Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zamarznięte Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Tahraton

avatar

Posts : 25

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sro Sty 13, 2016 7:57 pm

Skrzywiłem się słysząc hardą odpowiedź klaczy. Nie zamierzam ci rozkazywać ja jedynie sugeruję i doradzam Zawsze służę dobrą radą. Uśmiechnąłem się paskudnie. Klacz najwyraźniej się obraziła, czy inne licho. Nie znałem się na relacjach z innymi, tym bardziej na ich uczuciach. Takie postępowanie jest pozbawione sensu. Powiedziałem. Szczerość to przecież podstawa. Ale dobrze, podzielę się z tobą dobrym przykładem. Będę szczery. Nie interesuje mnie władza, jak już wspomniałem. Fałśzywe ideały również nie bardzo trafiają mi do przekonania. Jedyne czgo, pragnę to uczciwa i lojalna służba przywódczyni. A co za tym idzie, aktywny udział w ruchu oporu, Inkwizycji. A także rozmowa z nowymi nabytkami... członkami organizacji. Dbamy o swoich, zapamiętaj to, proszę. To ważne. Opieka to jedna z wielu rzeczy, jakie możemy ci oferować. O ile, oczywiście, nie okażesz się zdrajczynią. Panderta nie nosi nielojalności. I słabości. Gardzi słabeuszami. Spojrzałem na klacz uważnie. Jakie wrażenie wywarły na niej moje słowa. Starałem się mówić... przyjaźnie. Nie wiedziałem czemu odbierała mnie tak negatywnie. Zrobiłem coś nie tak? Może po prostu miała taki charakterek? Więc? Szczerość za szczerość, moja droga. Co mi opowiesz o sobie?
Powrót do góry Go down
Tahraton

avatar

Posts : 25

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Nie Sty 31, 2016 3:30 pm

//Nie ma King już dłuuugo, długo a mi fabuła potrzebna więc bay

Klacz nie odpowiedziała. Czyżbym ją obraził? Kompletnie nie rozumiałem innych, pewnie nawet nie chciałem. Nie czułem takiej potrzeby. Jedyna relacja, na jakiej mi zależało, to relacja z Pandertą, a jej złożonej osobowości nie zrozumie absolutnie nikt. Pewnie nawet ona sama. Zazwyczaj mi to nie przeszkadzało, także tym razem nie zamierzałem zmieniać swoich przyzwyczajeń. Nie można mieć wszystkiego. Skoro klacz najwyraźniej nie miała ochoty na rozmowę, nie będę naciskał. Potrząsnąłem łbem w geście pożegnania. Nie musimy rozmawiać... Jeśli nie masz ochoty. Jeśli kiedyś cię najdzie, na pewno mnie znajdziesz. Bywaj. Odwróciłem się i szybkim kłusem opuściłem brzeg jeziorka.

z/t
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Czw Lut 04, 2016 9:25 pm

Świetlista klacz wypadła z lasu, wyszarpując sobie drogę przez gałęzie, które smagnęły ją na pożegnanie po bokach. Dyszała ciężko, jej pierś unosiła się i opadała w urywanym oddechu. Oczy miała rozbiegane, pełne szaleństwa.
Nogi jej zadrżały, jak u nowo narodzonego źrebaka. Z paskudnej rany szarpanej na jej prawej pęcinie tryskała ciemnoczerwona krew, barwiąc śnieg. Na jej grzbiecie i bokach widniały długie pręgi, niczym po uderzeniach pejcza. Ogółem wyglądała, jakby wróciła z wyjątkowo krwawej wojny.
Wreszcie kończyny ugięły się pod ciężarem jej ciała. Upadła w śnieg, plamiąc go swoją krwią. Spoczęła na lewym boku, powieki zadrgały. Platynowa grzywa otuliła jej pysk i szyję, jakby skrywając przed wzrokiem świata. Błękitno-szare oczy barwy rozgwieżdżonego nieba zamknęły się powoli, kryjąc się pod jasnymi powiekami. Kończyny ułożyły się na ziemi w taki sposób, jakby wciąż biegła.
Na niebie zakołował kruk. Opadł na ziemię z cichym szelestem piór i przycupnął przy klaczy. Jego oczy zalśniły rubinowo.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Czw Lut 04, 2016 10:56 pm

Zapach krwi kalał moje nozdrza. Był tak doskonale, tak słodko znajomy, tak znajomy dla mnie, jak dla innych smak malin w ogrodzie czy domowych racuszków. Szczęśliwi, którzy nie zostali obdarci z życia przez własną,  wrzącą krew. Wdychając jej zapach, pamiętałem wszystko. Wojnę. Terror. Cholerną śmierć. Piękną śmierć. A krew była wszędzie. Na moich chrapach, na moich kończynach, na rozciętej wardze i ostrzu topora. Na drzewcach kopii zdobiącej wystudzone ciało nieszczęśliwca, który być może miał piękniejsze życie ode mnie.
W śniegu leżał anioł, a jego jasna szata spłynęła krwią. Zakląłem cicho, bezgłośnie przesuwając się po śniegu. Ja nie byłem aniołem. Nawet takim złym. Przyklęknąłem przed Jutrzenką i bez żadnej prośby z jej strony czy pytania o pozwolenie ze swojej, w milczeniu, ze zmarszczomi chrapami, zacząłem ją opatrywać. Nie robiłem tego z namaszczeniem. Zakląłem ponownie, bo rana na nodzebyła zakażona i broczyła ropą. Rozpocząłem żmdny proces czyszczenia jej. Byłem delikatny,  ale byłem stanowczy i jeżeli dostrzegłem sprzeciw, zignorowałem go. Wyczyściłem ranę i przemyłem ją somą. Serum sprawiło, że krew przestała ciec.
Ostatnia burza tej zimy wlasnie nastala. Śnieżna zawieja osadziła na mnie kryształki lodu. Pracowałem długo, a oczy same zamykały mi się ze zmęczenia. Lodowaty wiatr chłostał mnie po moich własnych ranach, które piekły i krwawiły, ale nie patrzyłem na to i jedynie ustawiłem się tam, aby smagał mnie dalej i nie krzywdził klaczy. Szeptałem ciche słowa jakiejś starej pieśni i łagodnie zawijałem jej nogę w bandaż. Moje chrapy były całe w śniegu, płatki osiadły na rzęsach. Rany na bokach klaczy wypełnione były jadem drzewnych wici. Spędziłem szmat czasu na usuwanie toksyny.  Gdy skończyłem ją uzdrawiać, moja własna głowa opadła na pierś, zaczerwownione oczy zamknęły się i spadłem w śnieg. Jakbym oddał jej całą swoją energię. Tylko jej. Nie spodziewałem się podziękowania. Wiedziałem,  że ona nic nie powie. Odejdzie. Pewnie zawsze to robi. Ale wiedziałem,  że zrobiłem tak, jak należało. I chociaż teraz sam zasypiałem w lodowej zamieci, to się nie liczyło. Nie byłem dla siebie ważny. Byłem medykiem. Lekarzem. Wyleczyłem pacjenta, więc już znikam z jego życia.
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Pią Lut 05, 2016 7:36 pm

Jej ucho drgnęło, wyłapując dźwięk wciąganego i wydychanego powietrza. Wszystkie odgłosy zdawały się nagle zamazać, jakby klacz znajdowała się wewnątrz jakiegoś słoika, a dźwięki rozchodziły się na zewnątrz. Ciało zadrżało, nie mogąc dłużej znieść bólu. Przytomność odpłynęła, niczym liść na powierzchni jeziora, przytłoczony wodą.
Oczy przestały poruszać się pod powiekami, mięśnie rozkurczyły się, sflaczały. Zdawała się być tylko workiem kości, pozbawionym wnętrzności. Nie czuła kompletnie nic, jej świadomość odeszła. Pływała w niebycie. Nie była świadoma, że zajmuje się nią Kishan, że poświęca się dla niej, choć nic mu nie dała. Nie dała mu nawet powodu, aby chciał ją opatrzyć. Mimo tego Kishan okazał się być bezinteresowny. Oddał jej swą energię, umiejętności i wiedzę, nie oczekując niczego w zamian.
Powieki zatrzepotały, rzęsy musnęły skórę. Klacz otworzyła swe szaro-niebieskie oczy i ujrzała przed sobą leżącego Kishana. Jego pysk znajdował się tak blisko, że gdyby trochę wyciągnęła szyję, mogłaby go dotknąć. Z niejakim zaskoczeniem stwierdziła, że niemal nie czuje już bólu. Był jeszcze, owszem. Tępy i pulsujący, ale był niczym w porównaniu z katuszami, które przeżywała. Ukrywanie emocji wymagało więcej siły niż okazanie uczuć. A arabka już dawno nie dopuszczała do siebie żadnych emocji.
Wyciągnęła szyję, nadal leżąc i dosięgnęła pyskiem chrap Kishana. Musnęła je lekko, drażniąc swoim oddechem.
- Dziękuję. - Słowo zabrzmiało jak westchnienie, niesione przez wiatr. Ogier nie spodziewał się podziękowania, ale je otrzymał. W końcu zasłużył. Wypełnił swe obowiązki medyka lepiej, niż ktokolwiek inny.
Jutrzenka wolno opuściła powieki, wsłuchując się we własny oddech i bijące serce. Gdyby nie ogier, być może nigdy nie usłyszałaby już tych dźwięków...
Mogło się wydawać, że Światło pragnęła śmierci. Narażała się w sumie bez powodu, zdawała się nie zwracać uwagi na własne rany. Może rzeczywiście część jej jaźni pragnęła po prostu to zakończyć. Przestać istnieć. W przeszłości życie okrutnie ją doświadczyło i czasami nie widziała już w nim sensu. Bo po cóż dalej cierpieć?
Ale kiedy już wydaje się, że koniec nadchodzi, coś ściska w gardle. Ciało nie chce rozstawać się z duszą, serce chce wyskoczyć z piersi, jakby chciało powiedzieć, że nie chce przestać bić. Wola życia jest zbyt silna, aby ją ignorować. I w takich momentach nawet taki wrak, jak ona odczuwa tę wolę walki, wolę życia.
A dzięki Kishanowi to życie odzyskała.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Pią Lut 05, 2016 8:26 pm

Wpatrywałem się nieruchomymi oczami w biel śniegu rozlaną przede mną. Oczy mnie zapiekły, ale nie odważyłem się ich zamknąć. Nie chciałem odpłynąć w niebyt. Kto wie, czy w ogóle wybudziłbym się ze snu, do którego chciały mnie przekonać zmęczone oczy. Z wysiłkiem uniosłem łeb i zerknąłem na swoje rozległe szramy na plecach. Miałem jeszcze trochę somy. Mógłbym sobie pomóc, wykańczając jej zapas, ale nie miałem tego wiele. Przygotowanie serum trwało długo, bardzo długo... A kto wie, czy Fortuna da mi tyle czasu? Czy śmierć nie uśpi, gładząc czule, osobnika, któremu nie zdążę pomóc, ponieważ zużyłem eliksir na własne słabości? Nienawidziłem słabości. Nie chciałem, nie uznawałem jej.
Gdy poczułem dotyk jej chrap na szyi, nie wiedziałem, jak powinienem zareagować. Była taka pusta w środku. Czy gesty lub słowa znaczyły dla niej cokolwiek? Mruknąłem cicho i postawiłem uszy. Ból doskwierał, ale zignorowałem go. Nie leżało w mojej naturze przejmowanie się nim.
- Nie musisz - powiedziałem cicho, marszcząc chrapy, bo mróz przypiekł je swoim oddechem. A może to był j e j oddech. Może szum krwi w moich uszach i pulsowanie serca były złudzeniem, a ja już nie żyłem i obserwowałem sam siebie z perspektywy innej, niż sądziłem. Może to wszystko nie było ważne. Ziemskie sprawy. Skoro każdy żywot zetnie kosa, cóż ma za znaczenie miłość, aspiracje, umiejętności, wybory?
Nikt nie musiał.
Nadciąga Wschodni Wiatr. Brat opowiadał mi o nim. Miał porwać ze sobą wszystkich niegodziwców i każdą złą duszę, jaka wylęgła się na świecie. A czyja dusza nie jest zła, skoro wszyscy jesteśmy tylko tym, kim jesteśmy? Porwie nas, a potem wrzuci do piekieł.
Okropny starszy brat.
Podniosłem szyję, a z mojej grzywy opadła czapa kryształków lodu. Zobaczyłem, że wszędzie dookoła mojej postaci śnieg uwalany był krwią. Wydąłem wargi, ale nie zwróciłem na to uwagi. Obydwoje wyglądaliśmy jak wojenne niedobitki. Co my tam w ogóle robiliśmy?
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sob Lut 06, 2016 1:42 pm

Wyglądali jak niedoszłe ofiary wojny. Leżeli w śniegu, ich ciała i puch wokół nich pokryty był zastygającą szybko krwią. Ich oddechy formowały się w powietrzu w niewielkie kłęby pary. Grzywę i ogon klaczy pokryły kryształki mrozu. Lód osiadł nawet na rzęsach.
Umysł arabki był pusty, myśli jakby zamarzły. Czuła tylko bicie swego serca, oddech wydostający się drogami oddechowymi na zewnątrz, łaskoczący wnętrzności. Pomiędzy nią a Kishanem swe miejsce znalazł kruk. Siedział, łebek schowawszy pod skrzydło. Zdawał się drzemać. Na jego czarnych piórach osiadł szron.
Klacz powoli otworzyła oczy, lód na rzęsach trzasnął cicho, pękając. Napotkała przekrwione oczy Kishana o złotych tęczówkach. Wpatrywał się tępo przed siebie. Z piersi Jutrzenki wyrwało się westchnienie, nie głośniejsze od wycia lodowatego wiatru, szalejącego na tym skrawku otwartej przestrzeni.
Spięła każdy mięsień w swoim ciele, na powrót stymulując je do pracy. Przewróciła się na brzuch i podpierając się nogami, spróbowała wstać. Przez jej pysk przebiegł grymas bólu, kiedy podrażniła okaleczoną kończynę, ale szybko go stłumiła. Podniosła się z niejakim trudem i wreszcie stanęła o własnych siłach. Spojrzała z góry na leżącego ogiera, objęła wzrokiem pręgi znaczące jego ciało, takie same, jakie i ona nosiła. Trucizna drzew dostała się i do jego krwiobiegu. Wyciągnęła szyję w kierunku flakonika z nieznaną jej substancją, którą Kishan przemywał jej rany. Zatrzymała głowę tuż przy szle, prawie dotykając jej chrapami. W ten sposób pytała ogiera o pozwolenie. Nie znała się na leczeniu, ale z własnej autopsji wiedziała, co musi zrobić. Soma nie należała jednak do niej i to nie od niej zależała decyzja.
Kruk poruszył się lekko i wychyliwszy jedno czerwone oko, obserwował.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sob Lut 06, 2016 3:20 pm

Zobaczyłem, jak klacz niemal dotyka chrapami flakonu. Wypuściłem oddech ze świstem, unosząc szyję gwałtowniej, niż miałem w zamiarze.
- Zostaw - powiedziałem łagodnie, ale dość zachrypniętym głosem. - Jest tego za mało... Żebym wytracał na siebie - zarżałem nisko i sucho, po czym prawie podźwignąłem się ziemi. Na szczęście dla mnie został jeszcze Tygrys. On wypijał zakażoną krew z mojego ciała i pozbawiał ją jadu. On leczył mnie lepiej niż ja sam bym to zrobił. Ale przy tym sam umierał. Choć tak nienawidziłem wewnętrznego Tygrysa, on zawsze mi pomagał. Kręciło mi się we łbie i miałem ochotę wymiotować, jak po ostrym kacu. Ale to przejdzie. Krew krzepła, ropa wypływała a trucizna parowała. Dlaczego tak się działo - kto wie? Samo istnienie mojego Tygrysa było niesamowite i nienaturalne tak samo, jak skrzące się złotem ślepia. Mój oddech wciąż był świszczący, ale wyrównał się i nie sprawiał już bólu. Drzewa Zimy to magiczne miejsce. Moje ciało też.
Jutrzenka powstała, a na niebie gromadziły się burzowe chmury. Usłyszałem ryk pioruna, który rozdarł nieboskłon na mnóstwo płonących kawałków. Moje serce zabiło potężnie, jakby wysysało energię wiązanki światła i użyło jej do naprawienia zardzewiałego wraku mojego jestestwa. Postawiłem jedną nogę na śniegu, kość zapiekła, próbując rozepchnąć mięśnie. Oparłem i drugą, a ciało jęknęło i zmusiło się do wykonania polecenia. W końcu stanąłem, cieknący strugami krwi, ale coraz mniejszymi. Tygrys znowu uratował moje życie. Zabrałem buteleczkę z resztką eliksiru i zawiesiłem ją na łańcuchu na swojej szyi.
- Jak masz na imię? - zapytałem łagodnie Jutrzenki. To głupie, ale ani razu nie zapytałem jej o to. No bo kiedy miałbym to zrobić? Gdy drzewa słały nam groźby? Gdy uciekaliśmy? Gdy umieraliśmy na śniegu?
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sob Lut 06, 2016 8:09 pm

Posłusznie cofnęła łeb, patrząc na ogiera nieruchomym wzrokiem, ale jeśli się przyjrzeć, w jej ślepiach pojawił się leciutki błysk. Blask życia, jakaś oznaka uczuć, które do tej pory były ukryte gdzieś głęboko, zakopane w podświadomości. Żeby już nie musieć cierpieć.
Patrzyła, jak wstaje, jak przezwycięża swoją słabość. Nogi uniosły jego ciało, postawiły do pionu. Z jego boków dalej ciekła krew, ale już jakby wolniej, coraz mniejszym strumyczkiem. Skapywała na śnieg, z sykiem łączyła się z nim, barwiąc go na czerwono. Klacz patrzyła na to z niemym zafascynowaniem. To niezwykłe zjawisko zdawałoby się, samouzdrawianie, obudziło w niej jakąś ciekawość. Kolejne uczucie do kolekcji.
Westchnęła po raz kolejny, oddech uleciał w atmosferę. Milczała przez chwilę, jakby własne imię wyleciało jej z pamięci.
- Światło Poranka - odezwała się w końcu głosem cichszym od powiewu wiatru.
Błyskawica przecięła niebo na pół, rozgałęziła się na ciemnoszarej połaci niczym żyła pod skórą. Odgłos grzmotu rozniósł się po okolicy, nadając dodatkowej dramaturgii obecnej sytuacji. Arabka uniosła lekko pięknie wyrzeźbiony łeb, wbijając oczy w nieboskłon. Obserwując niebo czuła zbierające się pod powiekami wspomnienia. Byle nie mrugnąć, byle nie dać im wypłynąć.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sob Lut 06, 2016 9:05 pm

// Przepraszam, że tak krótko

Spojrzałem w jej ślepia. Coś w nich błysnęło. Czy to jakieś uczucie? Myślałem, że ona nie ma uczuć. Że odcina się od nich, żeby nie cierpieć. Bo na pewno cierpiała. Była pusta w środku. Jak naczynie. Ale kto wie, jak cienkie są ściany tego naczynia.
- Cierpisz, mówiąc? - zapytałem spokojnie. Każde jej słowo było jak niesione wiatrem, ciche i ledwo słyszalne. Widocznie jakaś fizyczna część jej ciała przeszkadzała jej w tak prostej czynności. Czy ją bolało? Byłem tego niemal pewny.
Światło Poranka... Dziwne imię. Piękne imię. Nie mogłem się zdecydować. Miałem mętlik w głowie, chociaż rany nie doskwierały mi już aż tak bardzo.
Pomyśleć, że gdzieś dużo dalej, gdzieś za sawanną i terenami Inkwizycji, a konkretnie w samym sercu puszczy Stada Czarnej Krwi i budynku, w którym znajdował się teraz ich władca... Damon. Mój pierworodny synalek. Nie mogłem wyprzeć go z głowy, nie potrafiłem wyrzucić tej poplamionej brudem, kurzem i zawodem myśli z mojego łba. W końcu nie była śmieciem, bym tak ot się jej pozbył. Była realnym, namacalnym cholerstwem, które kochałem i nienawidziłem jednocześnie. I równie mocno.
Nie, ja zdecydowanie nie byłem pusty. Miałem emocje. I uczciwie znosiłem ich ból, nie odcinając się od nich w żadnym stopniu.
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Nie Lut 07, 2016 8:50 am

/Nic nie szkodzi. Ja też cierpię na brak weny ostatnio. Łączmy się w bólu./

Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w niebo, rozjaśniające się co jakiś czas pod wpływem błyskawic. Wreszcie popatrzyła na Kishana swymi oczami bez dna. Wolno skinęła głową, przełykając ślinę. Jeszcze czasem czuła echo dawnego bólu na boku szyi. Jak pręty wbijały się w ciało, rozpalone płomieniem. Tamten lęk, przed którym uciekała już tak długo...
Nie chciała do tego wracać, ale pytanie ogiera przywołało wspomnienia. Kiedyś przyrzekła sobie, że nigdy już do nich nie wróci. Tłumaczyła, że nie ma sensu wracanie do przeszłości, kiedy życie toczy się dalej. Ale cień tego wszystkiego padał na nią od tamtej chwili. Przytłaczał, ściskał. Może dlatego oszalała? Czy szaleniec wie, że jest szaleńcem?
Wolała oddać się światu halucynacji, światu POZA tym, który znamy. Żeby się odciąć. Do tej pory ten mechanizm działał bez zarzutu. Ale wszystko dobiega końca.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Nie Lut 07, 2016 4:13 pm

Im bardziej w to brnąłem, tym bardziej czułem się dziwnie, ale bardzo chciałem choć odrobinkę przebić się przez tę skorupę, którą otaczała się Jutrzenka. Ale czy za piękną powłoką było cokolwiek poza bólem i pustką? Czy ona coś czuje? Czy udaje? Odcina się od samej siebie, żeby nie czuć już więcej bólu?
Chciałem zapytać, dlaczego. Zrozumieć chociaż drobną część tego, co ona znała. Ale nie chciałem pytać. Nie chciałem zadawać jej więcej udręki, przypominać tego, co było. Może to i lepiej, że pozbyła się swoich emocji, że nie ma już nic poza tą szklistą skorupą, piękną, ale pustą. Nigdy nie zazna miłości, nie zazna dobra, które istnieje na świecie. Zamknie się w swoim szkalnym naczyniu i uschnie, cały czas pragnąc zapomnieć o koszmarze, który widzi i przypomina sobie codziennie.
- Jak możesz tak żyć?... - szepnąłem o wiele za głośno. Sam doświadczyłem eksplozko bólu, a była to najbardziej wyniszczająca potęga cierpienia, bo brała się z miłości. Nie była nią, bo miłość jest jasna i czysta, ale była odrzuceniem, złamaniem, zdradą. Pustką. - Nic nie czując?
Spojrzałem w jej lodowate, szklane oczy własnymi, gorejącymi i żywymi. Ich ogień dawno stopił lód, który wojna wbiła w moje serce i przez który wtłaczała we mnie swój jad. I tylko to złoto, ciepło, uczucia, oddały mi... mnie.
Chciałbym jej pomóc. Może z czarnych odmętów da się jeszcze wyrwać resztki światła, które było w jej imieniu? Może nie była jeszcze tylko cieniem, snujacym się ciałem bez duszy?
A może było już za późno, i jej martwą istotę rozdziobią kruki, nim zakosztuje prawdziwegp światła?
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Pon Lut 08, 2016 5:26 pm

Wspomnienia wciąż były bardzo żywe, ale Jutrzenka czuła, że uległy jakiemuś zniekształceniu. Z jednej strony cieszyła się, że nie pamięta przebiegu tamtych wydarzeń tak, jak powinna. Z drugiej w jej piersi rodził się krzyk, strach paraliżował ciało. Chciała wiedzieć, pamiętać, jak było naprawdę. Teraz wszystko w jej pamięci uległo deformacji, co było chyba jeszcze straszniejsze. Cienie były wyższe, większe, niż wcześniej, lęk spotęgował się.
Stali tak naprzeciw siebie, dwa przeciwieństwa. Życie i śmierć, ogień i lód. Wola walki i zrezygnowanie. Tak, ona się poddała. Choć niezupełnie, bo coś jeszcze trzyma ją przy życiu. Nie, nie życiu. Przy egzystencji. Jedna część jej duszy pragnie oderwania, chce zniknąć, żeby uciec od cierpienia. Druga część chce pozostać na tym padole, znosić egzystencję taką, jaka jest. Te dwie jaźnie chcą czegoś tak odmiennego. Przez długi czas ta pierwsza wiodła prym. Teraz coś się zmieniało.
Znów westchnęła, jakby był to jedyny możliwy sposób oddychania.
- Nie mogę. - Z jej piersi wydarł się ochrypły szept. - Nie żyję. Egzystuję.
Błyskawica przecięła niebo, powietrzem wstrząsnął grzmot. Puste oczy klaczy zalśniły, niczym szkło pustej butelki, rozczepiając światło i zniekształcając obraz widziany po drugiej stronie.
Kruk zerwał się w powietrze i usiadł na czubku głowy arabki. Dziobem skubnął boleśnie jej ucho, jakby chcąc urzeczywistnić rozmyślania Kishana.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Pon Lut 08, 2016 7:31 pm

Uniosłem jedną brew i ukazałem złote oko w pełnej krasie. Z moich chrap, wraz z niskim, gardłowym rżeniem, wytoczył się obłok białej pary, która po chwili uleciała w przestrzeń i zniknęła. Z sykiem.
- Od zawsze? - zapytałem cicho. - Sama się taka stworzyłaś? - mój wzrok był pełen pytania i przenikał przez nią, lśniąc ciepłym złotem.
Byłem nachalny? Trochę. Ale chciałem wiedzieć. Z własnej, nieposkromionej żądzy. Czarna Krew i gorąc wrze w moich żyłach, choć nigdy nie należałem do niej sercem a wybrałem ścieżkę o wiele bardziej niebezpieczną. Mroźną. Lodowatą. Tak strasznie nie pasującą do tego, kim jestem. Kim byłem. Kim chciałbym być. Zmrużyłem oczy, gdy starał się uformować słowa. Mięśnie mojego pyska uformowały się w coś na kształt uśmiechu. W głębi duszy jednak czułem tylko niepokój. Ale... Mój ogień płonął w ciemności. Ale przecież w ciemności płonie jeszcze jaśniej. Od Światło Poranka czuć było śmierć. Ale to była piękna śmierć. Nie starość, choroba, prędzej czy później zmieniają ciało w worek wypełniony płynem. Taki koniec Stwórca przeznaczył każdej istocie. Czy piękna, czy szkaradna, mała czy duża. Żyje długo czy krótko, budzi grozę czy politowanie. Raczej śmierć w oceanie krwi, która uwalnia od okropności życia.
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sro Lut 10, 2016 4:03 pm

Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w oddechu, żebra poruszały się, rozciągając skórę. Był to życiodajny oddech, ale ona czuła się tak, jakby to życie jej odbierał. Może to życie po śmierci jest prawdziwym życiem, a to, co jest w tej chwili to po prostu koszmar, który trzeba przetrwać? Zadrżała, czując w sobie niecierpliwość, pragnienie odpowiedzi na to pytanie, doświadczenia tego na własnej skórze. Jednocześnie bała się odejść od tego, co znała. Bo co, jeśli okaże się, że potem jest jeszcze więcej cierpienia? Albo gorzej, bo cierpienie jest uwarunkowane życiem. Jeśli potem nie ma już nic, tylko ciemność i zimno? Czy można czuć, jeśli przestaje się istnieć?
- Nie... - jej cichy, zniekształcony głos zadrżał. - Kiedyś... To tak dawno... Pamięć zawodzi.
Trudno było jej mówić, a szczególnie o tym.
- To mój umysł sprawił, że taka jestem. Chciał uciec... Od myśli - wyszeptała wyjątkowo składnie i wyraźnie jak na nią.
W przeciwieństwie do Kishana ona pasowała do Inkwizycji. Zazwyczaj była zimna, nie dopuszczała do siebie żadnych emocji, nie dawała oznak zainteresowania czymkolwiek. Teraz coś się zmieniło, jakby lód gnieżdżący się w niej od tak dawna, trochę stopniał. Było to zaledwie kilka kropel, ale wiele zmieniało. Czuła tępy ból i nie chodziło o ciało, ale o duszę. Stara rana poczęła się otwierać, zarośnięta drzazga zaczęła wychodzić na powierzchnię. Światło czuła strach, podjeżdżający do gardła.
Powrót do góry Go down
Eshgo

avatar

Posts : 42

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Sob Cze 04, 2016 8:50 pm

Kary ogierek dreptał żwawo przedzierając się przez zaspy i bezlistne, cierniste krzewy. Dotrzeć nad brzeg jeziorka nie było wcale łatwo. Eshgo nsłuchiwał odgłosów dobiegajacych z lasu, w tym skrzypienia śniegu pod ciężarem jego kopyt i własnego oddechu, zamieniającego sie natychmiastowo w parę i osiadającego zamarzniętymi kropelkami na chrapach. Aedion twierdził, że jest arabem. Że powinien kochać skwar, gorące piaski i upalne powietrze pustyni. On jednak nie zgadzał się z ani jednym z tych twierdzeń. Nie znosił wysokich temperatur, a brak wiatru był dla niego po prostu nie do wytrzymania. Był niezwykle odporny na mróz, jak na swoje rzekome pochodzenie i bardzo krótką sierść.
Drobne kopytka zastukały o grubą warstwę lodu pokrywającą wody niewielkiego jeziorka. Tundra wyglądała, brzmiała i pachniała tak jak zwykle. Jakby za nic miała powódź i jej skutki, które w pozostałych częściach krainy zmusiły konie do poszukania sobie nowych domów. Tutaj nadal było zimno, cicho. Jeziorko nigdy nie odmarzało, teraz jednak utworzył się na nim pzrerębel. Tego właśnie oczekiwał Eshgo. Nie zważając specjalnie na ostrożność, podszedł aż na sam środek jeziora. Pochylił się i zanurzył pyszczek w przyjemnie lodowatej wodzie.Brakowało mu tego tak bardzo. Podczas wielodniowej przeprawy przez pustynię, jedyną wodą, jaką mieli do dyspozycji była ta wypełniająca błotniste kałuże. Wymieszana z piachem i pyłem, gorąca i paskudna. Konik z obojętnym spokojem raczył się chłodnym płynem. Pewnie niedługo skieruję się z powrotem na brzegi tundry, tam gdzie rozdzielił się ze swoim towarzyszem. Obaj nadal nie postanowili co zrobią. Zdrowy rozsądek nakazywał dołączenie do jakiegoś stada. Kto jest sam, nie przetrwa czasu wojen i powodzi.
Powrót do góry Go down
Kaishi

avatar

Posts : 20
Age : 17

PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   Pią Lip 15, 2016 3:34 pm

//Zakładam, że nie ma tu nikogo.

Przybiegłem tu spokojnym galopem. Im bardziej zbliżałem się do jeziora tym bardziej stawałem się czujniejszy. Strzygłem uszami na wszystkie strony. Usłyszawszy podejrzany szelest w krzakach gwałtownie się zatrzymałem i spojrzałem w tamtą stronę. Za bezlistnymi, oblodzonymi roślinami nie było jednak nic. Dziwne to miejsce. Ostrożnie ruszyłem stępem przed siebie. Biały puch skrzypiał mi pod kopytami, a nieliczne śnieżynki spadające z nieba zatrzymywały się na mojej grzywie i sierści. Otrzepałem się z nich w marszu, lecz po chwili pojawiły się nowe. Tym razem strącił je mocny podmuch wiatru, który wydał smutny i niepokojący dźwięk. Zastanawiałem się czy może nie zawrócić, ale musiałbym wracać znowu idąc przez wielkie zaspy śniegu. Nagle skrzypienie śniegu zamieniło się w miarowy stukot o coś twardego. Schyliłem się i odgarnąłem trochę śniegu, następnie powoli wycofałem się. Nie miałem zamiaru ryzykować kąpieli w lodowatej wodzie. Stojąc może z metr od lodowej tafli przyglądałem się jej z ciekawością. Jak zimno musi tu być, że aż całe jezioro zamarzło? Pomyślałem i poddenerwowany skuliłem uszy strzelając przy tym ogonem.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zamarznięte Jezioro   

Powrót do góry Go down
 
Zamarznięte Jezioro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Śnieżny Płomień :: Północna Tundra :: Stumilowy Las-
Skocz do: