Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Oaza daktylowców

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Rossuwa

avatar

Posts : 529

PisanieTemat: Oaza daktylowców   Pią Paź 16, 2015 12:02 am

Jak nazwa wskazuje, rośnie tu mnóstwo drzew daktylowych, które są lubianym przysmakiem dla koni. Daktylowce otaczają niewielkie źródło, o krystalicznie czystej wodzie. Brzegi są porośnięte trzciną cukrową, którą uwielbiają jeść zwłaszcza źrebięta.
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 12:23 pm

Zacznę w sposób, w jaki najbardziej lubię, a więc:
Potężny, śnieżnobiały ogier wchodzi na te tereny. Jego krok jest dostojny i spokojny, każdy kolejny krok stawia z gracją, zupełnie jakby robił to specjalnie. Mięśnie na jego masywnych nogach i klatce drgają, ukazując w ten sposób jego siłę.
Co on tu robi? Właściwie to nic. Przyszedł, żeby trochę pozwiedzać, pomyśleć. Powoli zaczyna udzielać mu się sposób myślenia Czarnokrwistych.. Co ja gadam, on już nim przesiąkł! Odkąd tu jest coraz bardziej się zmienia. Dziwnie mocno pragnie władzy, ale nie dla siebie, dla swojego stada. Chce potęgi, chce aby inne stada uklękły przed czarnokrwistymi i uznały ich wyższość..
Ale nie rozpędzajmy się, póki co nie pragnie tego aż tak bardzo, żeby podjąć jakieś działania w tym celu.
Maximuss zatrzymuje się przed jednym z daktylowców i delikatnie zrywa dojrzały owoc, który następnie powoli przeżuwa.
Gdy po jakimś czasie stania w owym miejscu nie zauważa, ani nie słyszy nikogo, stwierdza że może spokojnie dać upust emocjom. Od jakiegoś czasu ponownie nachodzą go różnorakie dołki.

Gonimy wciąż za szczęściem, szukamy go wszędzie,
zazdrościmy każdemu, który je zdobędzie,
chcemy urwać dla siebie choćby cząstkę małą,
wyszarpując ? niszczymy czasem resztę całą…

Stawiamy sobie cele, po nocach nie śpimy,
działając zbyt pospiesznie za błędy płacimy
a szczęście mimo wszystko czasem nam umyka
i w czeluściach niebytu bezpowrotnie znika.

- mówi półgłosem, niemal szeptem. Skoro nie jest w stanie porozmawiać z żadnym koniem, to chociaż drzewom zdradzi co czuje...

//wiersz by Marcin Urban, nie będę kradła czyjegoś dzieła, tylko pożyczam
Powrót do góry Go down
Astra

avatar

Posts : 148
Age : 17

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 12:55 pm

Astra przyszła tu wolnym krokiem, z wysoko uniesioną głową. Na tle złocistego piasku, również zdawała się błyszczeć. Czujnie postawiła uszy. Szła dalej, jednak im bardziej się zbliżała do oazy, tym bardziej wyraźny był czyjś zapach. Przy małym źródełku, otoczonym palmami daktylowymi stał wysoki, biały ogier Shire. Podeszła bliżej. Tego zapachu nie znała, postanowiła się więc nieco dowiedzieć o przybyszu. Witaj. powiedziała krótko, z lekkim uśmiechem. Ogier był od niej wyższy, ale to nie przeszkadzało Astrze. Jestem Astra. A ty? zapytała pewnie. Nie miała świadomości, o tym do jakiego stada należy shire. Podeszła do źródełka i napiła się nieco wody.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 1:03 pm

Maximuss odwraca się, słysząc czyjeś kroki. Po chwili dostrzega jasną klacz, arabkę. Przygląda się jej z zainteresowaniem. Posiada ona niezwykłe umaszczenie, nigdy przedtem Max nie widział takiego araba...
Spogląda w jej błyszczące, jasno-bursztynowe oczka, pragnąc wyczytać zamiary klaczy.
-Posiadam wiele imion i przydomków. Mów mi Maximuss, to tym posługuję się na tych ziemiach..- odpowiada, a jego niski, doniosły głos rozchodzi się w po otoczeniu, odbijając od napotkanych drzew, co nadaje mu barwę i moc.
Skąd jesteś, Astro?- pyta po chwili, nie zdejmując zaciekawionego wzroku z klaczy. Oczywiście klacz może się domyślać, ze nie chodzi mu o jej pochodzenie, lecz przynależność do któregoś stada... A może o jedno i drugie? Ciekawe czy sam Max wie czego konkretnie dotyczy zadane przez niego pytanie.
W głębi duszy czuje się szczęśliwy ze spotkania jakiegoś konia. Szkoda, ze nie pokazuje tego swoim zachowaniem. Jest zbyt szorstki i zimny, aby można było dostrzec w nim oznaki radości.
Powrót do góry Go down
Astra

avatar

Posts : 148
Age : 17

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 1:18 pm

Podniosła znów głowę i spojrzała na ogiera. Maximuss... całkiem ładne imię. pomyślała klacz. Jego głos zrobił na niej pewne wrażenie, ale jak to ona, nie okazała tego. Nie bała się go jednak, uznała, że w tym memencie nie ma do tego powodu. Zauważyła, że się jej przygląda. Cóż, As była przyzwyczajona do ciągłych spojrzeń ze względu na swoją maść. Posłała mu delikatny, lekki uśmiech. Pochodzę ze stada Morskich Nimf. A ty do jakiego stada należysz? spytała go z zaciekawieniem. Nie mógł on należeć do jej stada. Pachniał zupełnie inaczej. Może... krwią? zadała sobie pytanie w myślach. Nie była jednak w stanie tego do końca sprawdzić. Te daktyle pachniały mocno i słodko, więc trudno było by wyczuć coś innego. Nie traciła jednak miłego, delikatnego uśmiechu na pysku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 1:29 pm

Maximuss czuje się dziwnie, gdy klacz posyła mu uśmiech. Raczej mało kto się do niego uśmiecha, a jeśli już to szyderczo. Widać trafił na miłą klacz. Trochę mu kogoś przypomina, ale stara się o tym nie myśleć...
-Morskich nimf powiadasz? Wybacz, ale słabo znam się na stadach z tej krainy... Możesz mi powiedzieć, czym się charakteryzuje Twoja grupa?- pyta uprzejmie, lecz w jego głosie nie ma ani odrobiny ciepła, czy iskierki szczęścia. Jest dość melancholijny, widać powodem jest powracający dołek. A może znów wpadł w depresję? Nie byłoby to nic dobrego, bo ciężko jest się z niej wydostać...
-Ja? Stado Czarnej Krwi. Słyszałaś o nim?- odpowiada, gdy z zamyślenia wyrywa go pytanie klaczy.
Ani na chwilę nie zdejmuje z niej wzroku, ale nie jest to spowodowane natręctwem, a ciekawością. Cały czas stara się wybadać jej zamiary. W tym celu spogląda w jasno-bursztynowe oczy Astry. Ponoć oczy są oknami duszy, może więc z nich uda mu się coś wyczytać?
Powrót do góry Go down
Astra

avatar

Posts : 148
Age : 17

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 2:27 pm

Klacz zdziwiła się trochę niewiedzą ogiera, ale nie dała tego po sobie poznać. Nawet jej błyszczące, bursztynowe oczy nie zdradzały tego, co teraz odczuwała. Właściwie, to ona równieź nie była wszechwiedząca. Czyli on również jest nowy. stwierdziła w myślach. Przez ten czas zastanawiała się równieź, co mogłaby powiedzieć mu na temat stada, do którego sama należy. Nie miała zamiaru podawać mu zbyt wielu informacji na temat Morskich Nimf. Nie znała go, a on mógł przecież użyć tego przeciwko niej lub jej "rodzinie". Jesteśmy stadem, które charakteryzuje się spokojem, opanowaniem. Uznała, że poprzez podanie większej ilości informacji, mogłaby zaszkodzić Nimfom. Tego z pewnością nie chciała. Nie wspomniała również o mądrości, ale brzmiałoby to trochę jakby się wywyższała.
Pierwszy raz usłyszała o Czarnej Krwi, wcześniej nie wiedziała nic o tym stadzie. Nie, nie słyszałam o nim. Jestem tu nowa i pierwszy raz słyszę tą nazwę. Czy możesz mi coś o nim opowiedzieć? spytała z lekką ciekawością. Ciepły wietrzyk rozwiał trochę jej złotawą grzywę, więc klacz szybko ją odgarnęła, aby nie przysłaniała jej widoku. Ona również przyglądała się ogierowi z zaciekawieniem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 3:39 pm

Max rozważa w myślach opis stada Astry. Jeśli jest tak jak mówi,  jest ono pokojowe i w razie chęci przejęcia ich ziem przez Krwawych, bez problemu powinno się to udać.  Ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość!  Max ma póki co chrapkę na ziemię zupełnie innego stada jednak nie jest władcą,  a jego prawą ręką,  wiec może to jedynie doradzić...
Ciekawe w ogóle co to za ziemie... Będzie się musiał wybrać na rekonesans... A wracając do meritum..
-Czarno Krwiści to bardzo potężne Stado.  Nie chodzi mi tu o ilość członków,  a ich siłę i zjednoczenie. Każdy kto posiada zdrowy rozsądek i  odpowiednie , pożądane cechy dołącza właśnie do tego stada. -odpowiada,  przy czym mówi jakby coś go opętało,  z zaangażowaniem i pasją...
Wieje letni wiatr, który odsłania oblicze Maximussa, całą  jego grzywę odgarniając na bok. Maximuss skupia się jednak nie na tym, a na stojącej przed nim klaczy. Jej grzywa błyszczy się w promieniach słońca.  Te jej delikatne rysy pyszczka, błyszcząca,  gładka grzywa i przede wszystkim piękne, bursztynowe oczy... Max tkwi chwilę w bezruchu i ciszy, wpatrując się w Astrę jak w obrazek... Do głowy przychodzi mu myśl, że chyba nigdy nie widział tak pięknej klaczy...
Szybko jednak odgania te myśli,  przypominając sobie o swojej 'misji'. Przede wszystkim ma przecież walczyć o potęgę krwawych, a nie zauroczać się w klaczy z obcego stada... Przecież nie chce znów cierpieć,  przybył tu żeby wreszcie od tego odpocząć. ..
-T-to dlaczego wybrałaś to Stado? -pyta by przerwać tą niezręczną ciszę ...


//Przepraszam, po prostu lubię się znęcanie nad swoją postacią,  a szczególnie psychicznie... buahahahahahaha
Powrót do góry Go down
Astra

avatar

Posts : 148
Age : 17

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Sob Paź 17, 2015 6:24 pm

Złocista słuchała z zainteresowaniem, jak Maximuss opowiada o Czarnej Krwi. Siła i zjednoczenie... miała ogromną nadzieję, można by ją nazwać nawet pewnością, że jej własne stado również miało te cechy. Jej jednak zależało również na innej rzeczy. Chciała się czuć w swoim stadzie jak w rodzinie, w rodzinie o szerszym tego słowa znaczeniu. W takim razie jakie cechy masz na myśli? zapytała spokojnie. "pożądane cechy", to może być wszystko... pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos. Była zainteresowana jego stadem. Trudno jej się dziwić, była nowa w krainie i chciała jak najwięcej wiedzieć. Wiedza często okazuje się bardzo przydatna.
Klacz sama nie chciała się do tego przyznać, ale podobały się jej oczy ogiera. Błękitne i głębokie jak ocean... nie wspominając oczywiście o jego ogólnym wyglądzie.
Trochę zdziwiło ją pytanie ogiera, nie spodziewała się go. Bo tylko tam pasuję. powiedziała nieco ciszej. Ten fakt jednak nie sprawiał jej przykrości. Uznała, że to dobrze, nie ma dylematu, do którego stada się przyłączyć. Poza tym zdążyła już polubić swoje stado, na tyle, aby wybić sobie z głowy zmianę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pon Paź 19, 2015 9:13 pm

Maximuss zastanawia się nad pytaniem Astry. Jakie to cechy? Maxowi wydawało się to do tej pory dość oczywiste, ale jak przychodzi co do czego, to nie potrafi do końca określić konkretnych cech, pożądanych u kandydatów do jego stada...
Jego milczenie nie trwa jednak długo. Można powiedziec ze jest zakochany w nowym stadzie, żyje  tylko po to, aby walczyć o jego chwałę.
-Chodzi o odwagę,  zjednoczenie, odporność, idealizm..? Nie da się tego określić jednoznacznie, kiedy już dołączasz do tego stada, wiesz jakie cechy są ci niezbędne i zaczynasz pracować nad samoudoskonalaniem... To umożliwia rozwój.. Otwiera oczy... Czarna Krew to o wiele więcej niż stado... - odpowiada wzniosłym tonem, a jego głos jest jeszcze bardziej doniosły niż zwykle. Nie skupia się jednak długo na tym jednym temacie. Można powiedzieć,  że odkąd spotkał Astrę, jego uwaga w 90% jest skupiona właśnie na niej.
Maximuss wolnym krokiem podchodzi do klaczy, a gdy dzieli ich odległość równa jednego kroku, obchodzi ją powoli, bacznie się jej przyglądając z każdej strony. Zatrzymuje się,  stojąc po jej prawej stronie i patrząc prosto w oczy.
-Sądzę, że pasujesz wszędzie tam, gdzie chcesz. Jesteś niezwykłą klaczą i nie mówię tylko o wyglądzie. -mówi lekko ściszonym głosem i odsuwa się od Astry znów na odległość kilku metrów. Chwilę trwa w ciszy, po chwili jednak znów rozlega się jego głos.
-Spotkamy się jeszcze? - pyta, jednak w jego głosie nie słychać nadziej czy prośby.  Brzmi to raczej jak propozycja i sugeruje, że Maximuss chce juz odejść z tego terenu...

//może jak skończymy ta sesję, popiszemy gdzieś indziej?? Takie tam urozmaicenie... xD
Powrót do góry Go down
Astra

avatar

Posts : 148
Age : 17

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Wto Paź 20, 2015 8:32 pm

//o tym samym myślałam xD

Klacz z uwagą wysłuchiwała odpowiedzi ogiera. "To więcej niż stado..." powtórzyła sobie w myślach. Czyżby miał na myśli rodzinę, a może nawet coś więcej?... zastanowiła się chwilę. Z jego tonu głosu można było z łatwością wywnioskować, że ceni i szanuje swoje stado. Ze szczerym uśmiechem spojrzała mu w oczy, nic nie mówiąc.
Gdy Maximus podszedł do niej bliżej, na chwilę wstrzymała oddech. Po chwili ogier zaczął ją obchodzić dookoła. Kiedy usłyszała jego słowa uśmiechnęła się mimowolnie. Gdyby była dwunożną istotą ludzką, z pewnością na jej twarzy zagościłby rumieniem. Jednak (z tego co wiadomo userce...) będąc koniem, byłoby to bardzo trudne do wykonania.
Oczywiście. powiedziała z uśmiechem, gdy ogier znów się odezwał. Ruszyła powoli stępem po złocistym piasku. Gdy od Maximusa dzieliło ją kilka metrów, odwróciła się i posłała mu szczery, szeroki uśmiech. Stała tak jeszcze chwilę wpatrzona w niego, po czym zarżała wesoło i ruszyła galopem, zostawiając za sobą ślady kopyt na piasku.

z/t
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Wto Paź 20, 2015 10:50 pm

Na pysku Maximussa dzieje się coś dziwnego... Jeden mięsień drga, powodując, że ogier nieznacznie się..
<werble poproszę>
uśmiecha!
To naprawdę niezwykłe zjawisko w jego przypadku. Koń czuje jak po jego wnętrzu rozchodzi się przyjemne ciepło, a on ma ochotę właśnie się uśmiechać! Może w jego wykonaniu nie wygląda to jak ten normalny, dobrze wszystkim znany uśmiech, ale ważne, że jest szczery...
i pierwszy od bardzo dawna.
Koń stoi jeszcze dłuższą chwilę, wpatrując się w odbiegającą Astrę. Jego szczęście jeszcze dodatkowo wzrasta, gdy klacz obdarza go spojrzeniem i uśmiechem.
Odpowiada jej rżeniem, ale to jego wydaje się dość.. nieśmiałe.
Stoi tak jeszcze jakiś czas, wpatrując się w miejsce w którym zniknęła Atra. Zapewne zaraz odejdzie, jednak póki co chce cieszy się jak najdłużej tą chwilą~

[Z/T]

//To co, teraz ty gdzieś zaczniesz??
Powrót do góry Go down
Artemis



Posts : 21
Age : 15

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pią Paź 23, 2015 7:59 pm

Przygalopowałam tutaj pędem, wzbudzając tumany pyłu. Czułam, że MUSZĘ tu przyjść. Po prostu coś mi kazało. Powoli mój galop przeszedł w kłus, a kłus w stęp. Przeszłam kilka kroków, aż nagle poczułam dziwny, duszący odór padliny. Padliny? Tak. Ale czegoś jeszcze. Wciągnęłam rozgrzane powietrze w nozdrza. Zmarszczyłam brwi. I ruszyłam za zapachem.
Powrót do góry Go down
Rossuwa

avatar

Posts : 529

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pią Paź 23, 2015 8:08 pm

Zapach, był tajemniczy i zakażony. Nie wiedziałaś o tym, przecież padlina zwykle tak właśnie śmierdzi. Ale ten smród był straszny. Do nozdrzy Artemis dobiegła woń, silna i rażąca ostrym zapachem.. Zaczęły szczypać cię oczy, kaszlałaś. Zrozumiałaś, że dopadła cię jakaś choroba.. Ale jaka atakuje tak szybko? Z truchła zdechłego zwierzęcia, unosiły się opary. Przeraziło Cię to, a kaszel się wzmocnił. Zostałaś zarażona chorobą. Musisz jak najprędzej uciekać i schronić się. Skorzystaj z pomocy praktykujących medycynę, to konieczne, by utrzymać Cię przy jako-takim zdrowiu. Od tej chwili twoje posty będą pisane zielonym kolorem, twoja postać może zarażać innych.
Powrót do góry Go down
http://saffrin.forumpolish.com
Artemis



Posts : 21
Age : 15

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pią Paź 23, 2015 8:11 pm

Kaszlałam i dusiłam się. Piekły mnie oczy. Bolała mnie głowa. Wszystko tańczyło mi przed oczami jak pijane. Próbowałam myśleć, ale w głowie miałam czarną mgłę.
- Muszę stąd natychmiast uciekać - zacharczałam i słaniając się na nogach, odwróciłam się i co kilka kroków padając na ziemię, pogalopowałam przed siebie.


z/t
Powrót do góry Go down
Astra

avatar

Posts : 148
Age : 17

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Nie Lis 01, 2015 8:15 am

Szła po gorących, pustynnych piaskach spokojnym krokiem, aby nie wywoływać przy tym złocistych obłoków. Nie chciała niczego przeoczyć. Po co tu przyszła? Powspominać. Szukała pewnej oazy, na której spotkała pierwszy raz Maximussa. Może z nadzieją, że znów go spotka? Trudno stwierdzić. Rozglądała się uważnie na wszystkie strony i szła dalej, naprzód.
W oddali zobaczyła wysokie palmy daktylowców. Pędem ruszyła w ich stronę. Wbiegła do czystej, chłodnej wody, rozchlapując ją na wszystkie strony. Dużo czasu jednak tam nie spędziła, po chwili wyszła z wody. Przez pewnien czas patrzyła jeszcze na gładką już taflę jeziorka jakby wspominając coś.
Odwróciła się, szykując do powrotu. Na widok stojącego teraz przed nią zwierzęcia aż odskoczyła. Był to szakal z pręgą na grzbiecie. Nie zdążyła jednak uniknąć mocnego ugryzienia w lewą przednią nogę. Psowaty wczepił się w nią zębami, a Astra jak oszalała stanęła dęba, kopiąc go przy tym. Wilkowaty jednak po dostaniu pierwszego kopniaka, odskoczył na bezpieczną odległość. Zaczął ją okrążać, warcząc i odsłaniając kły. Po chwili wznowił atak, ale tym razem klacz wykonała szybki obrót i kopnęła przeciwnika tylnymi kopytami. Zabrał jednak ze sobą przepiękne futro białego wilka. Gdy tylko drapieżnik upadł na piasek, wzniecając przy tym obłoki złocistego pyłu, Astra postanowiła zamienić się rolami.
Tym razem to ona ruszyła w stronę nieszczęsnego szakala i swoim ciężarem przykuła go do ziemi. Nie przewidziała niestety, że w ten sposób pozwoli przeciwnikowi na inny ruch. Odskoczyła szybko gdy poczuła na swoim udzie jego zęby. Po chwili znów przypuścił kolejny atak. Skoczył do jej łopatki i drasnął ją zębami, pozostawiając lekką ranę. W odpowiedzi na jego ruch, klacz powaliła go na ziemię, przytłaczając mu tylną część ciała. Przeciwnik pisnął z bólu i wywinął się spod Astry. Szakal najwyraźniej postanowił dać za wygraną i kulejąc biegł przed siebie. Gdzie uciekasz?! Jeszcze nie skończyłam! krzyknęła klacz w złości. Ruszyła galopem na odchodzącym psowatym, coraz bardziej przyspieszając. Jak grom rzuciła się w furii na przeciwnika z zamiarem stratowania go. Szakal dostał ostatni cios w głowę i runął na ziemię. Po chwili uszło z niego życie. Przez ciebie straciłam moją piękną zdobycz. Teraz ty mi za nią posłużysz. powiedziała, a jej serce nadal waliło jak oszalałe. Odeszła spokojnym, dumnym kłusem, zabierając ze sobą wspaniałe, brunatne futro z ciemną pręgą.

z/t
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Wto Lis 03, 2015 8:13 pm

Zatrzymała się, trzymając się w odległości paru metrów od źródełka. Uniosła lekko łeb ku górze, ciemne oczy kierując ku niebu z jakby zaciekawionym wyrazem pyska. Stała tak, aż nagle po prostu przestała oddychać, nieruchomiejąc tym samym na krótką chwilę. Wkrótce jednak jej pysk poleciał gwałtownie w dół, a z płuc wydobyło się głośne westchnienie. Spojrzała na okolicę. Szczerze nie miała nawet pojęcia jak się tutaj znalazła. Gdzie się znalazła. Pokręciła głową z tylko sobie znanego powodu i postawiła parę kroków w stronę niewielkiego zbiornika wodnego tak, że znalazła się tuż przy nim. Schyliła głowę i po prostu zaczęła się wpatrywać w swoje odbicie, nie robiąc przy tym nic innego.
Powrót do góry Go down
R'evivo

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Wto Lis 03, 2015 9:53 pm

//Pozwolisz, że nawiążę tu do zarazy i innego wątku, w którym Reo wcześniej uczestniczył

Reo przybył tu właściwie przypadkiem. Po szaleńczym galopie w ramach ucieczki z miejsca rozkładu przerażającego truchła biegł ile sił w nogach nie zważając na kierunek. Teraz przyzło mu za to zapłacić, ostra zadyszka uniemozliwiła mu dalszy bieg. W myślach uspokajał samego siebie i starał się racjonalnie przekonać do uznania braku zagrożenia. Stanął i poświęcił chwilę na wyrównanie oddechu. No pięknie, zaraza. Ze wszystkich możliwych śmierci, umrę tak, jakbym za nic nie chciał. Dzięki Arcano za twoje cudowne przepowiednie. Właścwie czemu tak bardzo bał się chorób? Powód krył sie głęboko w jego wspomnieniach. Był dobrze ukryty i wymykał się świadomej pamięci ogiera, ale jednak tkwił gdzieś tam niczym cierń wywołując u niego panicznny strach przed wszelkimi wirusami i chorobami. Zresztą, widok gnijących zwłok łosia na polanie był na tyle odrażający, że sam w sobie uzasdniał ten paniczny lęk. Musze się napić Wymamrotał niewyraźnie. Podniósł łeb i rozejrzał sie w poszukiwaniu jakiegoś strumienia czy innego zbiornika wodnego. Marzył w tej chwili aby wyciszyć myśli zanurzając pysk w chłodnej cieczy. Z zadowoleniem stwierdził, że niedaleko znajduje się małe źródełko. Podszedł do niego sprężystym krokiem. Bardzo nie chciał wyglądać jak ktoś, kto wariuje ze strachu przed zarazkami. Okazało sie, że przy wodopoju już się ktoś znajduje. Nie było to Reviemu na rękę, gdyż wolał raczej pobyć teraz w samotności. Przyjrzał się obcemu. Ze zdziwieniem skonstatował, iż był to źrebak. Mógł mieć jakiś rok, nie więcej. Mała klaczka była dość nietypowej maści. Porastała ją szara, myszata sierść, która na głowie przechodziła w brąz. Zaintrygowało go to, lubił weszelkie dziwactwa, bo sam był nieco specyficzny. Naprawde nie znosił powtarzalności, a jeszcze bardziej tych, którzy tępili właśnie oryginalność i odmienność. Może jednak nie będzie tak źle się przywitać?
Witaj Uspokoił się już na tyle, że w jego głosie chyba nie było słychać drżenia Nazywam się Revivo O co mógłby zapytać? W oczy rzuciło mu się to, że klaczka była nad źródełkiem całkiem sama. Gdzie jej rodzice albo... ktoś? Jesteś tu sama? Zapytał, choć przyszło mu do głowy, że źrebak nie wygląda na bezradnego i zagubionego. Wręcz przeciwnie. Na jej pyszczku widać było doświadczenie i... jakąś determinację?
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pon Lis 09, 2015 4:54 pm

Lekko zmrużyła oczy, a delikatne odbicie zareagowało tym samym. Posłała uśmiech do samej siebie, otrzymując to samo. Miłe uczucie - widzieć czyjś uśmiech, nawet jeśli był on twoim własnym. Wśród wszechogarniającego zła, nienawiści czy wszystkiego, co wpisywało się w ten zakres, ciężko było zauważyć dobre elementy świata. I ona ich nie widziała. Odkąd doświadczyła zła na własnej osobie, przestała dostrzegać dobro. Było tylko zło, zło i jeszcze więcej zła. Nie dopuszczała do siebie myśli, że to tylko jej splugawione postrzeganie świata.
Zastrzygła uszami i znieruchomiała. Nie trudno było usłyszeć, że ktoś się zbliżał. Tym bardziej jeśli chwilę później sam zdradził swą obecność. Wyprostowała się zatem, ostrożnie obracają się w stronę przybysza. Bułany, dorosły ogier, wyższy od niej stał tak i coś do niej mówił.
- Dz-dzień d-dobry - przywitała się przede wszystkim, mówiąc dość wolno, niesamowicie spokojnym głosem. Kiwnęła głową, gdy się przedstawił. Po chwili zrobiła to sama. - N-nazywam s-się Solveig.
Ach, te uporczywe jąkanie. Mimo iż się do tego przyzwyczaiła, inni z pewnością uznawali to za pewną oznakę strachu, zdenerwowania. Nie dbała o to.
- T-ty też jesteś - odparła, zauważając trafnie, po chwili jednak unosząc ledwo widocznie kąciki swoich ust w uśmiechu. Sekundę później znowu spoważniała. - Coś się s-stało. - Nie zapytała. Ot, stwierdziła, być może błędnie, może nie. Ale czuła potrzebę wypowiedzenia tych słów.
Powrót do góry Go down
Vanillia

avatar

Posts : 56

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Czw Lis 12, 2015 7:51 pm

Przykłusowałam na oazę w poszukiwaniu smakołyku, o którym słyszałam. Podsłuchałam rozmowę dorosłych i wspominali o roślinie, która jest przepyszna i rośnie dokładnie tutaj. Spojrzałam na podejrzane drzewa. Ich owoce były lekko poza moim zasięgiem, ale gdybym podskoczyła nie byłoby problemu. Spróbowałam kilka razy dosięgnąć upragnionych przysmaków, lecz nie udało się. Postanowiłam kopnąć w pień kilka razy, ale miałam za mało siły i ani jeden daktyl nie spadł. Podeszłam zrezygnowana do źródła wody i napiłam się próbując wymyślić sposób za pomocą którego uda się przechytrzyć te cwane smakołyki. Zerknęłam na trawę, która wyrastała po części z wody. Postanowiłam jej spróbować, na złagodzenie apetytu, który zrobiłam sobie na myśl o nieosiągalnych owocach. Trzcina okazała się przepyszna i była o wiele łatwiejsza do zdobycia. Porzuciłam myśl o daktylowcu i zajęłam się wcinaniem nowej smakowitości.
Powrót do góry Go down
Yennefer

avatar

Posts : 132

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Czw Lis 12, 2015 8:37 pm

Yennefer, radosna i uśmiechnięta, przemierzała sobie obce tereny. Normalnie dostała by już ochrzan, albo bałaby się wyłazić z własnych terenów... Ale ona postanowiła się przejść. Na pustyni było gorąco, a promienie słońca ogrzewały jej sierść i raziły w oczka. Jej kopytka zapadały się w piasku, a ona już lekko zmęczona, przemierzała niemiłosierną pustynię.
Ciekawe czy tu kogoś spotka? Yennefer przypomniała sobie o rodzicach.. Przecież mogą być teraz na nią źli. Ale cóż, chyba nie zrobili by niczego takiego córeczce? W końcu Yenn była młodziutka, kara o białych włosach.. Była niezwykłej maści, a jej białe nogi jeszcze bardziej nadawały kontrastu. Jej niebieskie oczy, były wyjątkowo jasne, co w całości tworzyło naprawdę wyjątkowego źrebaka.
Zauważyła oazę... W końcu jakieś zielone! Ruszyła galopem, nawet szybkim, do kojącej oazy. Od razu rzuciła się do picia, wzięła kilka łyków orzeźwiającej wody.. -Hej!- zerwała sie i zauważyła innego źrebaka. Nastawiła uszy i zrobiła kilka kroków w tył...
Powrót do góry Go down
Vanillia

avatar

Posts : 56

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Czw Lis 12, 2015 8:52 pm

Usłyszałam jak ktoś galopuje w moją stronę. Przerwałam jedzenie i weszłam w trawę, aby się ukryć. Wzięłam jeszcze jednego gryza. Na brzegu stanęła kara klaczka w podobnym wieku do mnie. Wychyliłam się trochę mając nadzieję, że moja towarzyszka nie jest groźna. Ta na mój widok poderwała się z miejsca, przywitała się lekko się odsuwając. Jej reakcja była dla mnie niespodziewana, trochę się wystraszyłam.
Hej! Skąd jesteś? - spytałam. Zastanawiało mnie skąd ona się tu wzięła, szczególnie, że droga na oazę nie była specjalnie krótka. Trzeba było przecisnąć się między górską polaną i zakazanym lasem (który omijałam z daleka). Nasze góry niebyły zbyt przyjazne podróżnym, ale jako Halna urodziłam się, żeby sprawnie tam mieszkać i chodzić ścieżkami éleve, tak mi powiedziała mama.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pią Lis 13, 2015 6:48 pm

Mała, albo i nie mała Spectre biegła przez obce tereny. Ale fajnie jest robić co się chce. Pierwsze co zobaczyła podczas biegu, to były dwie klacze. Młode. Trochę młodsze od niej, lecz nie przeszkadzało jej to. Hejka. Jestem Spectre, a wy? Spectre wypowiedziała to milutkim, słodkim i delikatnym głosikiem. Specjalnie tak zrobiła. Złapała w zęby peirwsze lepsze coś i zaczęła to żuć. Coś co jadła okazało się słodziutkie. Gryzła to z wielką przyjemnością. Skąd jesteście? Spectra zaczęła żywo podskakiwać. Przy tym bawiła się swoją szarą (od brudu) grzywką. Zamrugała swoimi zielonymi oczkami. Wdzięczyła się do swoich (przyszłych?) koleżanek. Jestem starsza od nich. Może będą mnie lubiły? Dobrała się do trciny słodkiej jak miód. Uśmiechnęła się do klaczek. Powąchała troszkę trawkę. Zapachniała jej rosą, więc łapczywie ją zjadła. Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego...
Powrót do góry Go down
Ramsess

avatar

Posts : 155

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pią Lis 13, 2015 6:55 pm

Ogierek przebiegł tu energicznym kłusem. Rozgladał się radośnie do okoła a jego dość krótka grzywą falowała na Wietrze niczym piórko. Zauważył parę koni, znał tylko jedną z nich Yennefer.Podszedł do nich i radosnym głosem przywitał się:Hejka-radośnie uśmiechnął się przy tym.Spojrzał na konie których jak dotąd nie znał;Jestem Ramsess i jestem księciem Stada Czerwonej Krwi.A wy?zapytał z ciekawością.
Powrót do góry Go down
Solveig

avatar

Posts : 149

PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   Pią Lis 13, 2015 7:01 pm

Poruszyła delikatnie uchem, słysząc gdzieś niedaleko siebie jakiś dźwięk. Koń. Kolejny, lecz najwyraźniej nie zwrócił na Solveig uwagi. Odetchnęła z ulgą i zerknęła z zakłopotanym uśmiechem na dotychczasowego towarzysza. Milczał, toteż młoda nieco się zasmuciła. Chwilę później usłyszała kolejne odgłosy, przywitanie i rozmowę. Jęknęła w duchu przerażona. Nie lubiła takich tłumów. Co jak co, może i nie zwracali na nią uwagi albo może nawet jej nie widzieli... Ale jednak tu byli i to był problem. Wkrótce przybyła kolejna dwójka i Solveig, wyraźnie nie wiedząc co robić, po prostu uciekła, rzucając jakieś ciche pożegnanie i przeprosiny w stronę R'evivo.

/z.t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Oaza daktylowców   

Powrót do góry Go down
 
Oaza daktylowców
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Tereny Niczyje :: Pustynia Ruinaerennes :: Skupisko oaz-
Skocz do: