Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szczyt Wulkanu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Viseria

avatar

Posts : 147

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 6:45 pm

Przybyła tu lekkim kłusem, z wysoką akcją nóg, jednak ani trochę się nie spieszyła. Było jej obojętne, czy tu będzie czy nie, jednak miała nadzieję, ze to zebranie szybko się skończy. Mimo tego, że należała do Czarno Krwistych, mało obchodziły ją losy tego stada.
Przybyła na miejsce. Zmierzyła wszystkich lodowatym wzrokiem. Witam.-oświadczyła dumnie. Po co to wszytko jest?-Jej twarz pozostawała blada, i nie wzruszona ukryta pod maską obojętności.
Powrót do góry Go down
Yennefer

avatar

Posts : 129

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 6:49 pm

Yennefer usłyszała o zebraniu.. Więc postanowiła tu przyjść, ze zwykłej ciekawości. Pozytywne nastawiona i ciekawa tego, czego się dowie, a jak wiadomo wiedza jest bardzo ważna, wspięła się na szczyt wulkanu, a już za pierwszym wdechem zakasłała. Co za odór!- pomyślała, gdy wyczuła zapach spalenizny. To co zobaczyła ją zaskoczyło.. Jakaś ognisto czerwona klacz, wymachująca pochodnią i wyzywająca wszystkich.. Nie przypadła jej do gustu. A co Ona mi będzie rządzić?!- zbulwersowała się w myślach. Obok niej był niezbyt imponujący Yennefer ogier, starszy o najmniej rok od Yenn. Co prawda urodę miał, ale Wybraniec Pana Światła? Niech "Pan Światła" walnie się w łeb.- pomyślała.
Zauważyła Viennie, a zaraz po tym- Tormentę! Pośpiesznie spróbowała gdzieś się ukryć, by nie zwracać na siebie uwagi matki.. Czuła się trochę skrępowana.
Powrót do góry Go down
Damon

avatar

Posts : 146

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 7:34 pm

Obdarzyłem wszystkich przybyłych zimnym spojrzeniem a po chwili kącik moich warg uniósł się w górę. Zacząłem przechadzać się po sali, same klacze, brak poprzedniej władczyni. Żadna nowość. Mój krok był luźny, pewny siebie, trochę nawet groteskowy. Moje zęby się ukazały w odrobinę szaleńczym uśmiechu i machnąłem jedynie ogonem, na co ściana niebieskiego ognia obtoczyła szczyt wulkaniska. Zaśmiałem się pod nosem i odchrząknąłem, by zabrać głos.
- Dziękuje za przybycie, moi drodzy.- Ukłoniłem się i mój zielony płaszcz ze złotymi wykończeniami delikatnie opadł mi na grzbiet, zakrywając pas ze sztyletem. Kruk wciąż niewzruszony siedział mi na szyi. Przeszedłem jeszcze kilka kroków by zaraz potem zwrócić się znów do koni.
- Nie ukrywajmy, nasze stado jest w bardzo kiepskim stanie. Władza wyjechała na wieczny wypoczynek. Nie martwcie się, z tym już koniec, gdyż jestem Ja.- Stanąłem wyprostowany i uśmiechnąłem się szeroko, sugerując otwarcie.
- Ah, dodam jeszcze, że nie ma tutaj opcjonalności. Przyjmujecie moją kandydaturę lub giniecie.- Uniosłem brew dość wrednie a potem pod moimi kopytami zapłonął niebieski płomień, by tylko to podkreślić.

____________________________________________
*

KRUK DAMONASZTYLET | GŁOS
Powrót do góry Go down
Viennie

avatar

Posts : 87

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 7:42 pm

Zamrugałam obserwując go i siedziałam spokojnie na swoim miejscu które zajmowałam odkąd tylko oni tu weszli czy byłam nie wzruszona? nie dało się tego określić miałam swoje cele oraz zamiary machnęłam lekko ogonem i nastawiam uszy zmieniłam się nieco od ostatniego czasu, nie które moje szramy i ciapki poznikały bądź się pojawiły ale jedna rzecz pozostała, czerń wokół oczu  podniosłam się i spojrzalam na jego pokaz przemilczałam to ale ja zawsze milczałam, w oczekiwaniu na rozwiązanie sytuacji i na to czy podejmę jakieś działania czy nie.
Powrót do góry Go down
Tormenta

avatar

Posts : 292
Age : 16

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 8:51 pm

W milczeniu obserwowała każdego, kto tylko się zjawił na miejscu umówionego spotkania. Z szczelnie skrywanym zdziwieniem obserwowała klacz o płomienistej sierści, w myślach zadając sobie pytanie Co ona ćpała? O czym ona mówi? Sama nie wiedziała, czy sama była tak nieogarnięta, że nic nie wiedziała na temat "Pana Światła", czy może temat właśnie został wprowadzony. W każdym razie starała się zrozumieć słowa młodszej klaczy z rozpaloną pochodnią. Mimo wszystko, jej wyraz pyska nadal był nieodgadniony, ukryty pod pustą maską, na której ktoś zapomniał wymalować emocji. Potem pojawiła się klacz marvari, ale Tormenta nie chciała jej odpowiadać. I tak nie miałoby to sensu. Potem pojawiła się dobrze znana jej osóbka, za którą tak tęskniła. Yenn... - powiedziała w myślach, lekko się do niej uśmiechając. Jednak jej córka nadal jej nie wybaczyła. Właściwie Tormenta nie dziwiła się jej, sama by tak postąpiła na jej miejscu. Zachęciła ją jednak delikatnym ruchem głowy, aby się do niej zbliżyła. W pewnym momencie poczuła jak szpony jej ulubieńca zaciskają się na jej kłębie. Już przyzwyczaiła się do tego rodzaju bólu, nie przeszkadzał jej.
Obserwowała poczynania ogiera, na jej pysku znów nie gościł żaden wyraz. On miał być nowym władcą? Ok, ale kłaniać mu się jak na razie nie zamierzała. Według niej powinien na to zasłużyć, nie ma taryfy ulgowej.
W takim razie co proponujesz, aby Czarna Krew zajęła należyte miejsce, zasłużone miejsce na szczycie hierarchii? - powiedziała wprost, patrząc na niego. Ogień okazywał mu posłuszeństwo, ale jak na razie nie przyczyniło się to do polepszenia stanu stada. Ona i pewnie inni, oczekiwali czynów. Chciała mieć pewność, że Czarne Stado będzie miało godnego władcę. Cały czas jej wyraz pyska był poważny, bez jakichkolwiek emocji.
Powrót do góry Go down
Mefisto

avatar

Posts : 35

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 9:26 pm

Mefisto przyszedł tu z miną obojętną, poruszając się dość cicho. Kasztanek słyszał, że gdzieś tu jest zebranie, więc nie miał zamiaru go przegapić. Westchnął, gdy zobaczył kilka dorosłych koni, ale w prawdziwe zakłopotanie wprowadziła go obecność TYLU źrebiąt. Nie chciało mu się liczyć, ani nie chciał też się jakoś specjalnie wyróżniać. W ogóle nie chciał tu być, ale nie dał po sobie tego poznać.
Witajcie, jestem Mefisto. Ogier starał się zatuszować swój akcent, co niezbyt mu się udało. Po chwili ustawił się gdzieś z tyłu i zaczął prześlizgiwać sie po zebranych spojrzeniem. Uśmiechnął się, gdy zobaczył Flover. Skinął jej z osobna, niemal konspiracyjnie, jakby byli starymi, dobrymi znajomymi.
Powrót do góry Go down
Boreasz
Władca
avatar

Posts : 131

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 9:57 pm

Boreasz z wysoko uniesionym gęstym ogonem, przybył na szczyt wulkanu. Droga nie była łatwa, raczej bardziej niebezpieczna, ale jemu to nie przeszkadzało. Jego nogi były niemal dostosowane to wszelkich ekstremalnych zadań, mięśnie pracowały jak silniki, a on nie tracił tchu.
Z dumnym wyrazem pyska z lekkim uśmieszkiem, cwaniackim rzecz jasna, wszedł na to coś na czym wszyscy stali. Zmierzył wszystkich wzrokiem, dość odważnie, zwłaszcza klacze.. No i chciał trochę skrępować arabskiego ogiera, bo taki już był, arogancki kary ogierek. Zwłaszcza, że był w lepszej formie.
- A więc przybyłem.- rzucił bezczelnie jakby to on miał być władcą. Miał o sobie duże mniemanie.. Viserio.- powiedział do siebie, widząc piękną partnerkę.. Ogólnie serduszko trochę mocniej zaczęło mu bić na widok tylu pięknych potencjalnych partnerek.. A Ognista była wyjątkowo gorąca, jak pochodnia którą uniosła. Najadła się halucynków...- zażartował sobie z Kapłanki. Postanowił zrobić trochę szumu..
- Sądzisz, że twój "Pan Światła" wybrał by bachora na władcę?- odezwał się z zarzutami, pewnym siebie głosem. - Musiał by być idiotą.- uśmiechnął się z szyderą do kapłanki, spoglądając raz po raz na Viserię, jego piękną malhado.
Powrót do góry Go down
Viennie

avatar

Posts : 87

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 10:21 pm

Uniosłam brew słuchając wywodu starszego ogiera na temat tego ,że jesteśmy bachorami a już w szczególności Damon wywaliłam oczami próbując się odrobinę nie roześmiać
 - hej to nie od wieku zależy kto ile ma w głowie... w końcu... my równie dobrze możemy powiedzieć ze pan w średnim wieku tez by się nie nadawał. - Odparłam spokojnie zamyślona nad tym wszystkim i położyłam uszy do tyłu  obserwując każdego po kolei i oceniając go w swoich grymasach byłam na coś wkurzona choć sama nie umiałam ocenić na co, na taka dużą ilość nieznajomych tutaj, czy tyle nowych zapachów... a możne po prostu czułam samo zachowawczy nie pokój i wyczuwałam coś złego... nie miałam pojęcia ustawiłam się spokojnie i rozejrzawszy po zebrach. Nie byłam ponad całą ta sytuacją, ale też nie poniżej. Chciałam wiedzieć jak zareaguje stado na wieść o tym ze maja nowego władcę... I byłam również ciekawa ich zachowania w stosunku do tego. Od razu zauważyłam, że wytykaj go za młodość... Ale to nie oznacza przecież głupoty. Głupotą jest w tym momencie nie branie pod uwagę potęgi jaka może dysponować...
Powrót do góry Go down
Melisandre

avatar

Posts : 73

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 10:40 pm

Uśmiech, wielki i przepełniony czegoś w rodzaju pychy, zagościł na pysku Mel. Z radością patrzyła, kiedy przybywali kolejni, kolejni.. Im więcej, tym lepiej. Damona za władcę, musi uznać jak najwięcej koni, obojętnie jakich.
Rozpoznała wyrazy twarzy poddanych. Nie byli przekonani, nie byli. Ale w Damonie widziała już to, co miała widzieć. On już był Królem, w swojej duszy. Młodzeniec nawet przyprawił ją o słodki uśmiech, kiedy to zagroził śmiercią.. Jej metody były inne, nie lubiła dosłownych gróźb.
Kara klacz wyglądała na w miarę rozsądną, wojowniczka, aczkolwiek Melisandre dostrzegła w niej lekki niedosyt. Źrebakom się nie przyglądała, bo w sumie trudno określić co roi się w ich głowach.. Przyszedł też ogier, o intensywnie rudej barwie sierści, ale Kapłanka w porównaniu do niego, była istnym płomieniem. Lecz jego kolor jej się podobał. Niedługo po nim przybył pyszny, dumny ogier, którego najchętniej zdzieliła by w pysk. Iskry w jego oczach świadczyły o tym, jakie będzie miał zarzuty. Wspięła się na podwyższenie.
- Czym jest wiek, w porównaniu do mocy Czerwonego Boga? Czym są granice dla Pana Światła? Wybraniec jest jeden. Stoi przed wami.- zaczęła przemowę, głosem melodyjnym, słodkim jak miód. Mogła by wręcz hipnotyzować jego ciepłą barwą, a śpiewny akcent dodawał wszystkiemu niezwykłości. W świetle bijącym od wulkanu była jeszcze bardziej ognista. - Idiotą jest ten, kto wybiera złą drogę. Nie można dyskutować z Bogiem. Przed wami, stoi Wybawca. Od niego zależą losy. Ciemność nadchodzi, a z każdym dniem jest silniejsza.- ponownie wygłaszała czarującym głosem. - Noc jest ciemna i pełna strachów.
Uniosła pochodnię wyżej, a w szkarłatnych oczach błysnęło światło. - Wszyscy musicie uwierzyć. Musicie się wstawić po stronie Światła.- powiedziała spoglądając na nich z góry. - Stado jest osłabione. A nasz Wróg rośnie w siłę. Pojawiają się zdrajcy. Musimy walczyć. Ogniem i Krwią.- płomień nagle buchnął, a światło odbiło się w oczach. Z jej pyska popłynęła stróżka krwi. - Uwierzcie, a będziecie szczęśliwi. A teraz niech wasza krew spłonie, na cześć Pana i Wybrańca.- wyciągnęła pochodnię przez siebie, a jej szkarłatna kropla posoki, kapnęła do ognia, poczym buchnął jasnym światłem, rozniecając się bardziej. Ten ogień był niezwykły. - Zróbcie to, a razem osiągniemy więcej.

____________________________________________
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Nie Sty 17, 2016 11:42 pm

Erenszkigal, która z uśmiechem pełnym pogardy stała w cieniu, teraz wyłoniła się. Poruszała, patrzyła się, mówiła jak zabójczyni. Miała przyjąć władzę jakiegoś źrebaka, bo... Ją zabije? Czy on naprawdę myśli, że ktoś bez prawdziwej mocy nie zdobędzie nic. Nie będzie miał władzy, nie będzie budził takiego samego respetku jak ich poprzednia władczyni, Vitalia.
- A więc wasza dwójka próbuje narzucić tak naprawdę jakąś wiarę w wielkiego "Pana Światła"... - Prychnęła. - I dzięki temu zdobyć władzę. Sprzeciwianie się naszej prawdziwej religii i rzucanie takimi kłamstwami powinno być karane.
Uśmiechnęła się, ale nie był to przyjazny uśmiech. Mówił on jasno, że karą za to powinna być śmierć. Ta, którą ten źrebaczek groził im. Jej zimny niczym lód wzrok przeszył Damona. Jej obecność zawsze wywoływała chłód. Ogarniała nim wszystko, co znajdowało się wokół. I jeśli ten chłód natknął się na wroga, wtedy Erenszkigal wywołuję nawałnicę, która zmiata ich wrogów.
- Jak chcesz wypełnić swoją obietnicę związania z zabiciem nas, jeśli się nie zgodzimy, skoro jesteście tylko we dwoje? I że Vitalia rzeczywiście nie żyje? Skoro chcesz być władcą, pokaż dowody. Najpierw udowodnij nam swoją prawdziwą siłę. Być może oceniamy cię błędnie z powodu tak młodego wieku. Lecz to nie przekreśla potencjału, który możesz rzeczywiście mieć. Jednak wszystko musisz nam udowodnić. I nie próbujcie wciskać nam wiary w boga, którego nikt z zebranych nie zna. I skoro go nie zna, jest to niezgodne z naszą kulturą, religią. Obrażacie naszą świętą wiarę.
Jej oczy pozostały bez emocji. Nosiła na sobie zbroję, której nic nie przebije, nic nie potrafi jej złamać. Jeszcze nie tak dawno wykonywała misje dla stada. Była tą, która mordowała po cichu. Pozbywała się niepotrzebnych, zawadzających koni. Nocna Łowczyni, z którą łączyło się wiele opowieści.
- Mam na imię Erenszkigal. Mówią na mnie Nocna Łowczyni. Jestem gotowa ofiarować ci swą wierność dobrowolnie. Najpierw jednak przedstaw nam, co masz do zaoferowania. - Nie patrzyła na klacz, która najwyraźniej była jego mózgiem i najwidoczniej również za niego mówiła. Chciała zmusić go do tego, by to on coś powiedział, nie ona. Miała niepokojącą zdolność, próbowała ich za wszelkę cenę przekonać, wmówić im, że to, co mówi jest prawdą. Wyglądało na to, że zamiast jednego władcy będzie ich tak naprawdę dwóch.
Łowczyni nie zachwyciła się jej pokazem. Była znudzona.
- Może wreszcie zamilkniesz i niech wypowie się ten, który ma nami rządzić, a nie jakaś pierwsza lepsza heretyczka? - Jej głos był niczym jezioro, którego tafli nikt nie naruszył. Mogła zaakceptować tego młodziaka jako władcę, lecz nie ją. Czuła, że jej obecność może sprawić stadu więcej kłopotów, niż pożytku. Będzie ją miała na oku. Przeniosła swój wzrok na Damona.
- O ile ona zamknie wreszcie ten swój pysk i przestanie gadać w kółko to samo, wchodzę w to. Wykonywałam zadania dla Vitalii, ale coś mi podpowiada, że wreszcie zacznie się coś dziać. - Uśmiechnęła się democznie. - Podoba mi się to.
Bardziej chodziło jej o swoją własną korzyść. Mogła dla niego zabijać, wykonywać jakieś zadania. I będą one z pewnością opłacalne. Był młody, jeszcze wcale nie taki silny. Będzie potrzebował doświadczonych zabójców.
Powrót do góry Go down
Damon

avatar

Posts : 146

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 8:53 am

Obserwowałem uważnie reakcje każdego po kolei a lekki, jadowity uśmieszek wciąż nie schodził mi z pyska. Wiedziałem, że kapłanka próbuję wszystkich przeciągnąć na naszą stronę po dobroci, jednak oni dobroci nie potrzebowali. Byli tacy źli? A może tylko im się wydawało. Przechodząc obok głosicielki przeciągnąłem delikatnie po jej szyi, żeby dać jej do zrozumienia, że na razie ma się uciszyć. Miałem być władcą, wiedziałem o tym. Załatwię to sam, to cierpienie które we mnie owocowało już od początku było bólem. A tutaj? Tylko marny niedosyt niewierzących w samych siebie istot,  którzy mieli problem z porządnym socjalnym życiem. Grupa morderców którzy tak naprawdę w nocy kulili się i czulili do swoich partnerów. Pfy, takie mocarstwo nie przyznające się do uczuć, hipokryzja. Tormenta podeszła do mojej kandydatury bardzo poważnie, wiec skinąłem jej jedynie pyskiem, bo widziałem jej niedosyt.
- Coż mam do zaoferowania? A co oferowała wam Vitalia? Zapomnienie? Stado, które się rozsypało w zupełny proch? Mam moc, którą pragnę się z wami podzielić, pragnę wam przewodzić bo razem możemy zwyciężyć nad tym mrokiem, który formuję swoje siły. Nie zauważyliście? Porwania, konspiracje, zdrada?! Kto za tym stoi!? Kto przyczynił się do sekty odmieńców którzy chcą zabrać nasze miejsce, bo nasza formacja jest zanadto osłabiona przez niedosyt władzy?- Zapytałem się ich spokojnie, jednak mój głos odrobinę podsycał atmosferę.
- Chcę, żeby wszyscy wyszli stąd pewni tego, że wybrali mnie jako Króla a nie to ja się nim ogłosiłem. Składam więc wam propozycję bez względu na mój młody wiek.- Tutaj podszedłem do Boreasza, pewnie z uniesionym ogonem. Moja krótka grzywa, stercząca pionowo w górę, zupełnie równo obcięta nawet nie drgnęła. Uniosłem wyżej ogon, patrząc się mu w oczy.
- Byłeś tu cały czas, skoro uważasz, że jesteś bardziej doświadczony... Dlaczego nie zwołałeś zebrania wcześniej? Może dlatego, że wszyscy macie gdzieś co się z nami dzieje?! - Krzyknąłem jakby zachęcając do boju i odwracając się do wszystkich zgromadzonych.
Odwróciłem naglę głowę do siwej, pewnej siebie klaczy. Uśmiechnąłem się trochę zjadliwie ale nie dałem się sprowokować, pozwoliłem się jej wypowiedzieć świdrując ją swoimi oczami. W mojej postawie nie było ani lęku, ani obawy przed niewygodnymi tematami.
- Po pierwsze powiedz mi, czy ktoś odzywa się do Ciebie w sposób taki, jakim ty masz czelność odzywać się do mojej kapłanki? Wysłuchałem Cię, więc ty wysłuchaj i mnie, bez zgryźliwych tekstów i wyrzutów. Widzę, że jesteś opętana rządzą zabijania. To... dobrze dla wojny. Jednak czy nie będziesz się nią unosiła, przy możliwości ratowania życia? Konie zbłąkane, potrzebują twardego nakreślenia że ich miejsce należy tutaj, nie w konspiracji która zwiedzie ich na manowce. Nie powinniśmy każdego na wojnie zgładzać, powinniśmy ich oczyszczać, jak ogień. - W końcu odchrząknąłem i poprawiłem ciemnozieloną pelerynę, by zaraz spojrzeć po nich wszystkich.
- Nasza religia, to wciąż ta sama śpiewka, ci sami Bogowie tyle, że Pan Światła zostawał często pominięty w podaniach. Nikt już teraz o nim nie pamiętał, tylko najstarsi wiedzą o jego istnieniu. Dlatego stoję przed wami, żywy dowód wybrańca boskiego. Nie mówię tego z własnego ego, bo gdy byłem młody byłem obarczony wszystkim czym tylko mogłem zostać. Ale mówię to wam, żebyście w to uwierzyli. Jak bóg, który daje mi siłę by tworzyć ogień może być nieprawdziwy? Pokażcie mi choć jednego z was, który potrafi zrobić cokolwiek ponad dzierżenia miecza i leczenia ran. Dajcie mi do zrozumienia to, że się mylę.- Spowiłem wszystkich chłodnym wzrokiem i uśmiechnąłem się jednostronnie.

____________________________________________
*

KRUK DAMONASZTYLET | GŁOS


Ostatnio zmieniony przez Damon dnia Pon Sty 18, 2016 9:22 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Ramsess

avatar

Posts : 155

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 9:05 am

Przybiegłem tu lekkim kłusem. Miało tu się rozegrać jakieś spotkanie, a to, że ja należę do członków stada, także powinienem tu być. Była tu masa koni, jednak gdzieś miedzy nimi dostrzegłem Yennefer. Witam-powiedziałem głośnym, dostojnym głosem, żeby wszyscy mnie usłyszeli.
Nie rozumiałem jednego.. Jeśli moja mama jest władcą, to powinna tu być, a nigdzie jej nie było. Podbiegłem do Yen, z uśmiechem na pysku, choć byłem nieco zakłopotany. Hej Yen. Widziałaś moją mamę?-zapytałem, zagubiony. Po co w ogóle to zebranie?
Jaki Pan światła.-wtrąciłem się. Jestem Ramsess! Prawowity następca mojej matki Vitali.
Powrót do góry Go down
Damon

avatar

Posts : 146

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 9:18 am

Spojrzałem na pando podobnego konia który zaczął coś krzyczeć i jedynie uśmiechnąłem się w duchu. On miał być władca? Jeśli byśmy chcieli, żeby stado lubowało się w kolorach tęczy i mięciutkich rzeczach, to może. Zacząłem do niego podchodzić pewnym siebie krokiem, uśmiechając się nieco ironicznie.
- Władza nie jest już dziedziczna. A nawet jeśli by była, co masz do zaoferowania, jeśli nie zabrałeś stada i nie posprzątałeś brudu który narobiła twoja matka? - Zapytałem od razu i przechyliłem nieco głowę, by dodać sobie dziecinności. Widać było, że jeszcze nie wyrósł do końca z pieluch.
- Jeśli będziesz na tyle dobry i godny, zrzucisz mnie z tronu, gdy będziesz gotów, Wasza Wysokość. Królewska krew, to już nie te czasy, Mój drogi.- Ukłoniłem się mu nieco a potem uśmiechnąłem się znów parszywie, by wrócić wzrokiem do zebranych.

____________________________________________
*

KRUK DAMONASZTYLET | GŁOS
Powrót do góry Go down
Viseria

avatar

Posts : 147

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 9:22 am

Sądzicie, że uwierzymy w waszego Pana światła?-powiedziała ironicznie. Nie sądzę..-dodała, nieco głośniej. Słysząc wypowiedzi innych koni, można wywnioskować z tego jedną rzecz... Przynajmniej Viseria nie miała zamiaru wierzyć w jakiegoś Pana Światła, zresztą z innymi było podobnie.
Są chyba za bardzo pewni siebie, że przekonają taką ilość osób. Owszem, jeśli dadzą jakiś konkretny przykład, że ich bóg istnieje.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 9:46 am

Prychnęła pogardliwie. Najgorszym było to, że nie miał szacunku nawet do samego księcia. Kim był w porównaniu do prawowitego następcy tronu? Jedynie ogierem opowiadającym bajeczki razem z klaczą, która najwidoczniej do omotała.
- W takim razie kim jesteś ty, żeby grozić nam wszystkim? Kim jest twoja koleżanka, by narzucać nam istnienie jakieś religii? Jak widzisz, nikt nie chce o tym słuchać. To nie jest sposób na zdobycie władzy. Nawet, jeśli wkręcisz się na tron, reszta w takim wypadku nie zaufa komuś i czemuś, co jest dla nich obce. - Widziała, że jego zachowanie nie było godne kogoś, kto miał być władcą. Vitalia przynajmniej budziła strach, wszyscy się z nią liczyli. - Ja zabijam tylko konie, które okazały się być dla nas niewygodne. Owszem, uwielbiam zabijać. Całe moje życie się do tego sprowadza. Może i nikt o tym nie wie, ale jestem cieniem, który już od dawna chroni to stado. I to się nie zmieni. Nawet, gdy Vitalii już nie ma. Jednak oczekujesz od nas szacunku dla siebie i swojej samozwańczej kapłanki. Ty okaż taki sam szacunek nam, a przede wszystkim jej dzieciom, gdyż nie jesteś jeszcze władcą, nie stoisz ponad księciem. Twoja duma może okazać się zgubna nie tylko dla ciebie, możesz pociągnąć za sobą całe stado ku tej dziurze.
Spojrzenie, którym obserwowała Damona świadczyło o tym, że jest doświadczona i nie pozwoli, by jakiś młodzieniec, który jest tak naprawdę nikim nawet do prawdziwego księcia z krwi i kości nie miał szacunku. Znała swe miejsce w stadzie. On nie znał swojego. Jeśli oni go nie zaakceptują, nic nie osiągnie. Równie dobrze i teraz mogli go zaatakować i zabić za jego śmiałość.

Powrót do góry Go down
Melisandre

avatar

Posts : 73

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 10:03 am

Melisandre została uciszona przez Damona, na co zareagowała rozluznieniem mięśni. Stanęła więc i obserwowala, chociaż jej oczy gorzaly żywym ogniem, nie odzywala się.. Z każdą chwilą Wybraniec mówił dorosłej,  a jego słowa były wyjaykowo wiarygodne. Po prostu miał rację, mówił prawdę, taka jaka chciała usłyszeć Mel. 
 Stała w milczeniu trzymając pochodnie. Siwa abdaluzka była zuchwala, ale jej lodowate spojrzenie nie robiło na Kaplance wrażenia. Ona była ogniem, lód nie był jej straszny.
 Dało jej to do zrozumienia, że chcą dowodu istnienia Pana Światła. Postanowił to udowodnić. 
 -Panie nasz, Czerwony Boże, pokaz nam swą siłę- zaśpiewała niczym swiergot ptaków. Wtem zaczęło coś burzyć.. Ziemia zaczęła się trzasc. 
 Z rateru wulkanu, wyłonił się słup wrzącej ławy.. Nie spadał na ziemię był slupem w powietrzu. - Damonie, Wybrancu Pana Światła. Zawladnij tym żywiołem, gdyż BOG daje ci moc. Powiedziała uroczyście i podeszła do słupa ognia.

____________________________________________
Powrót do góry Go down
Boreasz
Władca
avatar

Posts : 131

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 10:31 am

ogier wydziawil oczy z niedowierzaniem.. Rozpoznał swoją córkę, Viennie, która nazwała go Panem w podeszłym wieku.. Jego córka miała rację. Viennie! Krzyknął by go rozpoznala. 
 Jego uwagę przykula kaplanka, lecz Samozwaniec ja uciszyl.. Przysluchiwal się i wiedział jedno, mówił z sensem. Boreasz raczej gdzieś miał bogów, więc wciskanie wiary w Pana Światła raczej go nie burzylo, wręcz przeciwnie.. A kaplanka mówiła takim pięknym głosem.. Raz kozie śmierć. 
 Słuchajcie. Żyje tu dość długo.. I co widzę? Nasi Bogowie są martwi.. Czy kiedykolwiek dali o sobie znać? Nie. Za to Bóg Kaplanki i Damona, jest żywy, widzę to.. Co nam pozostało? Patrzeć jak Czarna Krew się rozpada? Nie chce tego, chce by nasze stado odniosło sukces. I nie dopuszcze do upadku. Za wszelką cenę. Ten oto Mlodzoeniec.. To może być nasza ostatnia szansa. Wypowiedział się i podszedł do płomieni.. Przygryz wargi tak mocno, że splynela z nich krew. Chwała Wybrancowi. Jestem poddanym mojego władcy, Damona.
Powrót do góry Go down
Viennie

avatar

Posts : 87

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 3:10 pm

Nastawiłam uszy na sztorc słuchając ich wszystkich po kolei. Miałam sceptyczne nastawienie do całej sytuacji nie uważałam się za kogoś cudownego i wszechmogącego, ale też nie za głupiego. Spojrzałam na swojego ojca nie rozpoznałam go za pierwszym razem, dość długo już tu siedziałam i jakoś powoli pozbawiałam się swojego wzroku, wolałam działać na węch i słuch, tym bardziej dało mi to do skupienia na ich wypowiedziach. Odrobinę się skwasiłam za taka odpowiedź do niego, nie chciałam być nie uprzejma, mogłam się powstrzymać... wparował tu z niewiedzą jak wszyscy, nie dla jednego było to zaskoczeniem, Jeśli chodziło o sytuacje. Obserwowałam zebranych i ich wywody, które były potrzebne. Byliśmy pomimo wszystko jednym stadem i jeśli czegoś nie postanowimy, sami w kłótniach się zniszczymy. To było by dla nas zupełną porażką i upokorzeniem... Niegdyś nasze stado wspaniale silne! pełne władzy i życia... rozpadało się, chyliło wręcz ku upadkowi... A teraz niczym głupcy sami mamy je niszczyć od środka? Za razem mój Ojciec, Damon, i nawet ta kapłanka mają rację, bez względu na to kto ofiarował tą niespotykaną siłę ogierowi, którego znałam miało to na celu uratowanie tego niegdyś potężnego stada... I ukaranie wszystkich zdrajców. Stanęłam dość pewnie 
- Idę za Damonem.
Odparłam po prostu, ale z pełną powagą. Zmierzyłam dość uważnie wzrokiem siwą klacz. Była zbyt wierna poprzedniej władczyni. Czułam tylko zdradę nic poza tym. Następnie spojrzalam na kapłankę i ją w swojej młodej główce, oceniając czy... Można i jej ufać ?nie miałam pojęcia, nie czułam od niej tego co powinnam, zwłaszcza na jej kapłaństwo mierziło mnie to odrobinę. Nie byłam pewna przekonania się do niej ale...
-Zaufam i Damonowi I Kapłance Jeśli naprawdę chcą podnieść Nasze Stado na nogi. Nie mam nic przeciwko. Damona znam może nie doskonale... Ale jestem zdolna mu zaufać, a jeśli jestem zdolna do tego...- Tu spojrzalam na kapłankę, przeszywającymi oczami, unosząc swobodnie swoja ozdobioną wieloma barwami głowę.
 Jestem zdolna zaufać i tobie.
Odparłam z niewysłowioną szczerością a sekunda ciszy po mojej wypowiedzi pozwoliła rozejść się tylko, najzwyklejszemu głosowi po tym zadymionym wulkanisku.
Powrót do góry Go down
Damon

avatar

Posts : 146

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 3:43 pm

Oceniałem tą sytuacje dość sceptycznym wzrokiem, nie unosząc się jednak pychą. Kiedy moja kapłanka zabrała znów głos, uniosłem powoli uszy nasłuchując jej i naglę poczułem wzrost siły wywołany bliskością ognia. Moja siła woli od razu się odezwała a ja zerknąłem w stronę słupa gorącej magmy bulgoczącej tuż nade mną. Zarżałem coś nisko jakby z przyjemności i rozłożyłem nieco uszy.
- Chcieliście dowodu, niewierni.- Wyszeptałem i gorąc zaczął na mnie spływać, opatulając moje ciało, wtaczając się w moje żyły krew niemalże ognistego smoka. Zaraz potem skierowałem się do Viserii i podszedłem do niej bardzo spokojnie, uśmiechając się jednostronnie. Wyszeptałem coś w zupełnie nieznanym im języku, jakby przemawiali przeze mnie bogowie. W moich snach używałem tego zaklęcia wiele razy i miałem nadzieję, że skutki przyniesie upragnione. Niebieskie języki zaczęły łaskotać pęciny klaczy przyjaznym ciepłem a potem cisnęły ja w górę, utrzymując ja w lewitacji tak długo, jak ja trzymałem pysk w górze.
- Czy gdy teraz dostałaś swoje dowody czujesz się lepiej? - Zapytałem łagodnie, trochę kąśliwie i powoli się ukłoniłem, powodując, że klacz opadła delikatnie na ziemię. Ogień spłynął po ziemi i wdrapał mi się na nogi wciąż się tląc. Moja peleryna powiewała a ja założyłem powoli kaptur na głowę.
- Oferuję pomoc tym co mam, jestem waszym sojusznikiem. Chcę wam przewodzić w imię Bogów! Naszych Bogów a najbardziej Pana Światła.- Przemówiłem jeszcze raz, bardzo wyraźnie i spojrzałem na Eren. Byłem pewny siebie, to prawda. Ale zawsze szanowałem zdanie innych.
- Biała Wilczyco, nie mogę narzucić Ci wiary we mnie, to co robisz, jest twoją wolą. Nie podburzaj jednak tłumów broniąc starej Królowej. To ona doprowadziła to stado do tej sytuacji, do rozkwitu pogorzeliska które wypala nas od środka. Może i nie jestem księciem, ale chce dla nas wszystkich jak najlepiej. Jesteśmy silnym stadem, musimy się tylko podźwignąć z popiołów. - Kiwnąłem głową i zwróciłem się do Ramzesa.
- Jeśli będziesz godny następstwa, w każdej chwili będziesz mógł mnie obalić, pozwól mi jednak teraz zostać kimś, na kogo wybrał mnie nasz Stwórca.- Rozłożyłem uszy i uśmiechałem się jednostronnie, trochę infantylnie jednak wciąż na tyle mój pysk był nieodgadnięty, że nie dało się rozczytać jasno moich myśli. Zwróciłem się do ludu.
- Zatem... Kto przyłącza się do mnie i chce przywrócić stado do dawnej światłości?- Zapytałem stając obok Boreasza, który mnie poparł i kiwając głową do Viennie by też tutaj podeszła.

____________________________________________
*

KRUK DAMONASZTYLET | GŁOS
Powrót do góry Go down
Yennefer

avatar

Posts : 129

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 3:52 pm

Yennefer spojrzała na mamę. Może powinnam jej przebaczyć? Przecież.. Ona chce być tylko szczęśliwa..- pomyślała lekko zasmucona. Wciąż nie rozumiała co dokładnie się wydarzyło.. Ten ogier nie wydawał się zły.. Ale gdzie jest jej ojciec?
Wpatrywała się w ogień. Im dłużej, tym bardziej coś w nim widziała. Ogień był żywy, wiarygodny.. I był żywiołem Czerwonej Kapłanki i jej Wybrańca. Wciąż nie wiedziała za bardzo, co o tym sądzić, choć Viennie która była w podobnym wieku, zdawała się być po stronie Damona.. Był bardzo przekonujący, a zwłaszcza sztuczki z ogniem..
Kiedy Boreasz oddał mu cześć, Yennefer była trochę zdezorientowana.. A co mi pozostało oprócz tego? Muszę walczyć za moją ojczyznę..- pomyślała choć jeszcze się wahała.. Ale kiedy Viennie też to zrobiła, ona była pewna swojej decyzji. Podeszła do Ramsessa. - Dołącz ze mną, proszę..- poprosiła go i przytuliła, po czym podeszła bliżej słupa lawy, obawiała się trochę. - Ja.. Przyłączam się do was! Na cześć Damona i Pana Światła!- powiedziała stanowczo, i wtedy ostrym kamieniem lekko rozcięła sobie skórę.. Kropelki krwi spłynęła do ognia. Podjęłam dobrą decyzję.
Powrót do góry Go down
Flover

avatar

Posts : 274

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 4:16 pm

Słuchała tych całych kłótni. Odwzajemniła uśmiech Mefisto, a potem nadal przyglądała się każdej osobie (koniu), co miała swoją opcję.
- Jeśli nam pomożesz i faktycznie nasze stado się nie rozpadnie, idę z Tobą. Będę Ci służyć - skinęła głową - ale nie możesz Nas zawieść.
Dziwiło ją tylko, co ta mała wyrabiała... jakaś patologia? No błagam... W każdym razie, to jej wybór, arabka wtrącać się nie będzie. Jeśli faktycznie stado nabierze sił do władzy, będzie walczyć u boku Damona. Wiek jest nie ważny, liczy się coś innego. Stado jest ważne, to podpora tego systemu... wszystko nabiera koloru, koloru krwi i wojny. Nie obchodził ją jakiś tam Pan, jak i pewqnie większość obecnych, ale nie chciała psuć nadziei klaczkom.
Powrót do góry Go down
http://envelope.forumpolish.com
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 4:32 pm

Mimo, że widziała na własne oczy to, co się wydarzyło, nie zaczęła wierzyć w tego ich "boga". Jedyne co postanowiła, to przyjrzeć się uważnie tej jego "Kapłance". Teraz może mu pomagać, niedługo może zapragnąć więcej.
- Panie, tak samo jak ofiarowałam kiedyś swoje życie w kopyta Vitalii i dla niej zabijałam i szpiegowałam naszych wrogów, tak teraz będę służyła tobie. Zawsze będę zawlczyła ku chwale naszego stada. Niechaj więc na nowo odkryją naszą potęgę. - Ukłoniła mu się nisko, po czym stanęła. Reszta również zgodziła się, by został ich władcą po tym, co zobaczyli. Teraz już nikt nie miał wątpliwości co do tego, że można będzie spodziewać się po nim wielkich rzeczy. Bicz na jej szyi zalśnił, jakby już mógł wyczuć śmiertelność ich kolejnej ofiary, dotknąć niej.
Powrót do góry Go down
Viseria

avatar

Posts : 147

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 4:52 pm

Sama nie wiedziała do końca co zrobić.. Widziała co zrobiła klacz, jednak ani trochę nie przekonała się do tego, że ich Pan światła, istnieje. Zauważyła, że większość koni, zaczęła się z nimi zgadzać, ona także postanowiła dołączyć. Ja także postanowiłam do was dołączyć.-powiedziała, spoglądając na wszystkich po kolei. Nawet jeśli ona sama, zaczęłaby protestować, szanse na to, że wygra z nimi dyskusję jest bardzo marna. Będę Ci służyć Damonie.-dodała, patrząc na niego.
Powrót do góry Go down
Ramsess

avatar

Posts : 155

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 5:00 pm

Byłem strasznie zakłopotany. W końcu to ja miałem największe prawa, do tego by władać, szkoda tylko, ze większość osób, poszła w jego stronę. No cóż, nic nie mogłem na to poradzić, niż pogodzić się z całą tą sytuacją. Byłem wściekły na matkę, i nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ona odeszła, nie zostawiając mi żadnego wytłumaczenia.
Nie wierzyłem w Pana Światła.. Jednak.. kiedy podeszła do mnie Yen, coś we mnie pękło. Nie mogłem jej zostawić. Czułem, że jestem jej potrzebny.
Ruszyłem za nią. Nie odzywając się, uczyniłem to co ona, po czym odwróciłem się do ogiera, i skinąłem głową.
Powrót do góry Go down
Damon

avatar

Posts : 146

PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   Pon Sty 18, 2016 5:46 pm

Widząc to, że konie opowiadają się za mną poczułem się... dziwnie? Jakby cel który sobie obrałem właśnie się ziścił. Ogień w moim sercu zapłonął mocniej a ja uśmiechnąłem się łobuzersko by zaraz wziąć oddech i spojrzałem na nich wszystkich. Kruk się zerwał i zaczął latać po niebieskim sklepieniu nad nami. Ściągnąłem kaptur i gestem zaprosiłem wszystkich do siebie, stając pewnie. Reagowałem na każdy ukłon tym samym. Ogień otaczający szczyt wulkanu zgasł a w moich oczach pojawiły się iskierki.
- Niech więc tak się stanie, bracia i siostry! Jednoczmy swoje siły, wróg rośnie z sekundy na sekundę. Powinniśmy od razu rozpocząć treningi. Wzmacniajcie się przez różnorakie praktyki a jak będę waszym ogniem w ciemności! Przezwyciężymy ich wszystkich! - Mój głos był silniejszy z każdą chwilą. Tupnąłem ogniście nogą i na każdego, kto przyjął moje zwierzchnictwo spłynęła delikatna niebieska łuna, napawając serca gorejącym żarem. Zarżałem donośnie i poczekałem jeszcze tylko na ostatnich zgromadzonych by zadecydowali o swoim losie. Przyglądałem się im swoimi złoto-pomarańczowymi oczami.

____________________________________________
*

KRUK DAMONASZTYLET | GŁOS
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szczyt Wulkanu   

Powrót do góry Go down
 
Szczyt Wulkanu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Czarnej Krwi :: Terytoria :: Wulkanisko-
Skocz do: