Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pożeracz Światów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Pożeracz Światów



Posts : 71

PisanieTemat: Pożeracz Światów   Nie Sty 10, 2016 1:02 am

Stado: Inkwizycja*
Podstawowe informacje: Jego prawdziwe imię to Avalon, aczkolwiek przedstawia się jako Pożeracz Światów. Posługuje się tylko tym, rzadko kiedy decydując się na wyjawienie swojego imienia. Jest rasy nieznanej - ot, nigdy jej nie poznał i w sumie też nie interesowało go to.
Wygląd: Stapiał się z wszechobecnym cieniem. Miał krótką, kruczoczarną sierść, podobnie z grzywą. Ciężko było dostrzec jego przybycie. Szedł cicho i wolno, stawiając każdy krok z jakąś podniosłością, dumą. Jednak... Jednak nie wyglądał na dumnego. To było tylko pierwsze wrażenie. W rzeczywistości kroczył normalnie z dziwną, typową najwyraźniej dla siebie gracją. Wytwarzał wokół siebie aurę tajemniczości, która z zaskakującą łatwością pożerała wszystko dookoła, by każdy, dosłownie każdy, mógł ją poczuć. Łącznie z Tobą.
Przez chwilę pomyślałeś, że patrzysz na kogoś idealnego.
Jednak nie był idealny. Nieco umięśniony, lecz nie można było znaleźć w tym przesady. Kwalifikował się do tych szczupłych, wysportowanych, jakkolwiek by tego nie określić. Jego ciało mogłoby być ładne. Na pierwszy rzut oka tak właśnie było. Lecz dopiero po chwili zacząłeś dostrzegać wszystkie skazy. To ciało, na pozór ładne, było zmęczone. Wyczerpane czymś, jednakże trudno stwierdzić czym. Szpeciły je blizny, to większe, to mniejsze. Nie dodawały mu uroku, ani niczego dobrego. Największa leciała spod ucha aż do łopatki. Bardzo duża, nie trudno było ją dostrzec. Ona najbardziej skupiała na sobie uwagę, razem z tą znajdującą się na pysku. Zaczynała się tuż obok nosa, po jego prawej stronie, a swój koniec miała na tej krawędzi, gdzie kończyła się głowa, a zaczynała szyja. Była nierówna, poszarpana. Wyglądała paskudnie.
Samcowi nie dało się odmówić wysokiego wzrostu. Może i nie jakiegoś powalającego, lecz z pewnością był nieco wyższy od „przeciętnego” konia. Mierzył sobie coś koło stu osiemdziesięciu centymetrów – może mniej, może więcej. Nie sposób stwierdzić.
Pysk obcego był profilu prostego,  lecz nie to rzucało się w oczy. Rzucał się ten pozbawiony emocji wyraz, zupełnie tak, jakby ktoś je wyjął z jego istoty i wyrzucił. Nie odzwierciedlał nic. Oczy, bardzo ciemne, niemalże czarne, przejeżdżały po otoczeniu, traktując je swoim chłodem.
Charakter: Uniósł lekko lewy łuk brwiowy ku górze, przyglądając się Tobie z drwiącym uśmieszkiem na pysku. Nie odzywał się przez dłuższy czas, czekając jakby na to, aż wreszcie powiesz, że żartujesz. Gdy to nie nastąpiło, parsknął chłodnym, niczym wypranym z emocji śmiechem. Słychać było w nim jedynie to, że tym gestem z Ciebie szydził.
Po chwili jednak zaskoczył Cię. Z sekundy na sekundę jego śmiech stał się miły, serdeczny. Spojrzał na Twoją osobę przyjaźnie.
- Och, słońce. - Jego głos był lodowaty, brzmiał tak, jak śmiech, którym wcześniej cię obdarzył. Nie pasował zupełnie do tego uśmiechu, jaki reprezentował w tym momencie. Musiał być wyśmienitym kłamcą i aktorem, to pewne. - Pytasz się mnie kim jestem? Jaki jestem? - Pierwsze słowo w drugim pytaniu wyraźnie zaakcentował. Nie spuszczał z Ciebie wzroku, ani na chwilę. Wyglądało to tak, jakby w ogóle nie mrugał. - I jeszcze zakładasz, że Ci o tym od tak opowiem? Pozbawię tego uroku odkrywania, poznawania mojej osoby? - Pokręcił łbem ze śmiechem. - Uczynię dla Ciebie ten jeden, jedyny wyjątek. Ale, ale! - podniósł lekko głos i posłał dziarski uśmiech w Twoją stronę. - Musisz obiecać, że to będzie nasz sekret, kochanie. Dobrze? Nikomu nie powiesz. - To nawet nie było pytanie. Nie trudno było usłyszeć, że w tym stwierdzeniu zawarł jakieś ostrzeżenie. - Inaczej... Inaczej będę musiał Cię zabić.
To było wręcz zaskakujące. To, jak szybko zmieniał maski, osobowości. W jednej chwili zmieniał się z szydercy w dobrą duszę, by po chwili zacząć grozić Ci zabiciem. I o z jaką łatwością! Niewątpliwie robi to od dawna. A może to był po prostu talent z jakim się urodził? Lustrował Cię przenikliwym wzrokiem, jakby chcąc rozszyfrować o czym myślisz. Z pewnością daleko mu było do bezmyślnego sadysty, krzywdzącego każdego na swojej drodze. Och, nie, skądże. To mogłeś stwierdzić już teraz. On myślał, każdy swój krok starannie opracowywał, planował i dopiero wcielał w życie. Na takiego wyglądał. Lecz co jeśli to tylko jego gra, on tylko kazał Ci tak myśleć? Nie sposób było stwierdzić co było prawdą, a co tylko kłamstwem, czymś, co wymyślił by na tym zyskać.
- Nie lubię mówić o sobie – westchnął, skarżąc się. - Wolałbym, żeby otaczała mnie aura takiej tajemniczości, wiesz, o co mi chodzi. Lubię, kiedy inni patrzą na mnie i rozmyślają nad tym kim jestem. Co dzieje się w mojej głowie, cóż takiego zaraz zrobię? - ucichł i spojrzał na iglaste drzewa, otaczające polanę, na której się znajdowaliście. - Bo o tym myślisz, prawda? - Spojrzał w końcu na Ciebie. - Och, nawet nie zaprzeczaj, musisz to robić. Wszyscy... Wszyscy są tacy prości, nijacy. Każdy reaguje bardzo podobnie na określone sytuacje. Nie musisz czuć się głupio. Każdy by tak zrobił. Och, nie, nie myślę, że jesteś głupi. Nie lekceważę innych, nawet, jeśli wyglądam inaczej. Może zabrzmi to komicznie, przynajmniej z moich ust, ale sądzę, że każdy zasługuje na początkową dawkę szacunku. Wiesz, nie można lekceważyć innych, bo zawsze mogą cię zaskoczyć. Taką zasadę wyznaję – parsknął sucho, jakby sam nie wierzył w to, co mówi. - Mam nadzieję, że zachowasz to dla siebie. - Jego oczy błysnęły niebezpiecznie. - Naprawdę nie lubię, gdy ktoś mnie zdradza w taki sposób. Zabiję Cię, przysięgam, że Cię zabiję, jeśli to zrobisz. - Agresja? Czyżby tracił nad sobą panowanie? Był wściekły. - Pamiętaj, nie odpuszczam tak łatwo. - Zbliżył się nieco do Ciebie i przez przypadek dotknął. W jego oczach pojawiło się obrzydzenie. Brzydził się Tobą. Zniknęło ono jednak równie szybko, jak się pojawiło. - Nic się przede mną nie ukryje. Ani nikt. Nie uratujesz się. Wytropię Cię, choćbyś się schował na końcu świata.
Jego złość przechodziła. Powoli, ale jednak. Cofnął się nagle i pokręcił gwałtownie łbem.
- Nie. Koniec – fuknął do siebie. - Idź do diabła.
Nim zorientowałeś się, że to było pożegnanie, oddalił się. Nie zdradził nawet jak ma na imię. Po prostu odszedł, nie oglądając się za siebie.
Historia: Nigdy nie opowiada swojej historii. Nie zdradza również powodów dlaczego tak robi. Żadnych wyjątków, tak powtarza. Pozostawia ją owianą tajemnicą, pozwala samemu domyślać się jak wyglądało jego życie, co sprawiło, że stał się taki, jaki jest.
Nie było mu dane poznać swoich rodziców. Tuż po urodzeniu, nim zdążył otworzyć oczy, został zabrany przez pewną klacz. Powtarzała mu, że jego matka umarła podczas porodu, a ojciec nigdy nie miał zamiaru zobowiązywać się do wychowania własnego potomka. Nie ukrywała prawdy, przynajmniej tak sądził. W końcu – po co miała to robić? Wierzył jej, oczywiście, że jej wierzył. Jak się dowiedział – była siostrą matki. Ona i Avalon byli nawet do siebie podobni, więc tym bardziej nie było podstaw do tego, żeby jej nie wierzyć.
Nazywał ją matką. Była z nim od początku do końca, do swojej śmierci. Miał wtedy rok. Śmierć przyszywanej matki, jego jedynej opiekunki była szokiem. Wtedy właśnie coś w jego umyśle, duszy przestawiło się. Przestał być tym radosnym źrebakiem. To zdarzenie pozwoliło negatywnym cechom zdominować jego charakter, osobowość.
Z czasem było tylko gorzej. Nie posiadał zbyt wielkiej wiedzy o życiu, wszystkiego uczył się sam. Przebywał w samotności całe dwa lata. Można powiedzieć, że nieco zdziczał. W wieku trzech lat ponownie miał z kimś kontakt. Został zaciągnięty przez spotkanego ogiera do stada. Tam nauczył się wszystkiego, co umie do tej pory. Uczyli go walczyć, kłamać jak z nut i ukrywać swoje emocje. Nie byli dobrzy. Jego dotąd szara dusza przybrała czarny kolor.
Zgodził się na takie życie, odpowiadało mu. Krzywda tych, których krzywdziło jego stado, nie robiła na nim wrażenia. To w nim cenili najbardziej. Zdolność krzywdzenia bez mrugnięcia okiem i późniejszego żałowania. Jednakże to stawało się monotonne. Rok spędzony z nimi zaczęły go nużyć.
Pewnego dnia po prostu odszedł. Bez pożegnania, wykradł się w nocy i podążył własną drogą. Błąkał się parę miesięcy, aż w końcu napotkał jakąś klacz. Jej imię brzmiało Panderta. Pierwsza istota, na jaką spojrzał przychylnym okiem. Pomysł, który wkrótce przedstawiła Avalonowi, spodobał mu się. Nie potrzebował słów zachęty, zapłaty. Bez zmrużenia oka zgodził się w nim uczestniczyć. Jednakże nie dołączył do niej od razu. Czekał, aż wszystko się rozwinie, by dopiero później to uczynić.


*- w sumie to, Ross, nie odpowiedziałaś mi w końcu, a że nie bardzo już wszystko ogarniałam, to napisałam to ;_; Równie dobrze, jeśli zrobiłam źle, możesz mnie dodać do CK XD
Powrót do góry Go down
Ingrid



Posts : 466

PisanieTemat: Re: Pożeracz Światów   Nie Sty 10, 2016 8:04 am

KP akceptowane
Powrót do góry Go down
 
Pożeracz Światów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Wszystko o Saffrin :: Karty Postaci-
Skocz do: