Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Siedlisko Kishana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Siedlisko Kishana   Czw Sty 07, 2016 7:46 pm

Przytulne, przestronne mieszkanko, zachowujące ciepło cały rok, ale zawsze wypełnione świeżym powietrzem i pachnąca balsamicznie. Na ścianach wiszą przeróżne rodzaje toporów, miecze oraz specjalna broń - tak zwany ćakram. Gdzieniegdzie można zauważyć indyjskie malunki, czasami tworzone przez Kishana w chwilach słabości własnymi chrapami. Po drugiej stronie stoją gliniane misy pochodzenia ludzkiego, nie pytajmy, skąd się tu wzięły. Wypełnione są przeróżnymi ziołami, tutejszymi i bardziej cennymi, egzotycznymi, oraz przeróżne bandaże i opatrunki. Pod ścianą znajdują się dwa skalne wycięcia wyściełane miękkimi futrami. Na zewnątrz jest niewielkie źródełko czystej, słodkiej wody, często tak potrzebnej...
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pią Sty 08, 2016 5:53 pm

Znalazła drogę do samotni Kishana po jego obszernych wskazówkach, gdy na chwilę się rozstali, zaraz po wyjściu z lochów. Obiecywał, że będzie tutaj pierwszy i w zasadzie na to liczyła. Zmarszczyła chrapy, czując kolejne ukłucie bólu w pęcinie, którą nadwyrężyła przy zrywaniu z nich liny, chcąc się bronić przed atakami tego psychopaty. Niemal natychmiast, jeszcze za nim przekroczyła próg jaskini, mogła poczuć bogaty aromat ziół, będące aż nazbyt znajome. Sama znała się na tej robocie, aczkolwiek w stadzie nie chciała brać się za tą odpowiedzialność. Mimo, iż zachowała swoją wiedzę, tym razem chciała wykorzystać swoje inne umiejętności. Wracając do ran, najgorzej prezentowała się ta na szyi, po której pewnie i tak zostanie siwej blizna. Na szczęście być może będzie w stanie ukryć ją pod śnieżnobiałą grzywą, która stała się cała czerwona, pod wpływem wypływającej krwi. Spojrzała lekko przepraszającym tonem na czarnego ogiera, wchodząc do pomieszczenia, bo wiedziała, że jeszcze bardziej się o nią martwił przez to, co stało się w Pokoju Przesłuchań wrogiego im stada. Przysięgła, iż drugi raz nie popełni tego samego błędu, wkraczając na teren obcego tabunu, aby przypadkiem znaleźć się ponownie w kopytach tamtej kasztanki. Nawet nie wiedziała, jak ma imię. Aczkolwiek inni powinni wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pią Sty 08, 2016 6:20 pm

// Pisząc tego posta, miałam otwarte karty o tytułach: Synonimy słowa: ścierwo, leczenie nadwerężonych mięśni i naturalne środki przeciwbólowe X'D

Uniosłem łeb znad parzonej mikstury, bacznie obserwując mojego gościa. Dobrze, że przyszła. Nie odezwawszy się z początku nawet słowem, zaprosiłem ją gestem do legnięcia na wysłanym gładkim futrem łożu. Przejechałem wzrokiem po jej pęcinie i ranie na szyi. Cmoknąłem cicho.
- Będziesz miała niewielką bliznę... - powiedziałem, nieświadomie zaczynając wydawać z siebie głębokie mruczenie. Nie przemawiałem do niej czule, nie traktowałem jej w tej chwili jak partnerkę. Tutaj nie było ważne, co znaczyła w moim życiu. Tutaj po prostu każdy był równy.
Zająłem się krwawieniem jako pierwszym, najpierw przemywając zwykłą, czystą wodą, żeby wyplątać z rany zakrwawioną grzywę. Gdy oczyściłem ją z włosów, wróciłem do słoja ze specjalną miksturą. Wykonałem ją z nieznanych tak naprawdę nikomu poza mną ziół rosnących gdzieś w Indiach. Miałem wciąż kupkę ich nasion, które wsadziłem do gleby, aby ich nie wytracić. Były mocno lecznicze. Działały jak ludzka woda utleniona. Tylko, że lepiej.
- Zapiecze - ostrzegłem lojalnie.
Nałożyłem kilka kropel wywaru na szyję siwki. Płyn zaczął pienić się krótką chwilę, a potem wchłonął się do końca w ranę, z której teraz zaczęła spływać znowu cienkim strumieniem jaskrawoczerwona krew. Otarłem ją i powoli zacząłem nakładać bandaż.
- Jak się czujesz? - zapytałem w końcu, nadal w skupieniu owijając jej szyję. Nie okazywałem, jak bardzo chciałbym tam wrócić, odciąć mu głowę i poćwiartować drgające zwłoki. - Mam nadzieję, że ten halny szubrawiec cię nie skrzywdził? - mój głos drżał lekko, gdy wypowiadałem te proste słowa. Szybko jednak opanowałem się.
Odciąłem resztę bandaża i wygładziłem materiał. Potem przesunąłem wzrokiem po pęcinie klaczy i orzekłem w myślach, że nadwerężyła mięsień. Szybko cofnąłem się po jakąś czystą szmatę i zanurzyłem ją w zimnej wodzie swojego źródełka. Potem wyprostowałem jej nogę i owinąłem chłodnym materiałem.
- Przypadkiem nie wstawaj - ostrzegłem szybko, sam podchodząc do płaskiego kamienia i zacząłem ucierać kopytami kolejne zioła, tym razem przeciwbólowe, do których przy okazji dodałem naparu z wiśni oraz kurkumy. Efekt na pewno nie był zbyt smaczny, ale powinien zwalczyć ból. Zamieszałem w kubełku i podałem go Nyks do wypicia.
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pią Sty 08, 2016 6:41 pm

Bez nawet najcichszego mruknięcia udała się na wskazane przez niego miejsca. Musiała trochę manewrować zranioną nogą, aby nie wywołać kolejnej fali nieprzyjemnego bólu, aczkolwiek w końcu legła spokojnie na szerokim łożu wyłożonym miękką, tygrysią skórą. Zastrzygła uszami, słysząc jego ostateczny werdykt o bliźnie, która znajdzie się pod jej grzywą. Nigdy nie uważała czegoś takiego za triumf, pokazanie, w ilu walk wyszło się zwycięstwo. Mimo swojego charakteru nie byłaby w stanie patrzeć na to jako trofeum. Uważnym, a zarazem lekko podekscytowanym wzrokiem obserwowała pracę Kishana. Przez to zaraz nabiegły ją wspomnienia o opiekunce, która często wykonywała podobne zajęcia, gdy tylko mała Nyks nabawiła się nawet minimalnego urazu. Oddychała głęboko, uspokajając swój szalony puls, czując chłodny dotyk materiału nasączonego wodą, powoli przywracają białe kosmyki do porządku. Powoli cała adrenalina, która nagromadziła się podczas pobytu z Bursegiem zaczęła się ulatniać, pozostawiając po sobie uczucie odrętwienia. Rozszerzyła nozdrza, wyczuwając nimi całkiem nowy zapach ziół. Była pewna, że nigdy nie miała z nimi do czynienia, ponieważ babka pewnie nie miała ich w swoim pokaźnym zbiorze. Pocieszał ją fakt, że większość z roślin, które znajdowały się w tym pomieszczeniu, jeszcze niejako pamięta. Nabrała duży haust powietrza do płuc, słysząc wyraźne ostrzeżenie Kishana na temat działania tajemniczej mikstury. Spięła swoje mięśnie, czując wręcz wrzynające się w ranę pieczenie, przez które miała ochotę poderwać się do góry. Jednak wpatrywała się hardo w ścianę, nie mogąc pozwolić sobie na choćby drgnięcie. Nie chciała okazywać swoich słabości, nawet wobec swojego partnera. Spoglądała na niego kątem niebieskich ślepi, gdy zaczął obwiązywać szyję siwej bandażem.
- Dobrze. Przyszedłeś w samą porę - powiedziała, siląc się na słaby uśmiech. Nie zamierzała pisnąć choćby słowa na temat tego, co zdarzyło się wcześniej. Przyznanie do tego wiązałoby się z wstydem, którego przyrzekła nie okazywać. Z trudem wyprostowała swoją nogą, delikatnie krzywiąc się pod wpływem ruchu pęciny. Spoglądała na karego oczami pełnymi iskierek, gdy docierała do niej kakofonia zapachów ucieranych ziół. Jednakże, jak się okazało, smak tego napoju nie był tak dobry.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pią Sty 08, 2016 7:57 pm

Westchnąłem, dopiero teraz zauważając, że przez klatkę piersiową wciąż mam przewieszony połyskujący topór. Odpiąłem łańcuch i zawiesiłem go na jednym ze skalnych wyłomów, pozwalając, by ostrze diabolicznej broni pobrzękiwało chwilę o metalowe ogniwa. Zastrzygłem uszami, przymykając zmęczone oczy i z lubością wsłuchując się w ten dźwięk. Po dłuższej chwili zdałem sobie sprawę, że mój wzrok nieświadomie powędrował ku mojej ukochanej broni, którą posługiwałem się za dawnych czasów wojen. Ćakram. Krągłe ostrze z dziesiątkami ząbków. Wirujący dysk, połyskliwy i śmiercionośny. Zawsze po ciosie nim, wracał do mnie, zwalniając tak, abym mógł go złapać, nie narażając się na skaleczenie. Moja broń, mój umysł i moje ciało zlewały się w harmonijną jedność. Perfekcjonistycznie harmonijną jedność. Pamiętałem, że Ren miał również swoją ulubioną broń. Wyglądała jak potężna maczuga - cóż, może była czymś w tym stylu. Potrafiła rozłupać kamienną kolumnę, wchodząc w skałę jak rozgrzany nóż w miękkie masło. Nazywano ją gada. Teraz najbardziej pragnąłem dostać w swe przepełnione żądzą kopyta te oba mocarne narzędzia i wrócić do Górskich Lochów, a następnie obrócić je w perzynę, pozostawić w gruzach i dymiących zgliszczach miejsce i osoby, które trzymały tam cały mój świat. A ja tak rozpaczliwie pragnąłem go odzyskać. Zachować. Upajać się nim. Wdychać słodki zapach, widzieć kobalt oczu, dotykać aksamitnych włosów. Wchłaniać każde słowo wszystkimi komórkami zziębniętego w tęsknoty za ciepłem ciała. Kiedyś ogniem karmiła mnie wojna. Dziś nawet ona nie wystarczała. Dziś potrzebowałem płomieni zgoła innego pochodzenia, płomieni buchających z wnętrza olbrzymiego miechu, tłoczącego krew mięśnia rozrywającego klatkę piersiową. Ten żar rozchodził się po mnie, sunął żyłami, pożerał jak maszyna wszystkie wątpliwości, spalał na wióry i pył powłokę słabości i egoizmu. Tego nie dała mi wojna. To dawała mi miłość.
Odwróciłem się do Nyks, a moje ciało pulsowało gorącą krwią. Po chwili namysłu ległem na barłogu obok niej, w końcu miejsca było sporo, ale tak, by przypadkiem nie urazić jej kończyny. Nie mogąc powstrzymać frywolnego odruchu, przesunąłem chrapami po zdrowej części jej szyi. Klacz była osłabiona, rozczochrana i zmęczona, ale ja nigdy nie widziałem jej piękniejszej w swojej głowie. Była moim utraconym i odzyskanym rajem. Krainą mleka i miodu. A także czekoladowych pralinek. O tak. Zacząłem w swój ulubiony sposób pastwić się nad jednym z kosmyków jej jasnej grzywy, memląc go chrapami. Nie przeszkadzało mi, że był ubrudzony krwią. Każdy element mojej Nyks jest mi drogi. A każda kropla jej krwi jest jak płynne złoto. Zmarszczyłem nos.
Złożyłem łagodny, jakby smutny pocałunek na końcach jej chrap i znów musnąłem nieskalaną biel jej ciała na szyi.
- Przykro mi, że to musiało cię spotkać - wyszeptałem. - Przepraszam. Powinienem... Powinienem być przy tobie cały czas. Nie mogę sobie wybaczyć, że dopuściłem do tego, że doznałaś bólu - zamknąłem oczy, nagle jakby tracąc wiecznie mi towarzyszący rezon. Czułem się winny. Winny jej nieszczęścia. Miałem jednak nadzieję, że moja medyczna pomoc w jakikolwiek sposób wynagrodzi jej smród i niewygodę ostatnich dni.
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pią Sty 08, 2016 8:58 pm

Skrzywiła się, czując jeszcze smak napoju na swoim języku. Aczkolwiek nie mogła narzekać, wiedząc, że Kishan zna się i zrobił wszystko jak najlepiej. Skierowała na niego swoje spojrzenie, widząc, jak odrzuca od siebie topór, który miał jeszcze przywieszony na łańcuchu. Wzdrygnęła się odruchowo, gdy ostry dźwięk uderzanego ostrza o kamień dotarł do jej uszu. Była aż nadto wrażliwa na takie gwałtowne gesty chwilę po tym, jak udało jej się zbiec z pomocą karego z Pokoju Przesłuchań. Oddychała już bardziej spokojnie, bez cienia nerwów. Uwielbiała patrzeć na niego, gdy odbiegał gdzieś daleko do swoich wspomnień, o których klacz nie miała zielonego pojęcia. Wydawał się wtedy taki zadumany, jakby ciągle wracał do tego, co było, jednocześnie zastanawiając się, czy dałoby się to zmienić, jeśli postąpiłby inaczej. Ułożyła pysk na miękkiej sierści w czarne pasy, chłonąc jak najwięcej szczegółów jego sylwetki, chociaż w zasadzie znała ją na pamięć. Ledwo wyczuwalne zagłębienia za uszami, miękkie chrapy, twarde łopatki, dobrze ułożony grzbiet... Podążyła cierpliwie za wolnym spojrzeniem partnera, które napotkało na swojej drodze broń, której nie widziała nawet w lochu Halnego Wiatru. Nie musiała więc zgadywać, że pochodzi ona z kraju, gdzie wychował się Kishan. Sama zaczęła się zastanawiać nad nazwą krainy swojego dzieciństwa. Z delikatnym żalem stwierdziła, że za nic nie potrafiła dokopać się do tego faktu. Być może żyły gdzieś na pograniczy, gdzie tereny nie były pod niczyją władzą i nie podlegały żadnego z królów, jeśli tacy żyli gdzieś dalej. Przymknęła leniwie powieki, pozwalając wyrwać się cichemu westchnięciu z swojego gardła. Może nadszedł czas, aby zacząć pytać o swoją opiekunkę najstarsze konie w Saffrin? Istniała ewentualność, iż ktoś ją tutaj widział. Przecież nie zdobyłaby tyle wiedzy, siedząc w swojej samotni! Podekscytowana uniosła szyję zbyt szybko, przez co została nagrodzona nikłą falą bólu, która spowodowała ostudzenie zapału siwej. Nie mogła rozbudzać w sobie zbędnych nadziei, ponieważ może ona być jeszcze bardziej rozczarowana niż wcześniej. Parsknęła głęboko, napotykając swoimi oczyma wzrok złotych ślepi, które niemal jak rozżarzone przewiercały ją na wylot. Gdyby ktoś inny byłby ich właścicielem, pewnie poczułaby się nawet skrępowana, ale nie przy tym ogierze. Nie musiała się odsuwać, gdy ten legł obok niej, a przysunęła się do niego. Zadrżała lekko, czując na swojej wrażliwej szyi dość frywolny dotyk jego aksamitnych chrap, które znała aż nazbyt dobrze. Chciała zabrać od niego swoją grzywą, gdy ten zaczął swój najbardziej ulubiony zabieg poza pocałunkami, który polegał na bezczelnym memłaniu jej grzywy, która teraz była dodatkowo przybrudzona wyschniętą krwią. Oddała mu ten skradziony na chrapach buziak, trwający dla niej zdecydowanie za krótko.
- Nie jesteś w stanie przewidzieć, kiedy stanie mi się coś złego - powiedziała nader miękko, nie chcąc widzieć poczucia winy w jego oczach. - Nie masz za co przepraszać.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Sob Sty 09, 2016 10:05 am

Leniwie przymknąłem oczy, wsłuchując się w tembr jej głosu. Lubiłem go słuchać. Czasami nawet nie było ważne, co mówiła. Nawet gdyby zaczęła mnie o coś okrzykiwać, cieszyłbym się z tego, że poświęca mi chwilę swojej uwagi.
Po krótkiej chwili zamyślenia wstałem miękko i zabrałem od niej kubełek ogołocony z ziołowej mikstury, wypłukałem go w źródełku i odstawiłem na miejsce. Cały czas byłem zamyślony, jakby nieobecny. Po krótkiej chwili zauważyłem, że muskam kopytem pokaźne zbiory ziół.
- Pewnie rozpoznajesz je wszystkie, co? - spytałem Nyks łagodnie, zmieniając całkowicie temat, na który nie chciałem dyskutować. - Znasz się na tym. Pamiętam, jak opowiadałaś mi kiedyś o swojej babce - dodałem cicho. Zastrzygłem uszami, wlepiając w nią swój wzrok. Oparłem jedną nogę na czubku kopyta, aby ją odciążyć, a potem przestąpiłem na drugą i zrobiłem to samo z sąsiedniej strony. Te delikatne gesty zawsze mnie rozluźniały, zwłaszcza gdy w malowanym siodle na moim grzbiecie spoczywał ciężar króla. Gdy staliśmy w szeregach, a ja na samym czele. I widziałem innych. Widziałem ich ogrom, ich potęgę. A potem ich niszczyłem, w obronie mego kraju. Jedno nieczyste serce po drugim, a każda kropla ich krwi dotykająca nieruchomych ciał gasiła pragnienie łaknącego śmierci, socjopatycznego umysłu. Nie uważałem wtedy, że czynię dobrze. Nie uważałem, że czynię źle. To była codzienność, która odcisnęła na mnie dożywotne piętno. Wspomnienia nie zagasają. I nigdy już tak się nie stanie. Teraz tam, gdzie wszyscy widzą puste ulice, sklepy i domy, łąki, lasy i strumienie, ja widzę niekończące się pole walki. Tylko wrogowie są bardziej niejaśni.
- Jaka ona była? - zapytałem cicho, myślami błądząc przy wojnie. Moje oczy powędrowały łakomie w stronę światła dochodzącego z wlotu mojej samotni i zamgliły się. - Kochałaś ją?
Może wypytywałem zbyt natarczywie. Może nie powinienem był tego mówić. Ale bałem się, że jeśli nie wsłucham się w słodycz jej głosu, która utrzyma mnie przy ziemi, odlecę gdzieś w te cholerne obłoki imaginacji i zacznę dziczeć jak czarny tygrys, zerwawszy się z uwięzi. To zwierzę pożerało mnie od środka. Łany dawnej, łagodnej psychiki już dawno zniknęły w odmętach. Kiedyś, a konkretnie po śmierci Yas, byłem prawdziwym socjopatą. Nikt mnie nie obchodził. Na szczęście broniła mnie moja miłość i umiłowanie piękna. Uratowała mnie Kaellsai. Jej siła, energia, witalność. Stałem się jakby bardziej empatyczny, wrażliwszy. W chwili, w której odebrał mi ją Ren, wszystko wróciło do normy. Uciekłem do dżungli i tam karałem sam siebie za to, że nie byłem doskonały, za to, że nie potrafiłem utrzymać jej przy sobie. Za to, że nie zostałem w Indiach i nie dałem się zabić tak jak chciałem, armii wrogów, broniąc swego ludu. Mój precyzyjny, logiczny umysł wytrawnego generała został wyniszczony, przeżarty kwasem, zjedzony przez głodne drapieżniki. Gdy trafiłem na Saffrin, odzyskiwałem go wolno, kawałek po kawałku, jakbym odstawiał narkotyki. Większość czasu spędzałem, głodząc się w norach lub jaskiniach. Kiedyś zasnąłem, a gdy się obudziłem, między moimi kopytami leżał rozszarpany na strzępy wilk. Potem już tylko karmiłem się walką, odzyskałem swoje dawne ciało, chłodną logikę i resztki uczuć, które potem eksplodowały we mnie falą, gdy spotkałem Nyks. To mnie uleczyło. Pozwoliło zacząć od nowa. Znowu.
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Sob Sty 09, 2016 2:20 pm

Ona rzadko kiedy krzyczy. Woli mówić cicho, zrozumiale, niż podniesionym tonem wygłaszać swoje racje, które pewnie wtedy nie zostałyby prawidłowo dostrzeżone. Zastrzygła uszami, gdy kary podniósł się z łoża, zabierając ze sobą pusty kubek po cierpkiej miksturze, której smaku na szczęście już nie czuła. Wypłukał go w bulgoczącym, pewnie górskim źródełku wypływającym z podłogi, po czym zaczął swoim kopytem muskać zioła, uwalniając ich bogaty aromat. Nie widziała ich tyle od czasu, kiedy opuściła samotnię swojej babki. Przyglądała im się uważnie, przypominając sobie większość. Było to niczym dziecinna zabawa pełna podekscytowania. Nie odważyła się jednak podnieść z tygrysiej skóry, która przyjemnie chłodziła jej rozgrzane ciało. Trzasnęła ogonem w powietrzu, rozszerzając nozdrza. Skinęła pyskiem w niemej odpowiedzi dla Kishana, rozglądając się po całej samotni. W kącie były upchnięte gliniane dzbany, które pewnie kryły w swoim wnętrzu jeszcze więcej skarbów o równie upajającej woni. Zdała sobie sprawę, że czuje się tutaj niemal jak w domu. Zdusiła sobie w sobie szloch, kiedy ta prawda w końcu w pełni dotarła do siwej. Odetchnęła głęboko, uspokajając rozszalałe myśli. Dopiero co znalazła sposób, aby jakoś psychicznie się ustatkować, a tu kary znów poruszył temat, na którym czuła się, jakby stąpała po chwiejnym gruncie.
- Zdecydowanie. Wędrując po krainie, pozbieram ich trochę, aby potem zanieść je do siebie - powiedziała lekko drżącym głosem, uśmiechając się odrobinę. Na tą chwilę nie była w stanie zdobyć się na nic więcej. Minęło tyle lat, a ona nadal pamięta. Niemal wyobraziła sobie dotyk tych miękkich, pokrytych bliznami chrap na swoim grzbiecie oraz srebrne oczy, które wpatrują się w nią z niewyobrażalną miłością. Podniosła swój wzrok, tym razem napotykając na swojej drodze złote ślepia, poniekąd niosące tak wielkie ukojenie. Pewnego razu wybrały się na wędrówkę po zboczu pewnej stromej góry, by zdobyć trudno dostępne zioła pomagające na gojenie się ran. Kto wie, może to były właśnie te, które ogier utarł jakiś czas temu, dodając je do napoju? Było to możliwe, ponieważ nigdy nie dotarły na miejsce. Przy czym mała Nyks niemal otarła się o śmierć, tracąc równowagę w oblodzonym miejscu i padając bezwładnie na kamienie. Obudziła się już przy swojej opiekunce, w cieple rozpalonego ogniska. Nigdy wcześniej i nigdy później nie czuła się bardziej szczęśliwa niż wtedy. Leżały obok siebie, nie pozwalając na wypowiedzenie słowa, które tylko by rozproszyło potrzebną ciszę. W czasie, gdy z nią była, ani razu nie nazwała ją matką i kiedyś często tego żałowała. Jakby nie dała jej tego, czego być może pragnęła najbardziej.
- Badrija. Pewnie to ona nadała mi moje imię, ponieważ znaczenie jej oznacza w wielkim skrócie 'przypominająca pełnię księżyca' - wymruczała, wypowiadając tak ważne dla swojego sumienia słowa. - Nawet nie wiesz, jak bardzo ją kochałam.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Nie Sty 10, 2016 12:19 pm

Wysłuchałem z słów Nyks, czując jak napięcie stygnie we mnie. Teraz z kolei przeszedł mnie dreszcz chłodu. Ta istota, którą kochałem, która mnie kochała, która ofiarowała mi uzdrowienie, choć tak naprawdę nic o mnie nie wiedziała... Nie wiedziała pewnej rzeczy, którą niesprawiedliwie przed nią zatajałem od początku znajomości i teraz bałem się o nas. Nie mogę kryć przed nią prawdy, ale... niewiedza może ją zgubić równie łatwo. Może przynieść jej ochronę albo śmierć.
- Nyks - powiedziałem dziwnym głosem, odsuwając się od niej odruchowo. Nie nazwałem jej Rehesią. W zasadzie od dawna nie nazywałem jej Rehesią. Przygotowywałem się na ten moment. Bardzo długo. Bardzo dokładnie. Wiedziałem, co chcę powiedzieć, ale... teraz poczułem pustkę w głowie. Myśli jakby wyschły na słońcu jak zerwane liście i opadły w niepamięć. Pozostałem tylko ja. Tylko ja. I ten błękit w jej oczach. - Wiesz... wojna zmienia ludzi - powiedziałem cicho, ale pewnie, odbiegając od sedna. Spojrzałem prosto w jej oczy. Nie chciałem jej dłużej oszukiwać. Ale bałem się ją uświadomić. Co wtedy będzie? Odwróci się ode mnie, przestanie mnie kochać, odejdzie i zostawi ziejącą wyrwę w moim ciele, zabierze moje serce i odklętą duszę i zniknie na zawsze na zawsze na zawsze. Nie chciałem jej dłużej oszukiwać. Ale bałem się ja uświadomić. Nie chciałem jej uświadomić. Ale bałem się ją dłużej oszukiwać. Bo oni ją znajdą. Mogą ją zabić. Podjąłem decyzję.
- Mnie też zmieniła. Zabrała mi to, co cenne. Zanim to odzyskałem... Zanim spotkałem ciebie - nie przestawałem patrzeć w tęczówki jej oczu. Uspokajały mnie. Łagodziły mój oddech. - Na mojej drodze pojawiła się pewna klacz. Chcę, żebyś wiedziała, że od początku nie mówiłem ci prawdy. Nikomu nie mówiłem prawdy, bo nikomu nie ufałem. Nawet tobie. Potem bałem się, że świadomość ci zaszkodzi. Zniszczy ci życie - urwałem. Zaczerpnąłem oddechu i kontynuowałem, pełen podsycającego mnie ognia.
- Nie jestem i nigdy nie byłem członkiem Stada Czarnej Krwi - na dowód moich słów, chwyciłem cienki sztylet i musnąłem nim swoją prawą kończynę. Upłynęła z niej kropla jaskrawoczerwonej cieczy i leniwie spłynęła na posadzkę. - Widzisz? Nawet moja krew nie ma ciemnego koloru, jak u was. Jestem.. nazwij mnie jak chcesz. Zdrajcą. Oszustem. Ale nie jestem nimi, bo nigdy nie byłem razem z wami. Jestem Inkwizytorem.
Upuściłem sztylet, pozwalając, by brzęknął o podłogę.
- Wojna nie daje o sobie zapomnieć, Nyks - wyszeptałem. - Choćbyś bardzo się starała, nie wymażesz jej ze swojego życia. Jeżeli chcesz, wydaj mnie Vitalii. Niech stanę się tym złym. Wiedz tylko, że jeżeli to zrobisz, nie spotkasz mnie już - dodałem ściszonym głosem. - Bo wtedy i ty byłabyś zła.
Jeszcze raz, poważnym wzrokiem, zajrzałem prosto do jej oczu.
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Nie Sty 10, 2016 12:56 pm

Zatonęła w swoich wspomnieniach, mogąc je teraz oglądać bez najmniejszego bólu. Jakby wypowiedzenie imienia, której do pory było zakazane, odblokowało ją. Uśmiechnęła się lekko, ciesząc się, że chociaż tyle czasu było jej dane spędzić z swoją opiekunką. Wolała już nie pielęgnować w sobie nadziei, iż wróci. Nie było na to miejsca, a ona miała teraz swoje nowe życie, które będzie się starała ułożyć jak najlepiej. Zastrzygła uszami, wyraźnie zdziwiona tonem, jakiego użył Kishan. Co dziwne, użył do to jej imienia. Odkąd pamiętała, chyba nigdy nie zwrócił się do niej w tym sposób. Odruchowo wyostrzyła swoją uwagę, zastanawiając się, co takiego chce przekazać siwej. Przymknęła powieki, biorąc głęboki wdech. Z trudem zmusiła się, żeby dalej patrzeć prosto w jego złote ślepia, bez przerażającego uczucia pustki, które z każdym słowem karego coraz bardziej wkradało się do jej umysłu, a przede wszystkim serca. Sapnęła, słysząc wzmiankę o wojnie. Odruchowo niespokojnie się poruszyła, trochę się od niego odsuwając, przez co powiększyła dystans panujący między nimi. Czuła, jakby z każdym wyznaniem, które teraz odważył się jej w końcu powiedzieć, jakby niewidzialna siła odrywała po kolei tą pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa. Chciała odwrócić swój wzrok, ale nie mogła... nie potrafiła. Spięła swoje mięśnie, przez co ponownie odezwał się jej pęcina, aczkolwiek był to nic nie warty szczegół. Przypomniała sobie tę noc w samotni, tuż przed porodem. Mówili o wzajemnym zaufaniu, które, jak się okazało, teraz było nie warte więcej niż szmata ciśnięta w kąt. Swoje spojrzenie skierowała na kropli krwi, która spływała wolno po jego nodze, by z przytłumionym pluskiem spaść na kamienną posadzkę. Wpatrywała się w nią niczym zahipnotyzowana, z trudem dusząc w sobie ochotę wybuchnięcia śmiechem, co oczywiście nijak pasowałoby do panującej atmosfery w samotni. Z głębokiego odrętwienia i otępienia wyrwał ją dźwięk sztyletu upadającego na podłogę. Zadrżała, rozszerzając chrapy. Nie płacz. Nie teraz.
- Nie wydam Cię Vitalii - powiedziała dziwnie zduszonym głosem, czując, jak plącze jej się język. - Za bardzo... Cię kocham.
Nie spoglądając na niego, wstała z łóżka, ignorując jego ewentualne nawoływania i prośby. Chociaż, wątpiła w to, aby ją zatrzymywał. Nienawidziła kłamstwa. Kochała Kishana. Teraz wiedziała, jak granice nienawiści i miłości są bardzo blisko siebie. Okłamywał ją przez cały czas, aczkolwiek ona nigdy nie domagała się opowieści o jego przeszłości. A co, jeśli by to zrobiła wcześniej? W jej kobaltowych oczach, kiedyś tak pełnymi oddania i dobroci, mógł ujrzeć ziejącą pustkę. Rozczarowanie. Żal.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pon Sty 11, 2016 6:23 pm

Spojrzałem na nią, kryjąc z trudem ból, jaki przeszył moje ciało, gdy zwiększyła odległość między nami. To był ten cios, który rozwiązał mi język całkowicie. Ogień podsycający moje ciało gasł. Bałem się. Autentycznie się bałem, co teraz będzie. Co Nyks o mnie pomyśli. Znienawidzi mnie? Uzna za potwora. Bo jestem potworem. I pociągnę na samo dno wszystkich, których kocham. Ale byłem też wierny Pandercie. I nie mogę pokazać jej, że rzucam słowa na wiatr. Bo zaufanie to podstawa. Wszędzie. Nie jesteśmy samotnymi wyspami. A kiedy w grę wchodzą inni, rodzą się więzi.
Spojrzałem na nią zamglonymi, złotymi oczami. Powiedziała mi o miłości. Ale czy szczerze? Jak można kochać tygrysa? Choćby miał ciepłe i miękkie futro, dziki instynkt w razie zagrożenia każe mu odgryźć głowę ofierze. Te zęby nie są ozdobą. Te lśniące pazury to potężna broń.
- Zastanów się - powiedziałem cicho, tonem wyzutym już z emocji. - Jestem bestią. Nie znasz mojej przeszłości - roześmiałem się smutno, słysząc echo każdego pojedynczego dźwięku. - Nawet nie wiesz, jak mam na imię.
Zajrzałem w jej oczy ponownie, czytając w jej emocjach. Była mną rozczarowana. Ha. Sam byłem sobą rozczarowany. Byłem słaby. Dawałem sobą manipulować. Serce tak szybko głodniało, łaknęło krwi i mięsa martwych ciał. Narkotyku wojownika. Ten wampirzy głód czynił mnie podatnym na wpływy silnych koni. Wyniszczał moją wolę. Kazał tylko zamknąć oczy i oddać się żądzom. Utonąć w morzu własnego cierpienia, zamknąć się w nim jak w skorupie i tak trwać, po prostu trwać. Gnić za życia. Rozkładać się. Umierać.
- Nie powinnaś mnie chronić. Nie chcę, abyś to robiła. Uciekaj, Nyks. Po prostu ode mnie uciekaj - szeptałem jednostajnie, powoli i lekko maniakalnie. Zamknąłem oczy i przełknąłem ślinę, odsuwając się od włazu.
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pon Sty 11, 2016 8:08 pm

Miała wrażenie, jakby nic już nie było w stanie jej zdziwić. Kolejne, coraz bardziej niepokojące słowa Kishana rozdzierały ją niczym cienki materiał, aż liche strzępy o krwawych brzegach opadały na dno. Dno, z którego może już się nigdy nie wydostać. Dyskretnie przełknęła ślinę, czując, jak do tej pory pewny grunt zaczyna osuwać się spod kopyt siwej. Musiała zadać mu pytanie, które teraz cisnęło się jej na chrapy. A jeśli i to było kłamstwem? Była tylko... kolejną zabawką, którą po jakimś czasie miał rzucić w kąt? Zostawić ją samą, jak być może planował to od początku? Nyks zdawało się, że jego śmiech brzmi niczym kpina. Wszystko jakby straciło ostrość, a zioła, które jakiś czas temu miały słodki, nęcący zapach, wydzielają teraz ostry fetor. Próbowała wyrwać się z tego koszmaru, aczkolwiek za każdym razem okazywało się, że to, co właśnie się dzieje, jest prawdą. To nie sen. Nie kolejny koszmar, który budził ją w nocy, całą zlaną potem. Podświadomie czuła, iż teraz nadejdą nowe. Jeszcze gorsze. Bardziej potężne i realistyczne. Na miękkich nogach podeszła ku niemu, z trudem utrzymując równowagę i powstrzymując się od ponownego zwiększenia dystansu. Bała się tego, co może jej odpowiedzieć. Jego ton bolał ją tak bardzo, że wkrótce już nie potrafiła ukryć swoich perlistych łez, które spływały w dół pyska siwej.
- To wszystko... - powiedziała drżącym głosem, próbując zebrać się w sobie - co było między nami... To nie prawda? Kochasz mnie? Mam to też uważać za kłamstwo?
Mówiła nader spokojnie. Nie krzyczała, ponieważ wolała ciszę. Czasami raniła bardziej niż stek przekleństw, które miałaby do wykrzyczenia. Spojrzała na niego z wielkim bólem w swoich kobaltowych ślepiach, z trudem przyswajając nowo zdobytą wiedzę.
- Bo widzisz, ja Cię kocham. I nigdy nie przestanę tego robić - mruknęła ledwo słyszalnie, nadal uporczywie się w niego wpatrując.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Wto Sty 12, 2016 4:54 pm

Moja głowa wrzała, a uprzednie napięcie teraz rozsadzało czaszkę, rwąc ją na strzępy pazurami. Chciałem, aby po moim pysku sunęły łzy, ale żadna z nich nie ośmieliła się wyrwać z suchych jak pieprz, udręczonych oczu. Zostały, przyczajone, piekące żywym ogniem i martwe.
Nie uciekła. Dlaczego nie uciekła? Powinna była skorzystać z okazji, usunąć mnie w cień, zapomnieć, że istnieję. Przeżyć dobre życie w Czarnej Krwi. Żadnych cholernych tygrysów. To było logiczne. Zimne, ale logiczne.
A jednak stała tutaj. Nie bała się, choć wiedziała, że jestem słaby i przesiąknięty złem. Dałem się wciągnąć w coś, czego sam nie rozumiem i nie chcę zrozumieć. Nie, nie dałem się. Ja tego chciałem, nikt mnie nie zmusił. Zacisnąłem powieki.
- Ty wyrwałaś mnie z koszmaru, jaki uważałem za swoje życie - mówiłem, nie otwierając oczu. - Wypędziłaś ze mnie tygrysa i odkryłaś, że w środku wciąż tli się jakaś cząstka normalnego bytu. - Nienawidzę się, Nyks. Chciałbym umrzeć. Moje trwanie, i trwanie tysięcy takich jak ja nie było warte istnień, którym odebrałem życie. Jestem mordercą - szeptałem coraz ciszej, czując, jak przeszywają mnie dreszcze. Słyszę krzyki. Ten ogier. To źrebię. Ta klacz. Chowała dziecko, a ja bez wahania porwałem jej ciało na strzępy. Pożarłem ją. Ale ona nie wystarczała. Już biegłem po następne, pozwalając, by ostre zębiska wchłaniały kolejne życia, aż krew, która wsiąkła w ziemię, wystarczyła, by napoić moją oszalałą duszę. Czuję dotyk szorstkich dłoni na ciele, gdy król gładzi mnie po szyi. Rżę gniewnie. Chcę więcej. Dlaczego wojna się skończyła? Dlaczego ziemia usłana ciałami nie rodzi kolejnych ludzi i koni, abym i im pokazał swój majestat?
- Pytasz, czy cię kocham. Odpowiedź brzmi tak. Kocham ciebie i tylko ciebie, a jeżeli wątpisz w moje słowa, pozwól mi odejść, abym odebrał sobie życie.
Patrzyłem tylko na nią, czując, jak jej obecność chłodzi moje ciało. Rozgrzane do czerwoności, bijące serce zaczęło uderzać o żebra z oszałamiającą prędkością, rozsadzając klatkę piersiową. Zauważyłem, że zaczynam zbliżać się do niej łbem, jakby miała w sobie coś magnetycznego, więc szybko się cofnąłem, patrząc w ziemię. W końcu wyprostowałem szyję.
- Dziękuję ci, Rehe... Nyks - powiedziałem powoli, smutnym głosem. -Podarowałaś mi dzisiaj coś pięknego.
Ale nie przestanę być tym, kim jestem. Choćbym nie wiem, jak się starał, krew nie zejdzie z moich kopyt. Nigdy.
Każdy pojedynczy krzyk, każda rozdzielona dusza, każda kropla szkarłatu, na zawsze odcisnęły na mnie swoje piętno.
Powrót do góry Go down
Nyks



Posts : 182

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Wto Sty 12, 2016 5:25 pm

Przymknęła swoje ciężkie powieki, mając ochotę zamknąć je raz na zawsze. Obudzić się w innym miejscu, innym czasie, innym świecie. Mieć ze sobą czystą kartkę, którą mogłaby ponownie zapełnić chaotycznymi znakami. Stała naprzeciwko Kishana, którego płótno było poplamione krwią tak bardzo, że ta skapywała na podłogę. Wręcz z stoickim spokojem słuchała każdego z jego słów, strzygąc uszami na wzmiankę o mordercy. Parsknęła nerwowo. Nie tylko on miał swoje tajemnice. Spojrzała na niego z wielkim bólem, aczkolwiek nie był on spowodowany tym, co właśnie zdobył się jej powiedzieć. Mógł to powiedzieć od razu, niż teraz, po tym... wszystkim. Przeżyłaby to mniej emocjonalnie niż dzisiaj. Jednocześnie, chociaż bardzo by chciała, nie potrafiła mu dobrze doradzić. Cokolwiek mogłaby tutaj powiedzieć, mógł źle zrozumieć lub odebrać. Nie chciała mącić mu w myślach. Liczyła na to, że sam w końcu dobrze wybierze. Każdy z nas ma wolną wolę. Gdyby nie to, że zdobył się na to dopiero teraz, byłaby bardziej opanowana... albo nie. Nie każdy był w stanie znieść taki natłok prawdy o kimś, kogo kocha się całym sercem. Rozszerzyła chrapy, wdychając więcej powietrza. Zadrżała lekko, słysząc jego odpowiedź. W zasadzie nie wiedziała, czy akurat taka ukoi jej nerwy i przerażenie. Stawała się coraz bardziej zagubiona, nie potrafiąc znaleźć swojego stałego punktu zaczepienia. Jakby tonęła, a łódź, którą wybrała się na pełne morze, nagle odpłynęła. Nabierała wody, aż w końcu ostatnia iskierka życia znikła w niej niczym tlący się płomyk świeczki. Nie zważała uwagi na płynące łzy, które zaczęły skapywać na kamienną posadzkę. Kiedy nie dokończył wyrażenia, którym miał w zwyczaju ją nazywać, cofnęła się o krok. Nie mogła tak dalej na niego patrzeć, bo w tej chwili nie była w stanie racjonalnie myśleć. Zbyt bolał ją widok karego.
- Kishanie. Wychodzę. Jeśli jednak będziesz potrzebować mojej obecności... Bez problemu mnie znajdziesz. Droga ku twojej Rehesii zawsze będzie prosta.
Ucałowała go delikatnie w czubek miękkich chrap, wykorzystując tą chwilę, by po raz ostatni poczuć jego zapach. Chciała go zatrzymać jak najdłużej przy sobie, pielęgnując to wspomnienie najbardziej ze wszystkich, ale traktując je na równi z Damonem. Nie mogła zapomnieć o swoim synu. Wyszła, kątem oka spoglądając na pochyloną sylwetkę partnera. Odeszła, by znaleźć ukojenie w samotności. Kto wie, może jeszcze wrócę.


z/t[/i]
Powrót do góry Go down
Erenszkigal



Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Nie Sty 31, 2016 2:09 pm

Przywędrowała tutaj zaraz po tym, jak spotkała trójkę tych bestii. Była okropnie obolała i zmęczona po podróży. Jej sierść oblepiona była krwią. Wzdrygnęła się na tę myśl. Uwielbiała walczyć i uwielbiała, gdy lała się krew, lecz nie lubiła być cała w niej ubrudzona. Weszła powoli do środka. Było tutaj całkiem cicho. Słyszała, że urzęduje tutaj pewien medyk, dlatego tutaj przybyła.
- Witam! - Zawołała w nadziei, iż gospodarz dzięki temu się zjawi.
Rzeczywiście było tutaj dużo środków leczniczych i woda... Ohh. Chociaż wolałaby cała zanurzyć się w wodzie, w jakimś jeziorku. Niestety była zima. Nici z kąpieli relaksacyjnych.
Rozglądała się dookoła. Może właściciela nie było? Wielka szkoda... Strasznie niewygodnym będzie dla niej przemierzać tak długą drogę do skrzydła szpitalnego.
Na razie postanowiła cierpliwie czekać w nadziei, że ktoś jej pomoże.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Nie Sty 31, 2016 2:30 pm

Uniosłem głowę znad flakonu, którego zawartością się zająłem. Poruszałem brwiami, równocześnie rozciągając wargi w znikomym uśmiechu do nieznajomej.
- Spokojnie, słyszę cię, nie musisz krzyczeć. Witaj - odpowiedziałem jej, a we flakoniku coś zasyczało, więc z satysfakcją zatkałem go i odstawiłem. Wtopiłem oczy w sierść nieznajomej, szacując jej obrażenia. Źle nie było, rzekłbym, że było całkiem nieźle. Miała nieco zerwanej skóry, otarcia na nogach i sporą ranę na szyi, szarpaną kłami. Wciągnąłem powietrze. - Pantera? Nie, zaraz. Dwie pantery. Nie, trzy pantery! - parsknąłem, marszcząc chrapy i zbliżyłem się do jednego z moich słojów, wygrzebując z niego niedawno używaną buteleczkę. - Jesteś cała w piachu. Trzeba to czymś oczyścić - powiedziałem raczej do siebie niż do niej i wygrzebałem odpowiedni specyfik. - Połóż się, będzie mi łatwiej - rzekłem dość władczo, ale akurat to jedno jedyne miejsce było moim królestwem. Nie tolerowałem tutaj możliwości, że coś nie poszłoby po mojej myśli.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal



Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pon Lut 01, 2016 9:31 pm

Spojrzała w kierunku czarnego ogiera. Jego oczy były bardzo... Nietypowe. Skinęła mu łbem na powitanie. Obserował ją uważnie. Czuła zapach krwi, która była do niej przylepiona. Do tego docierały do niej zapachy różnych mikstur i ziół. Niezbyt ciekawe połączenie. Drażniło jej chrapy.
- Owszem, zetknęłam się z trzema panterami. Jestem pod wrażeniem. Musisz być już bardziej doświadczony. - Zauważyła. Korzystała kiedyś z usług wilczych medyków, ale oni po prostu leczyli, nie pytali co i jak. Nawet nie próbowali zgadywać, co się wydarzyło. Nawet jeśli by to zrobili, nie udałoby im się trafić. Może końscy medycy bawili się niedawno w wróżki? Ciekawe czy ogier powróży mi z fusów?
Kazał jej się położyć, więc tak też uczyniła.
- Jak sobie życzysz. - Powiedziała jedynie. Skoro tak będzie mu wygodniej, to nie będzie się z nim kłóciła.
- Zbliża się wojna... - Powiedziała powoli. - Pewnie będziesz miał kopyta pełne roboty.
Obserwowała go, kiedy miał zacząć robić swoje. Chciała to w sumie w miarę szybko skończyć i wrócić do patrolowania terenów. Tym się głównie zajmowała. Jej źrebaki były już większe. Mogła wrócić do normalnego funkcjonowania.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Pon Lut 01, 2016 11:03 pm

Gdy klacz położyła się, zacząłem uważnie, wprawnymi ruchami oczyszczać jej rany, najpierw czystą wodą, żeby usunąć większość piachu i żwiru, potem specyfikiem, który wygrzebałem z juków. Był silnie utleniony, więc czyścił dokładnie, ale żarł równie mocno. Skropiłem nim rany, a gdy piana zeszła, co stało się dość szybko, specjalnym narzędziem wyjąłem z jej szyi paproch, który akurat się tam znalazł.
- Po prostu doskonale znam zapach każdego gatunku drapieżnych kotów - błysnąłem zębami, ale w tym uśmiechu nie było wesołości. Nazwałbym to raczej wymuszonym skurczem mięśni twarzy. Mój wewnętrzny tygrys znów dawał o sobie znać, domagał się uwagi i pieszczot. Rozrywanie gardeł ofiarom to jego ukochana pieszczota.
- Ja? - zdziwiłem się autentycznie, zawijając z energią cienki, niekrępujący ruchów bandaż na jej szyi. - W okolicy jest całkiem sporo medyków, a powiedziałbym, że na wojnie liczą się bardziej wojownicy albo po prostu ci, którzy mają zapał i potrafią machać mieczem - bo o dobrych wojowników trudno. Spojrzałem tęsknie w stronę swojego topora, nie odstawionego jak To miałem w zamyśle na hak lecz spoczywającego tuż obok mnie. Zawsze byłem gotowy. Ale byłem też dezerterem. Mimo jakichś tam umiejętności, byłem medykiem. Nikt nie widział mnie w roli wojownika.
- Nie zatrzymuję cię dłużej - rzekłem, przerywając bandaż zębami i supłając go. - Wracaj do pracy. Bandaże zerwij jakoś niedługo, praktycznie nie krwawisz - oznajmiłem jej, wiedząc, że i tak zerwie je praktycznie natychmiast. Nie była wrażliwa na ból. Pasowało mi to. Wojownicy nie powinni tacy być.
- Nawiasem mówiąc, jestem Kishan - przedstawiłem jej się nagle.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal



Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   Wto Lut 09, 2016 2:32 pm

Na początku wydała z siebie zduszony syk, ale później jakoś to wytrzymała. W końcu znosiła już gorszy ból. I z pewnością jeszcze więcej przed nią. Przy tym to tylko drobnostka.
Uważnie obserwowała każdy zabieg.
- Nawet jeśli to trzy osobniki z tego samego gatunku? To już bardziej intuicja. - Tak, intuicja wojownika szczególnie nigdy nie zawodziła. Jeśli zawiodła, nie było się wystarczająco dobrym. Chociaż najczęściej życie każdego stworzenia polegało bardziej na szczęśliwym trafie.
Patrzyła, jak ogier bandażował jej rany. Tak, trochę w nich pewnie pochodzi, niestety... Wyglądało to tak, gdyby była... Słaba. Skrzywiła się na tę myśl.
- Dziękuję za pomoc, Kishanie. Mnie zwą Erenszkigal. Ci, którzy rzeczywiście znają moje imię. Dla reszty jestem Nocną Łowczynią. - Pewnie ogier złapał przekaz. Nocna Łowczyni, gdyż wyłapuje swoich wrogów kryjąc się w mrokach nocy. - Tak, rodzina na mnie czeka. Trzeba się zbierać. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Wstała powoli, z gracją, jeszcze raz pożegnała się z Kishanem, po czym wyszła z jego siedziby w poszukiwaniu kolejnej dawki emocji.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Siedlisko Kishana   

Powrót do góry Go down
 
Siedlisko Kishana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Czarnej Krwi :: Terytoria :: Wulkanisko-
Skocz do: