Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Drzewa Zimy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Pożeracz Światów

avatar

Posts : 71

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 10, 2016 1:37 pm

Zmrużył lekko oczy, garbiąc się i patrząc na ogiera. Nie spodobała mu się ta odpowiedź. Nie ruszał się przez dobre parę sekund, nie spuszczając wzroku z Mortala. Próbował zajrzeć w głąb jego duszy, wszak mówiono mu, powtarzano, jakoby to oczy miały być odzwierciedleniem duszy. Mylili się? Kłamali? Czy może nie do każdego się to odnosiło?
Do Pożeracza z pewnością. Wiedział, że nie ma duszy. Stracił, rozbiła się na miliony kawałeczków, ulotniła. Zostawiła go.
Och, czasami czuł, że jest samotny.
- Th - syknął nagle, robiąc jakiś zdenerwowany, zniecierpliwiony ruch głową. - Nie o to pytam.
Zbliżył się do niego i nachylił. Dobrze, że był nieco wyższy. Miał przewagę.
- Kim jesteś? - powtórzył. - Jaki jest twój cel? Jaki jesteś? Jak wygląda twoje życie? Twój umysł? O to pytam - stwierdził, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Na pytanie o swoje imię nawet nie odpowiedział. Zignorował je i uznał, że nigdy nie padło.
Powrót do góry Go down
Mortal

avatar

Posts : 88

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 10, 2016 1:51 pm

Nie zareagował, gdy ten do niego podszedł. Tak samo, jakby stał tam gdzie przedtem. Nie bał się go, najnormalniejszy koń na świecie, jak na przykład Mortal - inny niż reszta, jednak.
- Jestem inny niż reszta. Nie taki jak ty, czy nasza pani. Całkiem inny. - Powiedział zimnym głosem. - Czemu Ty mi na nic nie odpowiesz, a ja mam odpowiadać Tobie?
Był obojętny na jego słowa, ale dlaczego na pytanie "kim jesteś?", miałby odpowiadać, jaki jest jego umysł? Bez sensu, najmniejszego. Dość pytań, niech teraz On na coś odpowie.
Powrót do góry Go down
Pożeracz Światów

avatar

Posts : 71

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 10, 2016 2:11 pm

- Jaki? - powtórzył z naciskiem.
Nie ruszał się z miejsca. Zdawał sobie sprawę, że Mortal nie miał pojęcia z kim rozmawia. To mu odpowiadało. Pokręcił nieco łbem na pytanie ogiera. Miał ochotę parsknąć śmiechem, jakby właśnie ktoś opowiedział mu najlepszy żart w całym jego życiu. Lecz nie taki śmiech cisnął mu się na usta. Drwiący, szydzący. Zamiast tego wydobył się z niego tylko uśmiech, krzywy i przepełniony tym rodzajem rozbawienia.
- Tak to już jest - stwierdził, wzruszając barkami. Uśmieszek nie schodził z jego pyska. - Jedni pytają, drudzy muszą odpowiadać. Taka jest kolei rzeczy, mój drogi - zmrużył lekko oczy. - Nie jesteś inny. Jesteś dokładnie taki sam jak całą reszta tego ścierwa. Nie różnisz się niczym, kompletnie niczym. Wszyscy tkwimy w tym samym umysłowym bagnie, wszyscy jesteśmy spętani tymi samymi łańcuchami.
On widział w swoim pytaniu wiele sensu. Przyświecał mu inny, wyższy cel. Realizował go, z większą bądź mniejszą skutecznością. Lecz parł do przodu nieprzerwanie.
Powrót do góry Go down
Rossuwa

avatar

Posts : 530

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 10, 2016 2:34 pm

Zima, to śmierć. Wie to każdy, każdy kto ma choć trochę rozumu.. Ten kto wie cokolwiek o Północy.
Zaszumiały głodne krwi drzewa, a lodowe palce chciwie się poruszyły. -To nie wasze miejsce.- mówił jakiś głos, telepatycznie do mózgu koni. Północ jest straszna, nikt jej nie ujarzmi.
Wtem zawiał chłód, który mroził do szpiku kości. Nastała ciemność, a drzewa stawały się jęczeć. Śnieg prószył w oczy, był zimniejszy niż zwykle.
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
Mortal

avatar

Posts : 88

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 10, 2016 2:45 pm

Nie odpowiedział, bo yo nie miałoby większego sensu. Gdyby ten rozmówca lepiej znał ogiera, wiedziałby, w czym rzecz. Brak odpowiedzi - brak odpowiedzi.
- Jeśli "taka kolej rzeczy", czemu nie odpowiesz? - Uśmiechnął się, ale nie prawdziwym uśmiechem, tylko tym, co to ma w sobie sarkazm i jest nie szczery. Jak zwykle - przybrał kolejną maskę, by nie opowiadać o sobie.
- Gdybyś mnie lepiej znał, widziałbyś, co jest we mnie inne. - Jego głos był ponury, trochę tajemniczy. Nie miał zamiaru tak dłużej rozmawiać, gdy ma być przepytywany na każdym kroku. To nie jakiś sąd.
- Do zobaczenia - powiedział, gdy coś dawało im do zrozumienia, że nie są mile widziani. Nie chciało mu się kłócić z drzewami, wystarczy, że zostawił rozmówce w chłodzie i śniegu, który dotąd nie był tak zimny. Oddalił się kłusem i przeszedł w galop, całkowicie już opuszczając ten teren.
Powrót do góry Go down
Pożeracz Światów

avatar

Posts : 71

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 10, 2016 2:55 pm

Irytował się. Tak właśnie zaczyna się zagłada tych, którzy go doprowadzali do szału. Był w Inkwizycji? Och, jaka szkoda. Nie skończy zbyt dobrze, to sobie obiecał. Zemści się za taką zniewagę.
- Bo to ja pytam, nie ty - odparował sucho, nie zwracając uwagi na ów uśmieszek Mortala. I ponownie - zignorował go tak, jakby nigdy nie zaistniał.
Nie musiał go znać lepiej. Ktoś, kto jest inny, nie oświadczał tego każdemu, kogo napotkał. Pożeracz to wiedział, zdawał sobie z tego jak najbardziej sprawę. Wiatr zawiał mu ostro w oczy, drzewa ożyły. Spojrzał po nich, po ich konarach, długich gałęziach niby to palcach. Miał ochotę wykrzyknąć w świat "Wiedziałem!", aczkolwiek to nie był jego poziom. On zachwycał się triumfem po cichu, we własnym wnętrzu.
- Och, istotnie. Do zobaczenia - mruknął w stronę Mortala z krzywym uśmiechem. Spojrzał ponownie na drzewa. - Przeklęte, chore monstra więzione w ciele drzew - powiedział ponownie, tak, jak przy przybyciu na to miejsce. - Kiedyś przyjdzie na was czas. Będziecie płonąć, a ja stanę przy was, napawając się waszym cierpieniem. Każdy potwór tak kończy, bez wyjątku.
Odszedł.
/zt
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Pon Sty 25, 2016 7:58 pm

Martwy nie zna strachu.
Ciężki kaptur ciemności leżał na łysej, przyprószonej śniegiem głowie ziemi. Wokół słyszeć się dało tylko skrzypienie drzew, wyciągających swe konary w każdą stronę, jakby chciały dostać w swe pazury każdego, kto przejdzie za blisko nich. Lód skrzył się na ich martwej korze, tworząc niesamowite wzory.
Pomiędzy drzewami pojawiła się świetlista postać, wyglądająca na niematerialną. Jak duch w ciemności, wabiący swym bladym blaskiem nieostrożnych. Była to klacz o niespotykanej urodzie, zapierającej dech w piersiach. Zdawała się być jakimś aniołem zesłanym na ziemię. Koniem Apokalipsy. Nie była jednak Zwycięzcą. Nie jej zadaniem było bronić. Jej imię brzmiało Śmierć.
Zapach jej zwęszyły wilki. Miały szarą sierść. Jeden świecił w ciemności przenikliwymi, żółtymi oczami, ślepia drugiego czarne były jak onyks. Żółtooki skradać się począł w jej stronę, sądząc naiwnie, że go nie słyszy. Ale ona słyszała go doskonale. Mimo wszystko szła dalej, jakby wcale nie zdawała sobie sprawy z obecności intruza. Czarnooki tymczasem czaił się w krzakach, chcąc zastąpić jej drogę. Jego również wyczuła.
Pierwszy skoczył na nią, chcąc wbić pazury w jej zad. Słysząc pęd powietrza, wyrzuciła tylne nogi do tyłu, trafiając drapieżnika w brzuch. Opadł na ziemię, pozostawiając za sobą ślad poślizgu, ale Jutrzenka już zwróciła swoją uwagę na drugiego. Drugi zdążył już skoczyć. Klacz odsunęła się lekko, a wilk przefrunął tuż obok niej. Minął ją i z siłą rozpędu uderzył prosto w leżącego na śniegu pobratymca. Arabka odwróciła się szybko przodem do leżących na podłożu wilków, które zdążyły się już podnieść. Obnażyły pożółkłe kły, z których skapywała ślina. Warknęły gardłowo i zaczęły się do niej zbliżać z obydwu stron. Skoczyły na nią w tym samym momencie. Stanęła dęba, wymachując przednimi kończynami. Czarnooki dostał w szczękę. Rozległ się odgłos łamanej kości. Wilk gruchnął o ziemię, z pyska lała mu się krew, brocząc biały puch. Ze złamaną szczęką nie przeżyje.
Żółtooki miał więcej szczęścia. Udało mu się wbić ostre jak brzytwa kły w lewą nogę Jutrzenki na przedramieniu. Kiedy opadła na ziemię, szarpnął mocno, odrywając kawałek mięsa. Z rany buchnęła krew. Arabka bezgłośnie chwyciła zębami wilka za kark. Zaskoczone zwierzę puściło. Klacz rzuciła wilkiem na pobliskie drzewo. W chwili uderzenia gałęzie zacisnęły się na żółtookim. Dziś posmakują krwi.
Zakrwawiona klacz zbliżyła się wolno do leżącego na śniegu wilka o onyksowych ślepiach. Zwierzę spojrzało na nią nieprzytomnie. Na wargach Światła Poranka pojawił się budzący grozę uśmiech nie sięgający zimnych jak lód oczu. Uniosła prawe kopyto i mocno uderzyła w łeb wilka, uszkadzając czaszkę.
Dobranoc.
Na drzewie przysiadł kruk. Z cichym trzepotem złożył skrzydła. Oczy zalśniły mu rubinowo. Poczuł krew i świeżą padlinę. Gałęzie zaczęły zaciskać się na jego nóżkach. Kruk spojrzał na nie, chwycił jedną z nich dziobem i szarpnął, aż pękła. Reszta gałęzi powoli się cofnęła, uwalniając go. Zaskrzeczał, a jego ponury głos rozległ się po lesie. Klacz spojrzała na niego stalowymi oczami. Ptak odwzajemnił spojrzenie.
Poderwał się z gałęzi, po czym sfrunął na ciało żółtookiego wilka. Zaczął szarpać jego futro, odrywać je płatami. Wkrótce wokół padliny pojawiło się jeszcze z dziesięć kruków. Światło Poranka przyglądała się im nieruchomo. W jej oczach pojawił się stalowy błysk.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Pon Sty 25, 2016 9:10 pm

Nic nie stoi na przeszkodzie, by go poznał.
Lodowe palce poskręcały się jakby w agonii, czując jak nadciąga wicher. Zimno poniosło za sobą burzę kryształków lodu i zapach. Zapach ciepłej krwi rozlewającej się po żyłach, zapach potu lepiącego się do skóry i zapach sosnowych igieł wkręconych w szczeciniaste włosie. Tu nie ma miejsca na metafizykę. Świat jest jak najbardziej fizyczny i rzeczywisty. Śnieg uniósł się nagle i zawirował olbrzymimi tumanami, pędząc przed siebie jak stado rozjuszonych byków i płonął, o, jakże gorącym płomieniem płonie lód, gdy nikt na niego nie spogląda. Jasność ognia tli się w ciemności. Śmierć uwięziona w malignie życia chętnie puści zajączka kosą! Wszystko, byle jakoś zburzyć starannie pielęgnowaną równowagę. Bo bez równowagi światem zapanuje Discordia, wszechpotężny Chaos, potęga zjednania Śmierci i Życia. A któż powiedział, że szkielet odziany w czarną szatę chce paktu z diabłem, który z uśmiechem ciągnie za słodkie sznurki i porusza człowiekiem i jego życiem jak koniem zaprzężonym do rydwanu? Nadciągająca z zachodu, bo akurat tak wyszło, kara postać nie rozważyła ani jednego z tych zdań. Nie wierzyła w personifikacje, bo to nie miało sensu. Czy drzewom smakuje gorąca krew? Może podać serwetkę? Śmierć odrywa fragment swej szaty, skłania się i oferuje skrawek, a drzewo tylko kiwa lodowymi palcami unurzanymi w organach, niczego nie rozumiejąc. Bo czy ktoś rozumie metafizyczne głosy w swej głowie? Dlatego właśnie stworzono ten świat realnym. I tak ma zostać. A śmierć szczerzy zęby, gdyż nie ma innego wyboru, i znika, by obserwować Życie z wnętrza czaszki człowieka. Konia. Mrówki. Kishana, który wierzył w bajki. I być może też Światła Poranka. której zapewne nie były one obce. Bo któż nie czyta bajek, skoro codziennie otwiera oczy i nie boi się ich zamknąć?
Muskularna, kara sylwetka przyjrzała się z umiarkowanym zainteresowaniem, ale i życzliwym uśmiechem socjopaty, którym zresztą nie była, poczynaniom klaczy arabskiej. Było to wszystko imponujące jak sam diabeł, ale Księcia Kishana AKA Ciemności Zmierzchu nie obchodziło, gdyż odnalazł w życiu szczęście, które nie miało nic wspólnego z wojną. Teraz Ciemność Zmierzchu stanął przed Światłem Poranka, obserwując wyrwane z jej nogi mięso. Nie będzie przesadą, jeśli powie, że nie wygląda to specjalnie atrakcyjnie bądź też zmysłowo. Chętnie by ją opatrzył, lubił to robić, ale ta osobniczka nie wymagała raczej pomocy, toteż zwyczajnie skinął jej głową, jak witał wszystkie inne klacze.
- Zdaje się, że miło spędzasz czas. Nie przeszkadzaj więc sobie, Śmierci - powiedział Życie grobowym tonem, niespiesznie ruszając stępem, jakby chciał ją wyminąć i kontynuować swoją wędrówkę, jak przystało według jego mniemania. Bo Ciemność Zmierzchu miał dużo mniemań i widzimisię. Jak każdy zresztą. Bo każdy jest tylko sobą i nikim więcej.
Powrót do góry Go down
Rossuwa

avatar

Posts : 530

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Pon Sty 25, 2016 10:12 pm

Powietrze drżało chłodem, było tu zimniej niż w innych miejscach, a i zapach był odmienny..
Wszystko było tu niepokojące, śmierć unosiła się w powietrzu, a zdawało się słyszeć szepty, niezrozumiałe dla nas, lecz ich sens był jakby jeden.. Śmierć.. Lód.. Ciemność..
Było niebezpiecznie, jak zawsze, ten kto tu się wybierał, ryzykował życiem lub czymś więcej. Drzewa są wiecznie głodne, budzą się niczym wulkan, gdy wyczują zapach, zapach życia, tętniącej krwi i strachu.
Lodowe palce drzew poruszyły się, lecz było ich tym razem więcej. Nieszczęśnik, który miał zaszczyt skończyć żywot ziemski w tym miejscu, zniknął, a na miejscu jego rychłego zgonu, wyrosło drzewo, bordowej barwy, ze szkarłatnymi liśćmi, które wydawało się pachnieć krwią nie lasem.
Czuły i pożądały, a liście szumiały.
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Sro Sty 27, 2016 9:06 pm

Ale czy martwy może poznać strach?
Tak, każdy był tym, czym rzeczywiście jest. Koń jest koniem, kruk jest krukiem, drzewo drzewem. Mógł tylko uważać, że jest czymś innym. Śmiercią. Życiem. Na zawsze jednak pozostawał tylko sobą, tak jak go natura stworzyła. Mogła się zmienić tylko jego psychika, postrzeganie świata. Ale nie tutaj. Nie w tym miejscu, przesyconym czymś nienaturalnym, niepokojącym. Miejsce to pachniało krwią i żądzą, strachem. To nie był normalny las i nic, co w nim było normalne być nie mogło.
Poczuła ból, który pełzł po jej nodze, przez połączenia nerwowe, aż do mózgu w ciągu mniej niż ułamka sekundy. Czuła go, ale była na niego obojętna. Jakby ćwiczyła latami ignorowanie bólu. Ból był słabością, na którą nie można było sobie pozwolić. Krew płynęła ciepłym strumieniem po nodze, skapując na śnieg, pokryty krwią wilków. A kruki szarpały mięso, wszczynały między sobą bójki, odskakiwały z krakaniem. Arabka przyglądała się im w milczeniu, patrząc nań oczami srebrno-niebieskiej barwy ze skrzącymi się w nich iskierkami, co wyglądało jak rozgwieżdżone niebo za dnia.
Największy z kruków, o krwistoczerwonych oczach podfrunął do okaleczonej nogi Światła. Przekrzywił łeb, wbijając swoje przenikliwe, przerażające ślepia w klacz. Błyskawicznie wyciągnął dziób w stronę jej kończyny, wsuwając go w ranę. Arabka położyła po sobie uszy i wręcz leniwym gestem kłapnęła zębami na ptaszysko. Ptak zakrakał, odskakując w ostatnim momencie. Posłał ptasie, puste spojrzenie klaczy, po czym wrócił do padliny, przepychając się z resztą kruków.
Powoli odwróciła głowę, napotykając spojrzenie Księcia Kishana AKA Ciemności Zmierzchu. Wlepiła w niego swój nieruchomy wzrok. Usłyszała jego słowa doskonale, ale nijak nie zareagowała. Krew nadal płynęła. Kruk podniósł wzrok, patrząc na przybysza pustym spojrzeniem ptasich ślepi. Przekrzywił głowę, wydając z siebie krótkie krakanie.
Szepty, wijące się pomiędzy pniami drzew, ich powyginanymi gałęziami zbliżały się doń. Raz głośniejsze, raz cichsze, pulsowały w powietrzu. Śmierć... Lód... Ciemność..., zdawały się szeptać drzewa. Jedno z nich, ciemnoczerwone o liściach barwy szkarłatu, wydawało się emanować jeszcze większą żądzą krwi, jeszcze większą grozą niż reszta. Wszystkie mówiły, choć mówić nie powinny. Ich głos rozbrzmiewał w powietrzu jak jeden, wypowiadany tysiącami brzmień. Ile jest drzew w lesie? Ile ukrytych demonów?
Co ma do tego wiara w personifikacje? Jak powiedzieć żądnym krwi drzewom, że są tylko uosobieniem, czyimś wymysłem?
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Czw Sty 28, 2016 12:21 pm

Strach to wartość względna. Strach czuje każdy, kto może czuć.

No cóż, odpowiedź nie padła. Niektórzy mówią, że Śmierć jest niema, lecz chętnie zamyka cudze usta. Tak, to jest to, co można w niej cenić. Wszystko, czego doznałeś, zakosztowałeś za życia, umyka w popiół za jednym dotknięciem chłodnych palców należących do jedynego bóstwa, jakie powinny czcić istoty opętane pogaństwem. Życie ubóstwia Śmierć, bo ona zawsze dokańcza to, co on rozpoczął. Ale na tym jej obowiązki się kończą. Wbrew pozorom, to Życie zadaje więcej cierpienia. Śmierć nie zadaje żadnego. Śmierć jest snem, tylko takim, z którego już się nie obudzisz. Jest bezwzględna i niezatrzymana. I nie jest żadną Śmiercią, bo Śmierć jest dziełem rąk ludzkich. A jak coś, co jest dziełem rąk ludzkich, miałoby być piękne i nieśmiertelne? Dlatego nie istnieje Śmierć ani Życie. Istnieje jedynie śmierć i życie. I ich taniec. Ciemność Zmierzchu ma tylko jeden cel, zachować równowagę. To znaczy, miałby go, gdyby był Ciemnością Zmierzchu, a nie Kishanem. Bo czym niby jest taki Kishan, żeby dźwigać ciężar wszelkich istnień?
Połyskująca czernią szyja wygięła się w drugą stronę, a oczy koloru pirackiego złota zatopiły uważne spojrzenie w lodowych drzewach. Wyraźnie pożądały ich ciepłej krwi. Ogier zauważył kruka, który chciał rozszarpać nogę klaczy arabskiej, lecz nie ruszył się nawet z miejsca. Światło Poranka nie była rozmowna, więc nie zamierzał tracić energii na odzywanie się do niej. Zamiast tego z jego gardła wydobył się cichy, przesycony żarem gardłowy warkot. Rozszerzył chrapy i przez chwilę szeptał coś pod nosem, jakby bredził w malignie. Jego głos był suchy, aBhaad mein jao tum, Alagan. Syk tysiącletniej nienawiści wydobył się z warg Kishana, a ogromny kot wycofał się w zarośla.le pełen mocy. Utkwił oczy w klaczy, ale tylko dlatego, że była najjaśniejszym punktem w okolicy, kątem ślepi obserwując jednak drzewa. Zawarczał jeszcze raz, a zza krzaków wyskoczył tygrys, o sierści białej jak śnieg, poprzecinanej pręgami w kolorze dymu i onyksu. Miał oczy takie, jak jego wybranka, ale nie miał z nią nic wspólnego. Utkwił wzrok w Kishanie i wydał z siebie serię cichych pomruków. Popatrzył na drzewa. Potem znowu na Kishana.
Nigdy, bracie. Nigdy już nie zrobię tego, o co prosisz.
Złote, zmęczone oczy starły się w niemym, nieruchomym pojedynku z głębią rozjarzonego kobaltu, który dudnił i pulsował jak żywa istota.
Bhaad mein jao tum, Alagan. Syk tysiącletniej nienawiści wydobył się z warg Kishana, a ogromny kot wycofał się w zarośla. Jakby nigdy go nie było. Ogier zamknął oczy, przełykając gorycz, którą poczuł w żołądku. Gorycz dawnej zawiści. Popatrzył na drzewa, czując ich moc, węsząc krew i cierpienie, jakie owiewa tę okolicę. Popatrzył na Światło Poranka, a ciemność zmierzchu ukryła jego ironiczny uśmiech w szacie utkanej z cieni, pozwalając, by jedynym jasnym punktem na jego postaci były żarzące się jak dwa Słońca złociste ślepia.
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Czw Sty 28, 2016 4:46 pm

/Te nasze kwestie pisane kursywą kojarzą mi się ze słownymi przepychankami dzieci. :P/

Martwi nie czują. Są martwi.
Milczała. Nie dla tego, że była Śmiercią. Struny głosowe w jej gardle były uszkodzone, przez co mówienie sprawiało jej ból, choć mogła mówić. Ale cicho... To tajemnica.
Tak, życie sprawiało zdecydowanie więcej cierpienia. Ale to jego trzymali się ci, do których zbliżała się śmierć. Jak to jest, że pomimo tego całego bólu, którego doświadczamy na tym padole łez, boimy się śmierci, która niesie ukojenie? Może tak naprawdę jest początkiem czegoś innego... Czegoś, o czym nikt nigdy nie pomyślał i co nikomu się jeszcze nie przyśniło.
To strach przed nieznanym. Zakłócenie porządku, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Pozbawienie bezpieczeństwa. To tego wszystkiego tak naprawdę się boimy. Zmian. Bo one degradują nas z poziomu mistrza do poziomu ucznia, jak ktoś kiedyś mądrze to ujął.
Klacz stała nieruchomo w miejscu, jedynie jej uszy poruszały się, wyłapując odgłosy lasu. Ich szepty, trzaskanie gałęzi, wiatr prześlizgujący się pomiędzy ich koronami. Były panami tego lasu. A oni byli skazani na ich wolę. Dobrą czy złą. Bo równowaga i neutralność tak naprawdę nigdy nie istniała, nie istnieje i istnieć nie będzie. Aż do końca.
Słyszała też warkot, który wydawał z siebie ogier. Wcześniej wyglądał, jakby chciał odejść, teraz najwyraźniej zrezygnował z tego pomysłu. Wpatrywał się w zarośla, mrucząc coś. Może miał zwidy? Może taki był plan drzew. Zniszczyć ich poprzez tortury psychiczne. Albo po prostu w środku lodowatego lasu zetknęła się dwójka szaleńców, nękanych własnymi demonami.
Kruki wzniosły się w niebo z ponurym krzykiem. Szelest ich skrzydeł otulił arabkę, drobinki śniegu na ich piórach zabłysnął w ciemności. Jeszcze przez chwilę powietrze drgało od ich nawoływań, po czym rozpłynęły się w noc. Na śniegu pozostał jeden. Ten największy, o krwawych ślepiach i pustym spojrzeniu. Znów wbił oczy w klacz, przekrzywiając łebek, jakby oceniał wyjątkowo dziwaczne zwierzę w zoo.
Powrót do góry Go down
Rossuwa

avatar

Posts : 530

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Pią Sty 29, 2016 6:15 pm

Wiatr zawył kolejny raz, jak konający wilk w puszczy, który żegna swym skowytem watahę.. Ten wiatr nie był jednak zwykły, dawał wrażenie przejętego, tak, jakby jego podmuch miał kogoś ostrzec.
Kruki odleciały, bardzo szybko wzbijając się w powietrze. To było miejsce, gdzie nic nie przybywało, nic co jest rozsądne. Nie żyły tu żadne zwierzęta, nie było widać korników w drewnie, ani ptaków w koronach drzew. Były tu tylko drzewa, chłód i śnieg.
Zaszeleściły szkarłatne liście, chcące opaść z gałęzi, dorwać coś. Konary drzew, niby martwe, lecz wciąż żywe, skrzypiały cicho, lecz były zbyt grube by się poruszać, tak jak odnóża, czyli gałęzie, który efektywnie wiły się w powietrzu, a te coraz mniejsze, były pozamarzane, oszronione.
Te bordowe drzewa nie gubiły liści na zimę.. Były pełne życia w największe mrozy, a kujący żywe stworzenia chłód, nie robił na tych roślinach wrażenia. Jednak niczym suki na kość, spoglądały na dwie istoty, w których czuły, czuły gorącą krew.
Wiatr znów zawył, przeszywającym chłodem i z dźwiękiem rozpaczy. Odejdźcie.

____________________________________________
ADMINISTRATOR
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Sob Sty 30, 2016 2:02 pm

//Naprawdę? Mnie się one wydają urocze c;

Nie czują go. Ale go znają. Bo skoro są martwi, kiedyś byli żywi. I czuli.
Nie wszyscy. Są i tacy, którzy chętnie oddają się śmierci, gdy ich ciało nie potrafi pomieścić więcej bólu. Mogą uważać ją za chwałę, męczeństwo. Albo za święty spokój. Dla niektórych jest ucieczką, bo ich życie przesyciło ich cierpieniem do tego stopnia, że nie umieją poradzić sobie z nim. Ale czynią źle. Śmierć jest bezwzględna, nie miłosierna.
Kishan patrzył w jej oczy, zastanawiając się, dlaczego w ogóle przybyli do tego miejsca. Ona, milcząca i złowróżbna, opętana w jego mniemaniu przez jakąś zmorę, a on, rozstrojony pomiędzy dwoma ciałami, tym, co uczciwe i tym, co dla niego bezpieczne, nie pomieszczający swej mentalności.
Odejdźcie.
Chętnie. Po co tutaj siedzieć? Po co przybyła tu Światło Poranka, której imienia naturalnie Kishan nie znał? Chciała popastwić się chwilę nad gromadką wilczków? Do tego mogła znaleźć miejsce gdzie indziej. Spoglądał na jej nogę, z której wyrwany został kawałek mięśnia i broczyła rzeka krwi. Czy ona nie czuje bólu? Ból jest potrzebny. Czyni człowieka człowiekiem. Czy też konia koniem.
Pies, który zdycha jak pies, i wie, że zdycha jak pies, jest człowiekiem.
Cóż to za mądry cytat i skąd wziął się w pamięci Kishana? Czyżby matka prawiła mu takie mądrości do poduszki? Może. Ale kogo to obchodzi? Przecież o wiel ciekawsze jest to, że kruki odleciały, Światło Poranka milczała, a bordowe drzewa nie gubiły liści na zimę.
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Sob Sty 30, 2016 2:24 pm

/Urocze jak przepychanki dzieci :3/

Znają. A raczej pamiętają go, jakby przez mgłę. Jednak on już ich nie dotyczy. Mogą tylko patrzeć, jak pęta żywym kończyny, jak zaciska się wokół ich gardeł. Jak ich zniewala, tak, że nie są w stanie wykonać żadnego ruchu. To może być dla nich fascynujące.
Tak, są też i tacy. Zwani samobójcami, świętymi, męczennikami. A także tymi, którzy poświęcili swe życie dla kogoś innego. To najszlachetniejsza śmierć ze wszystkich, bo z myślą o kimś innym. Ale równie bezwzględna, jak wszystkie inne. Bo śmierć właśnie taka jest. Dla niej nie ma wyjątków, odstąpienia od reguły. Przychodzi i zabiera. I tak od wieków, na zawsze.
Kruki odleciały, ale jeden pozostał. Czyżby był głupi? Albo było mu wszystko jedno, tak jak koniom? Jeszcze raz przekrzywił łepek, po czym wzbił się z cichym trzepotem na kilkanaście centymetrów. Po chwili wylądował na grzbiecie klaczy, wbijając swoje pazury w jej jasną skórę. Kilka kropel krwi wypłynęło z ranki.
Światło Poranka nie zareagowała. Skierowała swoje puste spojrzenie w oczy Kishana, czując jego wzrok na sobie. Może rzeczywiście była opętana. Od tamtego czasu... Nie była taka, jak kiedyś. To własny rozum ją zniewolił w pułapce szaleństwa, nie żaden zły duch. Tylko umysł.
Odejdźcie. Odejdźcie. Odejdźcie.
Rozkaz był wyraźny, mimo że niósł go wiatr. Nie, to nie rozkaz. To groźba. Wyraźna, przeszywająca. Tak jak ból, pulsujący w jej nodze, w rytm tętniącej krwi. Czuła go, bo była żywa, śmiertelna. Jak każdy. Ale życie wyciekało z niej razem z życiodajnym płynem. A drzewa skrzypiały.
Wydała z siebie coś jakby warknięcie. Szarpnęła głową, jakby kłócąc się z głosem, który mogła słyszeć tylko ona. Z jej nozdrzy buchnęła para, kiedy ruszyła, utykając, w stronę Kishana. Z każdym kolejnym krokiem jej kończynę przeszywał ból, ale skutecznie go ignorowała. Była jakby odcięta od swojego ciała.
- Chodźmy - szepnęła, a jej chropowaty głos zdawał się być jakimś zbłąkanym powiewem wiatru. Ulotnym głosem ducha, znikającego w świetle dnia.
Ruszyła przodem, ani razu się nie oglądając. Kruk kołysał się lekko na boki, głębiej zatapiając pazury w skórę.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 31, 2016 10:28 am

Przypomnieć ci twoje słowa? Martwy nie czuje
Więc jak może czuć emocje? Fascynację? Zadowolenie? Jak może myśleć, kiedy jego mózg został rozniesiony na kawałki?


Kishan patrzył na kruka, który wbijał pazury w ciało klaczy. Normalnie zdziwilby się, przejął cudzym losem. Ale ta klacz pasowały do siebie lepiej niż cokolwiek. Kto wie, może jasna kobyła wolała stęchłą ciszę i towarzystwo upiornych, poskręcanych drzew. Może. Tylko dlaczego w takim razie powiedziała "Chodźmy"? Chciała opuścić to miejsce? To wydawało się Kishanowi pozbawione sensu. Po co wobec tego tu przyszła? Po co on tu przyszedł? Co to za szopka, którą razen odstawiali? Może dla niego to sposób, by zapomnieć o niektórych rzeczach? A dla niej? Pełno tu pytań, rozsianych jak drobne ziarna na makowym polu. Niepewności kwitną szkarłatem, chwytając w rozłożyste płatki jak najwięcej prawdy. A gdy słońce zachodzi, nie wiedzą, co mają ze sobą począć i umierają, bo są tylko kwiatami w ogrodzie, myślami w głowie i ludźmi na świecie i przemijają jak wszystko. Spróbuj się kłócić.
Kishan patrzył na Światło Poranka próbując skojarzyć, o co do cholery jej chodzi. Zaczęła się oddalać. Ale nie skończyła. Coś ją tu trzymało, raczej nie Kishan i jego elokwencja. Właśnie, Kishan coś się nie odzywa. Światło Poranka chyba ścięła go z nóg mrokiem swej duszy. Kary ogier poczuł się tak znikomy, tak nieważny i nieciekawy. Los zarechotał. Naigrywał się z niego bezczelnie, bo był Losem, a nie kwiatem w ogródku. Zabawne. Niby wszystko przemija. No dobrze, ale co ze śmiercią, Losem, przeznaczeniem? Czasem? Może nie istnieją? Dobra odpowiedź. Nie ma czegoś takiego jak czas. Czas służy, lecz nie istnieje. Przeznaczenie? Wszechświat nie jest aż tak leniwy. Los? A czym niby jest los? Człowiek go wymyślił, człowiek więc niech się nie mądrzy. A śmierć? Trudna sprawa. Pozwól, żę Kishan to przemyśli w jakieś słoneczne popołudnie. O takiej porze dnia dowowdział się o zgonie Yasubei, jego ukochanej. To świetna pora. Pasuje mu.
Nie zmienia to jednak faktu, że biedny Kishan nazywający się Ciemnością Zmierzchu, nie odezwał się ani słowem choć powiniem, bo zwykle to robił. Ale czym jest Kishan, by się odzywać? Powinien tylko pójść bez narzekań za Światłem Poranka. Tak też zrobił, tak kazała mu ta, która każe mu robić cokolwiek i której powinien nienawidzić bo stworzyła go takim jakim jest. I nie mówię tutaj o sobie, bo w takim miejscu w jakim znajduje się Kisha ja nie mam prawa bytu, to by było nielogiczne, pogmatwane.
- Święci Pańscy - rzecze Kishan, czując te rozmyślania w swojej głowie. Czyżby jakaś obca siła wtargnęła do jego umysłu?
Dość już. Naprawdę dość. Niech kruk siedzi na grzbiecie Jutrzenki, niech drzewa skrzypią, niech Kishan idzie w diabły. Ktoś tu dostał pomieszania zmysłów.
Powrót do góry Go down
Rossuwa

avatar

Posts : 530

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 31, 2016 12:13 pm

Podstawą zdrowego rozsądku jest to, by w odpowiednich momentach postępować zgodnie z rozumem, a i być ostrożnym, zawsze i wszędzie. Czy ktoś tu nie rozumiał przekazu, jakiego i tak użyczyli Panowie tego miejsca? Czy wycie maltretowanego wiatru było małe zrozumiałe? Po co? Czy chcieli na siłę być odważni? Czy może pragnęli śmierci? W takim razie trafili w odpowiedni miejsce.
Gałęzie wielkiego bordowego drzewa, poruszyły się nagle, a wydobył się z niego ryk, głośny i omamiający wszystkie dusze.
Oboje poczuli pulsujący ból w całym ciele, a kruk, który widocznie mógłbyć po prostu chory, zaczął się targać po grzbiecie Jutrzenki, jakby coś go rozrywało od środka, szarpąc przy tym jej grzbier pazurami. Drzewa szumiały, a największe wręcz ryczało..
Kruczysko nagle ustało, jego gałki oczne zaczęła wypływać, pióra opadły na ziemię, a on zaczął się po prostu topić, topić jak świeczka w ogniu, a czerwona posoka zmieszana z wnętrznościami rozlała się po grzbiecie klaczy, skapując na śnieg, zimny i sypki, robiąc czerwoną kałużę, która już po paru chwilach zamarzała.


____________________________________________
ADMINISTRATOR
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Nie Sty 31, 2016 1:14 pm

Jeżeli nie czuje to jak może poznać strach? Wracamy do początku...

Pytania, pytania, jeszcze więcej pytań. Odpowiedzi nadal brakuje. Na część z nich może kiedyś potomkowie naszych potomków znajdą odpowiedzi. Na resztę odpowiedź nie nadejdzie nigdy. Mawia się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. To może być prawda. Bo pytając o pewne sprawy musimy liczyć się z tym, że może znajdzie się na nie odpowiedź. I wtedy nasuwa się kolejne z nieskończonej puli pytań: czy naprawdę chcemy znaleźć odpowiedź? Bo owa odpowiedź może całkowicie pomieszać nam w umyśle.
Światło Poranka szła dalej, kulejąc. Zmierzała w stronę krańca lasu, ale zajmowało jej to więcej czasu, niż wcześniej. Wszystko z powodu paskudnej rany, z której dalej płynęła krew, brocząc na śnieg. Kruk coraz głębiej zatapiał pazury w jej skórze.
Nagle gałęzie ogromnego, ciemnoczerwonego drzewa poruszyły się, trzeszcząc złowróżbnie. Po okolicy rozległ się krzyk, zdający się dobiegać właśnie z owego drzewa. Był głośny, dojmujący, mrożący krew w żyłach. Jutrzenka poczuła pulsujący ból, rozchodzący się po jej całym ciele, przenikający każdą pojedynczą komórkę jej ciała. Skrzywiła się tylko, dokładając owy ból do rachunku. Wtem poczuła, że kruk siedzący na jej grzbiecie zaczyna się rzucać jak opętany, rozrywając jej skórę pazurami. Stanęła nagle i sięgnęła ku ptakowi, próbując dosięgnąć go zębami i przywołać do porządku. Niespodziewanie ptaszysko zatrzymało się. Na oczach koni jego gałki oczne poczęły wypływać z oczodołów, niczym białko z jajka ugotowanego na miękko. Pióra poczęły wypadać, aż wreszcie na zwierzęciu nie zostało ani jedno. Cały kruk zaczął się topić, niczym wosk pod wpływem ciepła, aż całkiem się rozpuścił. Na grzbiet Jutrzenki bluznęła krew, zmieszana z wnętrznościami, po czym zaczęła skapywać na śnieg. Po chwili kałuża, która zdążyła się stworzyć na ziemi, zamarzła.
Jutrzenka patrzyła na zamarznięte wnętrzności kruka o chwilę za długo, niż powinna. Nagle zerwała się do kłusa, ignorując ból w nodze i krew płynącą z zadrapań, mieszającej się z krwią ptaka. Poczuła dziwny ucisk w żołądku, którego dawno nie czuła. Czyżby był to...strach?
Przecież martwy nie zna strachu...
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Sro Lut 03, 2016 10:36 pm

Powtarzam się... Nie może poznać. Zna. Zna, bo czuło i żyło.

Kishan patrzył beznamiętnie na rozpływające, topiące się jakby w kwasie chlorowodorowym ciało czarnego ptaka. I co? Czyżby magia drzew zaraz miała i ich wnętrzności zamienić w wesołą papkę? Kishan chyba nie rozumiał, co tu się odbywa. Że zignorował ostrzeżenie. Ważne ostrzeżenie. Drzewa były łapczywe, żądne ciała i krwi. Ale wobec tego dlaczego Światło Poranka nie uciekła stąd tak, jal nakazywała by logika? Nie bała się śmierci? Albo cierpienia? A co z Sohanem? On także nie bał się śmierci? Ale to złe wnioski, Kishan obawiał się tego, co niesie zw sobą sen wieczny. Ale może nie umiał tego pojąć. Dogonił Jutrzenkę, co nie było wyzwaniem ze względu na jej okaleczoną kończynę. Razem z nią zamierzał opuścić to miejsce. Byle szybko.
Powrót do góry Go down
Światło Poranka

avatar

Posts : 166

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Czw Lut 04, 2016 9:27 pm

Dyskusja może trwać w nieskończoność... Zakończmy to. Przynajmniej na razie.

Słyszała za sobą kroki ogiera, ale docierały do niej jak przez mgłę. Wszystko zdawało się rozmywać, zatracać swą wyrazistość, kontur, kształt. Może do efekt spowodowany upływem krwi? Albo może ten las tak już działał, chcąc wypędzić stąd wszelkie istnienie? Światło Poranka się nad tym nie zastanawiała. Po prostu biegła.
Jakimś cudem po długiej chwili, która zdawała się nie mieć końca, trafili na kraniec lasu. Przed nimi znajdował się tunel z drzew. Ich długie ramiona splatały się ze sobą w parodii tunelu. Odległe, słabe światło przesączało się po jego drugiej stronie. Jutrzenka spięła mięśnie, przechodząc do galopu. Starała się przy tym nieco odciążać ranną nogę. Ból pulsował, krew płynęła. Gdyby nie powstrzymywała odczuwania owego bólu siłą woli, pewnie by zemdlała. Na razie jednak w jej żyłach płynęła adrenalina, która nie dopuszczała impulsów o bólu ze zwykłą intensywnością.
Tunel zdawał się nie mieć końca. Gałęzie zdawały się specjalnie odnajdywać ich ciała. Wici drzew smagały ciało Jutrzenki, znacząc je kolejnymi krwawymi pręgami. Wreszcie wypadli z tunelu i tym samym opuścili las.

z.t. Jeśli chcesz, możesz iść z nią -> do Zamarznięte Jezioro
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   Czw Lut 04, 2016 10:31 pm

Potężne, czarne kopyta rozgniatały śnieg micarnymi uderzeniami. Z pyska buchały kłęby białego dymu, które niamal natychmiast zostawały pożerane przez lodowate powietrze. Rzucił się za utykającą klaczą. Obrał przedtem inną drogę, lecz nie chciał zostawić jej rannej. W końcu jak długo umie powstrzymać ból? Ma realne ciało, więc zmęczenie i zimno zrobią swoje. Zabiją ją. A może nie. Ogier nie kładł życia na szali, nawet jeśli robił to jego właściciel.
Gałęzie smagały jego boki, zacinając skórę do krwi. Nie zatrzymał się. Krew ściekała mu po karky, bokach, brodzie, ale nie zwolnił tempa. Opuścił Zimowe Drzewa zaraz za Jutrzenką.

zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Drzewa Zimy   

Powrót do góry Go down
 
Drzewa Zimy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Śnieżny Płomień :: Północna Tundra :: Stumilowy Las-
Skocz do: