Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Trująca Puszcza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Sty 26, 2016 5:47 pm

Włóczyłem się po całej krainie całkowicie bez celu, zupełnie przypadkowo dotarłem więc w głąb puszczy. Wlokłem się powoli, stawiałem kopyta chwiejnie, jakby z obawy, że mógłbym stracić równowagę. Strzelałem dziko oczami na boki. Nie chciałem nikogo spotykać. Nie teraz. Pragnąłem pobyć sam, najlepiej do końca życia. Moje myśli, niczym sztylety, przebijały mój umysł na wylot. Ich chłodna stal boleśnie przypominała mi o ostatnich wydarzeniach. Ona, a także głos, który nadal złośliwie nie chciał mnie opuścić. Przesunąłem językiem po świeżej ranie, która rozciągała się od kącika pyska aż do oka. Syknąłem cicho zlizując krew. Rana znowu się otworzyła. Prawdopodobnie przydałoby się, aby obejrzał to medyk, ale w tej chwili miałem to głeboko gdzieś. Czy kogoś obchodził co się ze mną dzieje? Więc cóż z tego, że wda się zakoażenie, czy inne takie pierdoły? Najwyżej zdechnę, a to akurat nie liczyło się już dla mnie. Starciłem absolutnie wszystko na czym mi zależało. Aż dziwne, że nie skorzystałem z propozycji demona i nie rzuciłem się do wulkanu.
No właśnie. Mogłeś mnie posłuchać. Usłyszałemszyderczy śmiech.
Zdąrzyłem się już chyba przyzwyczaić. Chociaż ciężko zaakceptować fakt, że coś wiecznie siedzi w twojej głowie.
Rozejrzałem się z rezygnacją. Puszcza jak puszca. Drzewa, trawa, krzaki i... koń? No nie! Czy znowu mam halucynacje? Zapytałem z wyrzutem sam siebie.
Tym razem to nie ja. I coś mi podpowiadało, że to prawda.
Jabłkowita klacz chyba nadal mnie nie zauważyła. Cholera. Przekląłem cicho. Ze wszystkich osób jakie mogłem spotkać jej nie chciałem widzieć najbardziej!
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Sty 26, 2016 6:13 pm

Była zajęta sobą i zrelaksowana, ale w końcu była zabójczynią. Nocną Łowczynią. Nigdy nie traciła czujności. Usłyszała najpierw ciche kroki. Udawała, iż wszystko jest w porządku, dopóki nie udało jej się wyłapać również szeptu. Nie słyszała, co powiedział intruz, lecz najwyraźniej było to przekleństwo.
Wciąż udając, iż wszystko jest w porządku, ruszyła przed siebie. Jej postawa mówiła o doświadczeniu, w razie gdyby obcy postanowił ją zaatakować. Niech wie, iż nie należy z nią zadzierać. Weszła w zarośla, tak by mieć pewność, iż jej nie widać i niezauważenie zaczęła cicho poruszać się w stronę źródła tamtego dźwięku w nadziei, iż nieznajomy zaczeka, aż Erenszkigal zacznie się bardziej zagłębiać w puszczę.
- Kim jesteś? - Zapytała, po co czym ją zamurowało. Co? Jak? Nie, nie, ma zwidy! Tutaj nikogo nie było! Przełknęła głośno. W sumie to było dobre pytanie. KIM jest? CZYM jest?
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Sty 26, 2016 6:36 pm

Klacz zaczeła się oddalać, albo raczej zataczać łuk. Pewnie próbowała zajść mnie od tyłu. Nie mogła wiedzieć, że ja... to ja. Kiedy w końcu się odwróciła, staneła jak wryta. Wpatrywała się we mnie intesywnie. Jej pytanie nie miało zbytnio sensu. Przecież mnie znała. I to bardzo dobrze. Nie odpowiedziałem. Nie mogłem. Zabrakło mi oddechu, nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Stałem więc tylko w absolutnym milczeniu, a demon w mojej głowie nucił wesoło piosenkę.

Pada deszczyk, pada.
Życie podupada.

Płaczę, radość mnie rozpiera.
Światło umiera.


W końcu na tyle doszedłem do siebie, by wydać z siebie jakiś odgłos. Na prawdę nie wiesz? Tak szybko? Znasz mnie przecież. Warknąłem cicho. Ze wszystkich sił starałem się walczyć z obrazem Erenszkigal wykreowanym w mojej pamięci przez demona. Erenszkigal jako zabójczyni, morderca, zdrajczyni. Ale dramatycznie przegrywałem tę walkę. Brakowało mi światła, które przeciwstawiłoby się mrocznej sile. Światła, które wcześniej miałem w jej osobie. I wtedy wróciły do mnie wspomnienia. Moje prawdziwe wspomnienia. O niej. Te, sprzed jego ingerencji. Czy byłem szczęśliwy? Nie mogłem w to uwierzyć. A jednak taka była prawda. Tamta Erenszkigal, która mordowała mnie w snach była kłamstwem. Okrutnym, jakże realistycznym, ale kłamstwem.
Mój oddech był ciężki. Na mrozie jaki panował każda mała dawka powietrza, która utrzymywała mnie przy życiu czysto teorytycznie zamieniała się w obłoczek pary. Krew kapała teraz swobodnie z pyska na śnieg, niepowstrzymywana przez mój język. Byłem maksymalnie spięty. Od kilku dni byłem karmiony półprawdą, a teraz to wszystko odbijało się na mnie z ogromną siłą. Musiałem zmierzyć się z rzeczywistością i z samym sobą. Uporać się z tym, co zrobiłem. Skrzywdziem ją. Zraniłem ją tak bardzo! Byłem pewien, że nigdy nie daruje mi tego. Bo i czemu? Chciałem ją zabić. Nie ona mnie. Ja. To ja byłem potworem.
Tego chciałeś?! Wydarłem się myślach na demona. W odpowiedzi otrzymałem jedynie szyderczy śmiech. Jego znak firmowy. Skąd się biorą takie szkaradctwa?
Erenszkigal... Mój głos drżał. Po raz pierwszy od tamtego czasu wypowiedziałem jej imię. Zabrzmiało jak przekleństwo.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Sty 26, 2016 7:58 pm

Zachowała kamienny wyraz swojego pyska, chociaż miała ochotę uronić łzy. Nie, nie tym razem. Wtedy płakała. Wtedy, kiedy go straciła. Próbowała walczyć o niego, dotrzeć, lecz on ją zaatakował.
- Kiedy ostatnio cię widziałam, tarzałeś się po ziemi i mnie zaatakowałeś. - Przypomniała mu, a jej oczy i głos zdradzały jej ogromny ból. Ponieważ to właśnie czuła. Fiin był jedynym koniem, który potrafił wywołać w niej jakiekolwiek uczucia. Wcześniej nic nie czuła. - Przykro mi, że mam wątpliwości co do tego, kto teraz przede mną stoi. Mój kochający i delikatny Fiin, czy też obłąkany ogier, który chce mnie zabić?
Nie będę płakała, nie mogę. Jednak teraz została sama w dwójką źrebaków. Jeszcze nie tak dawno nie chciała mieć nawet jednego. Co jeśli kiedyś natrafią na ich... Ojca? Nie dowie się o nich. Tak samo one nie dowiedzą się o nim. Nie mogła na to pozwolić.
Patrzyła jak jego krew spada na ziemię pokrytą śniegiem.
- Fiin... - Szepnęła cicho, czule. Wciąż go kochała, wziąć nie mogła o nim zapomnieć, dlatego tak cierpiała.
Wiedziała, że toczy kolejną walkę. Odsunęła się odrobinkę. Mógł ponownie ją zaatakować. Jej serce powoli pękało. Starała się, głównie dla swoich dzieci, by nie pękło. Lecz gdy usłyszała swoje imię, wypowiedziane z taką nienawiścią, wtedy rozbiło się na miliony drobnych kawałków.
Przywołała na swój pysk kamienny wyraz, próbując zamaskować ból, tęsknotę.
- Cóż, dobrze, że tutaj jesteś. Potrzebowałam tego. - Powiedziała spokojnie, jej głos nie zdradzał już żadnych uczuć. - Potrzebowałam zapewnienia, że między nami nie ma już żadnego uczucia.
Wróci do siebie. Zajmie się wojną, źrebakami, Haltem i jego watahą. Może nawet znajdzie innego ogiera. I zapomni o nim.


Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Sty 26, 2016 9:56 pm

Każde jej słowo sprawiało, że rozpadałem się coraz bardziej. Moje serce, podarte na strzępy, odpadało teraz po kawałku zamieniając się w brudną kupkę popiołu na śniegu zroszonym krwią. Nie dziwiłem się jej nienawiści. Zrobiłem coś okropnego. Chociaż nawet nie do końc to pamiętałem. To... działo się samo, bez mojej woli. Wtedy nie potrafiłem się powstrzymać. Nie potrafiłem ochronić jej przed sobą samym. To bolało. Bardziej niż fizyczny ból, niż paląca rana na policzku, niż wszystkie zadrapania. Nawet nie jej nienawiść. Raczej obojętność. Moje oczy były ciche jak wiór.
Zasłużyłeś na jej nienawiść! Jessssteś złem! Wysyczał demon, wprost do mojego ucha.
Przeszedł mnie zimny dreszcz.
Nie. To ty na to zasłużyłeś! Posłużyłeś się mną! To byłeś ty!
Moja rozpacz tylko podsycała radość stwora. Odżywiał się cudzym cierpieniem, a tu miał aż dwie ofiary, które mógł wyssać ze światła. Znowu poczułem, że mam serce. Tylko po to, aby demon mógł wyzuć je z ciepła. Było teraz bryłką lodu, którą Erenszkigal roztrzaskiwała wałkiem. Lub młotkiem.
Nie bardzo rozumiałem co się działo. Na początku... Wymówiła moje imię. Tak, że dała mi nadzieję. Sam nie wiem na co, ale... Później zrzuciła tą nadzieję z klifu. Wysokiego. Tak bardzo, że czekałem zszokowany przez chwilę zanim usłyszałem jak rozbija się o podłoże, tam w dole.
Z mojego gardła wyrwał się długi jęk. Stłumiłem go ntychmiast. Ona miała rację. Jak mogłem liczyć, że jest inaczej, po tym, co się stało? Po tym jak nieomal jej nie zabiłem? Ro-rozumiem Wyszeptałem w końcu. Tylko... jest coś jeszcze. Zmusiłem się, żeby spojrzeć jej w oczy. Ze wszystkich sił starałem się utrzymać to spojrzenie, jakbym chciał przepalić ją na wylot. Tak bardzo ją kochałem! W tym wzroku można było odczytać wszystkie zasrane emocje, które mną miotały. Lunara. I Aedion.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Sty 26, 2016 10:16 pm

Złamała go, widziała to. Tak samo jak on złamał ją. Nienawidziła siebie za to, jak w tym momencie wyglądał ogier. Jej Ukochany... Była zagubiona. To wszystko kazało jej wybierać. Nie miała pewności, czy Fiin znowu nie spróbuje jej zabić. Albo jej źrebaków. Może pomyśleć, że to dzieci Bursega i znowu oszaleć.
Przez chwilę na jego pysku zrobiła odbicie, jakby mały promyk nadziei, lecz zgłasł. Sama go przygasiła.
- Fiin... - Szepnęła ponownie. Nie wytrzymała. Po jej pysku zaczęły spływać łzy. - Kocham cię.
Nigdy nie przestała, nigdy nie przestanie. I chociaż starała się uwolnić, to należała do niego. W końcu stąd wzięły się te maleństwa. Były owocem ich miłości. A może to kłamstwo? Być może wcale jej nie kochał... Może robiła z siebie głupca? Ale było widać, jak bardzo jest zraniony.
Kiedy wypowiedział imiona źrebaków, nie wiedziała co ma powiedzieć.
- S-skąd wiesz? - Zapytała, jej głos pełen był emocji. W szczególności bólu. Tak bardzo chciała, by do niej wrócił.
- Ja... Ja po prostu się martwię. To co wtedy zobaczyłam... To nie byłeś ty... Wiedziałam... Czułam to... Ale to boli. I nie wiem nic o tym, co się dzieję. Nie chcę przechodzić tego po raz kolejny. - Płakała, płakała nad wszystkim, co utraciła. I chociaż zyskała dwie duszyczki, które ją kochały oraz które sama kochała, to pustka w jej sercu wciąż była ogromna. Wraz z jego odejściem została tam jedynie dziura. - Tęskniłam. Dręczą mnie koszmary. Na początku jesteśmy szczęśliwą rodziny, ty i ja, oraz nasze dzieci. Później wracam do domu, z polowania... I one nie żyją. A ciebie nie ma. I dzięki nim wiem, że nie chcę ich stracić. Straciłam już ciebie. Tylko oni mi pozostali.
Chciała, by ogier ją przytulił, pocieszył. Cała się trzęsła.
- Nie chcę tak żyć... Gdyby nie one, zabiłabym się. Widziałam nienawiść w twoich oczach. Jakbyś naprawdę patrzył na demona, w końcu dowiedział się, jaka jestem... I chciał mnie zgładzić. Naprawdę chciałam jedynie już umrzeć. Wykorzystana przez Bursega, opusczona...- Ohh, tak dobrze było w końcu się komuś wygadać. Wyglądała na zmęczoną. Mało sypiała w nocy, często odsypiała te nieprzespane noce za dnia.
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Sro Sty 27, 2016 11:56 am

Teraz nie rozumiałem już kompletnie nic. Co działo się z Eren? Miała prawo mnie nienawidzić, może nawet powinna, dla swojego własnego bezpieczeństwa. A ona? Mówiła, że go kocha!
Oszalała? To nie tak miało być! Rozczarowanie w głosie demona przyniosło mi dużą satysfakcję.
Ale zaraz to wszystko stało się nieważne. Nic mnie nie obchodził zły duch i jego podłe sztuczki. Teraz liczyła się tylko moja ukochana, to co czuła... Oddychałem ciężko, Tak, że zastanawiałem się, kiedy w końcu moje serce wypadnie ze mnie. Nie miałem pojęcia jak zareagować. Z jednej strony niczego nie pragnąłem tak bardzo, jak znaleźć się znowu przy niej. Z drugiej bałem się, że wszystko się powtórzy, że nie będę w stanie kontrolować tego wewnętrznego demona. Nic nie odpowiedziałem. Postanowiłem dać sobie i jej trochę czasu na ponowne przemyślenie całej tej sytuacji. Skąd wiem? Byłem tam. Odparłem po prostu. Nie mogłem tak po prostu odejść. Zostawić ją samą w tak ważnej chwili. I chociaż ona o tym nie wiedziała, obserwowałem ich przez cały czas. Za bardzo kochałem ją, Lunarę i Aediona by ich opuścić. Widziaem, jak bardzo cierpi klacz. Chciaem ją pocieszyć, nie mogłem znieść tego widoku. Masz rację. To nie byłem ja. Należały jej się wyjaśnienia. Nie kwestionowałem oczywistej prawdy. To co zrobiłem było straszne. Ale pragnąłem pocieszyć ją, uspokoić. To... coś kazało mi to zrobić. Niewiele pamiętam. On siedzi w mojej głowie, cały czas. Mówi do mnie, ale chyba potrafię go już kontrolować. Mój głos załamał się. Ciężko mi było o tym mówić. Bardzo. Gdyby coś ci się stało... nigdy bym sobie tego nie wybaczył! Nie mogłem już tego dłużej znieść. Podszedłem do klaczy i przytuliłem ją mocno. Tak za tym tęskniłem! Była tak ciepła... Żeby tylko się uspokoił. Nie mogłem znieść jej bólu. Cicho. Już o tym nie mówmy. Już po wszstkim... Musnąłe pyskiem jej szyję. Kocham się i obiecuję, że wszystko będzie dobrze. Chciałem żeby ta chwila trwała wieczność, jednak wszystko kiedys się kończy. Nigdy tak nie mów. Cofnąłem się o krok, chociaż bez przyjemności. Zmarszczyłem brwi. Co on ci zrobił? Zalała mnie fala gniewu. Jeżeli ten gnojek z przerośniętym ego ją skrzywdził... Chyba musiałbym go zabić.
Cieszysz się? Obudziłeś we mnie żądzę mordu. Wypomniałem w myślach demonowi. Nie doczekałem się odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Sro Sty 27, 2016 12:31 pm

Chciałaby, by był przy niej, już na zawsze. Jednak bała się ryzykować. Nie mogła już teraz myśleć tylko o sobie, o swoich pragnieniach. Jednak oni powinni przynajmniej znać swojego ojca. Czy na to pozwoli? Nie była pewna. Widział jak przychodzą na świat.
- Miałam nadzieję, że nie dowiesz się o nich... Myślałam, że już cię nigdy nie zobaczę. - Powiedziała jakby sama do siebie. Naprawdę tak myślała. Nie chciała, by też dowiedział się o młodych. - Podążałeś za mną?
Jak mogła go nie wyczuć? Jej instynkty ją zawiodły. I coś siedziało w nim. Demon? Wyglądał, jakby rzeczywiście został wtedy opętany. Jednak Fiin wciąż mógł stanowić zagrożenie. Dlatego zesztywniała trochę, gdy podszedł, by ją przytulić, ale jego zapach i dotyk sprawiły, iż szybko się rozluźniła. Wtuliła się w niego, wdychając cudowną woń jego sierści. Szkoda, że tak szybko ją puścił. Znowu poczuła pustkę. Wiedziała, że niedługo znowu odejdzie. I zostanie sama.
- On... - Zaczęła powoli. Co miała mu powiedzieć? - Zamknął mnie i wykorzystał. Chciał mnie tam więzić, dopóki go nie pokocham. Miałam być jego. I tak wiedziałam, że mnie nie wypuści... Postanowiłam udawać, że go kocham. Zadziałało to za pierwszym razem, kiedy on...
Fiin chyba zrozumiał przesłanie. Nie musiała raczej mówić nic więcej.
- To moja wina. Niepotrzebnie tam wracałam. Byłam tam z Haltem, moim wilkiem, ale w końcu zostałam sama.
Na pewno nie będzie zadowolony. Nienawidziła Bursega, z całego serca.
- No a ty tam wpadłeś i... Ehh... Resztę już znasz. - Dokończyła. Czy gdyby nie to, że ich zobaczył, byłby... Normalny? Prawdopodobnie tak. Demony wykorzystują słabsze umysły. Wiedziałam o tym całkiem sporo. Słyszała legendy, opowieści.
- Więc... Znowu odejdziesz? - Musiała spytać. Może tak będzie dalej? Jeśli nie jes pewny, że ma te cholerstwo pod kontrolą, to nie może ryzykować życia swojego, Aediona i Lunary.
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Sro Sty 27, 2016 7:49 pm

Moje myśli powędrowały teraz w stronę Luny i Aediona. Bardzo dziwnie było posiadać potomstwo. Nie wiem czy w ogóle byłem na to przygotowany. W każdym razie miały prawo znać swoich rodziców. Ja nie znałem i to nie było miłe. Chciałem aby one przeżyły prawdziwe, szczęśliwe dzieciństwo. Bez mordów, patologii... Chociaż ciężko raczej tego uniknąć w obecnej sytuacji. Nie sądziłaś chyba, że tak po prostu sobie odejdę? Nie tym razem. Domyśliłem się co jej chodzi po głowie. Potrafię być dyskretny. Kiedy chcę. Obdarzyłem klacz pięknym uśmiechem. Na powrót podeszłęm do niej i lekko trąciłem ją nosem. Może będzie skłonna mi wybaczyć. Kiedyś. W przyszłości. Spełniło by się wtedy moje największe marzenie. Bo w tej chwili niczego innego nie potrafiłem pragnąć. Nie musisz mi mówić, jeśli to dla ciebie zbyt bolesne. Zdawałem sobie sprawe, co może czuć Eren. Nie chciałem na nią w żaden sposób naciskać. To co przeżyła na pewno było straszne. Wiedziałem... z własnych doświadczeń. Nie miałem jej tego za złe, w żadnym wypadku nie mogłem jej za to winić. To Burseg. On mi za to zapłaci. Chociaż niekoniecznie dobrym pomysłem jest informowanie o tym Erenszkigal akurat teraz.
Wciągnąłem w nozdrza jej zapach. Był taki... cudowny, wspaniały, doskonały. Mógłbym tak wymieniać bez końca. Ale nie było na to czasu. Czasu zawsze jest za mało, dlatego należy wykorzystać go jak najlepiej. Nie wiem jak cię przepraszać za moją reakcję. To nie był tylko demon. Ja chyba byłem zazdrosny. Cięzko mi było się do tego przyznać. Na prawdę. Ale to nie miało teraz dla mnie znaczenia. Ważniejsze był, czy jej uda się o tym zapomnieć, wybaczyć? Spojrzałem na nią z powagą w oczach. Tylko, jeżeli tego pragniesz. Nie będę robił nic wbrew twojej woli. Ale gdybyś nie chciała mnie więcej znać, to prawdopodobnie by mnie zabiło. To była najszczersza prawda. Byłem pełny wątpliwości. Nie wiedziałem, czy uda mi się do końca wyprzeć obłęd z umysłu. Byłem za to absolutnie pewien dwóch rzeczy. Erenszkigal i jej obecność miała na mnie zbawienny wpływ. Oraz, że bez niej móje życie całkowicie straci sens.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Czw Sty 28, 2016 10:06 pm

Nie zostawi jej... Przynajmniej tak twierdził. Więc była jakaś nadzieja. Jednak ona nie wiedziała, czy mogła mu na to pozwolić. To był ten mur, który tak uporczywie ich dzielił. Sprawiał, że jednocześnie nienawidziła i kochała Fiina.
- N-naprawdę? Nie zostawisz mnie? NAS? - W końcu mieli razem dzieci. ICH dzieci. Słodkie, niewinne, takie kochane. Kiedyś nie była przekonana do rodzicielstwa. Najwyraźniej musiała to przetestować na własnej skórze, by zmienić zdanie.
- Nie... Po prostu za pierwszym razem prawie go zabiłam. Mogłam się upewnić, że rzeczywiście umarł i go dobić, zanim uciekłam. - Warknęła. Potrząsnęła łbem. Nienawidziła Bursega. Jednak on wziąć myśli, że ona jest w nim zakochana. Co za idiota!
- Wiem, że byłeś... Ale skąd miałeś wiedzieć, że ja udaję? Skąd miałeś wiedzieć o tym, co mi zrobił? - W sumie powinien był jej ufać, lecz nie mogła mieć do niego pretensji.
- Jestem moja... Po prostu... Teraz muszę myśleć o trzech duszach, nie jednej. Moją masz... Po prostu boję się o nich. - Powiedziała. - Wtedy... Kiedy zostałeś opętany i chciałeś mnie zabić... Liczyłam na to, że ci się jednak uda.
W końcu tak bardzo go zraniła. Zasłużyła na karę.
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Nie Sty 31, 2016 1:27 pm

Chociaż demon ciągle szeptał mi do ucha, coraz lepiej potrafiłem siebie i jego kontrolować. Właściwie, to pogodziłem się już z jego wieczną obecnością w moim umyśle. Nawet on nie mógł mi zepsuć tego spotkania z Erenszkigal. W myślach tryumfowałem. Coś jednak pozostawił po sobie poza swoimi ironicznyim komentarzami. Jakby to opętanie pozostawiło na mnie jakieś piętno. Nie koniecznie coś negatywnego. Wręcz przeciwnie! Czułem w sobie jakiś ogień, który zachęcał mnie do działania i dodawał sił. Teraz palił się wyjątkowo jasnym płomieniem, podsycanym za pewne przez obecność najdroższej mi osoby. Miałem już dość strachu i żalu. Nadszedł czas żeby zostawić przeszłość za sobą i zacząć żyć od nowa. Nigdy. Zapewniłem klacz żarliwie. Na prawdę tak czułem. Gdyby coś zmusiło mnie do rozstania z nią i naszymi dziećmi... Obawiam się, że nie przeżyłbym tego. Jesteście dla mnie najważniejsi. Stanowicie sens mojego życia, bez was... byłbym martwy. Skąd u mnie taka wylewność? Zmarszczyłem brwi na kolejną wzmiankę o Bursegu. Szczerze go nie nawidziłem, chociaż dziwne, że odkryłem to dopiero teraz. Burseg to wyleniały Halny Pierd i nie wątpię, że jesteś zdolna go zabić. Nie wiem tylko, czy należała mu się litość. Demon podsunął mi wizję Bursega płonącego na stosie, a później zjadanego przez szczury i tym razem nie wygnałem tych obrazów z umysłu. Wręcz przeciwnie, delektowłem się nimi. Miałem ochotę rozszarpać go osobiście, ale to musiało poczekać. Powinienem ci ufać. Powiedziałem z mocą. Moja reakcja była po stokroć głupia i będę ci szczerze wdzięczny jeśli zgodzisz się mi ją wybaczyć. W moim spojrzeniu mogła dopatrzyć się skruchy. Na prawdę zachowałem się... I bez sensu było zrzucanie winy na demona. To poniekąd jego praca, nie?
No właśnie. A to było wyjątkowo zabawne. Tym razem uciszyłem go dość stanowczo.
Patrzyłem na Erenszkigal. Widziałem tylko ją, moje spojrzenie wżerało się w jej duszę, jakby chciało przejrzeć ją na wylot. Płonąłem teraz nie tylko w środku, ale i na zewnątrz. Ten ogień oczyszczał. Przypomniałem sobie coś, co kiedyś jej powiedziałem. O płomieniu, który buduje. Dopiero teraz mogłem poczuć prawdziwe znaczenie tych słów. Nie pozwolę więcej żeby coś się wam stało. Już zawsze będę przy was, jeśli tylko mi pozwolisz. Całe moje jestestwo wyrażało błaganie. Chciałem żeby się zgodziła, a wtedy wreszcie mógłbym być szczęśliwy. Nigdy, przenigdy tak nie mów, proszę. Nie mogę tego słuchać. Uśmiechnąłem się do niej pokrzepiająco. Miałem nadzieję, że na prawdę tak nie myślała. Razem będzie nam łatwiej. Jestem pewien, że jesteś cudowną matką, ale to niesprawiedliwe, żebyś dźwigała ten ciężar sama. Chcę ci pomagać w wychowaniu naszych dzieci. Pamiętaj, że zrobię dla ciebie wszystko.
Powrót do góry Go down
Erenszkigal

avatar

Posts : 1087

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Pon Lut 01, 2016 9:55 pm

Ciężko było uwierzyć jej w to, że źrebaki, których nie znał mogły już być sensem jego życia. Jednak głęboko chciała w to wierzyć. Naprawdę. Niczego tak bardzo nie pragnęła. Jedynie jego miłości, szczęśliwej rodziny. Już bez tej pustki po Fiinie, którą musiała zapełniać. Bolało ją to, że jej maluchy dorastały bez ojca. Wiele tracą, niestety. Matka nigdy nie mogła być tak wielkim autorytetem, jakim był ogier. Tak wywnioskowała z lat obserwacji i rozmów. To zwykle ogier był tym, który podtrzymywał całą rodzinę. Inaczej domek się zawalał. I to ona musiała trzymać go za ich dwoje.
- Jestem twoja... Tylko twoja. Gdybym miała jedno życzenie od bogów i mogłabym uratować ciebie albo nasze dzieci lub pomóc jakoś naszemu stadu, usunąć z tego świata wszystkie choroby, to wybrałabym was. Nie zastanawiałabym się nad tym. - Zapewniła, a jej ciemne oczy pełne były ogromnych łez, które nieco przeszkadzały jej w prawidłowym widzeniu. Mrugnęła kilka razy, by je odpędzić. - Chociaż... Nie pogardziłabym bronią. Kocham broń. - Powiedziała żartobliwie. Chociaż rzeczywiście uwielbiała broń. Jej bicz odbijał leniwie światło.
Roześmiała się.
- Halny Pierd? - Wybuchnęła śmiechem. Dawno już nie była taka zrelaksowana. - To genialne. Ty jesteś genialny. I cudowny. Kocham cię.
Naprawdę go kochała i zależało jej na tym, by wszystko dobrze się skończyło. Zapewnił ją, że więcej to się nie powtórzy. Uwierzyła mu. Tylko jemu wierzyła. Znowu spoważniała. Ich rozmowa w końcu była poważna.
- Dobrze... - Szepnęła, zgadzając się na to, by był z nimi. By jej pomagał. - Chodź. Wracajmy. Chcę spędzić z tobą czas gdzieś indziej. I... Musisz poznać dwie z trzech najważniejszych koni w moim życiu.
Aedion i Lunara zasługiwali na to, by dowiedzieć się prawdy. Teraz albo już niedługo, kiedy rzeczywiście będzie pewna, że ten demon nie powróci. Jeśli tak będzie i przywiążą się do Fiina, nie będzie łatwo. Miała nadzieję, że tak się nie stanie. Jej serce nie przetrwa kolejnego rozstania.

z/t
Powrót do góry Go down
Fiin

avatar

Posts : 101

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Wto Lut 02, 2016 9:40 pm

Płomień w moim wnętrzu stopniowo wygaszał się, co dało mi prawo sądzić, że nadal panuję nad wszystkim. Słowa Eren były jak... ciężko jest znaleźć dobre określenie nie posługując się za razem utartymi banałymi, które może i przemawiając do wyobraźni, ale kompletnie nie odpowiadają realiom, prościej mówiąc, są zwyczajnie nieszczere. Roześmiałem się cicho w reakcji na żart. Jak ja dawno się nie śmiałem! Żartująca Erenszkigal. Nigdy bym się nie spodziewał, że kiedyś uda mi się podziwiać taki cud! Ale, nie powiem, całkiem mi się to spodobało. Wyczułem, że klacz jest zrelaksowana. To także nowość. Przy niej również ja się uspakajałem. Wiem o tym. Uśmiechnąłem się wyniośle. Ja ciebie też. Dodałem już normalnie.
Jej dalsze słowa sprawiły, że spoważniałem. Nie mogę się doczekać. Wiesz, że będziemy musieli im powiedzieć? Na moim pysku znów zawitał uśmiech. Chyba nie powiedziałaś naszym dzieciom, że ich ojcem jest Burseg? Udałem oburzenie, ale prawdopodobnie mi nie wyszło. W dobrym nastroju razem Eren opuściłem puszczę.

z/t
Powrót do góry Go down
Boreasz
Władca
avatar

Posts : 131

PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   Sob Cze 11, 2016 5:38 pm

Sprężystym kłusem przemierzał swoje tereny, jak to zwykle. Nic nowego. Wciąż tylko tu tkwił i wypatrywał, co napotka na swej drodze.
Trzeba zwołać zebranie..- pomyślał, strzygąc uchem. Wrogie stada rosły, a na rozwój nie mógł im pozwolić. Czarna Krew odniesie sukces, zwłaszcza pod jego rzędami.
Przeskoczył kłodę, wzbijając się w powietrze niczym startujący ptak. Na myśl przyszła mu nagle Viseria i ich córka, Serra. Gdzie jesteś, Serro? zmarszczył czoło, kochał swoje źrebięta.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trująca Puszcza   

Powrót do góry Go down
 
Trująca Puszcza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Czarnej Krwi :: Terytoria :: Dżungla abîme-
Skocz do: