Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jaskinia Bursega

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Sty 06, 2016 8:59 pm

Popatrzyłem się na nią z urazą.
- To było bardzo, bardzo niemiłe. - skarciłem jej złośliwą, wredną i po prostu niegrzeczną wypowiedź - Jak chcemy rozmawiać poważnie, to powinniśmy okazywać sobie więcej kultury. - cierpliwie jej tłumaczyłem - Zresztą to też nie jest prawdą, że nie mam żadnej partnerki... czy może konkubiny, bo to słowo wydaje mi się bardziej odpowiednie. Mam Ciebie. I obiecuję Ci być... w pewnym sensie wierny. - powiedziałem z wahaniem - Mogę Cię zawsze kochać, możemy żyć razem, troszczyć się o siebie, wychowywać źrebaki... o ile oczywiście nie będą Ci przeszkadzały... drobne skoki w bok. Wiesz, mam obowiązki wobec stada. Trzeba chwytać i karać... te wredne i złośliwe klacze z innych stad. Rozumiesz, prawda? - upewniałem się - No zgodzisz się chyba, że to prawie wierność. Bo będę wierny... z wyjątkiem wypełniania stadnych obowiązków. - dodałem - Bo kochać będę tylko Ciebie. Mam nadzieję, że się na to zgadzasz? - upewniłem się pytając tonem, jakby to było pytanie retoryczne, na które nie da się inaczej odpowiedzieć niż zgadzając się na to.

Tylko przekręciłem oczami słysząc jej kolejne kłamstwa i manipulacje. Ja dobrze znałem prawdę. Ktoś z jej stada musiał jej pomóc!
- Jasne, jasne. - skwitowałem tylko, nie mając ochoty na dalsze dyskusje. Dobrze wiedziałem, że mnie wkręca.

Ugryzłem ją, próbując ją zmusić do wstania... ale ta tylko przeturlała się, trafiając mnie kopytem w klatkę piersiową. O tyle dobrze, że leżąc nie mogła wykonać takiego zamachu z grzbietu, jak gdyby stała, więc jakoś mocno mnie to nie zabolało. Mimo tego kwiknąłem z bólu, zerkając na nią z wyrzutem!
- Ej, ostrzegałem Cię! Chyba coś mówiłem! Miało być tak miło i przyjemnie! Wstawaj! Słyszysz?! Wstań! - krzyknąłem, chwytając ją zębami za kark i próbując podnieść do góry. Jeśli dalej się zapierała, to zacisnąłem zęby mocniej, by silniej szarpnąć ją pyskiem za grzbiet. Cały czas byłem gotowy ponownie odskoczyć, gdyby spróbowała tej głupiej sztuczki z turlaniem się.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Sty 07, 2016 12:12 am

Tormenta westchnęła, patrząc na ogiera z politowaniem.
Ale przynajmniej verdadero. - odpowiedziała krótko, słysząc jego skargę.
Czy miłość nie jest niszczycielską siła, która nie jest nam do niczego potrzebna? A czy wierność nie jest przereklamowana? - odpowiedziała mu, przytaczając jego własne słowa, których użył jeszcze niedawno. Ach, ta niezawodna pamięć. Małolata, ale przynajmniej nie ma zaników pamięci.
Dlatego właśnie prędzej sama odbiorę sobie życie niż się z tobą zwiążę. I wiedz, że w tym przypadku nie żartuję. - powiedziała stanowczo, kładąc nacisk na ostatnie zdanie. Wprawdzie nie miewała jeszcze myśli samobójczych, ale czuła do jego osoby taką niechęć, że... że... nawet nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa.

Nie chcesz, nie wierz. - mruknęła do niego cicho. Przynajmniej nie okazał się tak wielkim tępakiem, na jakiego wyglądał. Choć w jej informacji kryło się ziarnko prawdy.

W odpowiedzi na jego wrzaski, prychnęła pod nosem, nie specjalnie się przejmując jego tonem.
Ja również cię ostrzegłam. I od początku nie było ani miło, ani przyjemnie. - odpowiedziała spokojnym tonem. Natomiast kiedy wgryzł się jej w kark, zareagowała natychmiast. W ciągu sekundy ułożyła sobie nogi we właściwej pozycji, po czym z całej siły wybiła się do góry. Liczyła na to, że przy okazji uderzyła ogiera grzbietem w pysk, bo w końcu się nad nią nachylał. Odskoczyła do tyłu, przylegając zadem do kamiennej ściany. Położyła po sobie uszy, uważnie śledząc każdy jego ruch.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Sty 07, 2016 12:38 am

Skrzywiłem się słysząc słowa, którego nie znam. Z jakichś powodów podejrzewałem, że nie jest one pozytywne tylko raczej pejoratywne. Może dobrze, że go nie rozumiałem? Wolałem nic nie odpowiadać - jakoś nie chciałem się chwalić, że go nie rozumiem. Jej kolejne słowa trochę zbiły mnie z tropu. Heh, dokładnie słuchała wszystkiego, co jej mówiłem.
- Tak, wierność jest przereklamowana... z punktu widzenia ewolucji lepiej sobie darować wierność. - dalej cierpliwie jej tłumaczyłem - A co do miłości... to niekontrolowana rzeczywiście może mieć niszczycielską siłę. Miłość i pożądanie to takie atawistyczne uczucia: zostały stworzone aby przedłużyć gatunek. Nie wydaje mi się, że są dzisiaj konieczne. Możemy lepiej się dobierać, korzystając mądrości, inteligencji... a nie ślepej miłości. Podoba Ci się jakiś siwy andaluz... a nie lepiej go porzucić i wybrać mnie, który jestem mądrzejszy, silniejszy, sprytniejszy i przystojniejszy? I dlatego miłość jest niszczycielską siłą, bo rozwala nasz związek: Twój i mój. A dlaczego? Bo wolisz tego swojego Omnomnoma. - prychnąłem lekceważąco.
- Jasne... każda rozwydrzona pyskata małolata tak mówi: odbiorę sobie życie, ucieknę z domu. Nie martw się, z tego się wyrasta. - parsknąłem z pogardą. Groźba odebrania sobie życia... no była na poziomie źrebaków. A nie dorosłych, poważnych koni. Normalny czterokopytny nigdy by czegoś takiego nie zrobił!

Przekręciłem oczami słysząc jej odpowiedź. To miała być groźba? Wyjątkowo nietrafiona.
- Będzie miło i przyjemnie, jak się uspokoisz, zmądrzejesz i po prostu mi się oddasz! - warknąłem. Nim zdążyłem, ta wybiła się w górę, uderzając mnie grzbietem w pysk, co może nie było jakoś bardzo bolesne, ale na pewno irytujące. Przyglądałem jej się, jak cofa się pod ścianę, na ile jej łańcuch i pęta podobały.
- I to w Tobie cenię. Ta dzikość, nieustępliwość. Mimo beznadziejnej sytuacji się nie poddajesz... mimo, że powinnaś. - powiedziałem z szacunkiem. Nie przejmując się jej szczurzeniem, skoro miała i tak kaganiec i pęta, szarpnąłem ją stanowczo za łańcuch, przyciągając ją bliżej miejsca, gdzie była przykuta. Starałem się możliwie mocno skrócić jej łańcuch, by nie miała za dużej możliwości ruchu, montując go możliwie wysoko, by nie była w stanie się położyć.
- Teraz moja klaczka będziesz grzeczniejsza? - spytałem, przejeżdżając chrapami po jej szyi i mając nadzieję, że ta w końcu zrozumiała, że dalszy upór nie ma sensu. Ceniłem jej ducha, to jej bojowe nastawienie... no ale były jakieś granice. Już chciałbym na nią naskakiwać, zwłaszcza, że coraz mocniej wyczuwałem jej ruję, która przyjemnie nęciła me chrapy.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Sty 07, 2016 9:26 pm

Klacz uśmiechnęła się zwycięsko.
To w sumie dobrze, nie będę musiała ci być wierna. - powiedziała, cicho wzdychając.
Gdyby kierowała mną ślepa miłość, z pewnością nie zaszłabym tak daleko. - stwierdziła, słysząc jego słowa. To uczucie faktycznie było często zaślepiające, rzadko widzi się wtedy wady drugiej osoby. Jednak czasem warto zapomnieć o złych stronach, aby jeszcze wytrzymać na tym świecie. Nie mogła się z nim jednak zgodzić. Miłość była według niej pięknym przeżyciem, dla którego warto było troszkę się nacierpieć. Nieważne, czy chodziło o ból psychiczny czy fizyczny.
Po pierwsze: Nie ma żadnego "Ty i ja". Wbij to sobie do łba, że ten związek nie istnieje. - powiedziała ostro. W końcu przy nim delikatność nie była opłacalna.
Po drugie, nie obraź się... Nie przewyższasz ani mądrością, ani sprytem nawet mojego towarzysza. Co najwyżej jesteś od niego silniejszy, możesz być z siebie dumny. Trudno, aby koń był słabszy od młodego białozora. - prychnęła. Nie, wcale nie miała zamiaru go urazić, a tym bardziej obrazić... Ona? Przecież ona nigdy takich rzeczy nie robi...
Jak często słyszysz, że jesteś wyjątkowo wkurzający? - odezwała się ponownie, uśmiechając się niewinnie i wprost uroczo.

W takim razie nadal nie będzie ani miło, ani przyjemnie. - stwierdziła, uderzając ogiera grzbietem w pysk. Wprawdzie jakoś specjalnie mocno oberwać nie mógł, ale zawsze coś.
Zaparła się wszystkimi kopytami, gdy Halny zaczął ciągnąć ją za łańcuch. Zaczepiła przednimi kopytami o wystający kamień. W pierwszych sekundach dawało jej to dodatkowy punkt, sprzyjający jej pozostaniu na miejscu. Jednak los chciał, aby fryzyjka wychyliła się o kilka centymetrów do przodu za bardzo. Straciła równowagę i musiała przejść dwa małe kroki, aby zaraz nie zaliczyć miłego spotkania z glebą. I została przykuta jeszcze bliżej ściany. Prychnęła na niego, jeszcze mocniej przytwierdzając końcówki uszu do tyłu głowy.
Ogier z pewnością by oberwał, gdyby nie była uwiązana do ściany. Była jednak możliwie jak najdalej od niej, więc nie miała zbyt dużego pola to popisu, jeśli chodziło o zarzucanie łbem.
Zamknij pysk! - wrzasnęła na niego, w odpowiedzi na jego słowa. Wcisnęła ogon między pośladki, napinając mięśnie w gotowości do ataku. Nie miała jeszcze pojęcia do jakiego konkretnie, ale może potem jakiś pomysł wpadnie jej do łepetyny.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Sty 07, 2016 10:25 pm

Słysząc jej kolejne słowa, zmrużyłem oburzony oczy.
- Ej no, to działa tylko w jedną stronę! - prychnąłem - Ogier może... a nawet powinien mieć wiele klaczy. Ale klacz musi być wierna tylko jednemu ogierowi. - wyjaśniałem jej.
- Tak natura działa. W końcu ogier może mieć naraz wiele źrebaków z wieloma klaczami... a klacz może mieć w danej chwili tylko jednego źrebaka z jednym ogierem. - tłumaczyłem jej, mimo że spodziewałem się, że ona może tego nie przyjąć do wiadomości. Przekręciłem oczami słysząc jej słowa. Kim jak kim, ale klaczami często kierowała ślepia miłość. To ogiery zwykle potrafiły działać bardziej logicznie, mniej emocjonalnie. Chociaż owszem, czasami pewna część ciała przejmowała nad nimi panowanie. No ale to zwykle szybko mijało.
- Heh, istnieje. Ile razy mam Ci to powtarzać. Może przestańmy się sprzeczać - to naprawdę nie ma sensu. - zaproponowałem. Sądziłem, ze i tak nie dojdziemy do konsensusu więc po co było w ogóle poruszać ten temat? Skrzywiłem się, gdy Torma mnie porównała z Omnomnomem. Jedną z rzeczy, która denerwowała wszelkie ogiery, było bycie przyrównywanym do byłych. Irytowało mnie to... i ubodło.
- Tak? To skoro Omnomnom jest taki sprytny i mądry, to niby czemu go tutaj nie ma? Co? - spytałem ostro, próbując zasugerować, że tamten nie jest jej wart. Że nie chce jej... i że tylko ja jej zostaję.
- Nigdy mi tak nie powiedział... ale sama również nie jesteś zbyt miła i kulturalna! - parsknąłem urażony.

Gdy mnie zapewniła, ze nie będzie ani miło ani przyjemnie, uznałem, że nie warto dyskutować. Sama tego chciała? To jej wybór! Dalsze przekonywanie jej raczej nie miało racji bytu. Trzeba było zacząć działać! Zacząłem ją ciągnąć, szarpać za łańcuch, dopiero po dłuższym męczeniu się, w końcu dając radę ją bliżej przykuć. Silna była i uparta... i za to ją ceniłem. Gdy położyła uszy po sobie i krzyknęła na mnie, ja spiorunowałem ją wzrokiem, mając nadzieję, że zrobi się jej przykro, że wywoła to w niej poczucie winy. Ale chyba nie wywołało.
- Sama tego chciałaś! - warknąłem na nią, porzucając wszelkie zamiary próbowania dochodzenia z nią do zgody. Tutaj dało się coś zrobić tylko i wyłącznie siłą! Szybko chwyciłem jakieś liny po czy rzuciłem się na jej przednie nogi, próbując przywiązać pęta na jej nogach do jakiegoś pierścienia wychodzącego z posadzki. Pamiętałem, jak poprzednio mi się zerwała, stanęła dęba i na końcu mnie przydusiła kajdanami. Teraz nie zamierzałem jej na to pozwolić! Musiałem być ostrożniejszy, aby dopiąć swojego celu! Niezależnie, czy mi się udało z tym czy nie, wziąłem jakieś łańcuchy zakończone okowami i dla odmiany próbowałem podejść do jej zadu od prawego boku. Ryzykując kopnięcia, rzuciłem się na prawą tylną nogę, próbując zapiąć okowę na pęcinie i walcząc długo, jeśliby próbowała uniknąć zapięcia poprzez machanie kończyną czy próby trafienia mnie kopytem. Jeśli mi się udało, to starałem się drugi koniec łańcucha przyczepić do kolejnego pierścienia wychodzącego z posadzki na prawo od Tormy. W razie sukcesu starałem się to samo zrobić również z jej lewą tylną nogą, zachodząc klacz od boku, by nie strzeliła do mnie z zadu, próbując założyć okowę na tę jej kończynę a na końcu łańcuch przyczepiając do pierścienia na lewo od klaczy, by stanęła w delikatnym rozkroku.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sob Sty 09, 2016 7:23 pm

Klacz uśmiechnęła się pod nosem.
I tym właśnie stwierdzeniem przekreśliłeś nasz związek. Skoro muszę być wierna jednemu ogierowi, nie możemy być razem. Mam już partnera. – powiedziała ze spokojem, przypatrując się mu. Zastanawiała się, jak dużo czasu minie zanim ogier sobie odpuści. Jej onyksowe oczy intensywnie mu się przyglądały. A może w końcu poczuje się nieswojo? Aby nie pomyślał sobie czegoś, co mogłoby wytłumaczyć jej spojrzenie w pozytywny dla niego sposób, postanowiła coś dodać.
Myślałeś kiedyś nad operacją plastyczną? – spytała poważnym tonem, całkowicie ukrywając rozbawienie. W sumie można by to uznać za drobną, zupełnie pozbawioną jakiejkolwiek złośliwości sugestię. W końcu mógłby wyglądać lepiej, przynajmniej z wyglądu. Bo charakter dość trudno zmienić.
Jeśli nie chcesz sprzeczek ze mną, zwyczajnie mnie wypuść. Po co masz przesiadywać tak długo z pyskatą małolatą? – powiedziała równie spokojnym głosem, jakim mówiła poprzednio, kładąc jednak większy nacisk na określenie, którego użył poprzednio jej rozmówca. W końcu powtarzając jego słowa, może uczyni je lepiej przez niego rozumianymi. Do takich koni trzeba podchodzić jak do źrebaków.
Ależ ja cię nie porównywałam do Ondunurmana. – powiedziała, wyraźnie akcentując imię andaluzyjskiego ogiera. Może i ich znajomość nieco się zmieniła, ale i tak miała do jabłkowitego ogiera szacunek. Porównałam cię do ptaka, który czasem mi towarzysza. – dokończyła z nutką rozbawienia w głosie.
Och, wybacz… mam taki zwyczaj, że odwdzięczam się tym samym, czym mnie potraktowano. Prosta zasada. – prychnęła nieco zirytowana jego słowami i wszystkim, co wiązało się z jego osobą.

Niezbyt trudziła się obroną w odpowiedzi na jego działania przy przytwierdzaniu przednich nóg do posadzki. W tej chwili i tak by jej się nie przydały przednie kończyny w funkcji narzędzia kontrataku. Miała na nich metalowe kajdany, które jej znacząco uniemożliwiały ruch przodami. Niech chłopak ma trochę odpoczynku, bo jeszcze przedwcześnie padnie. – pomyślała, uśmiechając się z politowaniem w duchu. Jednak w rzeczywistości jej pysk był w tym momencie pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Jednak czy mogła tak zwyczajnie pozwolić ogierowi przejąć kontrolę nad zadnimi nogami? Zdecydowanie nie. Gdy tylko się do nich zbliżył, klacz wyrzuciła nogi do tyłu. Co chwila wyrywała mu nogę, kiedy tylko spróbował, przy okazji oczywiście nie oszczędzając jego pyska.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sob Sty 09, 2016 7:47 pm

Przekręciłem oczami dochodząc do wniosku, że Torma ma mnie za idiotę lub po prostu ma słabą pamieć.
- Przecież wiem, że masz tego swojego kucyka... tego Omnomnoma. Ale on Cię przecież zostawił. Nie kocha Cię. Tylko ja Ci zostaję. - stwierdziłem. Chociaż... chociaż w sumie też jej nie kochałem. Ale przynajmniej nie miałem zamiaru jej zostawiać. Chciałem ją mieć... i to tylko dla siebie.
- Że... że co? - parsknąłem, nie mając pojęcia, o co jej chodzi. Jaka operacja? Co to w ogóle jest - A niby niby Ci się nie podoba. Jestem arabem, mam arabski wygląd. Nie jestem fryzem jak ty, więc to oczywiste, że wyglądam inaczej. - odpowiedziałem. Jej słowa przypomniały mi, że fryzy miały jakiegoś hopla na punkcie wyglądu. I to wszystkie fryzy. Heh, co to była za dziwna rasa. Nie to co my, dumne araby. Zastanowiłem się nad jej pytaniem.
- A może ja lubię sprzeczki z Tobą? - spytałem - Takie słowne pojedynki... w sumie mogę być ciekawe. - stwierdziłem chyba nawet szczerze. Z jakichś powodów lubiłem tę pyskatą małolatę chociaż i tak byłem przekonany, że wcześniej czy później ją sobie utemperuję.
- Nie do Omnomnoma? - spytałem zaskoczony. No, tym razem naprawdę udało jej się mnie zszokować. Przez chwilę wpatrywałem się w nią usiłując przyswoić usłyszane informacje - Ptaka? Jakiego ptaka? - nie rozumiałem o co jej chodzi. Ptak towarzyszący klaczy? Pierwszy raz o czymś takim słyszałem.

Sprawnie przytwierdziłem przednie nogi klaczy do posadzki. Poszło mi to nadspodziewanie łatwo. A nawet podejrzliwie łatwo - czyżby coś kombinowała? Tak, zdecydowanie tak, bo jak skupiłem się na jej zadnich nogach, to te... tych za nich nie byłem w stanie przykuć do posadzki. Pyskata małolata raz za razem wyrzucała je do tyłu, kopiąc nimi na wszystkie strony, nie dając sobie ich przykuć. Gdy kilka razy oberwałem, kwitując każdy z nich potężnym kwikiem, to poddałem się, cofając się parę kroków.
- Przestań! Natychmiast przestań! Co ty sobie wyobrażasz?! Co to miało być! - krzyknąłem. Postanowiłem zmienić trochę taktykę. Skoro kopała, nie pozwalając zapiąć oków, chwyciłem linę z pętlą na końcu znowu podchodząc do jej zadu od boku. Jeśli ponownie spróbowała kopnąć to zarzuciłem pętle na jej prawą nogę i pociągnięciem za sznur, zaciskając węzeł. Jeśli za to przestałą kopać, to zawiązałem linę w zwykły sposób na jej kończynie. Może sznur nie był taki mocny jak łańcuchy... ale cóż, musiało wystarczyć. Drugi koniec sznura oczywiście przywiązałem do pierścienia wychodzącego z posadzki na prawdo od klaczy. To samo spróbowałem zrobić z lewą zadnią nogą: zawiązać linę na nodze lub narzucić pętle, jeśliby kopała, po czym sznur przywiązać na lewo od Tormy, aby ta stała w delikatnym rozkroku.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pon Sty 11, 2016 9:07 pm

Klacz uniosła brew, nadając swemu pyskowi pytającego wyrazu.
Ale pamiętasz, że ten „kucyk” przewyższa cię wzrostem? – spytała, uśmiechając się pod nosem. Czyżby powiedział ci, że tak jest? – zadała mu kolejne pytanie.
Mhmm… w takim razie zwracam honor. Z początku wzięłam cię za jakiegoś mieszańca. Wiesz, że tak wyglądasz? Jesteś w stu procentach pewny, że w twoje geny nie wkradła się jakaś inna rasa, na przykład jakiegoś kucysia? – powiedziała do niego, w dalszym ciągu się mu przyglądając. W prawdzie widać było, że jest z krwi i kości arabem, nawet najgłupszy by to wiedział. Ale to nie przeszkadzało jej w niczym. W końcu od tego jest umiejętność gry i kłamania bez skrupułów. Taki dar trzeba rozwijać i wykorzystywać.
Tormenta teatralnie przewróciła oczami.
Ptak – takie wkurzające, wrzaskliwe zwierzątko ze skrzydłami. Kojarzysz? – powiedziała z nutką złośliwości wyczuwalnej w głosie. To ten mój pupilek jest biały z czarnymi plamkami na piórach. – dopowiedziała po chwili. Pewnie biały sokół szukał teraz czegoś do jedzenia, jakiegoś niewinnego żyjątka, któremu mógłby pomóc zakończyć żywot. Jej towarzysz był wolny. Sama kochała to wspaniałe uczucie nieograniczonej wolności. Dlatego każde z nich podążało własnymi ścieżkami, często splatając je ze sobą. Jednak w tym momencie były ciekawsze tematy do rozmowy. Po kilka zdaniach tłumaczenie tego niekumatemu ogierowi jej się znudziło.

W końcu arabski ogierek oberwał kilka razy porządnie po pysku. Och, jak ona chciała to zrobić od dawna… Jednak to jej nie dało takiej satysfakcji, jakiej oczekiwała od życia. Może gdyby dokopała mu troszkę mocniej, poczułaby się spełniona? Warto zaryzykować i spróbować.
Nie zwracała większej uwagi na jego wrzaski, ważniejsze było to, aby nie dał rady związać zadnich nóg. Nie patrzyła do tyłu, kopała na oślep. W pewnym momencie liny zacisnęły się na jej prawej kończynie. To samo stało się z drugą, zaraz potem. Wciąż zaciekle szarpała się na wszystkie strony, pomimo przytwierdzenia nóg do podłoża. Z wściekłością zarzucała łbem na boki.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pon Sty 11, 2016 9:36 pm

Słysząc jak obraża mój wzrost popatrzyłem się na nią z wrogością... po czym uznałem, ze lepiej zignorować tę niemerytoryczną uwagę. Udałem więc, że nic nie słyszałem, chociaż trochę kłóciło się z moją pierwszą reakcją. Jak to mówią, najlepiej prawdziwe uczucia widać w pierwszych ułamkach sekundy, bo później koń jest w stanie ukrywać emocję a czasami, tuż po zaskoczeniu, jest to zbyt trudne.

Zastanawiałem się nad jej uwagę, próbując przemierzać drzewo genealogiczne. Nie że gardziłem innymi rasami - gardziłem po prostu kucykami i wielkoludami. Fryzy dla mnie były ok... chociaż oczywiście byłem przekonany, że fryzy to skończeni rasiści, gardzący wszystkimi, zapatrzeni w swój wygląd. Chociaż zachowanie Tormy się trochę kłóciło z moim światopoglądem co do fryzów.
- Nie, nie sądzę. - odpowiedziałem, w tym momencie orientując się, ze klacz zapewne chciała mnie obrazić. W końcu dla niej pewnie każde mieszanie ras było oburzające.
- Nie jestem fryzem - nie gardzę każdą inną rasą. - prychnąłem.
- Ptak? A taki ptak. - westchnąłem. Konie potrafią eufemistycznie nazywać różne rzeczy. Jak klacz mówi, że lubi duże ptaki... to nie koniecznie musi znaczyć, że lubi orły czy inne jastrzębie.
- A po co Ci ptak? - spytałem w odpowiedzi - Czyżbyś była jedną z tych nowoczesnych, wyzwolonych klaczy, co zamiast myśleć o źrebiętach, wolą mieć zwierzątko? - spytałem zaskoczony. Jeśli tak, to planowałem szybko ją przekonać do zmiany nastawienia.


Po dłuższej walce w końcu udało mi się przywiązać sznurami obie zadnie nogi do pierścieni wychodzących z posadzki. Zostałem co prawda mocno skopany po nogach, klatce, głowie i szyi, ale w końcu wygrałem. Nie był to co prawda łańcuch, ale miałem nadzieję, że wytrzyma. Obserwując, jak ta się rzuca na wszelkie strony, mimo przywiązanych nóg, zaszedłem ją centralnie od tyłu.
- Czyli co? Wygrałem? - stwierdziłem triumfalnie, zaczynając się wycierać pyskiem po jej zadzie. Następnie wodziłem chrapami po jej silnych, zadnich nogach, od góry aż do pęcin, na których był przywiązany sznur.
- Piękna jesteś. Masz taki umięśniony zad. - pochwaliłem ją, podgryzając po nasadzie ogona.
- Szkoda tylko, że jesteś taka nieuprzejma. Ale popracujemy nad tym. - obiecałem jej, wkładając pysk pod jej ogon i wypuszczając ciepłe powietrze w jej newralgiczne rejony.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pon Sty 11, 2016 11:42 pm

W odpowiedzi na jego wzrok, który wręcz promieniował wrogością jedynie uśmiechnęła z przesadzoną słodyczą. Zdziwiła ją nieco brak reakcji na jej słowa z jego strony. Wcześniej tak zabawnie się wkurzał, brakowało jeszcze, aby zaczął tupać nogą i grozić jej kopytem. A teraz? A teraz nic. Grobowa cisza. Wciąż na niego patrzyła, starając się dojrzeć jakieś dalsze oznaki złości, irytacji czy co tam jeszcze przyjdzie mu do łba. Ale nic. Zero. Null. Nulo... czy jak tam jeszcze koński google tłumacz przetłumaczy słowo "zero".

A szkoda. Mieszanki są ciekawsze. - powiedziała spokojnie, odwracając na jakiś czas wzrok. Ponownie spojrzała na swojego rozmówcę dopiero, gdy do jej uszu dotarły jego słowa.
Rada na przyszłość - kiedy rozmawiasz z fryzem, nie obrażaj przy nim jego rasy. To działa praktycznie u każdego czystokrwistego konia. Ja obrażam tylko ciebie, a nie wszystkie żyjące araby. - prychnęła zniesmaczona już samą rozmową na ten temat z ogierem.

Szczerze mówiąc, wolała nie domyślać się, o co mogło chodzić ogierowi. Miała pewne teorie, ale szybko wymazała je z głowy. Takie myśli nie powinny zajmować zbyt dużo miejsca w umyśle.
Bo lubie towarzystwo istotek, w których widzę podobieństwo do siebie samej. - odpowiedziała z westchnięciem.

Po walce o wolność jej zadnich nóg, obydwie kończyny zostały przymocowane do gleby. Mimo to, klacz nadal się szarpała, nie mając zamiaru dać za wygraną.
Wygranie jednej bitwy nie świadczy o zwycięstwie w wojnie. - powiedziała, wciąż rzucając się na boki w rozsadzającej ją od wewnątrz furii. Nie mogła znieść jego dotyku. Nie tylko raniła ją doszczętnie świadomość zaistniałej sytuacji, ale było to także dla niej ogromne poniżenie. Tak łatwo się poddać, zamiast zabić go na miejscu... Klacz nie zwracała uwagi na słowa arabskiego ogiera. Bardziej liczyło się dla niej wydostanie się z tego miejsca, raz na zawsze. Nie mogła jednak nawet podskoczyć w miejscu, wszystko przez te głupie kajdany i sznury. Kiwała się jedynie niespokojnie na boki, wprzód i w tył, starając się wyrwać nogi z żelastwa, odczepić je od ziemi.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Wto Sty 12, 2016 12:02 am

Jej uśmiech, jej zadowolenie z siebie mnie irytowały... ale miałem nadzieję, że sytuacja się szybko odwróci. Dlatego skupiłem się na Tormie, ledwo się powstrzymując przed dalszym wydzieraniem się na nią.
- Mieszanki? Nie martw się... krótsze zrobimy mieszańca. - obiecałem jej - Arabofryz - będzie piękny. - rozmarzyłem się. Tak, wspólny źrebak z taką silną, dzielną klaczą był tym, czego oczekiwałem od życia.
- Tak, tak, przepraszam. Powinienem pamiętać, że fryzy są uczulone na swoim punkcie. - prychnąłem lekceważąco na jej niewątpliwie złośliwą uwagę, być może znowu obrażając jej rasę? Chociaż nie - ja raczej uważałem to za uzasadniony opis. Nie uznawałem tej całej pieprzonej politycznej poprawności. Moim zdaniem stwierdzenie niezaprzeczalnego faktu... to tylko stwierdzenie. Ciężko pewne rzeczy ukrywać, nie chcąc być posądzonym o zaklinanie rzeczywistości.

- Podobnych do siebie samej? - zdziwiłem się - A nie określiłaś przed chwilą tego ptaszka jako "wkurzające, krzykliwe zwierzątko ze skrzydłami"? - przypomniałem jej - Czy uważasz się za wkurzającą i krzykliwą? - upewniłem się - Heh, tylko skrzydeł Ci brakuje. - parsknąłem śmiechem.

Widziałem, jak klacz się szarpie, próbując się uwolnić.
- No, pewnie nie. Ale tę bitwę wygrałem ja. - przypomniałem jej, wycierając się pyskiem o jej zad. Zdecydowanie mi się humor poprawił. Obserwowałem, jak się rzuca, szarpie na boki, podskakuje w miejscu, na ile jej pozwalają sznury, którymi miała przywiązane nogi do ziemi. Nie tracąc czasu i trochę się obawiając tego, że w końcu jej się jakoś uda uwolnić, naskoczyłem na nią, obejmując ją mocno przednimi nogami za boki, zadnimi stając szeroko i stabilnie.
- Jedno Ci zdradzę. Nie dość, że jesteś piękna i bardzo mi się podobasz... to muszę dodać, że cenię Twoją psychikę i niezłomność. Jestem dumny mając taką matkę dla moich źrebaków. - szczerze jej wyznałem, powoli, delikatnie i czule w nią wchodząc.  Zacząłem wykonywanie subtelnych ruchów biodrami chcąc, by było jej jak najprzyjemniej.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Sty 14, 2016 4:52 pm

Słysząc słowa ogiera, spiorunowała go wzrokiem.
Dziękuję, nie skorzystam. - odburknęła mu, nie mając zamiaru kontynuować tego tematu. Nie było sensu jej ciągnąć. Tormenta nie miała zamiaru ustąpić w tym wypadku, to było by poniżej jej godności. Źrebak z nim? Nie, nie i jeszcze raz - nie. Aż tak nisko nie upadnie.
Nic się nie stało. Nie twoja wina, że nic nie wiesz na temat innych ras. - odpowiedziała z politowaniem w głosie. W końcu to nie jego wina, że urodził się tak mało inteligentny i zdolny do przyswajania wiedzy. Ona nie oceniała wszystkich przedstawicieli rasy koni arabskich na podstawie Bursega. To według niej było nad wyraz głupie.

Czyżbym taka nie była? Patrzę obiektywnie nie tylko na świat, ale również na siebie samą. - odpowiedziała spokojnie, całkowicie ignorując jego śmiech. Taka była prawda. Była wkurzająca, krzykliwa i do tego wyjątkowo uparta. I bardzo jej to pasowało.

Ależ ta bitwa jeszcze nie dobiegła końca. - powiedziała złowieszczo, dalej usiłując się wyrwać. Nie miała zamiaru się poddać tak długo, jak długo czarna krew w jej żyłach będzie płynąć. Tak, więc... powodzenia nędzny karaluszku... Gdy poczuła ciężar na swoich tyłach, jeszcze bardziej utwierdziła się w przekonaniu, że ma ochotę się go pozbyć. Raz, a dobrze. Zaczęła podbijać zadem, starając się odebrać ogierowi równowagę.
ZŁAŹ ZE MNIE! - wrzasnęła na niego, z całych sił starając się go z siebie zrzucić. Po jego bezsensownym gadaniu poczuła, jak ogier w nią wszedł. Tego już nie zamierzała tolerować. Silnie uderzyła nogą w powietrze, wyswobadzając ją z lin. Prawą zadnią nogą kopnęła go z całej siły. Miała nadzieję trafić chociażby w jedną z jego nóg, zakłócając mu równowagę.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Czw Sty 14, 2016 5:22 pm

Przekręciłem tylko oczami. Stwierdziła "nie skorzystam" jakby miała na to jakikolwiek wpływ. A przecież nie miała! Nie pytałem się jej o zdanie, tylko oznajmiałem jej. W końcu byłem pewien, że wciąż ma ruję a ja bez większych problemów dopnę swego, zaźrebiając ją. No a dalsza dyskusja na ten temat nie miała już chyba sensu. Lepiej skupić się na czynach, niż na gadaniu. Zdziwiłem się, że nie opieprzyła mnie znowu za krytykowanie swojej rasy - a przynajmniej nie zrobiła tego teraz wprost. Uśmiechnąłem się, gdy ta przytaknęła, że jest "wkurzającym, krzykliwym zwierzątkiem". Może jednak miałą dystans do siebie? Zupełnie, jakby nie byłą fryzem.

- Moim zdaniem doszła. - prychnąłem. Byłem pewien, że wygrałem. W końcu ją przywiązałem... więc teraz została mi tylko "konsumpcja" związku. Naskoczyłem więc na nią czując, jak ta się pode mną wyrywa, szarpie i rzuca. Mimo lin i pomimo mojego ciężaru na grzbiecie, potężnie podbijała zadem, robiąc to przerażająco silnie.
- Spokój! - krzyknąłem na nią, próbując się skupić, mimo jej wrzasków i szarpaniny. No, za nic nie byłem w stanie! W pewnej chwili kwiknąłem z bólu, gdy oberwałem kopytem. Ale jak? Przecież je przywiązywałem?! Kolejne i kolejne kopnięcia mi uzmysłowiły, że lina musiała puścić. Starałem się więcej swojego ciężaru przenieść na jej zad, by ją mocniej przycisnąć, by nie była w stanie kopać czy podbijać zadem. Za wszelką cenę starałem się utrzymać.
- Przestań! - rozkazałem, dodatkowo gryząc ją w kłąb, mając nadzieję, że ból ją spacyfikuje i zniechęci przed dalszymi próbami oswobodzenia się.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Sty 15, 2016 11:07 pm

Nie uszło jej uwadze, że Burseg nie zareagował na jej słowa. Może powinna sobie sprawić medal za spostrzegawczość? Kiedyś jeszcze o tym pomyśli, jak na razie były ciekawsze sprawy do obmyślenia. Właściwie jakoś tam zareagował, ale spodziewała się po nim jakiejś odpowiedzi. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Widocznie już mu się znudził ten temat i w końcu zmądrzał. Albo nadal był tak samo tępy i ma zamiar dalej walczyć. O ile walką można by to nazwać... Był zbyt słaby i tchórzliwy nawet na drobną bójkę, więc dosłowne znaczenie tego słowa można już wykluczyć.
Zdąrzyła jeszcze zobaczyć zdziwienie na jego pysku, choć nie miała pojęcia, o co tym razem może mu chodzić. Przecież nie powiedziała niczego dziwnego, co mogłoby spowodować u niego taką reakcję. Dla niej to było oczywiste. Zdecydowała więc, że całkowicie to zignoruje.

Zacisnęła zęby, niemal całkowicie tracąc nad sobą kontrolę.
Przeciwnie, dopiero się zaczyna. - wycedziła przez zaciśnięte szczęki. Nie miała zamiaru przestawać. Dalej potężnie podbijała zadem, raz za razem kopała go uwolnioną nogą. Kajdany na przednich nogach donośnie pobrzdękiwały, obijając się o twarde podłoże. Może nawet można by je w ten sposób uszkodzić, ale to by wymagało o wiele więcej czasu niż zwrócenie wolności zadnim kończynom. Szarpała się na wszystkie strony, aż w końcu udało jej się uwolnić lewą tylną nogę. Na razie jednak postanowiła tego nie zdradzać. Od czasu do czasu kopała jeszcze ogiera w co popadło, ale znacznie zmniejszyła częstotliwość, kopiąc wyłącznie prawą. Również siła uderzenia znacząco spadła. Sprawiała wrażenie coraz bardziej wykończonej, choć w rzeczywistości posiadała jeszcze mnóstwo energii. Ją miała zamiar zostawić na odpowiedni moment.
W rzeczywistości powoli już traciła czucie w kłębie przez to, że jej skrzydlaty towarzysz upodobał sobie to miejsce. A do delikatnych to on nie należał. Klacz jedynie syknęła ostrzegawczo w stronę araba, minimalizując swoje szarpania.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sob Sty 16, 2016 12:29 am

Parsknąłem z pogardą gdy klacz, będąc jeszcze całkiem spętana, była taka pewna, że cokolwiek jej się uda. To było z jej strony tak bardzo żałosne... całkowicie unieruchomiona a się rzuca, jakby była na jakimś cholernym rodeo i miała jakiekolwiek szansę. Uważałem, że jej obecny stan z całą pewnością nie uzasadnia takiego zachowania i byłem pewien, że szybko ją złamie a ona w końcu zaprzestanie opierania mi się. Niestety gdy ta najpierw uwolniła nogę a później coraz mocniej kopała, ja się zaczynałem umacniać w opinii, że nie jest chyba tak dobrze jakbym chciał, by było. "I have a bad feeling about this" - chciałoby się zacytować zdanie wypowiadane często przez konie z "Star Horse". Z każdą chwilą klacz podbijała silniej zadem, kopiąc mnie uwolnioną nogą. Już miałem się poddać, zeskoczyć z niej i ponownie unieruchomić jej tę nogę.. gdy poczułem, że Torma zaczyna słabnąć.
- No to wygrałem! - parsknąłem z dumą gdy częstotliwość, siła i zawziętość coraz bardziej spadała, aż te w końcu całkiem zaprzestały. Torma była wykończona... a ja w końcu miałem zamiar skończyć to, co zacząłem.
- Mała, żałosna, słaba! Naprawdę myślałaś, że mi się uwolnisz! - prychnąłem z pogardą. Może moje słowa były trochę zbyt ostre... no ale naprawdę mocno mnie zirytowała. Kolejny raz ugryzłem ją mocno w kłąb - I ma być taki spokój! Jesteś moja! Moją maskotką! - oznajmiłem jej. Poluźniłem trochę przednie nogi, którymi ją obejmowałem, nie musiałem jej tak mocno obciążać zadu... teraz wreszcie mogłem się w pełni skupić na ruchach biodrami. Brutalnie, mocno i głęboko w nią wszedłem, zaczynając szybkie i silne ruchy biodrami, chcąc w końcu skończyć to, co zacząłem. Byłem już tak blisko spełnieniu swojego życiowego celu!
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 17, 2016 9:10 am

Musiała na chwilę obecną nieco ugasić swoją wściekłość. Nie było to dla niej łatwe, wściekłość i nienawiść wprost ją rozsadzały od środka. Chciała już z tym skończyć. Skończyć z tą sytuacją, a jednocześnie z nim. Jednak droga poprzez poddanie się zdecydowanie nie była według niej odpowiednią. Nie przywykła do tego, aby dawać za wygraną. To świadczyło by o jej słabości. A ona nie zamierzała taka być. Była wojowniczką, wojownik nie może okazywać rzeczywistej słabości, bo przecież nikt nie wyklucza udawanej. Cieszyła się, że Burseg nie jest w stanie zobaczyć jej oczu. Tliła się w nich nie tylko nienawiść, ale także nutka szaleństwa.
Udało jej się częściowo wyciszyć, mimo obecnej sytuacji. Jej serce nadal jednak waliło jak oszalałe, jakby ono również miało ochotę wyjść na zewnątrz i dołożyć arabkowi. Prawie całkowicie zaprzestała walki, choć tylko na moment. Ten moment jednak jeszcze trwał.
Nie zwracała uwagi na słowa ogiera. W końcu był nic dla niej nieznaczącym karaluchem, którego zdanie niezbyt ją obchodziło. Miała ochotę rozgnieść go pod swoim kopytem, tu i teraz.
Mała, żałosna, słaba?! Dobra, czasem może niektóre zachowania mogły się wydawać odrobineczkę żałosne, ale reszta określeń, jakimi ją obrzucił ogier?! Wzrostem go przewyższała, jak widać inteligencją też. Może z wiekiem było nieco inaczej, ale bardziej liczyło się dla niej to, że to jemu było bliżej do śmierci. Słaba?! Siłą również go przewyższała, nie tylko tą fizyczną. Ale jak już sobie postanowiła, nie zamierzała nic odpowiadać.
Czując jak ogier zaczyna się w niej mocniej poruszać, postanowiła zakończyć na daną chwilę z udawaniem wykończonej. Gwałtownym, silnym ruchem wyrzuciła zadnie kopyta do tyłu. Włożyła w to tym razem całą siłę, jaką dysponowała. Koniec litości, niech on również dozna prawdziwego bólu! Jeśli to nie poskutkowało, ogier otrzymał długą serię kopniaków.
Wyszarpnęła również przednie kończyny, teraz już nie były przytwierdzone do podłoża. Pozostały jeszcze kajdany, które częściowo krępowały jej ruchy. Błyskawicznie odwróciła się do niego przodem, starając się nie zaplątać w łańcuch. A właśnie... łańcuch... Zaciekle żuciła się w stronę ogiera, z całych sił starając się wyrwać żelastwo. Kajdany stanowiły dla niej jedynie minimalną przeszkodę. Nic trudnego dla rozwścieczonej czarnokrwistej furiatki. Co chwilę ponawiała atak z coraz większą siłą.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 17, 2016 10:20 am

Czując, że klacz się uspokaja, zacząłem wykonywać coraz szybsze i silniejsze ruchy biodrami, będąc absolutnie pewnym, że w końcu z nią wygrałem, stawiając na swoim. Skupiłem się na tej czynności całkowicie, luzując przede nogi, obciążając ją mniej grzbietem - skoro już ją przecież złamałem, nie musiałem się martwić o niepotrzebne środki ostrożności. Nagle... nagle zdarzyło się coś, czego absolutnie się nie spodziewałem. Klacz zaczęła prać z zadu! Ale nie jedną nogą, ale wystrzeliła z obu, trafiając mnie w nogę. Jakoś dałem radę się utrzymać, ale gdy ponowiła i ponowiła kopniaki, stwierdziłem, że nie mam szans. Odskoczyłem do tyłu ale tak nieumiejętnie, że kolejny jej strzał z zadu jeszcze mnie trafił. Przerażony uciekłem kilka metrów, zanim się ośmieliłem odwrócić. Tej furiatce udało się wyrwać również kajdany z podłogi... ale same kajdany wciąż tkwiły na jej przednich nogach. Widziałem, jak klacz raz za razem się rzuca w moją stronę, przetrzymywana przez łańcuch od obroży. A przynajmniej wciąż przetrzymywana, bo nie wiedziałem, ile on wytrzyma, tak samo jak kajdany na jej przednich nogach i kaganiec.
- Nie, proszę, uspokój się, nie denerwuj się. - spróbowałem ją przekonać do zaprzestania buntu.
- Ja... ja nie chciałem Cię zdenerwować. Może lepiej... może lepiej uspokójmy się, porozmawiajmy. Nie ma po co się tak denerwować. - proponowałem jej. No bo co miałem zrobić? Przez chwilę zerknąłem w oczy Tormy, chcąc się na nią rzucić... ale widząc wściekłość w nich, agresję, złość... doszedłem do wniosku, ze stanowczo lepiej się do niej nie zbliżać. Tak, w tej chwili się jej autentycznie bałem. Ledwo się powstrzymałem, by nie odwrócić się na zadzie i nie uciec, jak najdalej stąd... no ale z drugiej strony... z drugiej strony kochałem ją, pożądałem, i nie chciałem jej stracić. Rozpaczliwie się zastanawiałem, jak ją mogę ocalić, co mogę zrobić, by mi moja kara piękność nie uciekła. Musiał być jakiś sposób! A próba rozmowy i uspokojenie jej wydawało mi się najlepszym możliwym pomysłem w danym momencie.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Wto Sty 19, 2016 4:33 pm

Poczuła jak uścisk na jej bokach znacząco się zmniejszył, część ciężaru opierającego się na jej zadzie zniknęła. Czyżby ogierek poczuł się bezpieczny? Cóż za naiwność… Uczucie bezpieczeństwa prawie zawsze okazuje się zgubne, obłudne. Zdecydowanie nieodpowiednio postąpił, dając jej choć na moment nieco więcej swobody. Takie postępowanie ciągnie za sobą pewne skutki…
Pierwszy kopniak okazał się niezbyt skuteczny, za to następne przyniosły pożądany efekt. Arabski ogier odskoczył do tyłu, dając jej tym samym wolną rękę, a może raczej kopyto. Bez chwili zastanowienia odwróciła się do niego pyskiem, natychmiast ruszając w jego stronę. Jedyne, co ją zatrzymywało przed rozszarpaniem go na strzępy był właśnie łańcuch. Dawał on kolejną porcję zdradliwego bezpieczeństwa. Jednak nie było przeszkody, z którą Tormenta by sobie nie poradziła, bez względu na koszty. Może nie nadali jej takiego imienia ze względu na temperament, a ze względu na ogrom zniszczeń, jaki pozostawał po jej buntach? Może to było połączenie jeszcze czegoś innego na przykład fascynacji właściciela wyładowaniami atmosferycznymi i innymi tego typu rzeczami? Nie ważne, teraz miała ciekawsze sprawy do obmyślania.
- Nie zaznałam litości od ciebie, ty nie zaznasz jej ode mnie. – syknęła do niego, dalej starając się wyrwać żelastwo ze ściany. Z kolejnymi jej uderzeniami łańcuch pobrzękiwał złowieszczo, cały czas grożąc zerwaniem. Tuż przy punkcie zaczepienia łańcucha, na ścianie wytworzyło się podłużne pęknięcie. Rozległ się trzask i metal opadł z głuchym dźwiękiem na ziemię. Nie był to jednak łańcuch, który w dalszym ciągu trzymał się dzielnie, nie pozwalając jej sięgnąć ogiera. Udało jej się nareszcie pozbyć kajdan z przednich kończyn. Na próbę zamachała nimi w powietrzu.
- Wielokrotnie cię prosiłam, dopóki jeszcze byłam spokojna, abyś się wycofał. Nie chciałeś mnie słuchać, teraz już nie ma odwrotu. Poniesiesz karę za to, co uczyniłeś nie tylko mnie, ale wszystkim innym istotom, które skrzywdziłeś! – powiedziała podniesionym głosem, prawie krzycząc. Jej próby ataku nasiliły się jeszcze bardziej.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Wto Sty 19, 2016 6:19 pm

Obserwowałem, jak wściekła klacz biegnie prosto na mnie i już byłem pewien, że się na mnie rzuci... ale na szczęście łańcuch ją zatrzymał. Odetchnąłem z ulga zastanawiając się, ile jeszcze ten przydatny kawałek metalu wytrzyma, jeśli ta wściekła furiatka dalej będzie się rzucać, wierzgać, nieustannie próbować go zerwać. Przekręciłem oczami słysząc jej syki.
- Oj, no nie przesadzaj. - próbowałem zbagatelizować jej słowa - Litości? A co ja Ci takiego zrobiłem, że powinienem Ci okazać litość? - prychnąłem lekceważąco. Torma używała stanowczo zbyt mocnych słów jak do okoliczności, w jakich się znalazła. Mówiła o "litości" jakby ją przynajmniej torturował przez miesiąc. A ja... a ja ją przecież chciałem tylko pokryć. Nic złego. Struchlałem gdy w pewnym momencie usłyszał dźwięk spadających metalowych łańcuchów. Skoczyłem odruchowo w bok, jęcząc głośno w momencie uderzenia w ziemię. Zerwałem się do ucieczki... gdy nagle zrozumiałem, że niepotrzebnie. Klacz uwolniła tylko przednie nogi z pęt - wciąż była przykuta za obrożę do ściany. Pytanie jak długo. Zacząłem panikować.
- Uciekać? Zostać? Uciekać? Zostać? - powtarzałem na głoś, nie wiedząc, co zrobić. Zerknąłem na klacz, na jej piękne ciało... i już wiedziałem, co muszę zrobić. Niem mogę dopuścić do straty tej piękności. Szybko chwyciłem za niezniszczalny łańcuch, czy tam pęta z niego zrobione (nagroda z plebiscytu) po czym zacząłem się zbliżać do klaczy.
- Spokojnie, spokojnie. - próbowałem do niej przemówić. Wciąż miała obroże i kaganiec - musiałem coś zrobić teraz, nim i tamtego się pozbędzie. Nagle rzuciłem się na nią, próbując jej wepchnąć ponownie pęta na przednie nogi, czy też jakoś jej te nogi obwiązać tym niezniszczalnym łańcuchem na tyle, by jak najbardziej ograniczyć jej możliwości ruchu. To była chyba jedyna szansa, by sobie z nią poradzić. Owszem, mogło się to liczyć z licznymi obrażenia... ale byłem pewien, że nie mam innej możliwości, i nie sądziłem, że będę miał jeszcze kiedyś drugą szansę.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Sty 20, 2016 10:36 pm

Klacz już jakiś czas temu przestała się kontrolować. Straciła panowanie nad sobą, prawie całkowicie zaślepiona żądzą zemsty. Nie ważne było wszystko dookoła, liczył się tylko jeden, jedyny cel nienawiści. Nigdy jeszcze nie dopuściła do takiego stanu, bo od zawsze lubiła mieć na wszystko wpływ. Szczególnie, gdy chodziło o kontrolę nad sobą samą, nad własnym ciałem i umysłem. Czuła się jak zamknięty w klatce drapieżnik, który bez ustanku walczy o wolność i o... zemstę za wszystkie krzywdy. Jej oczy były pełne nieskrywanej nienawiści, przepełnione rządzą mordu. Płonęły w nich żywe płomienie niszczycielskiego żywiołu. Ten sam ogień, który niegdyś zniszczył jej rodzinę, całe dzieciństwo. Lecz teraz to ona była tym pożarem, który w każdej chwili był gotowy zniszczyć kolejne życie, tym razem nie należące do niej. Teraz jej imię zdawało się być nad wyraz łagodnym określeniem. Sama przestała myśleć, jakby jej ciało przejął kto inny. Nie odczuwała w tym momencie nawet bólu, który powinien jej towarzyszyć przy każdym szarpnięciu. Sierść na szyi zdąrzyła się nieco przetrzeć, pozostawiając pod obrożą mało widoczny pierścień.
Bez chwili wytchnienia szarpała się w stronę ogiera, starajac się dopaść go na każdy możliwy sposób. Jednak ciężki, metalowy łańcuch na jej szyi również nie dawał za wygraną. Nie docierał do niej sens słów Bursega, widziała w nich jedynie puste dźwięki, które nie miały żadnego znaczenia. Jednak sposób, w jaki je wymawiał, wprawił ją w jeszcze większą furię. Jej oczy nabrały jeszcze bardziej dzikiego wyrazu.
I nagle rozległ się przeciągły skrzek, podobny do wrzasku. Jej sokoli towarzysz. Dźwięk ten był donośny, choć nieco stłumiony przez ściany jaskini. To oznaczało, że drapieżny ptak znajdował się na zewnątrz, choć był w pobliżu. Nie miało to jednak dla niej szczególnego sensu, liczyło się w tym co innego. Jego donośny głos był właśnie tym, co obudziło ją z dziwnego transu. Zaczęło do niej docierać wszystko inne. Kaganiec, żalastwo na szyi, ogier, wolność - myśli zaczęły żywo krążyć. Oczy prawie całkowicie wróciły do normalności, jednak mordercze płomyczki nad się utrzymywały. Sama czuła się, jakby właśnie się przebudziła z bardzo długiego snu. Nie miała jednak zbyt dużo czasu na rozmyślania i opracowywanie skoplikowanej strategii.
Spokojnie, spokonie? Przecież ona była całkowicie spokojna! Emanowała aurą spokoju w promieniu kilkuset kilometrów! Ona niespokojna?! On śmie ją uspokajać?!
Kiepskie słowa na wypisanie na nagrobku. - syknęła, nawet nie siląc się na złośliwy uśmiech. Z poprzedniego zachowania prawie się nie zmieniła, choć w rzeczywistości nastąpiła bardzo istotna zmiana. Teraz mogła sama zdecydować, co ma zamiar zrobić.
Kiedy ogier zaczął się do niej zbliżać z jakimś kolejnym łańcuchem, nie zamierzała zaprzestać obrony. Rzuciła się na niego, zaciekłe uderzając w niego kopytami. Tym razem nie było to bezmyślne działanie, celowała w głowę i szyję. Gdy ten starał się założyć jej to żelastwo na przednie nogi, odskoczyła na maksymalną odległość, na jaką pozwalał jej łańcuch. Bez zastanowienia, błyskawicznie wyciągnęła kieł, który służył jej za sztylet i przecięła skórzany pasek kagańca, rysujc na skórze cienką, płytką rysę. Z boku kej pyska pociekło kilka czarnych kropelek. Tormenta strząsnęła je i wycelowała sztylet w stronę napastnika, mocno go przytrzymując.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sro Sty 20, 2016 11:20 pm

Widziałem tę wściekłość, tę furię i tę rządzę zemsty w jej oczach. Przerażały mnie one... ale wiedziałem, że jeśli chcę ją porwać, to nie mam innego wyjścia niż walka. Wiedziałem, że ona nie odpuści i jeśli się uwolni, to nie podziękuje mi za gościnę i nie wyjdzie, tylko raczej po prostu rzuci się na mnie... a ja mogę tego nie przeżyć. Chyba pierwszy raz naprawdę zaczynałem żałować jej porwania i z każdą chwilą mocniej sobie uzmysławiałem, że schwytanie większej, silniejszej i zwinniejszej klaczy to nie koniecznie był najlepszy pomysł. A bałem się, że jeszcze dobitniej się o tym przekonam, gdy łańcuch puści. Tak, to było naprawdę przerażające, mrożące krew w żyłach. A najgorsze, że nie mogłem nic z tym zrobić. Ucieczka teraz tylko opóźniłaby moment, gdy klacz ruszy za mną w pogoń. Bo coś w jej wzroku mi mówiło, że Torma mi tego wszystkiego nie daruje. Dlatego każde jej szarpnięcie za łańcuch napawało mnie przerażenie. Gdy metal się naprężał i jęczał w proteście, we mnie serce truchlało. W końcu się jakoś opanowałem. Przecież musiałem coś zrobić, jeśli nie chciałem tutaj czekać na pewną śmierć i zgubę! Moje słowa chyba nie działały... albo nie. Dostrzegłem, że klacz tak jakby się uspakaja. Pod wpływem moich próśb? Być może tak, bo co by jeszcze mogła tutaj usłyszeć?
- No nie przesadzaj, że nagrobku. Porozmawiamy na spokojnie... to na pewno dojdziemy do... porozumienia. - starałem się nie okazywać po sobie przerażenia, które oczywiście czułem, tylko raczej starać się ją dalej uspokajać. Chwyciłem pęta i zacząłem się do niej powoli zbliżać... gdy ta nagle rzuciła się na mnie. Oczywiście, spróbowałem zapiąć jej kajdany na przednich nogach... ale moje próby na nic się nie zdały. Ta tak mocno kopała na wszystkie strony i wierzgała, że nie miałem najmniejszych szans wstrzelić się w ułamek sekundy, gdy jej kopyta były nieruchomo, aby móc je skuć. Gdy ta na chwilę odskoczyła, zapewne szykując się do ponowienia ataku, ja zrobiłem to samo, odskakując jak najdalej, poza zasięg łańcucha, próbując złapać oddech. No, nie dało się! Nie mogłem sobie z nią poradzić! Nie miałem na to najmniejszych szans! A gdy chwilę później wyciągnęła skądś jakiś sztylet i przecięła pasek od kagańca, pozbywając się tego z pyska, nogi się pode mną ugięły. Koniec! Po prostu koniec! Równie dobrze mogłem teraz wykopać kopytem rów w ziemi, położyć się w nim i podciąć sobie żyły w pęcinie. Straciłem nadzieję, że uda mi się sobie z nią poradzić. Tylko przeprosiny i prośba o wybaczenie... tak, to może się udać.
- Może... może porozmawiamy. Ja chciałbym... Cię bardzo przeprosić. Ja... nie chciałem Cię porwać. Musiałem Cię... z kimś pomylić. - zacząłem się głupio tłumaczyć, z przerażeniem zerkając na Tormę. Widząc, ze ta zbliża się do mnie z tym nożem w pysku, zacząłem się cofać krok za krokiem, aż do momentu, gdy natrafiłem zadem na ścianę. Szeroko otwartymi z przerażenia oczami zacząłem się rozglądać na boki, nie wiedząc co zrobić.
- Naprawdę... przepraszam. Zapomnijmy... no o wszystkim... o wszystkim. - załkałem... gdy nagle mój wzrok padł na... jakąś sieć. A może by tak... może by tak użyć? To był jakiś pomysł. Chwyciłem siatkę w pysk, po czym nagle doskoczyłem do klaczy, próbując to całe narzucić na Tormę tak, by sieć ją całą otoczyła. Jeśli mi się udało, to w zasadzie znowu była moja: sieci miały to do siebie, że praktycznie nie dało się ich zerwać, a jeśli koń zaczynał się szamotać, próbując się uwolnić, tym bardziej się plątał, z każdą chwilą ograniczając sobie mocniej ruchy. Jeśli rzeczywiście trafiłem, to próbowałem doskoczyć do niej, starając się ją dodatkowo wywalić i przednimi nogami próbując jej wypić nożyk z pyska, by nie mogła uszkadzać sieci. Starałem się ją jakoś przygnieść do posadzki, jakoś ją przycisnąć tak, uważając, by się nie zaplątać w łańcuch od jej obroży, jeśli ten sam do tego momentu jeszcze nie pękł.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Pią Sty 22, 2016 9:50 pm

Nienawiść, którą już od wielu dni starannie w sobie pielęgnowała i podsycała, wreszcie miała szansę się ulotnić. W końcu miała przyjść chwila, w której ten Alfeñique zapłaci za wszystko. Nadszedł czas słodkiej zemsty, którą zapamięta do końca swojego nędznego życia w ciemnej jaskini. Tormenta nie była aż tak okrutna, aby zabijać bez wojny. Ona wolała tę czynność zostawić komuś innemu, o ile nie było takiej konieczności, aby to ona wykonała tę robotę. Prędzej zostawiła by go na pastwę losu, zdanego samego na siebie w środku dżungli, na terenach Czarnej Krwi. Tam przyjazne zwierzątka troskliwie by się nim zajęły, było by po kłopocie. Problem z głowy.
Jego strach, to przerażenie w oczach dodatkowo skłaniało go do działania. W końcu mogła przestać hamować swoje działania, dać upust wszystkim negatywnym uczuciom. A jednak... nie mogła sobie na to do końca pozwolić. To mogło by spowodować kolejny już koniec świata, lecz tym razem prawdziwy. No, dobrze. Aż tak źle by nie było, zniszczone zostałyby jedynie tereny w promieniu kilku kilometrów. Tak to już z nią było, w furii nic jej nie było w stanie zatrzymać. Nie bez powodu określano ją niegdyś mianem “guerra latente”. Właściwie, nadal było to aktualne.
Mimo starannego ukrywania niepożądanej emocji, dokładnie widziała ją u ogiera. Słyszalna była w jego głosie, widoczna w jego postawie. Strach przez niego przemawiał. Dodatkowo klacz zarżała gniewnie, swoim donośnym głosem. Tym razem nie był on jednak w żadnym stopniu melodyjny. Stał się nagle ostry, oschły i nieprzyjemny. Zupełnie, jakby przemawiał przez nią kto inny, mściwy duch w nieswoim ciele.
Skąd wiesz, że przesadzam? Może nawet zatajam przed tobą dalsze części mojego planu co do ciebie? – powiedziała, uśmiechając się przy tym złowieszczo. Śmierć była by zbyt lekką karą za poniżanie mnie i wszystkich innych. Nawet władcy nie daję sobą bezkarnie pomiatać, a ty jesteś jedynie marnym karaluchem, który z niewiadomych powodów nadal istnieje. – dodała złośliwie, ale przynajmniej szczerze. Reszta wypowiedzi nie ważna, istotne było jedynie to, że była ona prawdziwa. W ten sposób Tormenta nie ma sobie nic do zarzucenia. Jej rozumowanie było dość... dziwne. Lecz kto by się tym przejmował?
Klacz nie dała sobie założyć łańcucha na przednie nogi. Dwa razy tego samego błędu nie zamierzała popełniać. Oczywiście, kilkukrotne przychodzenie na tereny Halnych się nie liczą. To było przed nowym postanowieniem, nową zasadą gry. Kopała ze zdwojoną siłą, wymachując kopytami na wszystkie możliwe strony świata. W pewnym momencie wyjęła sztylet i zgrabnym ruchem przecięła paski skórzanego paska, nakreślając sobie przypadkiem wąską, płytką linię wzdłuż pyska. Potem nóż został skierowany prosto w stronę ogiera. I wtedy arabek zrobił coś zupełnie nieoczekiwanego, niepasującego do jego tchórzliwego charakteru. Tormenta była tak zaskoczona jego ruchem, że nie uniknęła sieci. Upadła na ziemię, szybko przewracając się grzbietem do góry. Schowała pod siebie nogi, aby ogier przypadkiem ich nie splątał. Kolejne działanie Bursega było łatwe do przewidzenia, ale przynajmniej uzasadnione. Wytrącił jej kieł za pyska, przygniatając ją do ziemi. Klacz jednak nie straciła równowagi, leżąc w stabilnej pozycji.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Sob Sty 23, 2016 10:42 am

No, widziałem, w oczach klaczy ogromne pokłady nienawiści, wrogości, wściekłości... ale doszedłem do wniosku, że to tak naprawdę... dobrze! W końcu nienawiść niewiele dzieliło do miłości, a byłem pewien, że uczucia okazywane przez Tormę są szczere. Dużo lepiej, że były one gorące, niż negatywne, niżby miały być letnie. Bo czyż nie lepsza jest klacz nienawidząca Cię cały sercem niż taka, której się jest obojętny? Tylko ta pierwsza każe się spodziewać gorącego związku, nawet jeśli będzie on momentami trudny - np. w chwili, gdy trzeba ją będzie spętać.

Próbowałem ją po dobroci przekonać, że walka nie jest konieczna, że można dość do porozumienia. Bałem się jej, była przerażająca. Jej głos szybko mi jednak powiedział, że negocjacje mogą sie nie udać.
- A... a jaki jest ten Twój... dalszy plan? - spytałem drżącym głosem, nie całkiem będąc pewnym, czy chcę znać odpowiedź. Coś mi mówiło, że jej plany mogą nie obejmować gromadki źrebaków.
- No, nie przesadzaj śmierć... a... a co z naszą wspólną przyszłością? Nie marzysz... o posiadaniu ze mną potomstwa? - próbowałem ją przekonywać drżącym głosem... ale chyba sam nie wierzyłem, że jest to możliwe.

Gdy nie udało mi się założyć spętać ponownie jej przednich nóg, gdy przecięła nożem kaganiec i zaczęła się do mnie zbliżać, to zmieniłem taktykę, nagle narzucając na nią wielką sieć. Klacz upadła, a ja jej wytrąciłem nóż z pyska, kopnięciem posyłając go daleko od niej, gdzieś pod ścianę jaskini. Przygniotłem ją, nie pozwalając jej wstać, po czym zacząłem owijać linę wokół siatki, którą miała na głowie tak, by sieć nie była możliwa do zdjęcia. Następnie popchnięciem spróbowałem klacz przewrócić na bok, gdy ta z powodu sieci, nie mogła za bardzo nogami łapać równowagi i stabilności. Niezależnie, na ile to mi się udało, kontynuowałem próby owijania liny wokół sieci tak, by pozbycie się siatki przez klacz, było kompletnie niemożliwe. Dążyłem do tego, by mieć ją ładnie i elegancko opakowaną ze wszystkich stron w sieć, praktycznie bez możliwości ruchu, dodatkowo owiniętą ze wszystkich stron linami, aby przypadkiem nawet nie przyszło jej do głowy starać się uwolnić.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 17

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 24, 2016 6:12 pm

Zachowanie ogiera po pewnym czasie stało się dla niej niezwykle zabawne. Już dawno zapomniała jak to jest, gdy ktoś niemal panicznie się jej boi... Nie ma co, fajne uczucie. I te słowa błagania, strach w oczach... Zdecydowanie dawało jej to satysfakcję. Może powinna zawsze się tak zachowywać, na zawsze stać się postrachem żywych istot? W najbliższym czasie się nad tym pomysłem głębiej zastanowi. Jej pysk jednak nie pokazywał rozbawienia tą sytuacją nawet w najmniejszym stopniu. Cały czas podtrzymywała płomienie nienawiści w onyksowych oczach, patrząc na ogiera z pogardą. Nie powinien wiedzieć, co w jej nie do końca zdrowym umyśle się w rzeczywistości dzieje. To było by zbyt niebezpieczne.

W głębi duszy chytrze, a zarazem złośliwie się uśmiechnęła. W rzeczywistości jednak wyraz jej pyska się nie zmienił, nadal to samo wrogie spojrzenie.
Wszystko w swoim czasie. - powiedziała, przez zaciśnięte zęby. Na jego kolejne słowa miała ochotę przewrócić oczami. Jednak zdecydowała się utrzymywać z nim stale kontakt wzrokowy. To dodawało groźnego wyrazu i uroku. Znaczy chyba...

Została pozbawiona noża, ale specjalnie się tym nie przejęła. Przecież poprzednio zawodowo radziła sobie bez niego, stanowił jedynie wisienkę na torcie. Bez wisienki można przeżyć. Popchnięta, straciła równowagę. Gdy leżała na boku, przygnieciona cielskiem araba, Burseg zaczął oplątywać ją jakimś sznurem. Nadal jednak nie przestawała się dziko rzucać pod nim. Nie ważny był dla niej ból, jaki towarzyszył przy wbijaniu się sznura w jej skórę. Ważniejsze było to, aby w końcu się go z siebie pozbyć. I to szybko.
Schudłbyś! - powiedziała przez zaciśnięte zęby, nie przestając się wyrywać. A siatka coraz mocniej oplatała się wokół jej ciała.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   Nie Sty 24, 2016 8:31 pm

W końcu udało mi się wywrócić klacz a następnie długo walczyłem, by ją dokładnie owinąć ze wszystkich stron w sieć, następnie obwiązując ją sznurem. No, teraz wyglądało jak baleron... a przynajmniej by wyglądała jak baleron, gdybym wiedział, jak baleron wygląda. Do czego ją mogłem więc porównać? Do muchy w pajęczej sieci, próbującej się wydostać? To może prędzej.
- Dobra, koniec tego dobrego. Coś mi się wydaje, że jednak lepiej Cię zamknąć w lochu. - postanowiłem, narzucając ją sobie jakoś na grzbiet, nie przejmując się jej ewentualnymi protestami. Po chwili rzeczywiście ruszyłem w stronę lochów uważając zamknięcie jej tam za jedyny możliwy sposób uniemożliwienia jej ucieczki.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia Bursega   

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Bursega
Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Halnego Wiatru :: Terytoria :: Podziemia-
Skocz do: