Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mała polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Czw Sty 28, 2016 10:31 pm

Zignorowała jego słowa, całkowicie olewając to, co mówi. Zdążyła się już przekonać, że słowne potyczki z tym oto karoszem prowadziły tylko do bezowocnych krzyków. Normalnie jak przekupka na targu. Gdyby nie sytuacja, Polemos uśmiałaby się z niego setnie.
Srokata wykorzystała jego słabość i marną wielozadaniowość. Mógł skupić się tylko na jednej z nich i to było jego słabością. No i zbyt mała zwrotność.
Puściła ucho i odskoczyła. Gdy Czarnokrwisty począł ciągnąć Arcanę w stronę lochów, Polemos błyskawicznie znalazła się przed nim, blokując drogę.
- Nie tak szybko - mruknęła, wbijając twarde spojrzenie w karosza.
Nawet bez niej władczyni Halnych z dużym prawdopodobieństwem by sobie poradziła. Teraz, mając jednego ze swych wojowników, wygrana była stuprocentowo pewna.
Znów zaatakowała, w mgnieniu oka doskakując do Espilce'a i chwytając w zęby szerokie pasmo jego wyjątkowo długiej grzywy. Szarpnęła, zapierając się kopytami i mocno naciągając skórę przeciwnika. Bujna czupryna również stanowiła jego słabość, którą Polemos wykorzystała.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Sty 29, 2016 3:15 pm

/ Zanim wszyscy wbili - koniec rozmowy/

- Również dziękuję Ci za wszystko Przyjacielu - odpowiedziała patrząc na uśmiech ogiera. W jego towarzystwie czuła się więcej warta. - Nie, ani trochę. - Nie przeszkadzał jej, bo nawet jeśli, to w czym... zawsze na rozmowę był czas.
- Do zobaczenia, Fiin. - Ciche słowa wydobyły się z niej, gdy patrzyła jak odchodzi. Może usłyszał, może nie. Wszystko jedno. Nie została długo, może jakieś dziesięć minut. Szybkim kłusem oddaliła się w swoim kierunku. Po drodze Balhibo towarzyszył jej, by chwilę później odpocząć na gałęzi nie daleko, gdzie zatrzymała się. Nie wiedziała gdzie może iść, lecz nie miała zamiaru z nikim sie już widzieć.

z.t
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Sty 29, 2016 4:06 pm

Zerwałam liny, które mógł narzucić na mnie kary fryz i wyzywająco uniosł brodę, lustrując go spojrzeniem stalowych ślepi. Usmiechnęłam się w odpowiedzi na słowa Polemos, ale nie czułam zagrożenia. Gdy tamten zaczął się drzeć, fiknęłam dzikiego kozła, starając się wymierzyć tylnym kopytem w jego chrapy. Siła ciosu powinna trochę go ogłuszyć, jeśli nawet nie przewrócić, o ile nadal stał blisko i próbował szczęścia z linami. Kłapnęłam zębami obok jego ucha.
- Posłuchaj, misiaczku, nie marzę o zabawie z tobą, z jakiegpś powodu nigdy mnie nie kręciłeś, uwierzysz? - zarżałam śpiewnie, udając, żę sama myśl o niekochaniu go jest głupia. Zmierzyłam go uważnym spojrzeniem i przejechałam językiem po zębach.
- Reasumując nasze dzisiejsze spotkanie, nigdzie się z tobą nie wybiera ani moja skromna osoba, ani tym bardziej stojąca tutaj Wojna.
Na umocnienie moich słów, zastukałam przednimi kopytami o ziemię wznosząc tumany śniegu. Popatrzyłam na młodą klaczkę i skinęłam jej głową jakby w podzięce za wstawieniem się za Polemos. Nie to, żeby potrafiła w ten sposób uczynić Espilsa lepszym koniem, o nie, przecie wiadomo, że jest on niereformowalny. Pokazała jednak, że jest ponad system stadny. I za to byłam jej wdzięczna.
- No to jak wybrniemy z tego impasu? Ma ktoś jakąś propozycję? Śmiało, myślę, ze każdy pomysł w obecnek chwili, który nie należy do Espilsa, jest dobry - powiedziałam gładkim jak jedwab tonem, świdrując oczami ślepia karego.
Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Sty 29, 2016 4:50 pm

Srokata puściła grzywę fryza, kiedy Arcana wkroczyła do akcji. Odskoczyła poza zasięg karego i posłała uśmiech przywódczyni. Chyba powinny częściej razem wychodzić. Zabawa była przednia.
- Może zaciągniemy go do naszych lochów i poszarpiemy trochę za grzywę? Co o tym myślisz, pani? - spytała Polemos z wrednym błyskiem w oku, kierując swoje ostatnie słowa do Arcany.
Zaczęła wychodzić z niej jakaś inna, obca dotąd natura. Zazwyczaj chłodno podchodziła zarówno do zwycięstw, jak i porażek. Tym razem nie mogła nie pozwolić sobie na taką drobną złośliwość. Przecież ten biedny nieborak aż się o to prosił.
Zajęła miejsce po drugiej stronie Espilse'a, aby w razie czego z pomocą władczyni Halnych atakować go z dwóch stron. Może rzeczywiście skuszą się na zarzucenie więzów na jego szyję? Mógłby wreszcie poczuć się jak te wszystkie klacze, które z pewnością porywał. Zostałby poniżony tak samo jak one, jak i nie bardziej. Zasługiwał na to. Ale z drugiej strony kim one były, żeby wymierzać mu sprawiedliwość?
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Sty 29, 2016 7:33 pm

Nim zdążyłem wyprowadzić Arcanę, Srokata złośliwie zastąpiła mi drogę. Posiadając dwie klacze przeciwko siebie nie za wiele mogłem zrobić i powoli zaczynałem mieć tego świadomość. Nawet obecność źrebaka nie wiele w obecnej sytuacji zmieniała, niezależnie po której by nie był stronie. Kwiknąłem z bólu a przede wszystkim wściekłości, gdy ta wstrętna łaciata krowa uszkodziła moją grzywę! Jak śmiała? Jak mogła to zrobić?! Nie miałem pojęcia... ale byłem wkurzony. I to mocno!

Już miałem ją skopać... gdy nagle Arcana ruszyła do boju, pozbywając się z szyi wszystkich lin. Oberwałem od niej kopytem, kwiknąłem z bólu i cofnąłem się parę kroków. Coraz mniej mi się to wszystko podobało.
- Jak to Cię nie kręciłem? A moja grzywa?! - krzyknąłem na nią z niedowierzaniem.
- Nie, właśnie ze ze mną idziesz! Porywam Cię! - oznajmiłem jej... chociaż na razie nie zbliżałem się do niej, obawiając się jej reakcji. Była stanowczo zbyt agresywna jak dla mnie.

- Ja mam propozycję. Pójdziesz ze mną po dobroci, bez lin do lochów. A ja nic nie zrobię tej pyskatej srokatej. Ani nie wyciągnę konsekwencji wobec źrebaka. - zaproponowałem wspaniałomyślnie. Nie przejąłem się groźbą łaciatej krowy. Nie mogły mnie porwać na moim terenie. A ja mogłem ich bez problemu porwać... ale może wolałem nie ryzykować ran - wolałem przekonać Arcanę, by poszła ze mną po dobroci.
Powrót do góry Go down
Lunara

avatar

Posts : 76
Age : 16

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Sty 29, 2016 8:40 pm

Lunara obserwowała wszystkie zdarzenia po kolei. Bała się wydusić z siebie choć małe słowo. Stała przytulając się mocno do Raheli. Jej odwaga odleciała już złotym rydwanem słów. Propozycja fryza przeraziła ją. Czyli jednak chce mnie ukarać...-Pomyślała zestresowana Luna. Ach...no uspokój się...-Upomniał ją wewnętrzny głos. Lunara westchnęła i wstała, aby poważnie pomówić z karym, jak czarnokrwisty z czarnokrwistym. Pominęła fakt, ze jest źrebięciem. Pokazałe rysice żeby poszła za nią.
Podeszła tuż przed pąteżnego ogiera. Teraz proszę mnie słuchać. Pan może sobie poskarżyć na moje zachowanie, to jest fakt, ale jeszcze ja mogę się poskarżyć na to, że musiałam w wieku 4 miesięcy oglądać takie rzeczy. Mogę w tym momencie się rozpłakać i zacząć wrzeszczeć, a to może się skończyć nieprzyjemną dla nas wszystkich sytuacją. Pójdźmy na kompromis. Teraz i tu skończmy tę wojnę. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. Jeszcze niedawno bałam się kogokowiek uderzyć i na początku oglądanie tego w rzeczywistości było dla mnie męczarnią. Proszę puścić Polemos i jej koleżankę. Ja mówię bardzo poważnie i proszę mnie nie lekceważyć ze względu na wiek. W sumie jesteśmy cztery i z panem możemy wygrać bez problemu. Czy to nie będzie trochę kompromitujące? Przegrać z dwoma klaczami, rysiem i źrebakiem?-Lunara z trudem zdobyła się na te słowa, ale przynajmniej przypięczętowała akt swojej odwagi i była z siebie dumna.
Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Sty 29, 2016 9:19 pm

Nie mogła powstrzymać lekceważącego prychnięcia. Ktoś miał tu zbyt wysokie ego. Tak wysokie, że przerastało jego sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Przypominał srokatej małego, rozkapryszonego źrebaka, którego wydarzenia nie układają się po jego myśli. Żałosne.
- Wszyscy wiemy, że swoje groźby rzucasz na wiatr. Nie masz szans z nami wszystkimi - odezwała się poważnie, zatrzymując spojrzenie ciemnych oczu na ogierze.
Może i nie mogły go porwać - to byłoby otwarte wyzwanie do wojny. Ale on również nie miał szans zaciągnąć ich do lochu. Po prostu było to awykonalne.
Wtedy właśnie odezwała się Lunara. Wcześniej stała na boku, przytulając się do swego rysia, teraz podeszła odważnie do karego. Jej słowa były spokojne, poważne. Dojrzałe. Nie wyglądała już na te cztery miesiące. Sprawiała wrażenie całkiem dorosłej istoty, będącej w stanie o sobie decydować i bronić samej siebie. Polemos popatrzyła na klaczkę z nieukrywaną dumą w oczach. Pomimo tego, iż znała młodą Czarnokrwistą od niedawna, zdążyła bardzo ją polubić. A duże pokłady odwagi, które miała w sobie Lunara, pomimo wcześniejszego strachu, imponowały srokatej. Przecież przed kilkoma godzinami klaczka niemal kuliła się ze strachu przed Polemos. To było niesamowite uczucie obserwować ją teraz.
- Brawo, Lunaro - szepnęła na tyle głośno, aby klaczka zdołała ją usłyszeć. Posłała małej pełen dumy uśmiech.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Mała polana   Nie Sty 31, 2016 12:25 pm

Trochę już tutaj była, jednak niektóre części terenów wciąż wydawały jej się nieznajome. Łatwo było zagubić się w puszczy. Nawet po latach spędzania w nich czasu. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej się tutaj znalazła.
Jednak coś jej tutaj nie pasowało. Zapach był znajomy, tak samo obrzydliwy, jakim go zapamiętała. Pantery. Te zakały oczywiście były zawsze w pobliżu. Zastanawiała się, dlaczego nikt ich jeszcze nie postanowił powybijać? Życie byłoby bez nich lepsze. Ale tym już ona zwykle się zajmowała. Jeszcze mogłoby wydarzyć się jakieś nieszczęście i dorwałyby się do źrebaków. Stanęła na środku, trwała w bezruchu. Jej bicz, który świecił w świetle słońca, starającym się wytrwale, by przebić się przez zasłonę drzew, teraz zaczął rozwijać się. Powoli, niczym wąż schodząc jej z szyi. Kiedy jeden z jego końców zaczął dotykać ziemi, złapała za drugi, zanim zdążyłby on spaść na ziemię.
Nie musiała w sumie aż tak długo czekać, by ujrzeć przed sobą wyłaniającą się z ukrycia ciemną sylwestkę. Była to z pewnością samica. Nie wiedziała, jak udawało jej się to odróżnić, nigdy nie zwracała na to uwagi. Było to coś, co po prostu się wiedziało.
Źrenice samicy zwężyły się, gdy ujrzała Łowczynię. Chociaż klacz nie okazywała uczuć, jej źrenice również zaczęły się zwężać. Zabawa dopiero się rozpoczynała. Najgorsze było to, że wyczuwała obecność innego osobnika. Zapach był silniejszy. Więc musiał być to samiec. Partnerzy?
Przygotowała się mentalnie na pierwszy atak. Patrzyła, jak kocika szykuje się do skoku. Wszystkie mięśnie Eren zaczęły umacniać jej ciało w razie, gdyby nie udało jej zrobić się tego, co planowała.
Gdy ta skoczyła w jej kierunku, rycząć wściekle, zbliżając się do niej, ta poderwała swój bicz z ziemi. Uniósł się on wysoko, po czym klacz pociągnęła go w dół, powodując, że kocica została oderzona jej bronią i wylądowała na ziemi, tuż przed klaczą. Uniosła się na tylnich kopytach, miała zamiar uszkodzić jej czaszkę. Miała nadzieję, że zdąży, zanim pojawi się drugi osobnik. Jednak nadzieja jest matką głupich. Zanim zdążyła wykończyć samicę, jej partner na nią naskoczył. Razem przetoczyli się po zimnej ziemi. Otworzyła oczy i zauważyła go nad sobą. Wgryzł się w jej szyję, mocno. Syknęła z bólu. Jej bicz leżał tuż przy niej. Wypuściła go, ponieważ nie chciała, by przypadkiem się w niego zaplotała. Poruszyła swoimi przednimi kończynami, próbując go od siebie odepchnąć. Polała się krew, zerwał też trochę jej skóry, lecz udało jej się. Podniosła się szybko, przy okazji łapiąć za swój bicz. Zamachnęła się i owinęła końcówkę wokół szyi samca. Jej bicz był wyprostowany. Odwróciła łeb i zaczęła kręcić się w kółko, pociągając go za sobą. Jedno delikatne pociągnięcie, a jej bicz wypuścił go. Pantera wpadła prosto na swoją towarzyszkę, która była już zakrwawiona. Jej bicz wykonany był z bardzo twardego materiału. Łatwo było jej zranić nim przeciwka, lecz jednocześnie nie była w stanie zareagować, gdy jej przeciwnik znajdował się blisko niej.
Bestie zaczynały powoli się podnosić. Musiała działać. Oboje podnieśli się i rzucili się na nią. Padła na ziemię i przetoczyła się po niej, unikając ich ataku. Uniosła się, pociągając za bicz. Łatwo puścił, lecz zostawił po sobie ślady. Klacz złapała jedną z gałęzi, grubszych, które znajdowały się nad jej przeciwnikami. Cieńka końcówka jej bicza złapała ją niczym macka. Pociągnęła gałąź w dół, cofając się gwałtownie. Usłyszała jak gałąź pęka i spada prosto na dwoje drapieżników. Oboje warknęli groźnie. Zrozumiała już, że nie są sami. Nie zwijając swojego bicza, skoczyła pomiędzy drzewa, uciekając szybko. Nie zdążyła... Trzeci zagrodził jej drogę. Był zdecydowanie młodszy, to musiał być ich potomek. Nie było co do tego wątpliwości.
Zamachnęła się i spróbowała owinąć swój bicz wokół niego, lecz ten złapał go w zęby i zaczął ciągnąć ją w swoim kierunku. Zaparła się mocno. Było ślisko. Musiała puścić.
Prawie się przewróciła, lecz jakoś udało jej się utrzymać równowagę. Zaczęła szarżować w jego kierunku. On również. Zderzyli się. Koń z panterą i oboje wylądowali na ziemi, każdy oddalony od drugiego. Potrząsnęła łbem. Kiedy otworzyła oczy... O dziwo go już nie było. Zrezygnował. Była obolała i ranna. Westchnęła ciężko. Miała piasek w ranach. Strasznie ją to szczypało. Nie lubiła tego uczucia. Wstała powoli. Jej mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa. Wzięła bicz do pyska, posłusznie zaczął się zwijać, a ona ruszyła w drogę powrotną. Potrzebowała kąpieli i pomocy medycznej.

z/t
Powrót do góry Go down
Lunara

avatar

Posts : 76
Age : 16

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pon Lut 01, 2016 7:09 pm

Lunara była z siebie dumna. I chyba pozostali też byli z niej dumni...tak jej się przynajmniej zdawało. Podbiegła do Raheli i przytuliła się do niej ze łzami w oczach. Lunara sama nie wiedziała czemu płacze, być może ze szczęścia. Popatrzyła na wszystkich. Już nie miała ochoty słyszeć odpowiedzi fryza. Nie podobał jej się on. Powstała i przemówiła poraz ostatni. Pozwolicie, że ja już stąd odejdę, gdyż nie mam siły dalej tego oglądać. Uśmiechnęła się nieśmiało do Polemos i ruszyła razem z Rysicą równomiernym biegiem.
Nie chciała już walczyć.

z/t
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pon Lut 01, 2016 11:23 pm

Słuchałam niby słów Espilce'a, ale nie potrafiłam skupić się na nich. Niespecjalnie ciągnęło mnoe do lochów. To nudne miejsce, a ja nie znosiłam nudy nade wszystko.
- Co z twoją grzywą? - zdziwiłam się jego głupim pytaniem. Czy uważał, że jego zmysłowo mroczne pukle sprawią, że obdarzę go miłością? Albo w ogóle jakimś pozytywnym uczuciem?
Zastanowiłam się.
- Wiesz, może jalbyś sobie zaplótł warkocze czy coś takiego, wyglądałbyś nawet uroczo... Co? Nie podoba ci się ten pomysł? Jak sobie chcesz. Ale wiesz co, jak dasz mi upleść ci kilka pięknych kłosów albo dobierańców... Może spojrzę na twpją prośbę przychylniejszym okiem... - powiedziałam tonem nasyconym sztuczną słodyczą.
Szastnęłam ogonem. Porywa mnie. Chciałby. Tylko ja mam prawo się porwać i nie zamierzam mu pozwalać na wybryki. Źrebak, którego zagrożenie miało mnie powstrzymać właśnie sobie poszedł, więc ten jeden aspekt z głowy. Pozostała jeszcze Polemos. Najwyżej pójdziemy do lochów obydwie i zamkniemy karusa w jego własnej klatce. O tak. To by było wspaniałe. I wtedy obcięłabym mu te wspaniałą rzecz, którą tak zniewala klacze. I nie mówię tu o grzywie.
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Wto Lut 02, 2016 11:21 am

Uważnie słuchałem słów źrebięcia zastanawiając się, czy jej matka jest tak samo wygadana. Jeśli tak, to jednak wolałem się nie skarżyć na jej zachowanie. Dziwiło mnie, że żali się na to, że musiała takie rzeczy oglądać w swoim wieku. Jaka Czarna Krew powinna się do nich przyzwyczajać jak najwcześniej.
- Dobra, dobra, niech Ci będzie. Skończę tę wojnę. Nie mam nic do Ciebie ani do Srokatej. Chcę tylko Arcanę, której nawet nie znasz. - stwierdziłem.
- A jeśli jeszcze niedawno bałaś się kogokolwiek uderzyć a teraz już tak nie jest... to dobrze. Znaczy, że czegoś się nauczyłaś. - oznajmiłem jej. Tak, w jednym miała rację. Nie chciałem walczyć z nimi wszystkimi.

Prychnąłem jak te sane słowa powtarza Srokata. Nie była chyba za inteligentna, skoro nie mogła sama niczego wymyślić tylko powtarzała infantylne uwagi za źrebakiem. Zignorowałem ją. Nie zależało mi na niej. Gdy klaczka zaczęła się oddalać wbiłem wzrok w Srokatą.
- To znikaj. Również tu nie jesteś potrzebna. A moje sprawy miedzy mną i Arcaną nie powinny Cię interesować. Spadaj stąd póki możesz. - warknąłem na nią, po czym odwróciłem się do Władczyni wpatrując się w nią.

- Z grzywą? - zdziwiłem się słuchając jej pytania - No chyba... chyba wpada Ci w oko. - przypomniałem jej. No bo chyba musiała jej się ona podobać!
- Myślisz, że w warkoczach byłoby mi lepiej? - spytałem się, mocno się nad tym zastanawiając.
- Naprawdę? Zrobiłabyś to? Masz potrzebne kwalifikację? Zrobisz to ostrożnie i delikatnie? - dopytywałem. W sumie może to nie byłby taki głupi pomysł? Szczególnie w zimowym, błotnistym okresie mogłoby to uratować grzywę przed błotem.
- Ale to co. Tutaj? Czy gdzieś się przejdziemy? Jak uważasz, że będzie lepiej? - zastanawiałem się na głos, zachwycony pomysłem Arcany.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Mała polana   Wto Lut 02, 2016 7:17 pm

Zerknęłam na Polemos, uśmiechając się leciutko połową pyska. Chciałabym, aby poszła razem ze mną, ale nie zamierzałam jej do tego namawiać. Ma przecież swobodę wyboru. Idź już, mówiły moje oczy. Wiem, co robię. W zasadzie dawno nie odwiedzałam Czarnych lochów. Miałam piękny pomysł, jak rozegrać dzisiejsze spotkanie, a w głowie już obmyśliłam słodki plan ucieczki. Zwróciłam pysk w kierunku karego i zatrzepotałam rzęsami. Nie miało to nic wspólnego z uwodzeniem; chciałam nadać swemu obliczu uroczy wyraz. Niech mi zaufa. Niech będzie pewny. A ja wykorzystam go do swoich celów i odejdę.
- W tej formie? No cóż... jest dobrze... ale mogłoby być jeszcze lepiej - rzekłam spokojnie, obchodząc go dookoła i udając, że podziwiam krucze kudły. W zasadzie patrzyłam gdzieś w bok, ale skoro stał tyłem, skąd mógł o tym wiedzieć? Jeżeli jednak się odwrócił, czym prędzej wróciłam spojrzeniem do pierwotnego celu. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że weźmie uwagę o warkoczach na poważnie... Ale skoro rzeczywiście zaczął ją rozpatrywać, chyba mogłabym zaczerpnąć z tej sytuacji parę bardzo wesołych wspomnień.
Zaczerpnęłam powietrza, udając, że poczułam się dotknięta.
- Ależ oczywiście! - parsknęłam, wzniecając nozdrzami tuman białej pary. - Chyba nie sądzisz, że składałabym ci tę propozycję, nie mając odpowiedniego wykształcenia - mówiłam, w zasadzie nie zastanawiając się nad słowami. CZy plotłam kiedykolwiek warkocze? Biorąc pod uwagę, że byłam koniem i nie było to możliwe z fizycznego punktu widzenia... Cóż... nie. Ale gdybyśmy puścili wodze imaginacji, moglibyśmy śmiało stwierdzić, że jestem w tym mistrzynią. Prawdziwą mistrzynią. - Możesz mi zaufać. Myślę, że nie ma potrzeby nigdzie się udawać, narazilibyśmy esencję twojej ogierczości na skazę... W końcu pełno tu błotka... - uśmiechnęłam się, przekrzywiając głowę. Miałam nadzieję, że załapał, że tym razem chodziło mi o grzywę.
- No to jak robimy? Albo nie - powiedziałam natychmiast w odpowiedzi na własne pytanie. Zbliżyłam pysk do jego ucha i rzekłam, ziejąc gorącym powietrzem jak smok ogniem:- Zdaj się na mnie.
Była w tym pewna misternie ukryta pod cienką przędzą pustości groźba. Na szczęście kary fryz nie powinien jej załapać, a nawet jeżeli pojął dwuznaczność słów, nie przeszkadzało mi to. Może się mnie trochę obwiać. To naturalne. W końcu umarłam i wstałam z grobu. To ten gorący oddech i łomoczące serce nie są naturalne.
Jeżeli się zgodził (bo jakżeby to, ja, władczyni Halnych, miałabym cokolwiek robić bez jego zgody? Banialuki!) podzieliłam jego grzywę na dwa długie pasma, tak, by opadały po dwóch stronach szyi. Zabrałam się do pracy, układając kosmyki w dobierane warkocze. Umiałam zrobić to delikatnie i bezboleśnie, ale dla własnego kaprysu pociągnęłam go raz czy dwa, aby musiał trochę podnieść głowę i zajrzeć w mój jakże rozradowany pysk. Splotłam końcówki dwoma kawałkami ślicznego, miękkiego (różowiutkiego!) materiału, który kiedyś był moją pelerynką.
- Niestety, nie miałam innego, ale mam nadzieję, że i w tym różu się polubisz. Róż to bardzo zmysłowy i męski kolor, wiesz? Zniewala płeć przeciwną. Wręcz ścina ją z nóg. Każda klacz ci to powie. Jak ci się podoba? - spytałam z zadowoleniem oceniając swe dzieło. Warkocze były wprost doskonale zaplecione; widać, jak bardzo mi zależało, by ujrzeć w nich Espilce'a!

Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sro Lut 03, 2016 9:41 pm

Skinęła tylko głową małej na pożegnanie. Pokonała dzisiaj swój strach, nawet nie jeden. Teraz, kiedy już odeszła, mogły nieco ostrzej sobie pogrywać. Teraz, kiedy nikt niepowołany nie patrzył... Choć może lepiej byłoby mieć widownię. Więcej koni mogłoby zobaczyć poniżenie tego tutaj.
Polemos nie do końca posłuchała karego lalusia. Usunęła się nieco w bok, ale nie odeszła. Przysłuchiwała się wymianie zdań pomiędzy tą dwójką i przyglądała się działaniom Arcany. Odwzajemniła uśmieszek władczyni, dając jej do zrozumienia, że zostanie razem z nią. Lekko wygięła wargi w uśmiechu, grymas jednak nie dotarł do jej oczu. Uśmiech przyjął złośliwy charakter, kiedy usłyszała, że Espilce łyknął przynętę. Chyba nie był zbyt inteligentny... Wygórowane zdanie na własny temat przyćmiewało mu nieco mózg. O ile w ogóle posiadał coś pod czaszką prócz wizji padających mu do kopyt klaczy, zniewolonych widokiem jego nędznej czupryny. Czy którakolwiek się na to naprawdę nabierała?
Czarne pasma pod wpływem zabiegów Halnej władczyni zmieniły się w misternie splecione warkocze zawiązane jakże pięknymi kawałkami materiału w iście męskim kolorze różu. Polemos była coraz bardziej zaciekawiona celem tych wszystkich zabiegów. Czy naprawdę ta góra mięsa dała się na to nabrać? Musiał być naprawdę naiwny... I łasy na komplementy, to przede wszystkim. Chyba najlepszą taktyką było w jego przypadku udawanie adoracji i zwyczajne uwiedzenie, aby po chwili wbić mu ostrze między żebra. Polemos nie bardzo się do tego nadawała, z racji swej wątpliwej urody. Lecz Arcana... To była całkiem inna historia. Srokata oglądała ją z pewnego oddalenia, w każdej chwili gotowa pomóc władczyni. O ile w ogóle potrzebowała pomocy... Polemos podejrzewała, że bez problemu obeszłaby się bez jej wsparcia. Mimo wszystko srokata wolała być w pobliżu.
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sro Lut 03, 2016 11:05 pm

Widziałem, jak Arcana zerka na Polemos, chyba odprawiając ją. Czyżby pogodziła się z przegraną? Tak mi się wydawało - tego się spodziewałem. Widziałem, jak mi Przywódczyni ulega, jak stara się mi przypodobać. Ewidentnie liczyła na łagodne traktowanie. Jeśli będę miał dobry humor to może naprawdę ją potraktuję w miarę łagodnie, ulgowo. A chyba będę miał, bo podobały mi się rady, jakie od niej zacząłem dostawać.
- Naprawdę? To co poprawić? - ucieszyłem się, szeroko się uśmiechając. Nie mogłem się doczekać wszelkich rad które sprawią, że będę jeszcze piękniejszy. Byłem taki dumny, gdy klacz mnie obchodziła, podziwiając z każdej strony. Czemu ogier wpatrujący się łakomie w klacz jest uznawany za niegrzeczny a klacz wpatrująca się łakomie w ogiera jest przyjmowana z dumą i radością? Zawsze mnie to dziwiło. Święte oburzenie klaczy przekonało mnie, że wie ona, co mówi.
- No tak, tak. Oczywiście, że wierzę w Twoje kompetencje. - szybko ją zapewniłem, by się skupiła na podziwianiu mnie a nie na jakichś kłótniach - No to może rzeczywiście lepiej tu zostać? Ok, to zdaję się na Ciebie - zgodziłem się z każdym jej słowem, nie mogąc się doczekać, kiedy będę jeszcze ładniejszy. Po chwili czułem, że klacz bierze się do pracy.
- Ostrożniej. - kwiknąłem, gdy mnie za mocno pociągnęła - To boli. - poskarżyłem się jej.
- I róż jest modny w tym sezonie? - upewniłem się. Może był to rzeczywiście zmysłowi i ogierzy kolor... ale czy na pewno w tym roku a nie w zeszłym. Nie chciałem być oskarżony o bycie niemodnym czy o kupowanie kokard do włosów na posezonowej wyprzedaży zeszłorocznych ubrań.
- No, pięknie, pięknie. Dziękuję. Od razu Ci się podobam? - upewniłem się, próbując się podziewać. Ale co odwróciłem głowę, by na nią zerknąć, to szyja się oddalała. Więc się cały obróciłem, ale wtedy szyja się oddaliła jeszcze bardziej. Więc jeszcze przyspieszyłem.... ale szyja też przyspieszyła. Kręciłem się w kółko jeszcze przez chwilę, aż zakręciło mi się w głowie i zrozumiałem, ze nie ma to sensu. Zatrzymałem się, uśmiechając się szeroko.
- Dziękuję Ci bardzo. - powiedziałem, zastanawiając się, co teraz zrobić. Najlepiej to byłoby ją porwać, by mieć na stałe kogoś, kto będzie czule się troszczyć o moją grzywę. Ale czy zrobienie tego nie będzie świadczyć o niewdzięczności? W sumie to nie byłem pewien. Chyba mogło świadczyć.
- No to... no to w sumie jesteś wolna. - wspaniałomyślnie się zgodziłem - No i w sumie Twoja znajoma, co mnie podgląda z daleka też. - dodałem. Tak, nie uciekło mojej uwadze, że byłem taki piękny, że Srokata aż się zatrzymała, aby dłużej się napawać moim pięknym widokiem.
- No chyba... że któraś chce wpaść do mnie... na małe tete-a-tete. - zaproponowałem im. Głupio byłoby porwać Arcanę, która mi tak pomogło, i Srokatą, skoro obiecałem ją zostawić w spokoju. Świadczyłoby to o złym wychowaniu... a za takiego nei chciałem zostać uznany. No ale jeśli któraś z klaczy się zdecyduje z własnej woli wpaść do lochów... no to oczywiście mogę ją porwać. A może dwie naraz? Taka mała orgia? To też mogłoby być ciekawie. Zerkałem na obie klacze zastanawiając się, która się zgodzi. A może obie będą walczyć o mnie? Tak, walka dwóch klaczy w kisielu... o mnie. To rozpalało moją wyobrażnie. Aż zarzuciłem moją pięknie zaplecioną grzywę aby obie zobaczyły, jaki jestem piękny.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Mała polana   Czw Lut 04, 2016 7:04 pm

Ledwo zauważalnie skinęłam Polemos głową, a potem uniosłam lekko górną wargę, ruchem źrenic pokazując Espilce'a. Odsłoniłam zęby w uśmiechu. Zatrzepotałam rzęsami, uderzyłam kopytem o ziemię i postawiłam pytająco uszy. Gesty były subtelne, ledwo dostrzegalne dla niewprawnego oka. Znaczyły mniej więcej to: Dziękuję, że zostałaś. Ten typ jest odrażający, ale możemy mieć z niego uciechę. Zamierzam chwilę z nim pograć, a potem niech role radykalnie się zmienią. Może się przyłączysz?
- Przydałyby się tu jakieś eleganckie ozdoby - rzekłam spokojnie. - Rozumiesz, aby wyeksponować naturalny blask włosów, trzeba podkreślić go pięknymi, lecz nie zbyt pięknymi dodatkami - Trudność panowania nad emocjami z pewnością była ogromna, gdy przed moim nosem stał masywny, kary fryz w dwóch dziewczęcych warkoczach przewiązanych różowymi kokardami z jedwabiu! Napawałam się jego widokiem, czułam się jak zwycięzca. Upokorzenie wroga w oczach współplemieńczyni, w dodatku przy zachowaniu w nim przekonania, że działam mu na rękę... Och, dlaczego chwil takich jak ta było tak niewiele? - Piękno wymaga poświęceń, mój drogi - rzekłam z uniesieniem, uśmiechając się. Rzadko miałam okazję do dobrej zabawy, a obecna sytuacja nafaszerowała mnie świetnym humorem. Miałam tylko nadzieję, że Polemos nie będzie miała mi za złe tej sytuacji. Ze wstydem skonstatowałam, że z jej perspektywy władczyni Halnego Wiatru w mojej osobie wdzięczy się to tego... tego imbecyla, lalusia, starej prukwy... No nie, te wszystkie określenia nie oddawały całej jego osoby. Był po prostu taki... Espilcowaty. O. Espilcowaty. Był tak przesiąknięty sobą, taki Espilcowaty, że po prostu nie dało się myśleć o nim poważnie.
- Rozumiem twoje niepewności, w końcu niewiele ogierów nosi się teraz w różu - powiedziałam, kiwając głową ze zrozumieniem. - Ale wiesz dlaczego? Ten kolor to prestiż, i mało kto może pozwolić sobie na tak kosztowne i wspaniałe rzeczy - uśmiechnęłam się. - A obiecuję ci, że klacze nie oderwą od ciebie wzroku... - ... tak bezdennie zabawnie wyglądasz. A może być jeszcze lepiej!
Tylko raz, gdy zaczął ścigać własny tułów i niewiele poza nim widział, pozwoliłam sobie wznieść oczy do nieba i westchnąć z poczuciem absurdu. No bo... No bo co to miało sobą przedstawiać?!
- Chętnie wpadnę do ciebie - powiedziałam, szczerząc się, a w moich oczach zatańczyły iskry szaleństwa. Powywracam twój świat... Nananana... Nie pozbierasz go już z podłogi! - Nie skończyłam cię jeszcze. Mam nadzieję, że tam w lochach macie jakieś komódki albo lustro, bym mogła dopiąć swe dzieło na ostatni guzik? - rzekłam, wymownie gładząc kopytem warkocz. Chętnie bym go ucięła. Tak... na pamiątkę.
- Polemos? - odchyliłam głowę do tyłu, zaglądając srokatej w oczy. - Wybierz się ze mną. Potrzebna mi asystentka - powiedziałam, ostatnie słowo akcentując naciskiem, aby pokazać jej, że kompletnie nie to miałam na celu. Skoro została, to być może będzie chętna do zniszczenia złudzeń co do... Jak on to określił? Tete-a-tete?
Potrzebna mi p o m o c. Ktoś, na kim mogłabym się oprzeć w przypadku niepowodzenia. Przecież coś może pójść nie tak, a wtedy raczej nie chciałabym skończyć z Espilcem na swoim grzbiecie.

Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Czw Lut 04, 2016 8:56 pm

Polemos uśmiechnęła się drapieżnie w odpowiedzi do Arcany. Skinęła niemal niezauważalnie głową, gestem tym zgadzając się na propozycję kasztanki, ukrytą w jej gestach. Tymczasem nadal obserwowała, podziwiając umiejętności aktorskie Halnej. W pewnym momencie stwierdziła, że ich maska zauroczonych idiotek będzie jeszcze bardziej wiarygodna, kiedy i ona jakoś go skomplementuje. Musiała przygotować się przez chwilę do tego planu. Nie była przyzwyczajona do robienia czegoś wbrew swoim rzeczywistym uczuciom. Nie nadawała się na szpiega czy uwodzicielkę. Ale postanowiła, że się postara.
- Rzeczywiście, ten róż dodaje ci blasku - zgodziła się z Arcaną. Jej głos nie zabrzmiał zbyt przyjemnie, raczej jakby powiedziała jakiś suchy fakt. Odchrząknęła, mając nadzieję, że ten niewypał ogier uzna za zamurowanie spowodowane jego urodą. - Z pewnością wykreujesz nowe trendy w modzie. Staniesz się ikoną, a wszystkie ogiery będą chciały wyglądać tak, jak ty. Wyobrażasz sobie te wszystkie spojrzenia klaczy? Każda będzie cię chciała... Będziesz marzeniem.
Tym razem jej głos niemal ociekał słodyczą. Dziwnie było czuć smak tych słów na wargach. Powstrzymała się, żeby się nie skrzywić. Od tej słodyczy zrobiło jej się niedobrze.
Napotkała znaczący wzrok Arcany. Domyśliła się oczywiście ukrytego znaczenia słów przywódczyni. Była przekonana, że razem urządzą temu narcyzowi piekło na ziemi. Mrugnęła, a gest ten wypadł naturalnie, jakby po prostu zwilżała oczy. Znaczył jednak niemą zgodę.
- Z wielką chęcią ci pomogę - powiedziała, uśmiechając się lekko, świadoma wzroku karego. Już nie mogła się doczekać.
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Pią Lut 05, 2016 8:44 pm

Widziałem, jak Arcana się uśmiecha do mnie i do drugiej klaczy. Musiałem ją zachwycić swoim nowym wyglądem. A tamtą pewnie traktowała niczym rywalkę. W końcu domyślałem się, ze obie musiały za mną szaleć, skrycie marzyć o takim ogierze jak ja.
- Tak, tak, masz rację. I również to wiem i rozumiem. - zapewniłem ją, uśmiechając się, ciesząc się, że ktoś wreszcie mnie docenił. No, gdy obie klacze mnie doceniły, bo i druga powtarzała to samo.
- No, jestem gotowy na wszelkie poświęcenia. Byle być jeszcze piękniejszym. Masz jeszcze pomysł, co mogę więcej poprawić? - dopytywałem się jej.
- Niewiele? - zdziwiłem się. Jakoś róż zdawał mi się świetnie komponować się z moją długą, bujną, karą grzywą - Ale wiesz... ktoś taki jak ja musi wytyczać nowe trendy. - całkowicie się z nią zgodziłem, z każdym jej słowem. Prestiż to w końcu prestiż.
- Tak, jestem pewien. Wszystkie na mnie lecą...  tera wprost oszaleją na moim punkcie. - zgodziłem się ciesząc, że ona podziela moje zdanie na te wszystkie aspekty.
- Wpadniesz? Naprawdę? - byłem zachwycony, że klacz chce się do mnie wybrać. Zresztą dobrze wiedziałem, że jej chodzi o coś... o coś więcej, niż samą rozmowę. Dobrze wiedziałem, że ta liczy, na jakąś "stanówkę". Oczywiście, mogłem jej ją zapewnić, bo czemu by nie.
- Czy mamy lustro? W sumie nie wiem... ale... ale zawsze można poszukać gdzieś jakiegoś jeziorka, by się sobie przypatrzeć. - nieśmiało zaproponowałem. Bo wiadomo, że woda nie jest całkiem przejrzysta i trochę obrazu się traci. Cóż, życie dzikiego konia nie jest łatwe. Uśmiechnąłem się słysząc, że i druga klacz się wybierze. Czyżby zapowiadała się niezła zabawa?
- Świetnie, bardzo dobrze. - stwierdziłem, rozpromieniając się. Zapowiadała się naprawdę świetna zabawa.
- A myślicie, że gdzie lepiej się przejść? Lochy? Moja jaskinia? Jak myślicie, gdzie będzie odpowiedniej? - dopytywałem się, nie mogąc się doczekać, kiedy stąd wreszcie wyjdziemy i pójdziemy się zająć moją grzywą... no i nie tylko. I zadami tych dwóch klaczy, który wprost na mnie leciały.
Powrót do góry Go down
Arcana



Posts : 555

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 9:45 am

Okręciłam się wokół niego, gładząc warkocze. Sztylet wiszący u mego boku kusił światłem mocarnego ostrza. Wiatr pochwycił jego szept i zaniósł go prosto do moich uszu. Och, jakże piękną symbiozę, jaką gamę piękna stworzyłyby lśniący kindżał i pukle kruczego plecieńca. Wisienka na torcie - szok, niedowierzanie, wyparcie, agresja. Wszystko to w ekspresyjnych barwach, jakby artysta przesadził z ilością nakładanej farby i zamienił obraz w bagno niegdysiejszych czystych kolorów. Pragnęłam zobaczyć jego ból już, teraz! Ale trzeba czekać. Być cierpliwym. A zemsta wybuchnie w ustach słodyczą boskiej ambrozji. Ten smak zapamiętam na długo, na długo!
- Mam całe stado pomysłów, które galopują po mojej głowie, ale potrzebuję odpowoednich narzędzi, aby podkreślić twoją piękność. Grzywa to najważniejsza rzecz, lecz poza nią jest szereg innych rzeczy, które mogą ci się spodobać - rzekłam spokojnie. Obdarzyłam go wspaniałym uśmiechem i zatrzepotałam rzęsami.
- Naturalnie, do tego jesteś stworzony. Twoje stado odleje ci pomnik, ba, cały świat będzie cię czcić! Staniesz się ikoną piękna. Tylko... zostaw... wszystko... nam - powiedziałam, iście gadzio mrużąc oczy i oblizując się jakby na samą myśl o spędzaniu z nim czasu.
- Wpadnijmy do lochów, potrzebuję dużo miejsca. Może macie tam jaliegoś więźnia, na przykład z Halnego Wiatru, który potem mógłby ocenić nasze dzieło i oddać ci pokłon? - zapytałam z uśmiechem, mając nadzieję, że jeśli rzeczywiście kogoś capnęli, nasza sprawa przysłuży się ogólnemu dobru. - Muszę jeszcze cofnąć się do mojej komnaty i powziąć z niej kilka rzeczy, bez których nie możemy się obejść. Tymczasem aby nie marnować tych minut, wskaż proszę drogę do lochów Polemos i daj jej zagospodarować to pomieszczenie i rozejrzeć się za przedmiotami, które mogłyby nam się przydać - posłałam Polemos znaczące spojrzenie. Zabezpiecz teren. Potem zamaskowałam je łobuzerskim uśmiechem.
- Dołączę do was tak szybko, jak się da. Znam drogę - dodałam filuternie i odbiegłam w stronę swej komnaty. Rzeczywiście potrzebowalam kilku rzeczy. Również tych z krasnoludzkiego skarbca... Oj, ten dzień będzie doskonały!

z.t
Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 2:10 pm

Z każdym kolejnym słowem wypowiedzianym przez Espilce'a, Polemos coraz bardziej dziwiła się jego naiwności. Nie wywęszył podstępu, który był wręcz oczywisty. Nikt normalny, nie pozbawiony moralności, nie rzuca się najpierw na kogoś, a za chwilę mu pomaga. Dla srokatej było to po prostu nie do pomyślenia. Miała w sobie duże pokłady podejrzliwości i honoru. Gdzieś tam, z tyłu jej czaszki, słyszała głos, który domagał się uczciwej walki. Honorowego rozstrzygnięcia. Ale druga część, przeważająca, pragnęła podporządkować się Arcanie i jej planowi. Chciała wykonywać polecenia władcy. Ale to nie wszystko - ona także miała ochotę patrzeć na cierpienie i poniżenie karego. Sam się prosił o takie traktowanie.
Tymczasem obserwowała kasztankę, jak krąży wokół ofiary, niczym jakiś drapieżnik. Jej oczy zdawały mieć w sobie sporą dozę okrucieństwa, kiedy tak oceniała karego spojrzeniem. Albo może układała w głowie plan tortur...
Poczuła ucisk w żołądku, gdy usłyszała dalszą część planu Arcany. Władczyni zamierzała zostawić ją z tym tutaj szubrawcem. Mało tego - chciała, żeby udali się do lochów. Polemos odruchowo spięła mięśnie. Nie miała zbytniej ochoty znaleźć się na łasce Czarnokrwistych. Ten zapatrzony w siebie dureń nie wywęszyłby podstępu, ale jeśli w lochach znajdzie się któryś z jego pobratymców... Z pewnością nie wszystkie konie z Czarnej Krwi były aż tak naiwne. Obrzuciła krytycznym wzrokiem całą sylwetkę ogiera, oceniając jego słabe i mocne strony, korzystając z tego, że jest skupiony na Arcanie. Był od niej wyższy zaledwie o pięć centymetrów, był mniej zwrotny niż ona, mniej zwinny. Jego mięśnie też były mniej rozwinięte niż ciało Polemos. Z nim jednym da sobie radę w przypadku, gdyby coś się nie udało. Ale z większą ilością Czarnokrwistych...
Skierowała wzrok ponownie na Arcanę. Wolno skinęła głową, w odpowiedzi na jej porozumiewawcze spojrzenie. Przez chwilę patrzyła, jak kasztanka odbiega. Kiedy przywódczyni zniknęła jej z oczu, popatrzyła na fryza.
- Prowadź - powiedziała oschle, jednak szybko się zreflektowała, tuszując swój ton uśmiechem zauroczonej idiotki - Narcyzie - dodała, trzepocząc rzęsami. Podpatrzyła ten gest u Arcany.
Miała nadzieję, że Espilce skojarzy to określenie z niezwykłej urody młodzieńcem, a nie z losem Narcyza, który padł ofiarą zakochania się w samym sobie.
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 2:32 pm

Zmrużyłem oczy, gdy Arcana gładziła mi warkocz. Było mi tak miło, tak przyjemnie, niesamowicie mi się podobało.
- Naprawdę? - ucieszyłem się - I te całe stado pomysłów mi pozwoli być jeszcze piękniejszym? - dopytywałem, nie posiadając się z radości. Wprost nie mogłem się doczekać, kiedy to się w końcu stanie.
- Narzędzi? Jakich narzędzi? Skąd je weźmiemy? - zacząłem się martwić, słuchając jej wykładu o grzywie.
- Naprawdę? Tak, będę miał swój pomnik! - ucieszyłem się. Tak, Arcana stanowczo miała rację.
- Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
- przypomniałem sobie jakiś wiersz. Wizja, którą miałem przed oczami po słowach Arcany była taka piękna, że w moich oczach pojawiły się łzy.
- Tak... mamy taką klacz. Halna. Wredna i głupia. Ale może się nada? - zacząłem się zastanawiać. Tak, Polemos była głupia... musiała być głupia skoro odrzucała tak pięknego ogiera jak ja.
- No to biegnij, a my pójdziemy do lochów. - zapowiedziałem jej, skupiając wzrok na drugiej kobyle, która została ze mną.

Uśmiechnąłem się do srokatej.
- To zostaliśmy sami. - oznajmiłem jej - To może... może chcesz się najpierw zabawić? - spytałem, podchodząc bliżej do niej i trącając ją chrapami w łopatkę. Widziałem w jej oczach, że ma na mnie ochotę. Byłem tego pewien.
- To nie masz może ochoty... na chwilkę tylko dla Nas? Wiesz, jesteśmy przez chwilkę sami - może warto to wykorzystać? - spytałem, przejeżdżając chrapami po jej szyi, uśmiechając się do niej zawadiacko.
Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 2:44 pm

Nie spodobał jej się ten uśmiech, oj nie. Stała nieruchomo, kiedy do niej podszedł, ale zadrżała po jego dotykiem. Nie, to nie miało nic wspólnego z pożądaniem. Raczej z obrzydzeniem. Miała ochotę gwałtownie się cofnąć i zdzielić go w słabiznę. Jej ciało pragnęło właśnie tego. Odruchowo spięła mięśnie, które zrobiły się twarde jak postronki. Gdy przejechał chrapami po jej szyi, uszy automatycznie odchyliły się do tyłu, muskając potylicę. Dotykać ją mógł tylko jeden ogier. Espilce nim nie był.
- To nie jest najlepszy pomysł - powiedziała napiętym głosem. Co teraz? Jeśli twardo odmówi, cały plan spali na panewce. A żadnych cielesnych zbliżeń mieć z tym tutaj nie chciała.
Odsunęła się lekko, zwracając się frontem do fryza. Uszy skierowała do przodu, rozluźniła trochę mięśnie. Uśmiechnęła się lekko, z przymusem, który starała się ukryć.
- Nie możemy tu zostać. No wiesz, Arcana mogłaby mieć nam to za złe... - powiedziała spokojnym, łagodnym głosem. Ugodowym. - Przyjdzie jeszcze czas na...hmm...zabawę. Im nas więcej, tym jest ciekawiej, nieprawdaż?
Odwróciła na chwilę wzrok, zbierając się w sobie. Boże, nienawidziła tak oszukiwać własnego ciała. Zazwyczaj go słuchała, teraz musiała działać przeciwko samej sobie. Była wojownikiem, nie uwodzicielką. Przypominała sobie o tym na każdym kroku. Znów spojrzała na Espilce'a, przywołując przepraszający uśmiech.
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 2:51 pm

Widziałem, ze klacz swoi nieruchomo. Sądziłem, że wpadłem jej w oko i szukałem jakichś słów, gestów na potwierdzenie swojej tezy. Drżała, gdy ją dotykałem. Czyli jednak pożądała mnie? Chociaż próbowała to ukrywać kładzeniem uszów, to ja jednak znałem prawdę.
- Nie jest? Dlaczego? - nie rozumiałem jej. Czułem, że mnie podąża a z jakichś powodów nie chciała mi paść w ramiona? Dlaczego? Nie rozumiałem jej.
- No nie wiem... Arcana się nie dowie. No i mamy trochę czasu... zanim znajdzie, po co poszła i wróci... to możemy trochę czasu spędzić. Tak sam na sam. - próbowałem ją przekonywać, nie dając się łatwo zwieść.
- No niby tak... później będziemy mieli więcej czasu to w sumie rzeczywiście będziemy mogli się dłużej pobawić. A nie wolisz teraz również? Jakiś szybki numerek. - próbowałem ją dalej zachęcać.
- To co? Jaka ostateczna decyzja? Szybko teraz się zabawiamy? Czy od razu idziemy do lochu? - pozwoliłem jej podjąć ostateczną decyzję - Ale wiesz, tam nie będziemy sami. - przypomniałem jej.
Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 7:52 pm

Odwróciła wzrok, jakby się wahając. Na wargi cisnęło jej się stanowcze: "nie!", ale udawała, że rozważa co wybrać. Wreszcie po dłuższej chwili znów spojrzała mu prosto w oczy. Brązowe naprzeciw czarnym. Uśmiechnęła się zalotnie, trochę jakby nieśmiało. Wystawiła jedną z nóg nieco do przodu, wdzięcząc się. Jednocześnie czuła się strasznie głupio. Przypomniała sobie spotkanie z Morte. Od każdego wymienionego z nim gestu, czułości, biła miłość. Taka naturalna, prawdziwa. Nie musiała uwodzić. Uwodzenie było dla niej kłamstwem. Poza tym jej przysadzista budowa mogła uchodzić nawet za brzydką, niezgrabną. Była w ogóle niepodobna do tych pięknych klaczy o lekkiej budowie i wyrzeźbionych pyskach. W jej rysach była dzikość, pierwotność koni z początków świata. Nie było w niej gracji, tylko wola przetrwania, wytrzymałość i siła. A mimo tego odnalazła miłość, która wydawała jej się szczera.
To, co się tutaj odbywało, nijak się miało do prawdziwej miłości. Przez ogiera przemawiała tylko żądza jego lędźwi, nic więcej. Nie uważał Polemos za niezwykłą, nie łączyła ich żadna głębsza więź - była po prostu jedyną dostępną istotą płci żeńskiej w pobliżu. I nie tyle starał się o nią, co o to, żeby nadstawiła dla niego swój zad. Przełknęła ślinę.
- Chodźmy do lochu... Potem będziemy mięli dużo czasu, o to się nie martw... - wymruczała. - Niech patrzą i się uczą - skwitowała ostatnie słowa Espilce'a, mrużąc oczy filuternie.
Ucisk w żołądku nie zelżał ani na chwilę.
Powrót do góry Go down
Espilce

avatar

Posts : 474

PisanieTemat: Re: Mała polana   Sob Lut 06, 2016 8:32 pm

Widziałem, że klacz się waha. Widać było, że ciężko jej podjąć decyzję. Byłem pewien, że ta będzie pozytywna: w końcu widziałem, że nieustannie próbuje mi się przypodobać. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi i zacząłem ją obchodzić dookoła... i rzeczywiście otrzymałem odpowiedź. Tyle że negatywną. Aż mnie zamurowało. Przez chwilę stałem w miejscu, we wzrokiem wbitym w nią, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Ale... ale dlaczego? - spytałem zaskoczony, szczerze zmartwiony.
- Ale obiecujesz? Prawda? - upewniłem się. Chyba mówiła szczerze. Przecież by mnie nie okłamywała.
- No dobra, niech Ci będzie. To chodźmy. - zgodziłem się z ciężkim sercem.
- To za mną. I nie zgub się. -rozkazałem jej i niezbyt szybkim stępem skierowałem się w stronę lochów.

z/t
Powrót do góry Go down
Polemos

avatar

Posts : 322

PisanieTemat: Re: Mała polana   Nie Lut 07, 2016 8:32 am

Dziwnie było słyszeć szczere zmartwienie w jego głosie. Brzmiał tak, jakby żal mu było, że nie chce się z nim umówić na pizzę. Cóż za paradoksalna sytuacja.
Skinęła tylko głową w odpowiedzi, ale w myślach narastał jej krzyk niezgody.
Błagam, Arcano, tylko się pospiesz...
Bez słowa ruszyła za Espilcem, ciesząc się z tych paru chwil oddechu i milczenia. Miała szczerze dosyć udawania i zwodzenia, choć szło jej gładko. Aż za gładko. Odruchowo spojrzała na idącego przodem fryza. Nadal była podejrzliwa. Może ją przejrzał i tylko udaje, żeby zwabić ją w pułapkę?
Nie była tchórzem. Wykonywała polecenia władczyni. Ale cały czas była czujna i napięta. Coraz mniej podobała jej się ta sytuacja. Przy zdrowych zmysłach trzymała ją tylko pewność, że odegrają się na tym aroganckim ogierze.
Wkrótce opuścili to miejsce, Czarnokrwisty ogier i Halna klacz.

z.t.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mała polana   

Powrót do góry Go down
 
Mała polana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Czarnej Krwi :: Terytoria :: Dżungla abîme-
Skocz do: