Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Góra Aab

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Eshgo



Posts : 42

PisanieTemat: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 1:13 pm

Jedyne wzniesienie, płaskiej jak okiem sięgnąć sawanny. Jest naprawdę wysoka, jej szczyt kryje się w chmurach. Mimo to, stanowi doskonały punkt obserwacyjny. Roztacza się z niej widok na całą krainę, tereny stadne oraz Ziemie Niczyje. Nie rośnie na niej absolutnie nic, aż dziw, że góra do tej pory nie rozsypała się w proch, trzymana w ryzach jedynie przez niezbyt bujną, do tego wyschniętą trawkę, od czasu do czasu.
Powrót do góry Go down
Eshgo



Posts : 42

PisanieTemat: Re: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 1:28 pm

Stał na górze, na samym jej szczycie. Lewe przednie kopyto opierało się na kamieniu, niepokojąco blisko krawędzi, pod którą rozciągała się ziejąca przepaść. Wiatr wiejący ze wschodu wplatał się w jego czarną jak smoła grzywę, zapraszając ją do dzikiego tańca. Tańca z żywiołem, któremu poświęcił się cały. Kiedyś miewał wyrzuty sumienia, jednak to minęło, podobnie jak wątpliwości, z biegiem czasu. Czas ostatnio wydawał się biec nienaturalnie szybko, jakby ścigało go coś nieubłaganego, zdecydowanego rozszarpać go bez mrugnięcia okiem. Rozstawał się z wątpliwościami, proporcjonalnie do zyskiwanej pewności o słuszności jego misji. Spojrzał w dół ostrego zbocza, przyglądając się obrazowi zniszczenia. Niegdyś piękna i żyzna kraina... z jaką łatwością przekształciła się w płonące pogorzelisko! Kiedyś nie dostrzegał, że ona tak naprawdę zawsze tak wyglądała. Aedion - jego brat, przewodnik, Wicher, otworzył mu oczy zanim było za późno. Co zawsze było zgniłym ścierwem, na zawsze ścierwem pozostanie. Chociaż z pozoru, nie było tego widać, jakże sprytnie. Zgnilizna i wewnętrzne zepsucie zostało chytrze zamaskowane, ukryte przed wzrokiem głupców, którzy nie potrafili patrzeć głębiej. Aedion otworzył mu oczy, całe szczęście, że zdążył. Eshgo tupnał kopytem o kamień. Wyobrażał sobie, jak głuchy odgłos niesie się po opustoszałej ziemi, jak biegnie milami by w końcu stopniowo zaniknąć, zapaść się w Matkę Naturę, rozpłynąć się bezpowrotnie.
- Oni wszyscy zasługiwali na śmierć.
Powrót do góry Go down
Aedion



Posts : 146

PisanieTemat: Re: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 1:52 pm

Wychylił się z cienia, który dawał jakiś kopczyk głazów. Wyglądał jak niewypowiedziana groźba. Wyglądał jak... Wicher. Pospolicie. Młodo. Często był nazywany słabym. Postrzegany jako coś mizernego. Teraz nie ma już nikogo, kto właśnie takim by go postrzegał. Wschodni Wiatr, jak uważny kosiarz, zebrał swoje żniwo. Cały plon, co do źdźbła. Nie pominął nikogo.
Aedion nie czuł radości, nie czuł euforii - bo żył pod maską, która udawała uczucia. Dotąd zawsze starał się przystosować do społeczeństwa. Wmieszać w szarą masę, żyć niezauważalny, ale obserwujący. Teraz zerwał maskę. Nie udawał, bo już nie było takiej potrzeby. Nie został już nikt, przed kim młody, jabłkowity konik chciałby się kryć.
Z głębi jego chrap dobiegło ciche, potwierdzające rżenie. Nie zwiastowało ono jego zadowolenia. Potwierdzało, że rytuał się dopełnił. Zrobili to, co było konieczne. We dwaj. Aedion dotrzymał swojej jedynej obietnicy złożonej wśród palących piasków. Albo i wcześniej.

Dotrzymasz obietnicy, prawda? - To było już prawie niedosłyszalne, ale Aedion dosłyszał z pewnością - Wschodni Waitr, ja i ty. Zrobimy to co należy. Kiedyś.
- Tak. - Jeszcze nie zdarzyło się, by nie dotrzymał obietnicy. Bo nigdy ich nie składał. Nikomu. Ta będzie pierwsza i jedyna, i zostanie z nimi już na zawsze. To połączenie, relacja nierozerwalna.


Teraz zajął miejsce na krawędzi góry Aab i razem ze swoim bratem, Mrozem, patrzył w dół. Na krew i ciała. Na trupy poruszane wiatrem, wiszące na drzewach. Na ich przesycone czerwienią piersi. Na oczy otwarte szeroko, na wpół zjedzone przez kruki i robactwo. Nie powinien widzieć tych szczegółów z tak wysoka, ale widział, bo miał je wyryte w pamięci. Na zawsze. Każdego z nich.
- Nasze zadanie na tych ziemiach dobiegło końca - powiedział. Nie uroczystym tonem. Nie podniosłym. Suchym i chrapliwym jak zawsze. - Ale to nie wszystko. Wschodni Wiatr... działa do końca. Samego. - Nie musiał tego tłumaczyć. Mróz wiedział, co Wicher ma na myśli. Na tym to polegało. A teraz na nich już czas. Ta kraina spłynęła grzeszną krwią, ale więcej światów czeka na ostatni sąd.

____________________________________________

It's not the fall that kills you. It's the landing. | And I O U a fall...

Here comes the East Wind.




Ignis

Forget everything you think you know.
It doesn't matter.
Anymore.

♈ ♉ ♒ ♌
Powrót do góry Go down
Eshgo



Posts : 42

PisanieTemat: Re: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 4:43 pm

W przeciwieństwie do Aediona, karym konikiem targały emocje, niczym maluczkim źdźbłem pośród burzy. Nie czuł w sobie pustki, o nie, jednak nie czuł też dumy, ani zadowolenia. W tym obaj byli podobni. Wiedział, że jeszcze nie koniec, jeszcze nie nastał czas odpoczynku. Odwrócił łeb znad krawędzi przepaści by spojrzeć bratu w oczy. Jak zwykle były chodne i puste. Eshgo kochał tę pustkę, a przede wszystkim pustkę jeszcze głębszą, przeznaczoną jedynie dla jego osoby. Jeżeli nie brzmi to zbyt absurdalnie, można by powiedzieć, że w ten sposób Aedion okazywał przywiązanie, może nawet sympatię. Tak odbierał to Eshgo i to mu wystarczało.
- Do samiutkiego końca - powtórzył za bratem jak echo. Szeroki uśmiech rozkwitł na jego pysku. Stał, patrzył i czytał wszystko, co siwek chciał mu przekazać. Czasem nawet więcej.
- Jeszcze tyle zostało do zrobienia... - w jego głosie pobrzmiewała nieco przerażająca mieszanka pozornego zmęczenia i rozmarzenia. Wrócił do kontemplacji pierwszego ich wspólnego dzieła. Krew i popiół. Tyle właśnie zostało z tej plugawej krainy pełnej grzechu.
- Cos się kończy... - szepnął właściwie sam do siebie, Aedion nie powinien nawet tego usłyszeć, mimo, że wyraźnie słyszał każdą jego myśl. Do karego konika właśnie dotarło co oznaczają słowa jego brata. Obaj muszą stąd zniknąć. Nie do końca był pewien, jak to wszystko się odbędzie, ale ufał siwkowi. Tylko czy siwek ufał sam sobie i miał ku temu podstawy? Trzeba zniknąć... Ale czy gdy pojawią się z powrotem wszystko będzie tak samo? O mały, czarny łebek obijały się setki wspomnień, których nie chciał porzucać.
Istnieje prawdziwa supermoc. To Wschodni Wiatr, braciszku. Kiedyś porwie wszystkich niemiłych panów tej Ziemi!
Słowa słowa to były tylko słowa, ale były zapowiedzią czynów. A to się właśnie liczyło.
Pobawmy się we Wschodni Wiatr!
Czy tak to się właśnie zaczęło? A może wcale nie był to początek? Może to trwa już od wieków? Zmieniają się Mrozy, zmieniają się Wichry, ale Wschodni Wiatr musi być kompletny.
Wschodni Wiatr kiedyś zgubi nas wszystkich, bo w każdym z nas siedzi zło. Ale ja nie mam nic przeciwko temu.
Po czarnym jak noc policzku spłynęła samotna łza, żłobiąc sobie korytko w sklejonej grzeszną krwią sierści.
Powrót do góry Go down
Aedion



Posts : 146

PisanieTemat: Re: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 6:23 pm

Podchwycił jego spojrzenie. Czarne oko świdrowało konika. Aedion wiedział, że gdyby nie był tym, kim jest, odczuwałby coś na kształt braterskiej dumy z Eshga. Podobnie zresztą, gdyby nie był tym, kim jest, chciałby, żeby kary o tym wiedział. Razem zrobili okrutną rzecz. Okrutną, lecz słuszną i prawdziwą. Być może przez to jedyną w swoim rodzaju. A teraz... teraz czas kontynuować dzieło absolutnego zniszczenia. Czas znowu tępić życie, porywać je ze sobą szaleńczą falą. Nic, ale to absolutnie nic ich nie powstrzyma. Nigdy. To odpłata, ukazanie światu prawdziwej twarzy. Apokalipsa w wykonaniu dwóch młodych koników. Gdy znowu spojrzał na towarzysza, jego uśmiech coś w nim rozbroił. Doszczętnie. Tylko na chwilę, bardzo delikatnie i bardzo ulotnie, również na jego pysku rozkwitł uśmiech. Nie taki skopiowany od tej klaczki, jak jej tam było? Rose? Trochę krzywy, na pewno nie doskonały. Ale szczery.
Tak, Aedion ufał sobie. Ufał sobie, bo wiara we własne możliwości wyniosła ich obu na szczyt. Mawiają, że w coś trzeba wierzyć. Cokolwiek. Więc siwek wierzył w siebie. A konkretniej w nich, Wschodni Wiatr.
- Owszem. Czeka nas dużo pracy. - Albo zabawy. Różnie już to określano. - Ta kraina nie jest już naszym domem. Czas odnaleźć nowy. Choćby wśród gwiazd. - Na pewno zabrzmiało to marzycielsko. Może patetycznie. Ale Mróz na tyle znał Wicher, by wiedzieć, że nigdy nie żartuje.
Nie usłyszał tego, co kary mówił później. Ale wiedział. Czytał mu w myślach. Nie było pomiędzy nimi więzów krwi. Było coś o niebo - albo i kilka - ważniejszego; trochę groteskowa, może nawet wynaturzona i przyprawiająca o dreszcze, ale przyjaźń.
- A coś zaczyna.
Popatrzył jeszcze raz na okalające ziemię drzewa, góry. Miejsce, w którym się urodził. Rozświetloną linię znaczącą horyzont. Widział stąd pustynię. Dałby głowę, że czuje ten miękki piasek pod kopytami, jak wtedy, gdy tułali się przez piaski w poszukiwaniu domu.
- Czas już na nas.
Podszedł do samiutkiej krawędzi góry Aab. Postawił kopyta na kamieniach, odetchnął głośno. Pozwolił spaść kilku mniejszym kamieniom. Nie skoczył. Popatrzył na Eshga. Wyczekująco. Tym razem to Mróz ich poprowadzi. Tym razem Mróz zadecyduje, dokąd się udadzą. Czarne oko Aediona mówiło wszystko. Wybierz jedną z miliardów gwiazd. Tam się udamy, tam się pojawimy, znowu. W innych ciałach, z innymi duszami. W miejscu, którego nigdy w życiu nie widzieliśmy, może nawet nie będziemy w stanie go sobie wyobrazić, nie tutaj. Ale jako my, bo to zawsze chodziło o nas dwóch. I znowu polecimy na skrzydłach Wschodniego Wiatru. Splamimy krwią ziemie świata. Tam, dokąd nas zaprowadzisz.

____________________________________________

It's not the fall that kills you. It's the landing. | And I O U a fall...

Here comes the East Wind.




Ignis

Forget everything you think you know.
It doesn't matter.
Anymore.

♈ ♉ ♒ ♌
Powrót do góry Go down
Eshgo



Posts : 42

PisanieTemat: Re: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 6:48 pm

Eshgo pochwycił uśmiech. Wyrył go sobie w pamięci. Była to najniezwyklejsza rzecz jaką było mu dane podziwiać w tym życiu. I najpiękniejsza. Cóż za zabawny paradoks. Pozorne piękno zostało zniszczone, pozostało tylko to prawdziwe. Aedion nigdy się nie uśmiechał. Koniec koniec koniec koniec. Pożegnanie, bo tym właśnie była cała ta scena, dobiegało końca. Nie wolno przeciągać pożegnań, nie od tego są. W pierwszym uśmiechu Aediona dostrzegł jakby przebłyski emocji. Dumę, może spokojne zadowolenie. Ale przede wszystkim, dostrzegł pewność siebie. Tego właśnie było mu trzeba. Rozwiania wątpliwości, po raz ostatni.
- Nigdy nie była - odparł siląc się na obojętność w głosie. Rozumiał już o co w tym chodzi. Wschodni Wiatr przestał być dla niego dziecinną zabawą, metaforą, luźnym powiedzeniem. Ale nadal był tylko źrebakiem, chociaż zdawał się przestać tego zauważać. Kiedy wszystko wokół pali się i wali, dzieci szybko dorastają. I dokańczają dzieła zniszczenie. Swojej zemsty.
Siwy konik idealnie dokończył to, co kary miał na myśli. Posłał mu przeciągłe spojrzenie. Wydał z siebie rzężący gwizd i uniósł łeb w górę, ku ciemniejącemu niebu. Słońce znikało za horyzontem za ich plecami. Nad ich głowami wykwitła na nieboskłonie pierwsza gwiazda, zwiastunka nocy. Eshgo skupił na niej wzrok. Słyszał, co mówi do niego Aedion, słyszał, co myśli. Słyszał wołania dusz, opuszczających swe zmasakrowane ciała tam, na dole. Słyszał wołania tych, których czas dopiero nadejdzie. Ku nim się skierował. Wpatrywał się w gwiazdę jeszcze przez chwilę. Potem zmrużył oczy... i skoczył.

- Dotrzymasz obietnicy, prawda?
- Tak.
Powrót do góry Go down
Aedion



Posts : 146

PisanieTemat: Re: Góra Aab   Sob Sie 13, 2016 7:11 pm

Nigdy nie była.
Aedion nie posiadał sentymentów ani nie kierował się emocjami. Każdego, kto mógł tak twierdzić, pozbawił już życia jeden z nich, Wicher lub Mróz. Nie został już nikt, kogo Aedion mógł poważać, uznać za równego sobie. Nikt, kogo by znał. Poza Eshgiem. A jednak odwrócił się. Na chwilę. Tylko po to, by kogoś pożegnać. By skinąć komuś łbem, podziękować za wszystko tym jednym gestem.
- Żegnaj, mała - powiedział do Ignis, a kremowa wilczyca spojrzała na niego, słysząc swoje imię. Stała za nimi, w odległości dwóch czy trzech metrów. Mogła nie rozumieć, co się dzieje. Ale nie poszła z innymi wilkami szarpać ciała martwych mieszkańców Saffrin. Wiedziała, że on odchodzi.
Nie obracał się już więcej. Nie zamknął oczu. Patrzył na gwiazdę. Błyszczała.
- Jesteśmy stworzeni do czegoś większego - powiedział, pozwalając uśmiechowi wygasnąć do reszty.
To nie był żaden nadzwyczajny skok. W ślad za bratem Aedion rzucił się w przepaść, dając się otulić chłodnemu powietrzu. Żaden z nich nie stracił jednak gwiazdy z oczu. Żaden z nich nie zaczął spadać. Ziemia nie pociągnęła ich ku sobie. Na zawsze uwolnili się z jej objęć. Skoczyli prosto w niebo, a ono przyciągnęło ich do siebie.
Ich ciała zamieniły się w pył, a dusze poszybowały, szukając nowego początku.

____________________________________________

It's not the fall that kills you. It's the landing. | And I O U a fall...

Here comes the East Wind.




Ignis

Forget everything you think you know.
It doesn't matter.
Anymore.

♈ ♉ ♒ ♌
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Góra Aab   

Powrót do góry Go down
 
Góra Aab
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Tereny Niczyje :: sawanna arbreniss-
Skocz do: