Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 sitowie nad brzegiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Paź 23, 2015 7:45 pm

// Tormento, to była umówiona sesja, muszę Cię niestety odrobinkę zignorować


Usłyszałam piosenkę nuconą przez ogiera, który tu przybył. Uniosłam łeb i spojrzałam z zainteresowaniem na niego. Fryz, to nie ulegało wątpliwościom... Ale ostatni fryz, którego spotkałam był nadęty i podły, nie za dobrze mi się ta rasa kojarzyła. Jednak ten tutaj wydawał się bardzo radosny i naprawdę szczęśliwy. Skinęłam mu na powitanie i zaczęłam dalej skubać trawę, wyprężona.
Kiedy ogier się przywitał i zagaił, podniosłam wzrok i zastrzygłam uchem.
- Witaj Książę - powiedziałam spokojnie, patrząc na niego. Podziwiałam jego dobrze umięśnione ciało i zaczynałam się zastanawiać, jak wyglądałby nasz potomek. Co za myśl! - zbeształam się w głowie. Chociaż... to nie był zły pomysł. Zawsze chciałam mieć syna karej maści. Zbeształam się jeszcze raz. - Tak, chociaż nie miałam takiego zamiaru. Czasami wędruję niezależnie od siebie samej. Moje nogi prowadzą mnie, gdzie chcą - westchnęłam. Ciekawe, czy ma partnerkę? Pewnie tak, to jeden z niewielu ogierów w naszym stadzie.
Spojrzałam mu w oczy. Tak, bardzo chętnie porozmawiałabym z nim na ciekawsze tematy. Tylko jak na to zareaguje? Ledwo co go poznałam... Czy władczyni powinna tak robić...? Tak, moja pozycja zobowiązuje do jakiejś wstrzemięźliwości. No ale hej, przecież to nie znaczy, że mam żyć w celibacie! Poza tym ten koń był naprawdę wymarzonym ojcem. Zdecydowanie chętnie dłużej z nim porozmawiam.
- Jak cię zwą? - zapytałam. Nie byłam pewna, czy już słyszałam jego imię. On znał moje, nie wiedziałam skąd, pewnie coś mi umknęło. Wiele rzeczy mi umyka.
Spojrzałam na słońce.
Powrót do góry Go down
Czarny Książę

avatar

Posts : 77

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Paź 23, 2015 8:02 pm

CK był naprawdę szczęśliwy i ta radość biła od niego na kilometry. Nie wyobrażał sobie nawet przez moment, że ta surowa przywódczyni która dość ostro wygnała pijaków z opuszczonej komnaty może się okazać sympatyczna. Zdawała mu się być porządna i charakterna nie dopuszczająca nikogo przed majestat swojej władzy. Ale też wyjątkowo... urodziwa ! Widział w swoim życiu wiele klaczy przeważnie przeciętnej urody nie wyróżniających się z tłumu, ale ona była olśniewająca. Poczuł te znane mu doskonale motyle w brzuchu które zakręciły porządnie jego wnętrzności. A uważałem ją za kogoś kto żyje samą władzą. Nie sądziłem, iż jest tak miła. Wpatrywał się w nią jak w boginię afrodytę która dopiero zstąpiła na ziemię. Mało tego przez moment z jego głowy wyleciała Mianka i Ingrid które stały się teraz mniej ważne. Liczyła się ona, tylko ona. Nie potrafił z siebie wykrztusić kilku sensownych słów, a mówcą był świetnym. Teraz najzwyczajniej się świecie się zmieszał i usilnie opanował kotłujące się w nim emocje. Chciał z nią porozmawiać na wiele tematów, dowiedzieć się czegokolwiek o jej życiu i zainteresowaniach. Spędzić choć trochę więcej czasu, wydawała mu się nader interesująca. - Podróże to wspaniała rzecz, poznajmy przy tym lepiej samych siebie. Sam też lubię wędrować i podziwiać piękno przyrody - dodał po chwili. Nadal się uśmiechał radośnie i lekko. Przestał się stresować bo po co ? - Zwą mnie Czarny Księciem, przepiękna pani - dodał czarująco.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Paź 23, 2015 8:19 pm

Ogier był niesamowity. Im dłużej na niego patrzyłam, na grę jego mięśni pod skórą, na połyskliwie czarną sierść, tym bardziej pragnęłam zrobić tyle różnych rzeczy... Ale nie, to on musi zacząć. Musi pokazać, że mnie wybrał. Że już coś dla niego znaczę. A potem ja muszę pokazać to samo jemu. Tak. Inaczej się nie liczy. Inaczej to tylko słowa. Puste słowa, które może coś znaczą, lecz nie dają tego, czego pragnęłam.
- Piękno... - powiedziałam, przybliżając się powoli. - Kochasz je, ale czy wiesz, jakie naprawdę jest? - cicho powiedziałam, obserwując ważkę lądującą na wysokim źdźble trawy. Małe, przezroczyste skrzydełka zadrżały, owad lustrował teren, a jego pancerzyk zalśnił błękitem. Poderwał się do lotu... i zniknął. - Piękno jest nieuchwytne. Wystarczy chwila, a wymyka ci się z rąk (w tym przypadku kopyt).
Uśmiechnęłam się lekko, słysząc komplement. Imię pasowało do ogiera, trudno, żeby nie. Wdychałam jego zapach i patrzyłam w jego oczy. Tak. Idealnie.
Teraz szatkowałam go uważnym spojrzeniem, a na moim pysku nie gościł żaden radosny grymas. Zbliżyłam się i w skupieniu dostrzegałam najdelikatniejsze detale jego pyska, grzywy i oczu. To była magiczna chwila, wreszcie się dowiedziałam, jak bardzo pragnę jego bliskości. Pragnę go jako ojca dla mojego syna.
Wiem, że będzie najlepszy.
Wiem.


Ostatnio zmieniony przez Arcana dnia Czw Lis 05, 2015 6:06 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 16

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Paź 23, 2015 8:43 pm

//sorki, nie wiedziałam... już znikam;) Jakoś musiałam zakończyć...

Klacz podniosła nagle głowę, gdy zobaczyła na ziemi cień ptaka. Na jasnym niebie zobaczyła ciemną sylwetkę, mknącego jak wiatr kruka. Zawsze je lubiła. Były ciche, mądre i tajemnicze. Poza tym zawsze kojarzyła je z Nirwaną, boginią ciemności. Uważała również, że każdy kruk jest uosobieniem tej niezwykłej boginii. Postanowiła więc z nią "porozmawiać". Ruszyła powolnym, prawie bezszelestnie, starając się omijać trzciny. Chciała zachować się jak najciszej. Szła dokładnie za znikającym w oddali czarnym ptakiem. Gdy woda stała się nieco płytsza, ruszyła galopem.

z/t
Powrót do góry Go down
Czarny Książę

avatar

Posts : 77

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 05, 2015 7:03 pm

Z pyska ogiera zszedł głupkowaty uśmiech, minę przybrał na pozór poważną, choć tak naprawdę lustrował każdy ruch i gest Arcany. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej czuł narastające motyle w brzuchu. Ona nie była ładna, ona była przecudowna ! Mógłby tak stać i patrzeć się na nią godzinami, wymieniając każdy szczegół jej doskonałej urody. Zaniemówił i stał przez moment jak kołek, wpatrując się głęboko w ślepia gniadoszki. Podobne są one zwierciadłem duszy... Ogarnij się Książę, pamiętasz co było z Clarie ? Wróć na ziemię, nie możesz po raz kolejny wpakować się w kłopoty. Próbował się niezbyt skutecznie strofować w myślach, ale uwodzicielska natura ogiera wygrywała. Kiedy poczuł ją jak się do niego zbliża, bez namysłu musnął ją chrapami po szyi, subtelnie i delikatnie tak jak na prawdziwego gentelmena przystało. - Piękno bywa ulotne... lecz trwa uroda nigdy nie przeminie o pani nieziemska - wyszeptał uwodzicielsko do jej ucha. Długa czarna grzywa, rozwiała się na wietrze, prezentując go tym samym w dumnej i wspaniałej pozie. Zbliżył się do niej łagodnie, a pysk jego tym razem zawędrował dalej na grzbiet.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 05, 2015 7:14 pm

Kiedy poczułam jego chrapy na szyi, aż cała zadrżałam z emocji. O kosmosie, nigdy się tak dobrze nie czułam. Odwzajemniłam gest trochę bardziej przeciągle.
To był pierwszy dzień mojej rui i czekałam, aż ogier to zauważy i... wykorzysta. Nie potrzebowałam miłosnej historii z tym ogierem, potrzebowałam krótkiego, epizodycznego i w pełni nie zmarnowanego spotkania, które zakończy się dla mnie źrebakiem.
- Książę... Na pewno masz już partnerkę, jednak myślę, że ona to zrozumie. Proszę cię, abyś zrobił to dla stada. Bo ja... potrzebuję następcy albo następczyni. Obiecuję, że z niczym się to nie będzie wiązało. Oczywiście jeżeli nie chcesz.
Delikatnie podgryzłam go w ucho, a potem przeniosłam uważne spojrzenie na jego oczy. Nie chciałam widzieć w nich niepewności. Potrzebowałam zgody.
Zadarłam głowę, a wiosenny wietrzyk muskał moją szyję i rozwiewał grzywę na przeróżne strony otaczając aureolą kasztanowego światła.
- To jak? Zgodzisz się?
Chciałam, żeby powiedział "tak", a potem... zobaczymy, co potem.
Powrót do góry Go down
Czarny Książę

avatar

Posts : 77

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 06, 2015 5:54 pm

Karus nie był jakimś stadnym zapładniaczem, a jeśli Arcana za takowego go wzięła to miała nierówno pod sufitem. Jeśli miał mieć z klaczą potomka, to jasne było dla niego jak słońce, że się z nią wiązał na dłuższy czas. Nawet jeśli był to w dużej mierze związek z rozsądku i stworzony tylko dla zapewnienia źrebakowi szczęśliwej rodziny. CK należał do rozsądnych, odpowiedzialnych ogierów które nie skaczą sobie od tak z kwiatka na kwiatek. Gniadoszka wzbudzała w nim jednak gorące emocje których Czarny nie potrafił zdusić w sobie. Jest taka zachwycająca, taka... olśniewająca, taka piękna, taka.. po prostu cudowna ! Zapomniał o Miance, o wszystkich przyrzeczeniach jakich postanowił trzymać się po śmierci swojej ukochanej partnerki Aqu'y : być wiernym jednej klaczy, nie tracić czasu na przelotne romanse i ustatkować się ze spokojną Trakenką. To wszystko traciło na znaczeniu, gdy na nią patrzył. Jawiła mu się jako jakaś nimfa leśna albo ziemska córka bogów. Wciągnął przyjemną woń rui do nozdrzy, słuchając tego co ma do powiedzenia. Pokiwał lekko głową. - Spłodzenie potomka, moja droga Arcano zawsze z czymś się wiążę. Przecież będzie on pochodził z mej krwi i ciała. Będzie moim protoplastą, w której przetrwa cząstka mnie - [b] wypowiedział tym głosem mówcy którego zazwyczaj używał na zebraniach albo w większej grupie koni. [b]- Tylko ktoś pusty i nieodpowiedzialny, zabawia się jednorazowo z klaczą, a potem zostawia ją samą ze źrebięciem. Arcano, czarująca ... zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Czy zechcesz zostać moją partnerką i wychować ze mną swojego następcę ? - zapytał z nadzieją w głosie. Jeśli się nie zgodzi, no cóż odejdzie stąd z honorem i zapomni o wszystkim.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 06, 2015 6:20 pm

To, co powiedział później, zdobyło moje wielkie uznanie. Zachowałam spokojny wyraz pyska, ale w głębi serca cieszyłam się jak szalona, że on nie jest taki jak... inne ogiery.
- Cieszę się, że tak uważasz. I... dziękuję ci - powiedziałam. Przywróciłeś moją wiarę w ogiery, którą tak bezmyślnie spartaczyli zapijaczeni Szafran i Mariush, a także zadufany w sobie, zalany pychą jak gołąbki w sosie pomidorowym Espilce. Kosmosie, jak ja go nie znosiłam! Ogólnie... było z czego wybierać.
- Mówisz mądrze i trafnie, a ja zgadzam się z tobą całkowicie. Oczywiście, że chcę zostać twoją partnerką, tak długo jak to będzie wykonalne. I... nie wyobrażam sobie nikogo lepszego do wychowania następcy... lub następczyni - powiedziałam spokojnie, a potem zbliżyłam się i musnęłam chrapami jego pysk, dając delikatny, ale jasny sygnał, którego z całą pewnością nie pomylił z niczym innym.
Nie mógł.
Na pewno zrozumiał.
Lekko uniosłam ogon i uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem gotowa.
Powrót do góry Go down
Czarny Książę

avatar

Posts : 77

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 06, 2015 6:59 pm

Książę był co prawda romantykiem, marzycielem i niezwykle kochliwym ogierem. Ale przy tym wykazywał się odpowiedzialnością i nigdy nie porzuciłby matki swojego potomka w czasie ciąży, a ni tym bardziej gdy źrebię byłoby małe i potrzebowało zgranej rodzinki. Taki z niego delikwent, trochę pokręcony, ale czuły i dobry dla bliskich. Gdyby Aqua żyła sprałaby mnie na kwaśne jabłko za romanse z innymi... Wstyd, mu było za to, że w tym z jego głowy wyparowała na moment zmarła siwka oraz źrebaki którym dał życie na Risum. Starał się już o tym zapomnieć i nie wracać do dawnych lat. Tu zaczynał wszystko od nowa i zamierzał założyć nową, liczną rodzinkę. Pocałował ją namiętnie w pysk na przypieczętowanie tego miłosnego kontraktu. Trudno było mu w duchu określić to innym słowem niż "umowa", wszystko zostało przecież zawarte głównie z rozsądku i za porozumieniem obydwojga stron, bez większych uczuć, bez tego "czegoś". Bez tej chemii która splata ze sobą na wieki dwie dusze i przynosi prawdziwe partnerstwo. Nie żałował jednak, po wydarzeniach z Clarie, wolał wiązać się z kimś raczej z rozsądku, niż z namiętności i żaru uczuć. Namiętność szybko przemija, a potem zostaje tylko przyzwyczajenie i przywiązanie. Związek oparty na przyjaźni i wsparciu, przetrwa dłużej... Już dawno doszedł do takich wniosków i póki co wspaniale się sprawdzały w życiu młodego ogiera. Motyle w brzuchu jakby ustały, a on spojrzał w dal chłodno. Fala namiętności wezbrała gwałtownie, opadając coraz bardziej w odmęty świadomości ogiera. Obszedł ją dookoła, sprawdzając czy rzeczywiście jest gotowa. Zbliżył się do niej od tyłu i podgryzł zadziornie w kłąb. Pyskiem przejechał odrobinę we wrażliwych miejscach klaczy i bez większych ceregieli, wylądował na niej zgrabnie. Wchodził łagodnie, bez energicznych ruchów, domyślając się, że robi to pierwszy raz.
- Jak myślisz to będzie syn czy córka ? - zapytał jakoś tak bez powodu.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 06, 2015 7:16 pm

Widziałam, jak o czymś pomyślał. Coś się zmieniło i było jakby spokojniej, chłodniej, bardziej prozaicznie. Zrobiło mi się trochę melancholijnie. No cóż, skoro tak chciał. Moja prośba zostanie spełniona, więc dla mnie wszystko było tak, jak trzeba. Bez zbędnych słów. Bez zbędnych emocji. Bez zobowiązań.
Stanęłam spokojnie i czekałam na jego decyzję.
No cóż, jakby na to nie patrzeć, znalazłam się w dziwnym położeniu. Chwila, moment. Co mnie nagle wzięło na potomka?! Nie jestem gotowa! Nie chcę źrebaka!
Chociaż z drugiej strony... Nigdy nie miałam przy sobie takiej małej, kruchej istotki, która byłaby dla mnie najważniejsza na świecie, którą bym kochała tą słodką, bezgraniczną, matczyną miłością.
Czy to tak będzie?
Aby się przekonać, mogłam zrobić tylko jedno. Uspokoić się i czekać.
Delikatnie pomagałam ogierowi, musiałam przyznać, że doznanie było wspaniałe, a jego obecność przyjemna i kojąca. Ledwo dosłyszałam jego głos, kiedy zadał mi pytanie.
- Bardzo chciałabym córkę - powiedziałam rozmarzona. - Choć w przyszłości pragnę mieć więcej następców. Oczywiście źrebię, które ty mi dasz, jako pierworodne, chociaż będzie najważniejsze dla stada, nigdy nie zepchnie innych na drugi plan - mówiłam coraz ciszej, bardziej do siebie niż do księcia. Pewnie nawet tego nie dosłyszał.
Na chwilę zatraciłam się w przyjemnych doznaniach.
Powrót do góry Go down
Czarny Książę

avatar

Posts : 77

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 06, 2015 7:41 pm

Rzeczywiście ogiera ogarnęła przejmująca melancholia, znowu przypominały mu się miłosne momenty z Aquą. Myślał nie tylko o niej, ale też o Miance. Zastanawiał się jak przyjmie wiadomość o tym, że był z inną klaczą oraz spłodził z nią źrebaka. Mało tego, jeszcze zobowiązał się być z nią na dłużej i wychowywać ich wspólne maleństwo. Po chwili porzucił tą zdradliwą myśl, postanawiając karej nie mówić, o tym wszystkim co się działo i milczeć jak grób. Wrócił do rzeczywistości po kilku minutach, wprawiając swoje uda w koliste ruchy które za pewne musiały sprawić klaczy wielką przyjemność. Wyobrażał sobie już ich potomka, kasztanowatą energiczną kuleczkę która nie daje nikomu spokoju swoimi pytaniami. Kolejna mała Crystalia, tyle, że bardziej wybuchowa. I podobna charakterkiem do swojej mamuśki. On tymczasem kontynuował swoje czynności, posuwając się bardziej do tyłu tym samym odciążając Arcanę. Połączenie nastąpiło gwałtownie, a on całkiem się w niej zanurzył. W jej łonie powstało nowe życie, następny przywódca Halnych i ich wspólny źrebak. - Pokocham je bez względu na płeć. Na pewno będzie cudowne i mądre tak samo jak ty Arcano - odparł rozmarzonym głosem. Nie chciał zbytnio jej przeciążać, ostrożnie zsunął się więc z jej grzbietu i wylądował kopytami na ziemi. Było po wszystkim... Pocałował ją namiętnie i wybitnie długo.- Kocham Cię, Arcano, Ciebie i nasze maleństwo - powiedział romantycznym tonem.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 06, 2015 8:24 pm

Ta część mojego życia była dość nudna dopóki Czarny Książę nie zaszczycił go swoją obecnością. Oj tak, teraz było naprawdę ciekawie. Uwielbiałam go, nie mogłam się już doczekać wspólnego potomstwa. Wspaniale będzie wychowywać naszego źrebaka, patrzeć jak dorasta i cieszy się życiem.
Było coraz lepiej. Aż drżałam z emocji, mając nadzieję, że nie wyglądam jak podsmażony na kasztanowy brąz, dogorywający i skaczący dziko jak szatan po patelni naleśnik oblany toną czekolady, bo szczerze mówiąc, tak właśnie się czułam. Oblana słodyczą, mięciutka masa tak szczęśliwa, że aż nie wytrzymuje.
Napędzana impulsem, ucałowałam Księcia w sam środek pyska i gdy tylko skończył swe dzieło, a w moim łonie powstało nowe życie, miałam ochotę tańczyć, albo pluć sarkazmem, ewentualnie coś zjeść!
O nie. Za wcześnie. Jeszcze nie pora na ciążowe szaleństwo.
Kiedy złączyliśmy się w pocałunku, trochę zwiotczałam, ale szybko przywróciłam się do porządku.
- Ja też cię kocham, Czarny Książę. A ona lub on - dotknęłam delikatnie brzucha. - Pokocha cię równie mocno.
Uśmiechnęłam się i jeszcze raz, delikatnie go pocałowałam, odzyskując spokój i harmonię ducha.
- Muszę już iść. Mam nadzieję, że za niedługo znowu się spotkamy - potem mrugnęłam do niego i odgalopowałam.

z/t
Powrót do góry Go down
Czarny Książę

avatar

Posts : 77

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Sob Lis 07, 2015 6:58 pm

Życie przyniosło mu tyle zaskakujących rzeczy w ostatnim czasie... Wrócił do związku, ze swoją byłą Mianką i poznał Arcanę, która wkrótce urodzi ich wspólnego potomka. Nie powiem o niczym Miance, nie może się dowiedzieć o mnie i o Arcanie. Nie chcę jej stracić, kocham ją najbardziej na świecie. Jest wspaniałą klaczą. Mądrą, spokojną, opanowaną i dobrą. Zwariowałbym bez niej, to ona jest moim skarbem i sensem życia, bez niej nie istnieję i ja. Nie tylko jest moją partnerką, ale też najlepszą przyjaciółką. Z nikim mi się tak dobrze nie rozmawia i spędza czasu jak z nią. Rozmyślał w dużej części o Trakence, Arcana nie dorastała jej pod żadnym względem do pięt. Nie była w żadnym calu tak piękna i inteligentna jak właśnie ona... Kochał ją szczerze tak jak kiedyś Aquę, uważał ją za tą jedyną jedyną którą podesłał mu szczęśliwie los. Do przywódczyni Halnych nie czuł zbyt wiele, związał się z nią dla źrebaka który ma się narodzić czyli z rozsądku. Na pożegnanie ucałował ją lekko w pysk i powiedział - Moja najdroższa, stworzymy wspaniałą rodzinę - wyszeptał do jej ucha ciepłym głosem. Zrobił kilka kroków na przód, nawet się nie oglądając za wybuchową kasztanką. Myślał teraz tylko o swojej karej miłości. Wybył i zniknął za horyzontem.
z/t
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 12, 2015 7:58 pm

Przymknęła delikatnie oczy, wciągając głośno powietrze nosem. Skupiła się nieco na woni panującej w okół niej, zapominając na pewną chwilę o wszystkim innym. Poruszyła lekko uchem, badając przy tym dźwięki otoczenia i samą wyobraźnią badając miejsce, do którego przybyła. I choć mogła je chwilę wcześniej zbadać wzrokiem - nie zrobiła tego. Nie chciała sobie psuć zabawy. Uśmiechnęła się lekko i z pewną nadzieją w ciemnych oczach, otworzyła je. Po chwili nieco posmutniała. Nie tak wyobrażała sobie to miejsce. Jednak wyrzuciła szybko wyobrażenie z głowy i podeszła nieco bliżej wody. Znieruchomiała nagle i szybko odwróciła łeb w stronę dźwięku, który nagle dobiegł do jej uszu. Ujrzała dwie kaczki, na widok których uśmiechnęła się delikatnie i poczęła obserwować je w milczeniu.
Powrót do góry Go down
Mianka

avatar

Posts : 246
Age : 14

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 12, 2015 8:20 pm

Minka zawędrowała tu powolnym krokiem, chcąc pozwiedzać tereny krainy, czego absolutnie zakazała sobie robić, kiedy wybuchła zaraza. Nie miała zamiaru zachorować. Ale teraz było już po wszystkim, lekarstwo zostało odnalezione, wszyscy wyzdrowieli, było bezpiecznie. A więc teraz zanurzyła się między sitowiem i postanowiła zniknąć na chwilę. Odczekała chwilę w ciszy, ale usłyszała odgłos. Dźwięk końskiego oddechu, nie tak daleko od niej. Wyrzuciła głowę z zarośli i ujrzała jakiegoś źrebaka, wpatrującego się gdzieś indziej. Cześć!- rzuciła w roztargnieniu. Wynurzyła się z sitowia, otrząsając się przy tymi starając się, żeby krople wody, które osiadły na sierści klaczy nie poleciały na obcą. Dopiero teraz Mianka zauważyła, że jest w strasznym nieporządku. Grzywa wyglądała jak słomiana strzecha, a ogon jak miotła. Uśmiechnęła się bezradnie. Dobrze, że to nie Książe. - stwierdziła w duchu i coś sobie przypomniała- A i... Jestem Mianka.- przedstawiła się.
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 12, 2015 8:37 pm

Kaczki po prawdzie nie robiły nic interesującego, bo tylko krążyły sobie w jednym miejscu, aczkolwiek Solveig i tak wpatrywała się w nie jak urzeczona. Najbardziej przykuł jej uwagę samiec - kolorowy, momentami zdawałoby się, że dostojny. Szczególnie ten zielony łeb był, w mniemaniu klaczki, urodziwy. Nie to co samica. Nudna, cała praktycznie jednego koloru. Brąz z prześwitami jasnego brązu. Młoda westchnęła cicho i odwróciła swój wzrok od kaczek, pozostawiając je samym sobie.
Cześć!
Niemalże podskoczyła, słysząc to słowo gdzieś obok. Rozejrzała się nieco przestraszona tak, przynajmniej w jej mniemaniu, gwałtownym przybyciem jakiejś istoty. W końcu ujrzała powód, dla którego młode serce zaczęło tak mocno bić ze strachu. Zbadała wzrokiem klacz, jak się okazało. Nieco spoważniała.
- Dzie-dzień dobry - odparła, przechylając nieco łeb i przyglądając się nowo przybyłej. Wygląd zdecydowanie starszej klaczy wprawił Solveig w lekkie zakłopotanie. Nie wiedziała, czy może się z tego powodu uśmiechnąć, zaśmiać czy jakkolwiek inaczej zareagować, by ta się nie poczuła urażona. Toteż po prostu stała z kamiennym wyrazem pyska. - Miło m-mi Cię poznać, Miank-ko. Nazywam się Solveig. - Starała się powstrzymywać swoje uporczywe jąkanie się, jednak wciąż była przed nią długa droga, by całkowicie wyzbyć się tego okropieństwa.
Powrót do góry Go down
Mianka

avatar

Posts : 246
Age : 14

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Pią Lis 13, 2015 10:33 pm

Klacz usłyszała jak obca się przedstawiła. Zauważyła jej problem- jąkanie się. To pewnie wynikało z nieśmiałości. Ale ze speszenia się rozmową ze starszą od siebie osobą. Ale cóż, świat nie jest doskonały. A więc witaj Solveig! - uśmiechnęła się zachęcająco. Była też bardzo ciekawa, czemu taka klaczka chodzi sama, a nie bawi się ze swoimi rówieśnikami. Przecież może być typem samotnika. - zasugerowała słusznie i spytała się o coś, o co zazwyczaj pyta się obcych. Z jakiego stada jesteś? Nie to, że nie lubiła innych stad, tylko miło wiedzieć, gdzie szukać swojego rozmówcy, gdyby chciało się go znaleźć. Co prawda, SMN ostatnio nie kojarzyło się jej zbyt dobrze, SCK trochę lepiej, to SHW było wspaniałe. Tak przynajmniej uważała. Machnęła zamaszyście ogonem i czekała na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Sob Lis 14, 2015 4:34 pm

Niestety, jąkanie nie było, a przynajmniej tak się Solveig wydawało, spowodowane żadną nieśmiałością bądź przestrachem. Właściwie to nawet nie miała pojęcia dlaczego tak jest, dlaczego się jąka, jednak gdzieś tam z tyłu głowy kłębiła się myśl, żeby się go jak najszybciej pozbyć, by inni nie brali jej za taką, jaką nie była. Bo tak niestety się działo. I mimo że młoda zapewniała samą siebie, że nie dba o opinię innych, to i tak to był jeden z powodów, dla których chciała się pozbyć tego jąkania. Chyba sama nie do końca wiedziała czego chce i co ją obchodzi, bo coraz częściej łapała się na różnych sprzecznościach w myśleniu.
Powodem drugim było to, że ją to denerwowało, rzecz jasna.
Uśmiechnęła się słabo w stronę Mianki, jakby na przywitanie i lekko kiwnęła głową. Też w geście powitania.
- Należę d-do s-stada M-morskich Nimf - odparła ze spokojem. Przyjrzała się klaczy. Solveig z góry założyła, że ta nie należy do tego samego stada co źrebię. I w sumie trochę szkoda, bo do tej pory jej kontakt ze współbratymcami z Morskich Nimf był... Nijaki. No, po prostu go nie było. - A ty?
Gdzieś tam w głowie pojawił jej się pomysł, coby podpytać starszą o krainę, w której się znajdowały. Bo wiedziała niewiele, a niewiedza zawsze była taka... Denerwująca.
Powrót do góry Go down
Mianka

avatar

Posts : 246
Age : 14

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 19, 2015 8:08 pm

Mianka usłyszała, że Solveig była ze stada Morskich Nimf. no, cóż, to stado nie cieszyło się u niej zbyt dobrą opinią, z powodu Dalli i Hery. Ale przecież całe stado nie jest takie samo!- wypomniała sobie klacz. Na przykład ta mała jest miła, uprzejma i trochę nieśmiała. Na pewno nie pije i nie szuka chłopaków.- wyjaśniła sobie trakenka. W końcu się przemogła i uśmiechnęła się miło. Ja jestem z Halnego Wiatru. - odpowiedziała. Widziała, że klaczka miała taki wyraz pyska, jakby chciała o coś spytać. Jeśli chcesz coś wiedzieć, to pytaj, śmiało. Kto pyta nie błądzi.- zaśmiała się serdecznie i życzliwie spojrzała na małą. Kiedyś wyrośnie z niej mądra osóbka.
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 19, 2015 8:40 pm

Bardzo zastanawiało ją to, o czym myśli klacz. Co siedzi w jej głowie, w okół czego skupione są myśli trakeńskiej przybyszki. Bo to zawsze było interesujące - obserwować innych, z ukrycia czy wręcz przeciwnie, badać ich zachowanie i zastanawiać się o czym myślą. Chciała wiedzieć jak bardzo się różnili od niej - czy może właśnie jak bardzo byli do klaczki podobni. Bowiem nigdy nie mogła być pewna po rozmowie z kimś, czy nie nałożył jakiejś maski czy po prostu nie kłamał. Bowiem nie ufała innym. Nawet pod tym względem.
- Halnego Wiatru? - powtórzyła dość cicho, obserwując z tajemniczym wyrazem pyska klacz. Jakby próbowała wyczytać z niego jak najwięcej informacji, nie wiedząc samej o czym konkretnie. Ot, po prostu. Wtem Mianka odezwała się ponownie.
Na obliczu Solveig wykwitł uśmiech i od razu spoglądała na klacz jakoś tak przychylniej.
- Racj-ja - zgodziła się, mówiąc dość wesołym tonem i dalej się uśmiechając. - Op-powiedziałabyś mi o t-tej krainie? - W jej umyśle nagle pojawiła się myśl, jakoby ta mogła ją zaraz wyśmiać za to, że się o to pytała. Zerknęła na Miankę z lekkim niepokojem.
Powrót do góry Go down
Mianka

avatar

Posts : 246
Age : 14

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Sob Lis 21, 2015 6:31 pm

Cóż, klacz nie zdziwiła się zbytnio na pytanie małej. Też chciałabym wiedzieć wszystko...- zażyczyła sobie w myślach i zwróciła się do Solveig. Cóż, sama nie do końca znam tę historię, ale coś tam wiem. Jest to kraina, w której mieszkali kiedyś ludzie, ale z nieznanych mi powodów, zniknęli stąd. W końcu przybyli tu koniowaci, w tym ja i powstały trzy stada; Czarna Krew, Halny Wiatr i Morskie Nimfy. A potem przypałętała się Zaraza! SCK i SHW zawarły sojusz w obliczu Zarazy. Zaraza wyleczona. To chyba na tyle. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?- wyrzuciła z siebie wszystko na jednym oddechu. Nie było tego tak dużo. Oj, historia Mianki była dłuższa! Ale tego nie zamierzała przekazywać Sol, to miało zostać dla niej. Westchnęła cichutko na myśl o Risum.
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Sob Lis 21, 2015 7:28 pm

Ulga. Poczuła niesamowitą ulgę, gdy jej obawy względem wyśmiania przez Miankę się nie sprawdziły. W sumie to nawet nie wiedziała skąd się ona wzięła, przecież to nic dziwnego, że młoda chciała się dowiedzieć czegoś o miejscu, w którym aktualnie mieszkała, prawda? Zatem obawy te były bezpodstawne, to mogła stwierdzić po dłuższej chwili zastanowienia. Czyżby wpadała w jakąś paranoję? Cóż, oby nie, bynajmniej nie skończyłoby się to dobrze. Paranoja była czymś złym na dłuższą metę. Nawet nie na dłuższą, ona zawsze była zła. Tak przynajmniej sądziła klaczka.
- To... - zastanowiła się, odwracając łeb w bok i w zamyśleniu wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. - T-tooo - przedłużanie głosek było chyba najgorszym objawem jąkania się - dość n-niewiele informacji - powiedziała w końcu, kiwając lekko głową. Odwróciła pysk w stronę Mianki i lekko się uśmiechnęła. - N-n-niemniej dzięk-k-kuje. - Trudno było zignorować wesoły ton, jakim to powiedziała. - J-jak wygląd-dała t-ta zaraz-za?
Powrót do góry Go down
Mianka

avatar

Posts : 246
Age : 14

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Sro Lis 25, 2015 9:08 pm

Mianka odpowiedziała uśmiechem na uśmiech. Cieszyła się, że może tyle informacji przekazać młodszej osóbce. na pytanko na temat zarazy, klacz zamyśliła się na chwilkę. Jak to ona wyglądała.... Aha! W końcu sobie przypomniała. Pojawiały się wrzody na całym ciele, często pluli krwią. Pojawiał się też kaszel i słabiej widzieli. Nie umieli utrzymać równowagi, mdleli i majaczyli. Pojawiały się różne wysypki....- opisała ją tak, jak pamiętała. Potem spojrzała w słońce. Powoli ciemniało i zachodziło. Piękny widok! Miance przypomniało się pewne kilka słów. Przecież musiała już iść! Wybacz, że już idę, ale zapomniałam o pewnym spotkaniu i muszę już iść. Do zobaczenia!- pożegnała się krótko. Odbiegła.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Czw Lis 26, 2015 5:19 pm

Kiwnęła lekko głową, słysząc opis zarazy. Nie wzruszyło jej to w żadnym stopniu, zupełnie tak, jakby Mianka właśnie opisała pogodę. Co najwyżej zaciekawiło. Wyobraziła sobie szybko w myślach jak mógł wyglądać typowy osobnik zarażony.
- Ciekawe - stwierdziła krótko, zachowując kamienną twarz. Miała jeszcze tyle pytań, którymi mogłaby zasypać starszą klacz. Ta jednak stwierdziła nagle, że musi już znikać. Westchnęła zrezygnowana. - D-do widzenia, Miank-ko.
I odeszła.

//zt.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 16

PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   Wto Gru 08, 2015 9:31 pm

Przybiegła lekkim, sprężystym kłusem, ostrożnie stawiając swoje czarne kopyta. Jej połyskujący w promieniach letniego słońca grzbiet, okrywała teraz gepardzia skóra. W rzeczywistości zakrywała ona coś więcej niż fragment ciała. Pod cętkowanym futrem skrywało się kilka paskudnych ran, które w tej chwili wyjątkowo jej dokuczały. Podbiegła powoli do miejsca, gdzie rozpoczynało się jezioro. Stanęła na brzegu i delikatnie ściągnęła z grzbietu kocie futro, po czym zaczęła sobie przemywać czystą wodą rany. Może i nie była medykiem, ale chyba każdy wiedział, że rany trzeba jak najszybciej oczyścić. Po chwili położyła się wygodnie tuż przy wodzie i przymknęła oczy. Mimo wietrznych kołysanek, melodyjnego brzęczenia owadów, nie zasnęła. Spod przymrużonych powiek widziała jaskrawego motyla, który przysiadł na źdźble trawy i przez pewien czas przyglądała mu się, leżąc prawie nieruchomo.

Po chwili gwałtownie podniosła głowę. Coś syknęła niedaleko w zaroślach. Potem usłyszała trzepot skrzydeł. Natychmiast podniosła się z ziemi, po czym doskoczyła do tego miejsca. Wyjątkowo dziwna, niespotykana mieszanina dźwięków. Bez wahania nadepnęła na złocistego węża, który właśnie usiłował pożreć jakieś pierzaste stworzenie. Na jej szczęście gad wywinął się i czmychnął w stronę wody. Mógł przecież odwdzięczyć się jej pożądnym ukąszeniem. Wzięła ptaka, z którego powoli uchodziło życie. Nie znalazła na jego ciele śladu po ugryzieniu, więc była jeszcze dla niego mała szansa.
Z jakiegoś listka wlała mu do dzioba nieco wody, po czym położyła go obok siebie. Był nieco oszołomiony, ale na szczęście nie umierający. Obserwowała go, aż nie wstał i nie zaczął machać uporczywie skrzydłami. Uniosła nogę, pozwalając użyć jej jako miejsca do startu. Wyrzuciła go niewysoko w powietrze. Ten jednak nawet nie próbował poruszyć skrzydłami i przeszybował na grzbiet klaczy. Przeszedł do kłębu i wygodnie się usadowił.
A tobie co? - spytała ze zdziwieniem, patrząc na napuszonego ptaka drapieżnego. Białozór gwizdnął przenikliwie, po czym wbił szpony trochę mocniej.
Dobra, dobra. Chcesz sobie tam siedzieć to siedź. - burknęła w jego stronę. Ptak jedynie przekrzywił głowę, ale jednak nieco poluzował uścisk. Tak, nie ma to jak gadać z kimś, kto i tak cię nie rozumie... Z powrotem się położyła na trawie, a białozór wciąż siedział na swoim nowym miejscu.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: sitowie nad brzegiem   

Powrót do góry Go down
 
sitowie nad brzegiem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Tereny Niczyje :: Jeziora géminé :: Jezioro Luene-
Skocz do: