wierzga, kilka razy trafiając mnie kopytami. W końcu udało mi się zarzucić pętle na jej przednie nogi, wiążąc jej ciasno, po czym próbowałem to samo zrobić z tylnymi, znacznie silniejszymi. Szybko musiałem się jednak poddać. Były zdecydowanie zbyt silne. W pewnym momencie klacz rzuciła się mocniej, przewracając się na brzuch, a mnie pozbywając się z siebie. Upadłem obok i spiorunowałem ją wzrokiem. Zerknąłem na jej nogi ale do tak podkulanych nie mogłem się w żaden sposób zabrać. No ale może nie musiałem. W końcu przednie związane oraz obwiązany pysk powinny mi zapewniać wysoki poziom bezpieczeństwa i panowania nad nią.
- To teraz będziesz grzeczniejsza? - upewniłem się. Stanąłem nad nią i zacząłem ją gładzisz chrapami po grzbiecie, którym była zwrócona do góry.
- Nie wiem... nie wiem, dlaczego poskromienie Cię przez Azazela przestało działać. Musiał chyba zrobić jakiś błąd wychowawczy. Ale nie martw się, jak się Tobą zajmę to szybko będziesz grzeczna i potulna. - obiecałem jej, przejeżdżając chrapami po jej szyi.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 03, 2016 11:33 pm

Gdyby tylko końska anatomia by jej to umożliwiała, z pewnością klacz wzruszyłaby w tej chwili ramionami. Jednak zamiast tego, czego nie mogła i tak uczynić, przewróciła oczami.
Może tak, może nie. Obawiam się, że i tak nie będzie ci dane się przekonać jak jest naprawdę. - odpowiedziała ze znudzeniem w głosie. W rzeczywistości nawet nie musiała udawać nudy, bo na prawdę jej w tej chwili ona doskwierała. To chyba była najgłupsza odpowiedź jaka jej przyszła w tym momencie do głowy. Już miała dosyć tego ogiera, którego już tu by pewnie nie było, gdyby nie fakt, że Tormenta kierowała się jakimiś zasadami w życiu. Nie była jednym z tych bezmózgich wojowników, których jedynym celem było zabijanie wszystkiego, co się ruszało. Może i była to jej zaleta, ale z pewnością utrudniała klaczy życie. W końcu łatwiej by było od razu zakończyć grę niż męczyć się z wyszukiwaniem innych rozwiązań.
W takim razie, jeśli jeden zdradzi stado to kogoś innego mogę za to ukarać? Oczywiście o ile wy tego nie zrobicie. - ciągnęła dalej ten jakże interesujący temat. W końcu może jemu samemu się znudzi ta rozmowa albo zwyczajnie skończą mu się pomysły na dalsze formułowanie wypowiedzi. Coś z tych rzeczy na pewno.

Udało jej się przewrócić na brzuch, aby znajdować się w w miarę stabilnej pozycji. Odpowiedziała delikatnym, choć bez wątpienia złośliwym uśmiechem na jego piorunujące spojrzenie. Biedak... nawet z taką słabą, niewinną klaczą sobie nie radzi...
Nie zwróciła najmniejszej uwagi na to, gdy ogier zaczął ją gładzić po grzbiecie. Choć gdyby nie związany pysk z pewnością by coś wspomniała o odruchach wymiotnych czy innych tego typu sprawach.
Jednak kiedy tylko zbliżył pysk do jej szyi, zareagowała automatycznie i błyskawicznie. Jeśli ogier nie był przygotowany na tego typu cios, z pewnością oberwał od niej łbem.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 03, 2016 11:57 pm

Przekręciłem oczami. Ona znowu robiła dokładnie to samo. Zamiast rzeczowej dyskusji było to takie... takie prymitywne unikanie jej. Cóż, jak się nie ma żadnych argumentów to czasami prościej po prostu unikać dyskusji. To było podejście na jej poziomie. No, może nie była najinteligentniejsza, ale i tak niesamowicie mi się podobało. Widocznie fryzy tak miały. Nie to co my araby. Zastanowiłem się nad jej kolejnymi słowami.
- Jeśli ktoś zdradzi stado... to całe stado będzie go chciała ukarać. Jeśli ty pomożesz w ukaraniu go to stado będzie Ci wdzięczne. Ale jaki jest sens karania kogoś innego z tego stada? W momencie zdrady własnego stada, tego konia nie można traktować jako należącego do tego stada. Wyparł się stada, to stado wypiera się jego. Rozumiesz? - próbowałem jej tłumaczyć. Nie miałem pojęcia, skąd jej przychodzą do łba takie pomysły. Była głupsza niż mi się wydawało... lub też znacznie inteligentniejsza. Ale podejrzewałem raczej to pierwsze.

Jej złośliwy uśmiech nie uszedł mojej uwadze. Zacząłem ją gładzić po grzbiecie wyczuwając, że raczej nie podoba jej się to. Nie spodziewałem się jednak żadnej wrogiej reakcji, więc w momencie oberwania pyskiem byłem naprawdę zaskoczony. Kwiknąłem z bólu odskakując do tyłu. Nie byłem pewien, co powinienem zrobić. Z jednej strony jej reakcja... no, powinienem coś z nią zrobić. Z drugiej strony jej nieustępliwość, dzielność i wytrzymałość naprawdę robiły na mnie wrażenie i bardzo ją ceniłem za te cechy. A skoro tak... no to chyba ciężko byłoby ją za nie ganić. No i chyba... brakowało mi jej głosu, doszedłem po chwili do wniosku. No tak, obwiązany pysk nie ułatwiał mówienia. Chwyciłem jakiś mocny, skórzany kaganiec po czym ponownie na nią naparłem, próbując ją wywrócić na bok by być w stanie docisnąć jej głowę do ziemi. Wtedy spróbowałem ostrożnie, bardzo ostrożnie rozwiązać jej pysk a następnie starałem się wcisnąć jej kaganiec na pysk, dobrze zapinając wszelkie szlufki i paski od niego, dwa razy upewniając się, że wszystko jest dobrze zapięte.
- I co? Tak lepiej? - powiedziałem, przyciskając jej szyję, by nie zostać kolejny raz ugryziony, i oczekując od niej wyrazów wdzięczności - w końcu teraz było jej na pewno milej i przyjemniej.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pon Sty 04, 2016 10:58 pm

Klacz ledwo dostrzegalnie uśmiechnęła się pod nosem. Jednak ten wyraz pyska, który miał w zwyczaju okazywać radość, zniknął tak szybko, jak się pojawił.
A co jeśli wy żyjecie w zgodzie z kimś, kto was zdradził, ale nie jesteście tego świadomi? - drążyła temat dalej, czekając na moment, w którym ogier się znudzi głupimi pytaniami na ten sam temat.
Dziwi mnie jeszcze jedno. Jeszcze się nie zorientowałeś? - zaczęła ze złośliwym uśmieszkiem, nawiązując do tematu zdrady, a zarazem do sposobu ostatniej ucieszki z niewoli. Oczywiście nie miała zamiaru wkopać Azazela, a jedynie posłużyć się podobną historią. Ktoś w końcu musiał ją wtedy wyciągnąć z lochów. Nie zamierzała wskazywać na kogoś konkretnego, poprostu uznała, że to dobry moment, aby się usprawiedliwić.

To, że arabski ogierek oberwał od niej łbem zdecydowanie jej pasowało. Była nawet zadowolona ze swojego efektu. Ale zawsze można coś zrobić lepiej, nie ma czegoś takiego jak ideał. Zawsze będzie coś lepszego.
Po chwili zobaczyła jak ogier zbliża się do niej z kagańcem. Niestety skórzanym, a nie metalowym. Widocznie poprzednie spotkania jednak mu coś dały. Metal na jej pysku potrafił być bardziej niebezpieczny od zębów. Nim się spostrzegła, została powalona ponownie na bok, a jej szyja przygnieciona do podłoża. W czasie zmiany ze sznurów na kaganiec, zdążyła jeszcze pochwycić zębami powietrze. To było coś w rodzaju niemego ostrzeżenia.
Oh, czyżby koniś spodziewał się, że teraz coś powie? A tym bardziej mu podziękuje? To się przeliczył. Zacisnęła usta w wąską linię, zaciskając jednocześnie zęby. Zgięła dodatkowo tylne nogi, napinając mięśnie. Było to jednocześnie kolejne ostrzeżenie jak i przygotowanie do przypuszczenia nimi ataku w odpowiednim momencie.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pon Sty 04, 2016 11:17 pm

Wydawało mi się, że przez pysk klaczy przebiegł tak jakby cień uśmiechu... ale właśnie, może mi się tylko wydawało. Słysząc jej słowa... wydawały mi się one kompletnie bez sensu, jakieś takie nieprzemyślane.
- To... to niemożliwe. - nie zgadzałem się z nią - Szybko byśmy wykryli zdradę. A zdrajcę dotkliwie ukarali. To akademickie dyskusję - nie możliwe, byśmy nie wiedzieli o jakiejś zdradzie. Jestem absolutnie pewien wierności każdego Halnego konia. Coś mi się wydaje, że to Ty sądzisz innych swoją miarę. Skoro Krwawi to okrutne stado to pewnie wierność nie jest zbytnio ceniona a co drugi koni to zdrajca. - domyśliłem się. No i może dodatkowo trochę obrażałem jej stado, no ale to ona subtelnie zasugerowała, że możliwym jest, by w naszym stadzie były jakieś konie niegodne zaufania. Cóż, większej bzdury dawno nie słyszałem!
- Nie zorientowałem się? W czym? - spytałem podejrzliwie. Nie miałem najmniejszego pojęcia o co jej może chodzić.

Podszedłem do Tormy z kagańcem, sprawnie ją powalając na ziemię i przygniatając jej szyję do podłoża. Jakoś cudem udało mi się uniknąć ugryzienia w trakcie operacji zmiany lin na kaganiec i już po chwili udało mi się sprawnie założyć i zapiąć jej skórzany kaganiec. Nie obyło się oczywiście bez chwil grozy, bo jej kłapnięcie zębami spowodowało, że przez mój pysk przebiegła drobna oznaka strachu, która miałem nadzieję, nie została dostrzeżona.
- I co? Dalej nic nie mówisz? - prychnąłem zirytowany brakiem podziękowania. Może irytowały ją przednie nogi ciasno obwiązane liną? Nie zwracając uwagi na jej tyły, skupiłem się na przodach, zakładając jej pęta, czyli kajdany, na przednie nogi. Te były mocne i grube, dużo wytrzymalsze niż sznury, bo klacz udowodniła mi już wcześniej, że liny nie robią na niej specjalnego wrażenia. No i założenie pęt nie powinno być jakieś bardzo trudne - w końcu związane nogi utrudniały obronę. Gdy więc tyko wcisnąłem jej nowy sprzęt na przody, to rozwiązałem liny, aby tej było wygodniej no i by wreszcie mogła wstać.
- A teraz lepiej? - ponownie spytałem, odsuwając się kawałek na bok.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Sty 06, 2016 2:46 pm

Klacz uniosła brew, uśmiechając się ledwo widocznie.
A czy to ty przypadkiem nie twierdziłeś, że wierność jest przereklamowana? Jeśli koniom z waszego stada się to nie opłaca, nie pozostają wam wierni. - stwierdziła jakby od niechcenia. Postanowiła nie wspominać o swoim zadaniu, które było tak różne od przedstawionego przed chwilą przez nią.
Po za tym, jeśli wszyscy z waszego stada są tak bystrzy jak ty, pewnie to przeoczyliście. - dodała po chwili z tym razem dobrze widocznym, złośliwym uśmiechem.

Klacz westchnęła, teatralnie przewracając oczami.
Przecież sama nie uciekłam z celi poprzednio. Ktoś musiał mi pomóc i wykiwać jakoś twojego ochroniarza. A ten ktoś należał właśnie do waszego stada... - powiedziała spokojnie, sprawiając wrażenie znudzonej. Jeśli tak wolno kojarzysz na co dzień, to masz moje najszczersze wyrazy współczucia. - dodała po chwili.

Widząc jego reakcję na kłapnięcie zębami z jej strony, miała ochotę natychmiast to powtórzyć. Jednak dzięki kagańcowi, jej możliwości były nieco ograniczone. Nawet nie drgnęła, gdy arabski ogier zamieniał jej sznury na przednich nogach na metalowe kajdany. No, bo co miała by w tym momencie zrobić? Szczególnie, że ogier zadbał o to, aby nawet na moment jej nogi nie były całkowicie wolne. Nawet, gdy miała już możliwość mówienia i wstania z ziemi, nie zrobiła tego. Twarde podłoże było zbyt wygodne, aby miała zamiar z niego wstawać. Nie miała zamiaru dawać ogierowi tej satysfakcji.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Sty 06, 2016 3:07 pm

Zawahałem się słysząc jej słowa. Musiałem przyznać, że zrobiły na mnie wrażenie. Rzeczywiście uważnie mnie słuchała i wyciągała logiczne wnioski. To tylko udowadniało, że jest wyjątkowa mądra i sprytna, więc będzie idealną kandydatką na matkę moich źrebaków.
- Ale... ale to inny tym wierności. - próbowałem jej wyjaśnić swój światopogląd - Należy być wiernym stadu i własnym ideałom... ale klaczom niekoniecznie. To nienaturalne. Prawdziwy ogier powinien mieć jak najwięcej partnerek. Na tym polega natura i genetyka. Nie uważasz tak? Wierzysz w miłość? Czy miłość to nie jest niszczycielska siła, która nie jest nam do niczego potrzebna? - starałem się ją przekonywać. Ja wierzyłem w stado, a przynajmniej chciałem wierzyć. Nie byłem jak te wszystkie fryzy, które nie widzą niczego, poza swoją grzywą. Położyłem uszy, jak ta mnie znowu obraziła. Ja chciałem być dla niej miły i dobry... a ta mi się w ten sposób odwdzięczała. Co za bezczelna i złośliwa kobyła... ale z drugiej strony czy złośliwość nie świadczy o inteligencji?

Zastanowiły mnie jej kolejne słowa.
- Uważasz, że ktoś z naszego stada zdradził je... i pozwolił Ci uciec? - spytałem, przez chwilę się nad tym zastanawiając.... po czym wybuchłem śmiechem.
- Dobre, dobre, większej bzdury to ja w życiu nie słyszałem. I może jeszcze to był Azazel, z którym Cię zostawiłem? Musisz być chyba naiwna, jeśli sądzisz, że Ci uwierzę. - prychnąłem. No, teraz wyraźnie poprawiła mi humor.
- Już dawno Cię przejrzałem. Próbujesz podkopać moje zaufanie do stada. Ale to co mówisz, to są oczywiste bzdury. A wiesz dlaczego? Bo gdyby naprawdę ktoś z naszego stada Ci pomógł, to byś się do tego nie przyznała, chcąc go chronić. Wiec to dowód, że ktoś z tych Twoich okrutnych Czarnokrwistych kucyków musiał Ci pomóc! - warknąłem dumny, że przejrzałem jej pokątne motywy. Klacz rzeczywiście miała zwichrowaną psychikę, chociaż na swój sposób była wyjątkowo mądra.

Gdy już założyłem jej pęta na nogi i rozwiązałem liny, to spodziewałem się, że klacz w końcu w stanie lub przynajmniej coś powie, dziękując mi za większą wygodę. Jednak... nic z tego nie nastąpiło.
- Kochanie, czemu nic nie mówisz? - spytałem - No i możesz już wstać. - przypomniałem jej, podchodząc bliżej. Skoro leżała na boku, to zaszedłem ją od strony grzbietu, by nie mogła mnie kopać, po czym zacząłem wodzić chrapami po jej ciele.
- No, wstań proszę. - poprosiłem, a jeśli ta nadal leżała, to po prostu ją ugryzłem dotkliwie w zad mając nadzieję, że to ją zmusi do powstania. Bo jeśli nie prośby to może ból jej przypomni, jak się należy zachowywać.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Sty 06, 2016 8:30 pm

Z coraz większym uśmiechem, słuchała jak ogier usprawiedliwia się przed nią ze swojego toku myślenia.
To tłumaczy, czemu nie masz ani jednej partnerki. - stwierdziła, odwracając od niego wzrok na pewien czas. Od niechcenia rozglądała się po pomieszczeniu, wyraźnie dając ogierowi do zrozumienia, na co wolałaby patrzeć. Gdy ponownie wróciła do niego wzrokiem, jej uśmiech zdąrzył już prawie całkowicie wyparować.

Na jego nagły wybuch śmiechu nie zareagowała w żaden sposób. Spodziewała się po nim podobnej reakcji, choć w jej wizji było nieco gorzej. I tak na dobre to wyszło.
Nie sądziłam, że w to uwierzysz. Poprostu stwierdziłam, że będę dobroduszna i wam wyjawię prawdę. A jak wy to przyjmiecie to już nie moja sprawa. Postąpiłam tak jak powinnam, dalsza część mnie nie obchodzi. - powiedziała spokojnie, bez wyrazu.
Obowiązywała nas zasada przysługa za przysługę. Układ się skończył, a mnie jakoś specjalnie na niej nie zależy. - dopowiedziała po chwili, mówiąc wciąż tym samym tonem.

Podkuliła uszy, gdy poczuła ugryzienie.
Uważaj. - powiedziała w końcu cicho, a ułamek sekundy potem przeturlała się na drugi bok, wyrzucając cztery nogi na raz do przodu, starając się trafić ogiera w klatkę piersiową lub w łeb. Było to możliwe, zważywszy na to, że jeszcze przed momentem arab wodził chrapami po jej ciele, więc musiał znajdować się blisko niej. Uznała, że ostrzegając go, nieco wyrównała poziom, jeśli spojrzeć na umiejętności. Co z tego, że nawet nie dała mu chwili na wzięcie choćby jednego, krótkiego oddechu? Istotny był jedynie fakt, że uprzedziła go przed zrobieniem czegokolwiek. Potem ponownie położyła się na brzuchu z triumfalnym uśmiechem. Tylne nogi wcisnęła pod siebie, tak jak poprzednio.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Bursega
Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Halnego Wiatru :: Terytoria :: Podziemia-
Skocz do: