Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 tropikalna izolatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Ondunurmann



Posts : 70

PisanieTemat: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 2:51 pm

Izolatka, to miejsce raczej nie wyglądające miło. Jeśli ktoś potrzebuje się odizolować.. Ogólnie klatka jest duża, kraty oddzielają więźnia od wolności. Jest też wyposażona w najróżniejsze paliki, kółka do wiązania, a obok niej w narzędzia tortur.. Miejsce jest zimne, ponure i ciemne.
Powrót do góry Go down
Ondunurmann



Posts : 70

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 2:58 pm

Przybyłem tutaj bardzo skupiony, ostrożnie i z wdziękiem kładąc kopyta po kamiennej posadzce, jaka następowała po miękkiej glebie. Ciągnąłem za sobą Hajfę, klacz, która na pierwszy rzut oka była konikiem polskim. Zresztą wyczułem też woń słodkiej ruji, ale miałem wrażenie, że zaach nieco osłabł przez co można pomyśleć, że niedługo jej się skończy.. A ja nie chciałem przepuszczać takiej okazji. Wprowadziłem ją do izolatki, niestety musiałem się do tego posunąć, bo w celach już i tak był niezły tłum a ja chciałem mieć spokój. Spojrzałem niepewnie na Hajfę.. Mimo mojego charakteru i wrażenia, nie miałem zamiaru cieszyć się jej krzywdą. Założyłem jej szybkim ruchem obrożę na szyję i przykułem do sciany. -Może to Cie nauczy nie szwędać się po cudzych terenach..?- zapytałem na pierwsze słowa. - Wiesz co Cię czeka? Bo robisz dobrą minę do złej gry.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 3:18 pm

Szłam za ogierem całkowicie zadowolona z życia. No wiedziałam, że z niego to pewnie niezły romantyk i na pewno będę się z nim świetnie bawić. Szłam z uśmiechem na pysku, i radością w oczkach, a stukot moich ślicznych kopyt roznosił się dźwięcznie do okoła. Weszłam ostrożnie do celi i obserwowałam jego każdy ruch. Nie ogarniałam dlaczego zapina mnie i zakłada jakieś gówno na moją ''umięśnioną'' szyję.
Pff.. mi to nie przeszkadza..-powiedziałam oburzona. Pff.. co on będzie mi rządzić? Wiesz mi to pasuje, że akurat trafiłam na ciebie-powiedziałam zachwycona.
Powrót do góry Go down
Ondunurmann



Posts : 70

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 3:50 pm

Wprowadziłem do celi Hajfę, która była zadowolona z tego, że trafiła do lochów.. Jakiś wybryk natury? Większość błagałaby, prosiła, by tylko ich wypuścić, dać wolność i nic nie robić.. A tej tutej się podoba.. Coraz bardziej zadziwiała mnie. Nie była też zadowolona z tego, że ją zapiąłem.. Mimo wszystko, gdyby coś odwaliła, to mi nie zwieje, proste, a nie mam pewności co do jej intencji.
Hera należała do ładnych klaczy, może nie zupełnie w moim stylu, bo najpiękniejsza była Tormenta, ale niewysoka i o ładnych rysach całkiem mi wpadła w oko. Jeszcze bardziej działała na mnie jej ruja, a wiadomo jak to działa na ogiery.. Gdzieś w naszych głowach zawsze jest to coś, że po prostu geny trzeba rozsyłać, a czemu by nie mieć kilku potomków? Z racji na moje świetne pochodzenie, nikomu nie zaszkodzę, a uszlachetnię.
Podeszłem do niej bliżej.. Przejechałem po jej szyi chrapami, tak dla gry wstępnej. Potem po kręgosłupie, podszczypałem ją też w kłąb. - Byłaś już kiedyś w takiej sytuacji?-zapytałem z zainteresowaniem. Byłem bardzo podniecony, muiałem się wstrzymywać przed samym sobą. Podeszłem do jej zadu i zacząłem podgryzać nasadę ogona, by go odsłoniła.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 5:16 pm

Spoglądałam na to ciacho, co stoi koło mnie. No po prostu nie wierzyłam w to, że spotkałam takiego pięknego fagasa. Jak opowiem to Dalli to pewnie będzie mieć zazdro.. Kiedy przejechał chrapami po mojej szyi, od razu wiedziałam, że mnie kocha. I wiedziałam, czego chce, no oczywiście ja na niego miałam wielką chrapkę.Oczywiście, że tak.-powiedziałam, przymrużając oczy z przyjemności. Jednak nie miałam, pewności na to, żeby dać mu dupy..Jestem młodą, atrakcyjną klaczą, i nie chce skończyć tak prędko ze źrebakiem. Jednak nie mogłam oprzeć się pokusie, naparłam na jego klatkę piersiową a przy okazji podniosłam lekko ogon. Na pewno nie jesteś pewien, tego, żeby to ściągnąć? -zapytałam, spoglądając na niego.
Powrót do góry Go down
Ondunurmann



Posts : 70

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 8:21 pm

Zauważyłem, że Hajfa spogląda na mnie, non stop.. Widywałem różne klacze, ale takiej, to chyba jeszcze nie. Znałem panikary, te odważne, skryte, otwarte, ale nigdy klaczy która po prowaniu przez inne stado, cieszyła by się i z chęcią rozdawała zad na boki... What? Zadziwiała mnie.. Może nie pozytywnie, raczej nieutralnie, aczkolwiek nie przeszkadzało mi jej zachowanie. Wyraźnie podobało jej się to, kiedy wodziłem chrapami po jej szyi i grzbiecie.. TO kiedy zaszedłem ją od tyłu również. Pomasowałem nosem lekko jej udo po czym jeszcze raz na nią spojrzałem. Nagle klacz naparła na mnie klatką piersiową, masakra jakaś! Ale nie mogłem już dłużej czekać- wzbiłem się w górę, opadając na niższą i slabszą klacz, część ciężaru przeniosłem na własne nogi, męczenie jej nie było moim celem. Jej pytanie zignorowałem, na odpowiedź było już za późno. Żałowałem, że nie mogła to być w tej chwili moja Tormenta.. Tęskniłem za nią.
Wsunąłem się w nią, i zacząłem wykonywać powolne ruchy biodrami. Objąłem jej boki przednimi kończynami, trochę zaciśniłem uchwyt, by mi nie zwiała. Przyciągnąłem ją lekko do siebie dalej poruszając biodrami.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Lis 16, 2015 8:33 pm

No trzeba było przyznać, że jestem mega laską i on pewnie takiej na oczy nie widział. Wiedziałam, że mu się podoba i na pewno coś do mnie czuł. W koncu jestem taka czarująca..Drugi raz byłam w takiej sytuacji, ale oczywiście byłam super doświadczona i wiedziałam jak się zachować. Był przystojny, ale do szczupłych nie należał. Było mi trochę ciężko , gdy na mnie wlazł. Gdy nagle poczułam go w sobie, co było bardzo przyjemne. Sama zaczęłam wykonywać ruchy zadem, żeby zwiększyć sobie i jemu przyjemność.
Powrót do góry Go down
Ondunurmann



Posts : 70

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Wto Lis 17, 2015 5:59 pm

Faktycznie do szczuplych nie nalezalem, bo raczej nie chciał bym być jakimś szczypiorem który złamie się wpół na podmuch wiatru. Zresztą nie tego oczekują klacze od ogierow, najbardziej obchodziło mnie zdanie Tormenty, mojej ukochanej.
Przyspieszylem ruchy i mocniej objalem klacz nogami. Klacz miała wysokie mniemanie o sobie ale cóż, brzydka nie była, wzrok mam dobry. Gdy ta zaczęła poruszać zadem, było coraz bliżej końca, aż wreszcie nastał finał sytuacji a zyciodajny płyn zaplodnil klacz. Zqrzalem nisko na jej grzbiecie, po czym się z niej zsunąłem i stanąłem obok niej. - Cóż. Teraz musisz wybrać, czy chcesz zatrzymać źrebaka, czy też zostawić go ze mną.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Wto Lis 17, 2015 8:30 pm

Byłam zachwycona, widać było, że jest mega doświadczony. A wiadomo, że ja zawsze wiedziałam najlepiej. Wiedziałam, też, że to ja byłam najlepsza w takich sprawach i na pewno jemu się podobało. Kiedy ogier przyśpieszył ruchy zadem, ja spojrzałam na niego z uśmiechem. Kiedy nagle mnie zapłodnił, byłam trochę zła, że tak szybko się skończyło. Zlazł ze mnie. Jednak słysząc jego pytanie, zrobiłam chamską minę. Pff.. ja już dopilnuje, żeby ten źrebak się urodził. Yyy... pff... nie urodzę go. Nie mam zamiaru zepsuć mojej pięknej sylwetki.-powiedziałam oburzona.
Powrót do góry Go down
Ondunurmann



Posts : 70

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Lis 18, 2015 2:15 pm

Hajfa zdawała się być zachwycona ta sutyacją, co jak podkreślałem, bardzo mnie dziwiło. Zresztą inne klacze stwarzaly by problemy, chociaż Ondi miał ochotę trochę powalczyć.. To znaczy pomeczyc się z niegrzeczną ofiarą. Nie za bardzo spodobało się mu to co mówiła. - Urodzisz. Inaczej znowu Cie dorwe i tym razem tak miło nie będzie. U nas znajdzie zastepczą matkę.. A jeśli je zachowasz, to nie będę Ci bronił. A teraz.. Żegnaj. powiedział po czym wyszedł zostawiając otwarte drzwi by Hajfa mogła uciec.

Zt
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Lis 18, 2015 5:21 pm

Wolałam się z nim nie kłócić, dlatego byłam cicho i robiłam tylko chamskie miny. Było oczywiste to, że kurde nie urodzę, będę się tak długo kopać w brzuch, aż nie poronię..Nie chce ryzykować, utraty mojej pięknej, seksownej budowy, żeby urodzić jakiegoś bachorek. Nara..-odpowiedziałam chamsko. Nawet na niego nie spojrzałam, pewni był załamany tym. Kiedy Ondi wyszedł ja również nie zostałam długo. Po czym wykłusowałam.

z/t
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Wto Gru 22, 2015 8:56 pm

Wszedłem tutaj, prowadząc na linie ogromną klacz... która już mi raz umknęła. No ale skoro teraz sama do mnie przyszła to spodziewałem się, że tym razem będzie grzeczniejsza. Albo raczej niekoniecznie będzie grzeczniejsza, bo ta chyba lubiła trochę urozmaiceń w trakcie zbliżeń z ogierami, ale przynajmniej nie będzie chciała ponownie ode mnie zwiać. Na wszelki wypadek co jakiś czas, w trakcie prowadzenia jej, zarzucałem grzywą, aby ta mogła dostrzec, jaka ona jest piękna, bujna i długa. Zachwycona na pewno mi się odda. No i nie oszukujmy się, że wybór miejsca nie był podyktowany bezpieczeństwem. Z mojej jaskini udało jej się uciec - z izolatki powinno być to znacznie trudniejsze. Przynajmniej teoretycznie.

Po wejściu do środka, natychmiast zamknąłem drzwi na klucz, a następnie podszedłem do wysokiego pala znajdującego się na środku pomieszczenia, aby założyć Myst mocną obrożę, która była przykuta grubym łańcuchem do tego drąga.
- No to ponownie się spotykamy. Cieszę się, że zrozumiałaś swój błąd i wróciłaś do mnie. - podzieliłem się z nią swoją radością.
- To co? Jakie masz plany? Jakieś prośby, sugestie, pomysły? - dopytywałem - Znowu chcesz, by Cię spętać? Jakieś kajdany, przykucie nóg do posadzki, kagańce? Czego sobie życzysz? - proponowałem jej - A może mi coś doradzisz? Coś mi się wydaje, że z naszej dwójki to ty masz dużo większą wiedzę na temat unieruchamiania, czy może raczej bycia unieruchamianą? - domyśliłem się.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Gru 23, 2015 12:39 pm

// Nie Myst, tylko Nagger

Weszłam za nim potulnie, nie dając mu żadnych powodów do uważania mnie za groźną. Nie miałam w planach za dużo się wyrywać, raczej wolałam być bardziej posłuszna i przyjemniejsza, żeby sprawdzić, jakie to zrobi na nim wrażenie.
Kiedy jednak ten chciał założyć na moją szyję obrożę, błyskawicznie plasłam na ziemię, kopnęłam go z całej siły z pozycji leżącej w staw skokowy, podniosłam się i ponowiłam atak, tym razem w słabiznę. Potem odskoczyłam jak najdalej od niego, chwyciłam w zęby jakiś sztylet z kolekcji wiszących na ścianie i stałam z lekko pochyloną głową, gotowa do zaatakowania go, gdyby chciał znów zbliżyć się z łańcuchem, warcząc jak wściekły pies.
- Tylko spróbuj się zbliżyć z tym plugastwem, to zostaniesz z łysą glancą! - zagroziłam. Co to jest glanca? W sumie miałam tendencję do używania słów, których znaczenia nie znałam a także tych, których istnienia nie byłam pewna. Tak było i tym razem. Cóż, ponieważ glanca podkreśla mi się tu na czerwono, zakładam, że nie istnieje, no ale napisałam to nie będę skreślać. Chociaż, z drugiej strony, niech będzie. Tylko jakim słowem ją zastąpić? Użyłam tego wyrazu, bo dobrze brzmiał w połączeniu z "łysą", a dla mnie ważniejsze było ładne uplastycznienie tekstu niż dbanie o normy wymyślone przez mądralców. Dobra... Załóżmy, że jestem futurystką i miejmy tą glancę z głowy.
- A może by tak wyrwać się wzorom? Nie nudzi cię to, że wiecznie robisz tylko to samo? - nie to, że sama chcę kręcić sobie stryczek. Wolałam jednak poprzekomarzać się z nim, niż skazywać się na mękę nudy w Tropikalnych Lochach. Swoją drogą, co za głupia nazwa. - Gdzie się podziało stare, dobre przykuwanie ofiary za kopyta, głową w dół, do sufitu? Albo wiązanie samej głowy do pala? Ewentualnie przednie-nogi-do-podłogi? Masz łeb pozbawiony weny twórczej - prychnęłam i mocniej złapałam sztylet zębami, żeby mi się przypadkiem nie wymsknął.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Gru 23, 2015 1:19 pm

//No tak, zapomniałem, Nagger Znasz trochę angielski: https://www.youtube.com/watch?v=IwrUkeYxUF0 ?
// Trochę mi zajęło zastanawianie się, dlaczego Ci podkreśla słowo glanca, bo też mi się ono wydaje znajome. I rzeczywiście takie słowo istnieje, ale trochę przekręciłaś pisownie. Powinno być: glaca

Prowadząc klacz czułem się troszkę dziwnie. Była znacznie większa ode mnie. Szła na szczęście grzecznie i potulnie, bo jeśliby się wyrywała, to bym się pewnie musiał sporo z nią namęczyć. A skoro była taka posłuszna, to nie musiałem być nawet zbyt ostrożny. Albo tak mi się przynajmniej wydawało... bo jej nagły atak mnie całkowicie zaskoczył. Najpierw oberwałem w staw skokowy, a następnie zaliczyłem strzała w słabiznę. Było to takie szybkie i takie niespodziewane, że jedyną moją reakcją było kwiknięcie z bólu. Widząc, że ta chwyciła sztylet, jest w pozycji bojowej i warczy... to ostatnie co chciałem teraz zrobić, to zbliżyć się do niej.
- Ale... ale skąd te nerwy? - spytałem, cofając się o krok. Nie byłem głupi - nie zamierzałem jej atakować. Żaden normalny ogier nie atakuje wściekłej klaczy z noże. No chyba, że ta ma ruje. Nagger na szczęście nie miała. I dobrze, bo może bym się na nią rzucić, nadziewając się na nóż.
- Wyrwać wzorom? Ale... ale o co chodzi? - nie rozumiałem o co jej do diaska może chodzić. No i nie miałem pojęcia, dlaczego miałoby mnie to nudzić. Za każdym razem bawiło mnie to tak samo. A może nawet bardziej. Ale długo nie mogłem się nad tym zastanawiać, bo jej kolejne słowa mnie zszokowały. Aż rozdziawiłem pysk ze zdziwienia i stałem w takiej pozie chwilę, dopóki się go w końcu nie zdecydowałem zamknąć bo uzmysłowieniu sobie, że muszę wyglądać głupio.
- A... a lubisz takie rzeczy? - aż się zdziwiłem - Jeśli chcesz... to mogę coś takiego Ci zaproponować. Jakieś... konkretne prośby? Cz mam... coś wymyślisz? - spytałem uważnie cedząc słowa. Musiałem przyznać, że klacz ma sporą wyobraźnię... naprawdę sporą.
- To... to czego sobie życzysz? - spytałem się. Byłem w stanie się na wszystko zgodzić - byle tylko nasza zabawa mogła się wreszcie zacząć.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Gru 23, 2015 1:40 pm

// A no właśnie. Tyle, że glanca brzmi lepiej więc i tak wszystko zrobię po swojemu.

Złączyłam przednie i tylne nogi, "bujając się" na kopytach niczym ludzkie pomioty na tych śmiesznych płaskich stopach. Nóż zaczął mi ciążyć więc zaczęłam sobie go wesoło podrzucać w powietrze, za każdym razem zręcznie chwytając za rękojeść.
- Nerhwy, mój drhogi - powiedziałam i czknęłam wymownie. - Biorhą się z tego, że przy niektórhych koniach nuda staje się dokuczliwsza niż przy innych. Wymyśl nam jakieś zajęcie, a nie się tak leniwie rhozsiadasz.
Potem złapałam jakąś bojową katanę wiszącą dotąd na ścianie, uważnie obejrzałam i nagle, bez wyraźnego powodu, miotnęłam nią prosto w Espilsa. Następnym, co znalazły moje oczy, był cesarski dwuręczny miecz. I nie, nie wiem co on robił na tej wyspie koni. Jego też chwyciłam w zęby i rzuciłam, celując w ogierka. W następnej kolejności poleciał harpun, który chwyciłam, pobiegłam i z wyjątkową precyzją zainstalowałam czubkiem w boku karusa.
- Zrób coś szalonego! - zamachałam kopytami. - Coś, czego jeszcze nie robiłeś! Jak dotąd masz cholernie nudne życie! Spójrz na mnie! Tak się u ciebie nudzę, że zaczynam rzucać bronią!
Wedy wyplułam sztylecik i wzięłam coś odpowiedniejszego - mosiężny topór z rękojeścią z grubego drewna.
- No, to zaczynaj, paniczu - burknęłam. - Powiedziałam, co miałam. Rób jak chcesz. Tylko się staraj, albo odrąbię ci nogę.
Z naburmuszoną miną stanęłam i wodziłam za nim wzrokiem.
- I pamiętaj! Mam się nie nudzić - dodałam jadowicie.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Gru 23, 2015 2:32 pm

/No nie wiem. Glanca może się wydawać bardziej znajoma, bo jest słowo "glanc"

Obserwowałem jak klacz dziwnie złącza nogi i... zaczyna się bujać? Ona nie była normalna... a jeśli to uważał ktoś taki jak ja... to rzeczywiście nie mogła być. Kto jak kto, ale ja znałem się na szaleństwie, zbyt często się o nie ocierając. Patrzyłem za podrzucanym noże licząc, że ten jej spadnie... a ja wtedy szybkim doskoczeniem go odbiorę i ponownie ją spacyfikuję, ale jak na złość, ta za każdym razem bezbłędnie go łapała. Było widać, że zna się na nożach, a te mogą być w jej pysku skuteczną bronią. Wiec może lepiej jej nie atakować.
- Jakieś zajęcie? Oczywiście... oczywiście mogę zaproponować... wiele różnych zajęć. - zadeklarowałem, obserwując podejrzliwe jak ta bierze katanę. Gdy nią rzuciła, spróbowałem uskoczyć, ale ta zawadziła mi o bok, raniąc go.
- Przestań! przestań! - krzyczałem, próbując uskakiwać przed kolejnymi przedmiotami. Teraz się spodziewałem rzutów i dlatego byłem w stanie ich unikać. Z wyjątkiem oczywiście harpuna... bo będąc gotowym aby uskoczyć przed nim, do głowy by mi nie przyszło, że ta podbiegnie i mi go wbije.
- Tak, tak, będzie coś szalonego... ale się uspokój! - poprosiłem, zastanawiając się, co to może być. Nagger oczekiwała dziwnych pozycji? Może rzeczywiście ją pokryć do góry nogami? Jak będzie wisiała na jakichś łańcuchach? To by jej odpowiadało? Czy to nie było trochę zbyt wyszukane? Co ona tam jeszcze proponowała? Sam łeb jej przywiązać? Lub same kopyta do podłogi? Ale chyba jej chodziło, by one rzeczywiście były przykute a nie żeby widziała za tylne? Tak, to wydawało mi się odpowiednie.
- To co powiesz na przykucie przednich nóg do posadzki? To by Ci odpowiadało? Czy chcesz coś bardziej... wysublimowanego? - spytałem - Ewentualnie chcesz zacząć od tego a przejść gdzieś dalej? - zasugerowałem jej kolejną możliwość. Jeśli ta się zgodziła, to powoli i ostrożnie zacząłem się do niej zbliżać, próbując zapiąć jej na prawej przedniej nodze okowę, którą łańcuchem przymocowałem do jakiegoś pierścienia wychodzącego z posadzki. Izolatka, służąc do takich celów była dość dobrze wyposażona. To samo starałem się zrobić z drugą przednią nogą, krótko ją przykuwając do posadzki. No teraz to przynajmniej nie mogła chodzić po całej jaskini i zbierać fanty do rzucania nimi we mnie. Zerknąłem kątem oka na swój bok, który dalej krwawił po spotkaniu z kataną i halabardą.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sob Gru 26, 2015 2:00 pm

Wydęłam chrapy, wywracając oczami. Jednym uchem słuchałam, drugim ze świstem pierdzącego balonika wypuszczałam słowa karego. Czemu miałabym odpowiadać? W końcu, jak długo można podpowiadać głupcowi, który nie potrafi obchodzić się z klaczą?
Dziś nie miałam zamiaru być grzeczna, a już na pewno nie ułatwić mu życie. Espilce nie zasłużył sobie na mój szacunek, ani - tym bardziej! - posłuszeństwo. Kiedy zobaczyłam, jak napina mięśnie, aby zakuć moje kopytko w okowę, stuliłam uszy po sobie, pokazałam zęby i strzeliłam ogonem jak z bicza. Niech no tylko podejdzie bliżej, cham jeden!
Podszedł bliżej, cham jeden.
Stałam spokojnie, a potem nagle, bez żadnego ostrzeżenie wybiłam się wszystkimi czterema nogami do góry tuż przed tym, jak zatrzasnął kajdan na mojej przedniej nodze. Ruszyłam dzikim galopem przez izolatkę, przewracając jakąś półkę z narzędziami tortur i rozsypując chirurgiczne narzędzia z przeraźliwym brzękiem po ziemi. Wskoczyłam na leżącą szafkę i stanęłam dęba, młócąc ją kopytami, aż popękało drewno. Potem zaczęłam z szaleńczym śmiechem biegać po jaskini, z tak szybkim tempem, że raz na chwilę wskoczyłam na ścianę i korzystając z rozpędu i lekkiej pochyłości, stuknęłam kopytem w sufit i od razu spadłam na ziemię, wzniecając chmurę dymu i własnej grzywy. Zarżałam donośnie i spostrzegłam, że ogier nadbiega z kolejną okową; zanim się zorientowałam, złapał w nią moje kopyto, ale zanim zapiął drugi koniec na pierścieniu, ja poderwałam się jak szalona i kręcąc stalą niczym lassem, grzmotnęłam go wolnym końcem ciężkiego łańcucha w pysk, a potem znów popędziłam galopem na przeciwległy koniec jaskini, wlekąc za sobą żelazną linę. Znów chwyciłam w zęby jedno z leżących na ziemi ostrzy, tym razem był to średniej wielkości sztylet - dobrze wyważony, dla mnie lekki i poręczny, a jednak z długim i grubym ostrzem.
- Spróbuj - zachęciłam go w odpowiedzi na dawno temu zadane pytanie - A nuż ci się uda.
Zakręciłam młynka sztyletem (nie pytaj jak) i nagłym ruchem wbiłam go bezbłędnie pomiędzy jedno z oczek łańcucha na kopycie, tak, że w razie czego mogłam chwycić za "pyskojeść" i obronić się przed natarczywym Espilsem.
- Tylko ostrzegam, musisz się bardzo postarać. Wkurzająca jestem? No przepraszam - uśmiechnęłam się uroczo i niewinnie pomachałam gęstym ogonkiem. Czułam się doskonale, mogąc grać komuś na nerwach - szkoda tylko, że ten ktoś był tak przyziemny, że nie dostrzegał mojej radości.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sob Gru 26, 2015 5:41 pm

Uśmiechnąłem się, widząc jak klacz wydyma chrapy. Nie na daremno konie w trakcie pokazów były straszone. Z jakichś powodów takie z rozszerzonymi chrapami były uznawane za jeszcze piękniejsze. Może powinienem jej pomachać nad głową kijem z doczepioną siatką na zakupy? W sumie mógłbym tak zrobić, ale po pierwsze wtedy bym został raczej uznany za jeszcze mniej normalnego, a po drugie... a po drugie sam się bałem plastikowych siatek i chyba bym się nie ośmielił chwycić nawet długi kij, na końcu którego byłoby coś tak strasznego i przerażającego.

Powoli zacząłem się do niej zbliżać, mając zamiar zakuć jej kopyto w okowę i ignorując jej sygnały ostrzegawcze. Jak już ją spętam, to swoje ostrzeżenia będzie sobie mogła włożyć głęboko w zad! Ale teraz... teraz postanowiłem zaryzykować. Rzuciłem się do jej nogi by już, już zatrzasnąć kajdan na jej przedniej nodze, gdy ta niespodziewanie wybiła się w górę, unikając schwytania. Przerażony odskoczyłem do tyłu, obawiając się ataku z jej strony... ale ta tylko zaczęła biegać dookoła, wszystko niszcząc, tratując, nadeptując, jakby była co najmniej słoniem, a nie koniem! Przerażony obserwowałem, jak ta wandalizuje całą zawartość Izolatki. Z wiadomych powodów nie śmiałem do niej podejść. Ona była jakaś szalona i niebezpieczna! Jedna z tych, które powinno się trzymać spętane pod kluczem! W pewnej chwili dostrzegłem okazję i rzuciłem się, zapinając okowę na jej nodze... ale nim zaczepiłem drugi koniec łańcucha do pierścienia, ta wyrwała mi go, uderzając mnie przy okazji ów łańcuchem w pysk. Kwiknąłem z bólu, odskakując do tyłu, aby uniknąć kolejnych uderzeń. Skrajnie przerażony zignorowałem jej słowa, bardziej zwracając uwagę na trzymana przez nią sztylet, uspokajając się dopiero, gdy ta wbiła nóż w oczka łańcucha... przez co nie miała noża a jej noga w końcu była trochę unieruchomiona. I cóż. Co teraz zrobić? To było podstawowe pytanie, na które w zasadzie nie znałem odpowiedzi. A ją? Czy ją to bawiło? Być może tak - ale to tylko udowadniało, jak bardzo ona jest nienormalna.
- Nie, nie, wcale nie jesteś wkurzająca. - warknąłem, przekręcając oczami. Tak, w sumie nie była wkurzająca, tylko nienormalna, pokręcona, całkowicie szurnięta! Ona powinna się leczyć! I to w zakładzie zamkniętym. Wolno do niej podszedłem, po czym szybkim ruchem stanąłem na łańcuch od jej nogi w tym samej chwili, gdy pyskiem wyrwałem wbity sztylet. Jeśli ten wyszedł, to odrzuciłem go daleko, rozbrajając ją, a jeśli mocno tkwił w ziemi, to go na razie zostawiłem. W obu przypadkach dodatkowo zaczepiłem łańcuch o jakiś pierścień wystający z posadzki. Następnie ponownie spróbowałem zapiąć okowę na drugiej jej nodze - teraz powinno być o tyle prościej, że ta pierwsza byłą przykuta, więc klacz miała znacznie mniejszą możliwość ruchu... a jeśli mi się udało, to oczywiście również ten łańcuch od okowy przymocowałem do innego pierścienia tak, by klacz przodami stała w delikatnym i stabilnym rozkroku, przy okazji nie mogąc się za bardzo obracać dookoła osi.
- A teraz? Teraz będziesz grzeczniejsza? - warknąłem zirytowany. Ona mnie coraz bardziej wkurzała. Ale teraz... teraz czułem, że już za chwilkę będzie moja. Stanąłem blisko jej zadu, przypatrując się jej uważnie. Jeśli klacz waliła z zadu, to odczekałem na moment by na nią naskoczyć, gdy przez chwilę nie będzie kopać, celując w ten krótki moment przed jednym lądowaniem a kolejnym strzałem z zadu. Jeśli zaś była spokojna to wykonałem ostrożny naskok, aby w trakcie uważnie się przyglądając jak ta spina mięśnie. Jeśli nie zdecydowała się na strzał, to naskoczyłem na nią... a jeśli spróbowała, to odczekałem ułamek sekundy, by po strzale z zadu klacz zaczęła lądować ponownie na ziemi... i by właśnie w tym momencie na nią naskoczyć. Jeśli mi się udało, to mocno objąłem ją przodami, stanąłem stabilnie zadnimi nogami i obciążyłem ją swoim ciężarem, by nie próbowała podbijać zadem. I co? Czyżbym ją miał?
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sob Gru 26, 2015 6:47 pm

// Ohoho, to żeś poszalał

Zaczął się do mnie powoli zbliżać, wzrok miał utkwiony w sztylecie. Już wiedziałam, co zaraz nastąpi, przecież nie było to trudne do przewidzenia. Płynnym ruchem wyrwałam nóż z posadzki; kiedy nadepnął na łańcuch, którego nie zdążyłam odsunąć, natychmiast zaatakowałam, wbijając ostrze w pierwszą lepszą część ciała - konkretnie nogę. Pod wpływem noża z całą pewnością zabrał kopyto - jeśli nie, zaczęłam gmerać w mięsie sztyletem. W końcu i tak zabrałby kończynę.
Wystrzeliłam do przodu, umykając poza jego zasięg i parszywie się ciesząc z jego niepowodzenia. Cały czas ściskałam nóż w zębach. Wspięłam się na pryzmę usypaną ze szczątków szafki i ciężkiej broni oraz tarcz (nie pytaj, skąd się tam wzięły, dodałam je na potrzeby sesji). Stanęłam dęba, strzeliłam ogonem i uderzyłam kopytami o metal, wzniecając ogólny rumor.
Niestety, nie przewidziałam, że chybotliwa konstrukcja, i tak trzeszcząca pod naporem mojego ciała, po paru silnych kopniakach po prostu runie. Fala broni i szczątków drewna zleciała do przodu, szalejąc jak tsunami, a ja trzymałam się na jej szczycie niczym jakiś cholerny bóg wojny.
Cała pryzma zmierzała w dzikim rumorze prosto na Espilce'a, grzebiąc nas obu żywcem w masie żelastwa.
Wynurzyłam się zgrabnie, strzelając kopytami, i odtruchtałam, łamiąc resztki półki. Izolatka wyglądała jak prawdziwe pobojowisko.
Usiadłam, zupełnie nie po końskiemu, kłapiąc zadem na marmur i dysząc jak pies. Przy okazji wywołałam masywny ślinotok, błądząc dziko oczyma i świecąc ich białkami na tle karego pyska - trzeba jakoś nastraszyć tego typa spod ciemnej gwiazdy~!
- Rozumiem to ja - odparłam chrapliwie, dysząc i plwając. We wnętrzu rechotałam z uciechy, ale pozornie musiałam zachować niczym nie zmącony, obłąkańczy wyraz pyska (hehehe). - Lubisz ty mnie, karusie, hę? - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
Kiedy tylko znowu zaczął podłazić, poderwałam się i ze starodamulkowym wrzaskiem (każdy wie, jak wrzeszczą stare damulki, prawda? nie muszę tego tłumaczyć?) popędziłam dalej, rozsypując broń i drewno po całej izbie. Sztylet gdzieś mi wypadł, ale w ogóle się tym nie przejęłam - przecież wszędzie leżało w bród toporów, mieczy, sztyletów, harpunów i (ze staropolska teraz walnę) rdzą przeżartych mizerykordyj.
Niestety, karemu grubasowi udało się przypiąć jedną z moich nóg, przednią prawą, na której ówcześnie miałam zapięty łańcuch, do pierścienia w skale - ale zaczęłam tak szarpać się jak dzikie zwierzę, że w próbach rzucenia się na drugą mógł co najwyżej oberwać po nosie liną ze stali. Szybko chwyciłam i zagarnęłam kilka sporych noży w okolicy, żeby drab mi ich nie wykradł, bo przecież nie mogłam pozostać bezbronna. Nie przy tym zbolu.
Zaśmiałam się grubym głosem.
- Chciałbyś... - Tak! Tak mu pocisnęłam! Ha, teraz już się nie pozbiera! - Zasłuż, to dostaniesz - potem nachyliłam się nad nim, jednocześnie cofając lewą nogę poza jego zasięg i dokończyłam wrednie: - ... psie! Trolololo! - i znów wydałam obłąkańczy chichot.
Kiedy tylko na mnie naskoczył, ja przewróciłam się z hukiem na ziemię, jednocześnie zrzucając go boleśnie na bok i próbując kopnąć kopytem w jakiekolwiek miejsce. Poderwałam się znów, cofając nogi poza jego zasięg i znów pilnując, by w moim zasięgu znajdowało się kilka mieczy. W umyśle szacowałam jego następny ruch. Na wszelki wypadek mocno złączyłam obie zadnie i przednie nogi - wspomniałam już, że jestem za wysoka i że on nie ma szans na mnie naskoczyć, zanim nie zrobię rozkroku?
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sob Gru 26, 2015 7:33 pm

/A pisać mniej? Może rzeczywiście zmniejszyć posty, bo się średnio na takie długie odpisuje. Zanim się skończy post to już się nie pamięta, co było na jego początku

Rzuciłem się, próbując wyrwać jej nóż ale ta niestety okazała się szybsza. Sięgnąwszy go szybciej niż ja, cięła mnie w nogę, a ja odskoczyłem do tyłu, wypuszczając przydeptywany łańcuch. Rzuciłem się zaraz ponownie na nią... ale ta ponownie wykazała się refleksem, odskakując i wbiegając na jakąś stertę śmieci. Popatrzyłem się na furiatkę z przerażeniem w oczach. No nie byłem przecież taki głupi, by wbiegać za nią na górę.
- Na dół! Zejdź na dół! - rozkazałem jej. Zirytowany jej niesubordynacją kopnąłem w stertę, aż się ta zatrzęsła. Wściekły nie zwróciłem na to uwagi kopiąc ją kolejny raz. Z tego powodu... a może z powodu kopniaków klaczy, która stała na górze i też dębowała, uderzała kopytami o górę... ta się po prostu zawaliła, przygniatając nas. Szybko się jakoś odkopałem i z przerażeniem zerkałem to na pobojowisko to na klacz. Jej, miałem nadzieję, że nikt się nie dowie, że miałem w tym swój udział.
- Patrz co zrobiłaś! - warknąłem, mając na nią zamiar zrzucić winę. Powiem Vit, że to sprawka Nagger! Zerknąłem na nią... i aż zaniemówiłem. Tak, ona nie była normalna. Zawahałem się słysząc jej głos.
- Ehmm... tak, lubię Cię. - odpowiedziałem powoli, z wahaniem, ważąc każde swoje słowo po czym zacząłem się ponownie do niej zbliżać... gdy ta nagle zaczęła ponownie zwiewać, rozsypując wszystkie sprzęty dookoła. Chyba bałagan w końcu osiągnął punkt równowagi, bo był tak totalny, że nie dało się go bardziej pogłębić. A skoro tak, to nie trzeba było się martwić dalszym przestawianiem rzeczy. Skupiłem się więc na pogoni i dalszych próbach walki, by w końcu z sukcesem przypiąć jej jedną z nóg do posadzki. Niestety z powodu jej szamotania ta sama sztuczka nie chciała mi wyjść z drugą nogą. Położyłem uszy po sobie słysząc jej obrazę. Psie?! Przecież ja miałem piękna bujną grzywę! A psy takiej ładnej nie mieli! Jak... jak mogła mi tak nagadać? A może jeszcze "łysy psie"! Co za bezczelna, bezczelna suka! Tak! Zaraz jej pokaże, jak te pies ją urządzi! Oberwie! Dostanie się jej! Szybko na nią naskoczyłem... ale ta niestety przewróciła się na ziemię, zrzucając mnie z siebie. Odskoczyłem poza jej zasięg widząc, jak ta próbuje mnie kopnąć. Zastanawiałem się, co teraz zrobić. Możliwości trochę było, ale czy jakakolwiek mogła mi dać zwycięstwo w tej nierównej walce z tą szaloną wielkoludką? Postanowiłem więc zmienić taktykę. Ona używała sporo MOJEGO sprzętu, tzn. tego będącego na wyposażeniu Izolatki. Może ja też bym coś przydatnego wykorzystał? Zacząłem się rozglądać po pobojowisko... aż mój wzrok padł na... sieć. Tak, taka siatka, nie wiem czy stosowana kiedyś do połowu ryb, walki koni-gladiatorów czy po prostu łapania więźniów. W każdym razie na pewno przydatna. Chwyciłem ją w pysk, po czym podbiegłem do klaczy i sprawnym ruchem narzuciłem ją na nią. Nagger stanowczo nie mogła odskoczyć, skoro miała przykutą nogę. No i tym bardziej nie mogła się osłonić mieczem - nawet jak przebiła kawałek sieci, reszta na nią spadła, obwiązując ją dookoła. A skoro tak, to nie miała za wiele możliwości ruchu - była bezbronna. Bo nawet jakby spróbowała się szarpać to byłem pewien, że ta się szybciej w nią mocniej zapląta niż uwolni. Rozpędziłem się do galopu, próbując wpaść na Nagger by ją powalić, a następnie przygnieść ją do ziemi, jeśli tylko mi się to udało. Obciążając ją własnym ciężarem, starałem się poprawić sieć tak, by być pewnym że ta jest całkowicie nią obwiązana, niczym prezent pod choinką. Czyżbym ją w końcu miał?
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Gru 28, 2015 10:28 am

// Nie o długość posta chodzi, tylko o jego treść. Wiesz, że ze mną nie ma tak łatwo, raz dwa i masz Mystik w garści? Chciełoby się
// A z tym problemów nie mam... Ale jak chcesz.

Byłam naprawdę ucieszona całym tym zajściem. Denerwowanie innych koni to chyba najwdzięczniejsze zajęcie, które mogło mi się trafić, a denerwowanie Espilce'a, tego pieska lekkich o... chociaż nie, w sumie to nie, on po prostu był zbolem, każda klacz, jaka istnieje na tej ziemi, czy szkaradna czy piękna, każda trafia pod jego... przyrząd. Z ochotą lub bez niej, a zwykle bez niej, bo kto by go zechciał? No kto? Nie byłam może jakaś bardzo silna, no ale miałam tupet, prawda? Miałam! Nikt mi tego nie odmówi. W sumie ślinienie się i mówienie jak Master Yoda można dodać do mojej listy ulubionych zajęć.
Lochy Czarnej Krwi. Miejsce fascynujących rozrywek.
- Nie zejdę na dół, tylko dlatego, że ty mi tak każesz! - z uniesienia aż zapomniałam się ślinić i mówić jakbym dostała udaru. Albo w łeb. Cokolwiek. Szybko jednak to naprawiłam, znów zaczynając jak Master Yoda: - Przeznaczeniem mym stać jest tutaj czas cały ten, hmmm!
Ach, to ostatnie hmmm! wyszło mi niebywale profesjonalnie, zabrzmiało, jak żywcem wyjęte z gęby Mastera Yody z Gwiezdnych Wojen, których naturalnie nie widziałam na oczy, bo jestem koniem.
Ba dam-tss.
- Lubisz ty mnie? Ojeej - powiedziałam uroczo, wypuszczając pyskiem kolejną porcję lepkiej piany. Może kiedy wydam mu się paskudna, po prostu mnie wypuści?! Chociaż to by było w sumie przykre, już się zżyłam z tym kochanym głąbem, co prawda nie na tyle, by się nadstawiać tyłkiem na jego sprzęt, ale mimo wszystko zły on nie był. Był może nieco... jakby go tutaj nazwać...
Zamyśliłam się. I stałam tak chwilę, kątem oka patrząc i widząc, że karusowi przyszło coś na myśl i właśnie zamierza złapać za siatkę.
O kurde. Nie doceniłam go. To był przemyślny ruch, przecież nie mam jak siatki uniknąć.
Ale zdarzyła się jeszcze jedna szczęśliwa rzecz w moim życiu - otóż zauważyłam, że mój łańcuch jest mocno przetarty w jednym miejscu, tam, gdzie również trafiłam go ostrzem. Cóż, zdziałał to nie tylko mój nóż, ale również częsta używalność - w końcu u Krwistych łańcuchy były używane na okrągło, a jakoś nie sądziłam, by ktokolwiek je tu smarował. Na pewno nie robił tego władca, a chyba tylko jego obchodził stan ekwipunku więziennego.
Tak czy inaczej, chwyciłam przezornie zagarnięty miecz i zamachnęłam się nim, docinając najsłabsze ogniwo i zrywając łańcuch. Niestety, zajęło mi to tyle czasu, że Espilce zdążył rzucić się na mnie z siatką. Już po chwili przed oczami miałam tylko jej grube oczka, a w ustach nie wiadomo skąd pełno tej jego śmierdzącej grzywy. Wyplułam ją pospiesznie, chwyciłam miecz i nawet nie próbując się szarpać - chyba nie myślał, że byłam kretynką i nie wiedziałam, do czego to zaprowadzi? - zlokalizowałam położenie jego brzucha, który odsłonił całkowicie, rzucając się na mnie, i płytko, bo miałam ograniczone możliwości ruchu, ale boleśnie wbiłam w niego miecz. Potem chwilowo oślepłam pod natłokiem sieci i samego jego ciała. Jakoś udało mi się odwrócić tak, że teraz leżałam na brzuchu, a nie na plecach. Teraz pozostało jedno i wymagało gigantycznej wręcz siły i motywacji - otóż zamierzałam wstać z nim na grzbiecie.
Korzystając z siły (załóżmy, że ją posiadałam) cal po calu prostowałam wszystkie cztery nogi, dźwigając pokłady naszych ciał na twardych, umęczonych z bólu nogach. Ciągnęłam i ciągnęłam, wyżej i wyżej - aż nareszcie wyprostowałam się, drżąca i robiąca bokami.
I na koniec, proszę państwa, stanęłam dęba.
Na początku ból był niemiłosierny, myślałam, że znów runę na ziemię, ale karus chyba trochę się obsunął - no bo jak on miał leżeć na moim grzbiecie? Raczej nie siedział na nim jak na fotelu ani nie trzymał się kurczowo kopytami - kopyta nie są chwytne, obsunęły by się.
Tak czy inaczej, stając dęba, odnalazłam otwór w ciąż oplątującej mnie sieci i zerwałam ją szybko, a potem znowu uciekłam na przeciwległy kraniec sali, machając mu pociesznie kopytkiem.



Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Pon Gru 28, 2015 8:13 pm

//Heh, cóż, podobno rzecz o którą dłużej się walczy, przynosi więcej radości i satysfakcji. Może Espilce będzie bardziej dumny i ucieszony, jeśli w końcu uda mu sobie z nią poradzić... o ile oczywiście uda. No ale wtedy już nie da jej tak szybko uciec, jak to było poprzednim razem No i od razu lojalnie uprzedzam, że mnie nie ma od czwartku do niedzieli bo sylwester.

Patrzyłem na klacz, nie wiedząc dlaczego ta się tak upiera, nie ma zamiaru zejść i nie chce mi się oddać. Przecież miałem taką piękną grzywą, którą kolejny raz zarzuciłem, by ją zaprezentować w całej okazałości, że byłem pewien, że każda na mnie leci. Każda!
- Zejdź... albo po Ciebie pójdę! - zagroziłem jej, ignorując jej słowa o przeznaczeniu... bo w takie głupoty to już nawet źrebaki nie wierzyły! Więc ona pewnie tylko zgrywała, wciąż się że mnie naśmiewając. Co za bezczelna, wredna klacz! I nienormalna - nawet mówić nie umiała!
- Lubię Cię, ale złaź! - krzyknąłem, coraz bardziej zirytowany. Dostrzegłem, że ta się ślini. Czyżby miała wściekliznę? To chyba choroba wilków... nie byłem pewien, czy konie mogą się nią zarazić. No i nie miałem pewności, czy Nagger przypadkiem nie udaje. W końcu uznałem, że pewnie tylko symuluje, więc chwyciłem sieć w pysk, podbiegając do niej i narzucając go jej na głowę. Widziałem, że ta w ostatniej chwili przerwała łańcuch mieczem... ale ten ruch, jakiego wymagało przerwanie łańcucha, dało mi czas na to, by kopnięciem próbować jej wybić miecz z pyska. A jeśli nawet mi się to nie udało, to miałem masę czasu by uniknąć pchnięcia mieczem, zwłaszcza że jej ruchy byłu spowolnione przez coraz ciaśniej oplatającą ją sieć. Rzuciłem się szybko przygniatając ją do ziemi i odrzucając miecz daleko poza jej zasięg. Czułem, jak ta wstaje pode mną, mimo sieci, mimo przygniatania. Skąd ona miała tyle siły? Skąd się wziął w niej ten opór. Z jednej strony mnie to przerażało, ale z drugiej... chyba na swój sposób intrygowało. Próbowałem się przechylać na boki, rzucać do przodu i tyłu, robić cokolwiek by zachwiać jej równowagę, ale niestety nie udało mi się. Klacz stanęła dęba zrzucając mnie a następnie uwolniła się u uciekła w przeciwległy kraniec. Stanąłem frontem do niej, wpatrując się w nią z wściekłością.
- I co? Bawi Cię to? Dumna jesteś z siebie? - prychnąłem - Koniec tej zabawy. Nadstaw się zadem! Natychmiast! - rozkazałem jej - A może chcesz negocjować? - spytałem, chwytając w pysk jakieś pęta i starając się sprawiać wrażenie, że wcale na nią ustawicznie nie zerkam - Może się... dogadamy? - spytałem dla odwrócenia uwagi... po czym nagle rzuciłem się ku niej, próbując zapiąć pęta na jej przednich nogach. Jeśli utrudniała, to starałem się w nią wpaść, powalając ją na ziemię lub przygniatając do ściany. Wtedy założenie jej tych kajdan dla koni powinno być znacznie łatwiejsze. A jeśli mi się to udało, to już ze znacznie ograniczoną mobilnością, powinienem już bez większych problemów sobie z nią poradzić. A przynajmniej taką miałem nadzieję.
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Wto Gru 29, 2015 3:53 pm

// To jak coś, to fabułę zawiesimy do 'po nowym roku'.

Takie wymyślanie wciąż nowych sposobów na egzystencję było ciekawe. Mogłabym udawać opętaną przez szatana. Albo Piekielnego Ogaro-Konia. Ewentualnie niebezpiecznego mordercę z zaburzeniami psychosomatycznymi albo inna długa i równie inteligentnie brzmiąca nazwa. Zaczęłam przebierać kopytami w masie broni. Chciałam wybrać sobie coś ciekawego, ładny nóż, może jakiś harpun? W sumie noże i sztylety trochę mi się już przejadły. Klasyka, owszem - ale jednak wolałam coś ciekawszego. Topory były za ciężkie i wymagające na dłuższą bitwę. Harpuny w zasadzie odpadały - nie do walki z bliska. Uśmiechnęłam się do siebie, pamiętając, jak w ferworze szału chwyciłam za halabardę, podbiegłam do karusa i wbiłam ją w jego bok. To nie miało sensu, ale ja często robiłam różne rzeczy dla zabawy, a nie dla sensu. Pogrzebałam jeszcze chwilę w stercie śmieci. Tarcz, tarcze, tarcze, połamane ostrza mieczy, pociski.. Pociski? Nieważne. Znalazłam bicz. Huh, to może być ciekawe. Nigdy nie używałam bicza. Na próbę świsnęłam nim raz i drugi w powietrzu. Nieźle.
Zarekwirowałam i schowałam swoją nową zabawkę. Zrelaksowałam się, przymknąwszy oczy, o ile relaksem można nazwać przebywanie na stercie odpadów i gapienie się z góry na średniej urody fryzyjczyka.
- No to chodź - mruknęłam, odrzucając grzywę na tył karku. Zastukałam kopytem o blaszaną tarczę, wydając głuchy, metaliczny odgłos. Uśmiechnęłam się pod nosem, a potem zwyczajnie parsknęłam i otrzepałam się. - Zatańczymy piekielne tango moich snów - powiedziałam jeszcze głębokim głosem, otwierając ślepia tak szeroko, że można było dostrzec, jak bardzo są przekrwione. Cóż, to była typowa dla mnie cecha, kiedy długo nie spałam - a nie spałam naprawdę długo. W zasadzie cały czas poświęcałam Espilce'owi, bo z nikim nie bawiłam się tak dobrze jak z nim. Chociaż on pewnie tak tego nie odbierał. Byłam kolejną, zwykłą, przeciętnej urody kobyłą, z którą musiał się użerać, aby nadziać ją na swój sprzęt. Swoją drogą, ciekawe, ilu już ma potomków o których istnieniu nawet nie wie. Pewnie całe mrowie. Nie zdziwiłabym się. On pewnie też.
Lubi mnie! Ulala! Nie wierzę, świat zwariował, ile ja zyskałam w oczach tego czarnego bęcwała?! Napuszyłam się jak wariatka. Albo kwoka. Chociaż nie, bardziej jak indyk. Indyczyca... Nie, indyczka! O! Napuszyłam się jak indyczka. Indyczki się puszą?
Mystique, bądź tak miła i ogarnij swoje metafizyczne flaki.
Ale one są częścią mojego życia! Zostaną ze mną, dopóki kruki nie wydziobią mojego zarobaczonego, sczerniałego mózgu!
- Oczywiście, że jestem z siebie dumna - powiedziałam, zaciskając wargi w wąską linię i spychając rozdwojenie jaźni głębiej w mroki podświadomości. Jego żądanie dotyczące mojego zadu mnie zirytowały. Jeszcze, murwa kać, czego. Niby po to tyle uciekałam, wyswabadzałam się i latałam po ścianach, żeby teraz zaprosić go w swoje rubieże? Niedoczekanie, parszywcu! Obyś sczezł w piekle, a twój robactwem oblazły trup na zawsze poniewierał się w udręce po Tartarze! A kysz! A kysz!
- Aha, i tutaj mamy konia, który nie wstydzi się powiedzieć, co najbardziej ceni w innych. Oczywiście, mowa tu o... tyłku! - ryknęłam pod koniec, akcentując ostatnie słowo. Potem stanęłam dęba, bo zaczął się niebezpiecznie zbliżać, a ja nie lubiłam, gdy niebezpiecznie się zbliżał. Dziko strzelałam kopytami, usiłując dosięgnąć nimi jego pyska. Ponieważ aby starać się zapiąć mi pęta na nogach, musiał wejść na moją stertę, inaczej mielibyśmy tu piękny przykład rozczłonowania lokacji, akcja stawała się trochę niebezpieczna. W pewnym momencie, gdy unikałam spętania, jakiś miecz wysunął mi się spod kopyta i straciłam równowagę. Grzmotnęłam całą masą swego ciała w mojego niedoszłego oprawcę i najprawdopodobniej (jeśli nie wpadłeś na jakiś genialny pomysł, jak się uratować c:) zjechaliśmy znów na sam spód skarpy. Korzystając z tego, że na nim leżałam, spróbowałam jak najsilniej przygwoździć go do ziemi swoją masą - być może pomógł mi szok spowodowany upadkiem. Jeżeli nic nie poszło źle, wyrwałam mu pęta i spróbowałam szybko, przytrzymując silnie umięśnionymi nogami i podgryzając w szyję, aby zmusić do posłuszeństwa, zawiązać na przednich nogach, łapiąc je razem.
Powrót do góry Go down
Espilce



Posts : 474

PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Wto Gru 29, 2015 4:59 pm

// Ok, świetnie, też uważam, ze ewentualne zawieszenie będzie lepsze.

Widząc, jak klacz przygląda się broni, oglądając poszczególne modele, zacząłem się czuć coraz bardziej zaniepokojony. Ona stanowczo nie była normalna. Jako ofiara powinna mnie błagać o litość. Jako koń to powinna szukać raczej wiadra z owsem i wody. A ona... ona rzeczywiście zachowywała się jak niebezpieczny psychopata, którego powinno się porządnie skuć, a najlepiej założyć jakąś końską wersję kaftana bezpieczeństwa a na pysk oczywiście maskę w stylu Hannibal. Tak, to brzmiało jak dobry plan. Taki miałem więc zamiar. Skuć ją i trzymać w zamknięciu, nie pozwalając się jej uwolnić. Teraz jak straciłem nad nią kontrolę, byłem coraz bardziej przerażony jej zachowaniem i coraz mocniej sobie uświadamiałem, że ta furiatka jest zbyt niebezpieczna, by ją trzymać na wolności. Widziałem, jak ona chowa bicz... ciekawe gdzie go schowała. Pewnie w zad sobie włożyła! I zachęca mnie do podejścia. I pewnie myśli, że to zrobię? To chyba była głupia. Nie miałem zamiaru dać się jej zabić.
- Piekielne tango... wolałbym, abyś dała się spętać. - warknąłem na nią, nie mając raczej ochoty na zabawę. A już na pewno nie z tą szaloną furiatką! Przekręciłem oczami, jak ta odpowiedziała na moje pytanie, odbierając je chyba na serio. Spodziewałem się raczej przeprosin... no cóż, już się przekonałem że Nagger nie jest normalna!
- A co? Wolałabyś abym mówił, że cenię Twoją wrażliwość, empatię, dobroć, uczynność? I mówił, że to, o czym najbardziej marzę, jest rozmowa z Tobą na temat literatury? - parsknąłem - To już chyba lepiej wprost powiedzieć o co mi chodzi. - stwierdziłem.
- Chociaż jak mam być szczery cenię Twoją siłą, zręczność i niezależność... ale ta zabawa zaszła już za daleko. - stwierdziłem widząc, że klacz staje dęba. Nie kłamałem... na prawdę te jej cechy mi odpowiadały. Lubiłem, jak klacze się trochę bronią... ale trochę. Ta już dawno przekroczyła granice przyzwoitości. Zacząłem wchodzić na jej stertę, nie widząc innego wyjścia, na zapięcie jej kajdan na nogach, po czym rzuciłem się na nią. Po chwili jakieś śmieci wysunęły nam się spod kopyt i zlecieliśmy na dół, kotłując się. W trakcie tego za wszelką cenę próbowałem się nie dać przygnieść a najlepiej starałem się odskoczyć od niej. Jeśli jednak mnie przygniotła, to szybko zacząłem machać kopytami i głową, nawet jeśli byłem przytrzymywane za szyję, by w końcu ją z siebie jakoś zrzucić i szybko wstać. Nie miałem żadnych lin czy sieci na sobie, więc powinienem był sobie poradzić - w końcu klacz dała radę to samo zrobić i to mimo siatki, którą ją otaczała. W każdym razie najważniejsze było to, że za wszelką cenę nie dawałem sobie wyrwać pęt. Były mi niezbędnie potrzebne. Szybko od niej odskoczyłem a korzystając z jej rozkojarzenia, próbowałem mimo wszystko zapiąć je jednak na przednich nogach klaczy, by tę furiatkę powstrzymać przed ucieczką czy zabiciem mnie. A jeśli mi się udało, to kolejną parę próbowałem założyć jej również na zadnie nogi. Musiałem sobie jakąś z nią poradzić!
Powrót do góry Go down
Guest
Gość



PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   Sro Gru 30, 2015 10:32 am

Patrzył się na mnie, jakbym co najmniej postradała zmysły. A przecież ja nie byłam nienormalna, raczej... pomysłowa. Chociaż w tym przypadku jedno określenie jest tylko językowym podstawieniem drugiego. Haha. Ciekawe, które którego. Wydęłam chrapy w geście znużenia... A może po prostu oddychałam? Tak, to też jest opcja. Uważa mnie za opętaną psychozą, ale ja po prostu nie chciałam dostać w zad. Kto by chciał?! Zwłaszcza od takiego "łysego psa". Wstyd i hańba. Już lepiej się ślinić i mówić w szyku przestawnym, dać upust więziennej imaginacji. Jak ja~!
- To nudne - powiedziałam, pobrzękując resztkami łańcuchów, które wciąż wisiały na moich kopytach. - Zdecydowanie ciekawiej jest teraz. Teraz się nie nudzisz, prawda?- korzystając z tego, że właśnie wesoło siedziałam sobie w Czarnokrwistych Lochach, postanowiłam zabrać jeszcze jakieś interesujące przyrządy masowej (albo i nie) destrukcji. Czarni mieli tu imponującą kolekcję przeróżnych noży i sztyletów, które, nawiasem mówiąc, bardzo lubiłam. Liczyłam na jakiś z ostrzem z diamentu, ale nie mogłam takowego znaleźć. Byłam rozczarowana. Chciałam mieć jakiś ekstrawagancki przedmiot, porządny, ale błyszczący i kobiecy. No bo jak bym wyglądała z taką zakrzywioną, piracką szablą ze skorodowanego żelaza? Nawet bym jej nie uniosła. Zdecydowanie wolałam zabawę z nożem czy biczem.
- Słuchaj, KOLEŚ, znasz tylko najgorszą z moich możliwych stron. Jak poznajesz klacze tylko od strony tyłka to nie licz na przywiązanie czy chociaż posłuszeństwo! Mnie na przykład obrzydzałoby nadstawianie ci się zadem. Jak w ogóle można o tym myśleć przy tobie, takim prostaku, zboczeńcu, nimfo... chociaż nie. A może? Nieważne! A tak na marginesie, to ta twoja GRZYWKA jest BRZYDKA!
Coś we mnie zawrzało, wykipiało i wybuchło, i na pewno nie była to namiętność. Tłumiony szmat czasu gniew dał o sobie znać i po prostu nagle poczułam straszną wściekłość. Nie myśląc o niczym, złapałam za rękojeść pierwszego lepszego narzędzia - był to topór, chociaż trochę lżejszy niż inne, i z rykiem rzuciłam się na Espilce'a, niwelując wszystkie jego ataki - bo kto rzuciłby się z pętami na szalonego topornika?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: tropikalna izolatka   

Powrót do góry Go down
 
tropikalna izolatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» tropikalna izolatka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Czarnej Krwi :: Terytoria :: Tropikalne lochy-
Skocz do: