Saffrin
Witamy na Saffrin! Właśnie znajdujesz się na PBF o tematyce końskiej. Nie zniechęcaj się, każdy chętnie Ci pomoże! Jesteś u nas mile widziany! Zapraszam do przeczytania naszej Encyklopedii, by zapoznać się z zasadami, a potem do założenia Karty Postaci Smile Dołącz do nas! Wciel się w konia i przeżywaj przygody!



 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zakazany Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 6:28 pm

Widząc jego reakcje aż mi coś w sercu zapłonęło. Uśmiechałam się niewinnie. Ojej, uraziłam pana pewnego siebie... Zaczęłam iść w jego stronę pewnym siebie, elastycznym kokiem. Mój zad kołysał się lekko z boku na bok a ja uśmiechałam się przeuroczo. Obserwowałam go z pod przymkniętych oczu a potem ściągnęłam z siebie tą linę, tak o, po prostu. Patrzyłam się mu w tym czasie prosto w ślipia, i byłam praktycznie do niego przyklejona moją klatką piersiową. Potem swoją linę z niego ściągnęłam, wciąż patrząc się na niego świdrująco i uwodzicielsko. Uśmiechnęłam się jednostronnie i uszczypnęłam go zębami w szyję, po chwili odeszłam od niego, odchodząc kawałek w bok, na tyle by nie mógł niczego na mnie rzucić.
- Którą bym była? 30-stą? - Zaśmiałam się rozbawiona i przygryzłam wargę. Był taki.. dziecinny.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 6:40 pm

Obserwowałem, jak klacz zmierza w moim kierunku, uwodzicielsko kręcąc zadem. Było w niej coś na tyle magicznego i kuszącego, że nie zareagowałem, jak pozbyła się lin, mimo że cały czas czułem, że powinienem jej to uniemożliwić, nie pozwolić na to. Przymknąłem rozmarzony oczy gdy mnie szczypnęła zębami po szyi, ale zanim odpowiedziałem, ta cofnęła się do tyłu. Gdybym miał linę, to bym ją przyciągnął... no ale już jej nie miałem. Nie uszło mojej uwadze, że uchyliła się od odpowiedzi na moje pytanie... samemu stawiając własne.
- W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałem... a co to za różnica? - odpowiedziałem jej. W sumie liczba trzydziestu? Nawet mogła być prawdopodobna. Jeśli miałem 6 lat to odrzucając dwa pierwsze, wychodziło jakoś jedna klacz co dwa miesiące, no może trochę więcej. Ruszyłem w jej stronę, ponownie starając się zarzucić jej linę na szyję. Podobała mi się - nie chciałem jej pozwolić odejść.
Powrót do góry Go down
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 6:47 pm

Kiedy zobaczyłam linę uniosłam brew a potem znacząco popatrzyłam na niego.
- Zostaw.- Nie prosiłam, zażądałam.
- Zarzucisz, a odejdę. - Dodałam od razu i nie bałam się go, świdrowałam go swoimi zielonymi oczami. Uniosłam znów ogon i napięłam mięśnie, ukazując swoją zgrabną sylwetkę ciała.
- Nie prowokuj mnie do ucieczki a tego nie zorbie.- Wyszeptałam ale za to jak pewnie. Było we mnie coś dziwnego. Jakaś niezależność z którą widać, że ogier rzadko się spotykał. Wolał chyba takie łatwe.
- Różnica? Pewnie dla ciebie żadna, jedna lepsza, jedna gorsza. No nie?- Uniosłam brew a potem przygryzłam wargę, rozkładając jedno ucho. Wzięłam głęboki wdech swoimi ogromnymi chrapami.
- Zwracasz na mnie uwagę, bo mam ruję. Prawda?- Zapytałam, choć to było czysto retoryczne. Znałam odpowiedz.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 7:16 pm

Widząc, że klacz unosi brew, żądając jednocześnie zostawienia liny zawahałem się. Nie chwytając ją na sznur ryzykowałem, że mi zwieje. No ale... ale jakby chciała uciec, to już dawno by to zrobiła. Więc może rzeczywiście jej... w jakimś stopniu zaufać.
- No ale jak zarzucę, to nie będziesz w stanie odejść. - zauważyłem z uśmiechem, ale koniec końców zrezygnowałem z planu chwytania jej. W końcu obiecała... no i coś w jej oczach mi się niesamowicie podobało, nie mówiąc już oczywiście o reszcie jej ciała, które również było niczego sobie.
- Skoro wolisz bez lin... no to mogę się zgodzić. - wspaniałomyślnie stwierdziłem, uśmiechając się do niej delikatnie i podchodząc bliżej. Jej pewność siebie, niezależność, duma... były na swój sposób intrygujące i podniecające.
- W zasadzie... nigdy nie wiem, jak odpowiadać na takie pytania? Oczekujesz szczerości, niewinnego kłamstwa czy... czy zwinnego unikania odpowiedzi? - spytałem wprost. Jak zdążyłem się zorientować, klacz zwykle stosowała to ostatnie. W sumie pytaniem o to, co woli, było również uniknięciem odpowiedzi na zadane przez nią pytanie.
- Z znasz ogiera, który nie zwraca uwagi na klacz w rui? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Skąd mogłem wiedzieć, czy tak samo bym zwrócił na nią uwagę gdyby rui nie miała?
- To skoro zrezygnowałem z liny, to może się mi zrewanżujesz, podając swoje imię? - poprosiłem, uśmiechając się do niej i dosłownie pożerając ją wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 7:24 pm

Uśmiechnęłam się pod nosem widząc jego reakcje. Zawahał się a potem odłożył liny. Dobrze, tak miało być. Kiedy napomknął coś o zgodzie, kącik wargi uniósł mi się w górę i zaczęłam na niego patrzeć odrobinę uwodząco, ale po prostu miałam taki wzrok ustawiony jako swój naturalny.
- Zawszę wole szczerą odpowiedz.- Zaczęłam udzielać rozwiązań na jego pytania, bo w końcu obdarzył mnie przynajmniej lekkim szacunkiem. Trochę się opamiętał, co mi się spodobało.
- To co, każda taka sama? Masowa produkcja w spuszczaniu się? - Uniosłam brew, przygryzając wargę. Przeciągnęłam się delikatnie, wypinając niego do tyłu, bo przednie nogi już mi trochę zmarzły. Poruszyłam zadnią kończyną i zastrzygłam uszami, wracając wzrokiem do siwka.
- Znam, ale zazwyczaj były to wałachy.- Uśmiechnęłam się lekko, prawie niezauważalnie.
- Sandei, mów mi Sandei.- Spojrzałam na niego tajemniczo i sama zrobiłam krok w jego stronę. Byłam bardzo pewna siebie.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 7:48 pm

Widząc jej wzrok, to uwodzicielskie spojrzenie jakie we mnie wbiła, byłem niesamowicie zadowolony z podjętej decyzji o porzuceniu pomysłu zarzucania jej lin na szyję. Może tak za obopólną zgodą rzeczywiście mogło być milej i przyjemniej?
- A mówisz teraz szczerze? Że wolisz szczere odpowiedzi? Większość koni nie lubi szczerych odpowiedzi, zwłaszcza jeśli te mogą zaboleć, tylko niewinne kłamstewka. - przypomniałem jej.
- Oj, wydaje mi się, że trochę niesprawiedliwie do tego podchodzisz. Pamiętaj, że zwykle bywa tak, że obie strony są zadowolone ze stosunku. No i każda klacz jest tak naprawdę inna, niepowtarzalna. Inny zapach, wygląd, maść, charakter. - tłumaczyłem jej - Gdyby każda klacz była taka sama, to by żaden ogier nie czuł potrzeby szukania nowych doznań. Każdemu by wystarczyła jedna. A w końcu w naturze ogierów leży szukanie jak największej liczby klaczy. Po co trzy razy pokryć tą samą kobyłę? Czy nie przyjemniej jest pokryć trzy różne? Albo trzydzieści? - wyjaśniałem jej. Chociaż podejrzewałem, że ta się może niezupełnie ze mną zgadzać, to przecież sama mówiła, że ceni szczerość. Obserwowałem kątem oka każdy jej ruch, chłonąłem ją całą wzrokiem.
- Czyli szukasz w ogierach charakteru, pewności siebie, zdecydowania? - spytałem, słysząc jak ta narzeka na za wiele wałachów. To dziwne, bo jak narzuciłem na nią linę, to protestowała. Chyba, że sama nie wiedziała czego szuka... jak to często klacze miały. Uśmiechnąłem się, słysząc jej imię, po czym spróbowałem trącić ją w łopatkę, gdy zbliżyła się bliżej mnie.
Powrót do góry Go down
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 8:05 pm

Słuchałam go bardzo uważnie, cieszyłam się że się otworzył się przede mną bez jakiś dziwnych chamskich tekstów.
- Każda jest inna? Zaskakujące.- Zastanowiłam się i zrobiłam zamyśloną minę obserwując go uważnie.
- Nigdy nie czułeś potrzeby na coś.. poważniejszego? Ani jednego podrygu? - Przechyliłam głowę patrząc na niego pytająco, swoimi miętowymi oczami. Światło rzuciło delikatny odblask na moje tęczówki nadając im jeszcze więcej uroku. Moje gęste rzęsy stawiały jakby wyimaginowaną woalkę między nami. Strzeliłam ogonem ze świstem i przygryzłam wargę znów zagapiając się w dal. Kiedy mnie trącił, odpłaciłam mu tym samym, szturchając brzuchem w jego brzuch.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 8:17 pm

Popatrzyłem się na nią z delikatnym dystansem. Starałem się być wobec niej szczery a jej odpowiedz... no nie wiedziałem jak mam rozumieć. W jej słowach była wątpliwość a może ironia? A może tylko ja to tak błędnie odebrałem. Postanowiłem mimo wszystko sprawiać wrażenie, że nawet jeśli coś się kryło za jej słowami, to ja tego nie zauważyłem.
- Tak, każda inna. - przytaknąłem, zastanawiając się nad jej kolejnym pytaniem.
- Poważniejszego? Zależy jak to rozumiesz. Co do dłuższych związków to jak najbardziej byłem chętny tylko, że nigdy nie chciałem, by to był jedyny związek. Bo w końcu skoro każda klacz jest inna, to po co się ograniczać do jednej, skoro można spotkać się z wieloma? A niektóre klacze oczekują wierności ogiera, a to przecież jest wbrew naturze. - wyjaśniałem jej - Było więc kilka takich, z którymi chciałem być dłużej... no ale często nie wychodziło. - dodałem. Oczywiście nie wspominałem, że z wieloma z tych klaczy byłem wbrew ich woli, no bo to był tylko jakiś nieistotny szczegół.
- A jakie jest Twoje zdanie na kwestię wierności? Zgodne z naturą? - dopytywałem, przystępując z nogi na nogę i zerkając na klacz. Zadrżałem, gdy ta otarła się o mnie brzuchem, odpowiedziałem przejeżdżając jej ogonem po ciele (po zadzie, jeśli staliśmy obok siebie).
Powrót do góry Go down
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 8:33 pm

Słuchałam go uważnie, byłam zaciekawiona jego podejściem do sprawy. Miałam jakieś dziwne wrażenie, że nikt z nim nigdy nie rozmawiał na takie rzeczy.
- Skoro twierdzisz, że związek partnerski możesz utrzymywać w kilka osób, gdzie są twoje klacze?- Przyjrzałam się mu i uśmiechnęłam się delikatnie. Ot tak, po prostu. Bez jakiejkolwiek złośliwości.

- Dlaczego to nie wychodziło, jeśli mogę się spytać? Zazdrość?- Uniosłam brew i spojrzałam mu w oczy, bardzo głęboko.
- Może zdaje Ci się tak, bo nie natrafiłeś jeszcze na tą jedyną. Może w tedy Ci się odmieni. A co do natury.. uważam to za prymitywne podejście, ale nie mogę Cię z niego rozliczać. Każdy ma jakieś wady.- Puściłam oczko i szturchnęłam go ogonem, próbując jakby pocieszyć po tych moich ostrych słowach.
- Moje kwestie? Każdy robi to co chce z życiem. Chce się puszczać, niech się puszcza. Chce zgnić w wierności, niech gnije. Nic z tym nie zrobię. Ja osobiście nie mam wyrobionego swojego światopoglądu za którym stanęłabym murem. Oceniam co na daną sytuacje jest przychylniejsze. - Odpowiedziałam szczerze, półszeptem.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 21, 2016 8:47 pm

No, kolejnym pytaniem mnie zaskoczyła. No i obawiałem się, że ona sama by była jeszcze bardziej zaskoczona, gdyby znała odpowiedź. Ale czy powinienem jej udzielić? Zawahałem się. Niby chciała szczerości. W sumie mogłem skłamać i odpowiedzieć, że ma rację i nie mam żadnej - takiej odpowiedzi się na pewno spodziewała, a skoro tak, to by zapewne bez problemu w nią uwierzyła. W końcu, jeśli w coś chcemy wierzyć lub coś jest zgodne z naszymi oczekiwaniami, to łatwo być oszukanym czy okłamanym. No ale klacz chciała szczerości. No to będzie ją miała.
- Jak mam być szczery, to większość z nich mi zwiało... a część jest w lochach. - odpowiedziałem wprost, z uśmiechem wpatrując się w zaskoczoną minę klaczy, próbując wyczytać z jej pyska, co o tym sądzi. W sumie niedużo brakowało a sama by do nich dołączyła. Niekoniecznie z własnej woli.
- A dlaczego nie wychodziło? Właśnie nie wiem. Większość klaczy chyba oczekuje większego oddania, niezależności i wolności. No i po jakimś czasie udaje im się uciec. A te, które nie próbują uciekać, są nudne i nie warte zainteresowania. - stwierdziłem po chwili.
- W sumie ciekawy dylemat. Jeśli klacz mi ucieknie, to była interesująca... a jak nie zwieje, to i tak nie warto z nią być. - stwierdziłem po chwili, mając nadzieję, że tymi słowami wprawiłem siwkę w osłupienie.

- Czemu prymitywne? - nie rozumiałem. Ja miałem ją zaskoczyć, a to ona mnie zaskoczyła - Jest to przecież zgodne z naturą. Ewentualnie zawsze dochodzi podejście bardzo nowoczesne: szybkie tete-a-tete, krótki numerek, bez stałego związku. Mi tam oba te podejścia pasują. Tobie sądzę, że to drugie również. - dopytywałem, uśmiechając się do niej, po szturchnięciu mnie ogonem. Jej słowa mnie nie zasmuciły, bardziej zaskoczyły. Nie byłem jakimś fryzem, by uwaga o grzywie czy inna głupota mogła mnie obrazić.
- Nie masz wyrobionego? Jesteś w trakcie wyrabiania? Czy po prostu testujesz różne podejścia? - dopytywałem. Bo jej deklaracja była ciekawa. Że nie wie czy woli puszczanie się czy wierność - zwykle, jak ktoś tak twierdził, to wolał się puszczać. Oczywiście nic przeciwko temu nie miałem. Przejechałem jej czule chrapami po szyi.
Powrót do góry Go down
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pią Sty 22, 2016 8:59 am

Usłyszałam coś o lochach i spojrzałam na niego od razu, unosząc brew i trochę bagatelizując jego stan psychiczny. Skoro porywał, to musiał mieć coś nie tak z głową... Jakoś nie specjalnie mi to przeszkadzało, w moim stadzie ogiery były takie same. Taka ich natura, nic się nie zaradzi.
- Czyli innymi słowy, tak naprawdę żadna klacz nie jest warta uwagi. Skoro niedostępne stają się uległe to i tak są do niczego. Każdy ma swoją wytrzymałość. A skoro się Tobie opierają, to i tak z nimi nigdy nie byłeś. Chyba że w twojej siwej głowie.- Smyrnęłam go uchem po czole a potem się zaśmiałam rozbawiona tą sytuacją. Odsunęłam się od niego kawałek, słuchając dalszej części jego wypowiedzi i lustrując go jasnymi ślipiami w których odbijało się światło.
- Bo to prymitywne, ewolucja dąży do uczuć. Dawno temu, gdy nie rozmawialiśmy, nie rozumieliśmy.. zrozumiałabym takie podejście. Ale teraz? Jesteś zwyczajnym ogierem nauczonym starego myślenia. Kryj, kryj, kryj. - Wywróciłam oczami, rozbawiona. Ja to tak widziałam, klapki na oczy i heja.
- Twierdzisz, że każda klacz jest inna a jednak w żadnej nie urzekło Cię nic naprawdę, bo zawsze po jednej szukasz jakieś lepszej, ładniejszej, mądrzejszej.- Zmarszczyłam brwi patrząc się na niego pewnie. Podwinęłam nieco zadnią nogę i odciążyłam ją.
- Sugerujesz, że jestem jak inne? Lekkich obyczajów? - Uniosłam brwi uśmiechając się jednostronnie.
- Z nas dwojga, to ty tu jesteś pewnie nosicielem przeróżnych chorób które te klacze ci przesłały jako prezent na zakończenie pięciominutowych związków.- Zachichotałam i zastrzygłam uszami.
- Testuje, nie testuje... Jestem niezależna, przynajmniej na tyle ile moja wytrzymałość mi na to pozwala. Nie potrzebuje nikogo, żeby czuć się dobrze.- Uśmiechnęłam się wrednie i spojrzałam w dal.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pią Sty 22, 2016 8:04 pm

Dziwił mnie wzrok, jakim klacz na mnie patrzyła. O co jej chodziło? Nie byłem pewien. Czasami miałem problemy ze zrozumieniem kobył. Wyjęcie lin często było znacznie prostsze, skuteczniejsze i łatwiejsze. Zastanowiłem się nad jej słowami.
- No, niezupełnie... - zawahałam się - Mówiłem o "bycia wartą uwagi na dłużej". Bo na krótki numerek to prawie każda jest chyba warta. A na dłużej... no, z tym jest gorzej. Niedostępna jest ciekawa... tylko często mało chętna na cokolwiek. Wiadomo, użycie lin jest zabawne i dodaje kolorytu. A taka puszczalska, która nie stanowi wyzwania i przed każdym ogierem nastawia się zadem? No to raczej nie jest intrygująca. No i szybko się nudzi, taki pustak. - próbowałem jej wyjaśnić, ale nie byłem pewien, czy mnie rozumie. Zadrżałem, czując jej dotyk.

Jej kolejne słowa zaskoczyły mnie. Rozmyślałem nad nimi chwilę w milczeniu... no i chyba nie mogłem się zgodzić.
- Ewolucja dąży do uczuć? Dlaczego tak uważasz? - spytałem się jej.
- Czy miłość nie jest właśnie jakiś elementem ubocznym ewolucji? Mającym zmusić konie do prokreacji? Nie stanowi niszczycielskiej siły, która wiele psuje i rozprasza konie? Ilu zginęło w ataku drapieżników, bo były rozkojarzone z powodu miłości? Chyba, jak jesteśmy na obecnym poziomie ewolucji, jesteśmy w stanie dopierać sobie partnerów na podstawie bardziej obiektywnych czynników, niż... niż ślepia miłość. - próbowałem ją przekonać go popatrzenia na miłość trochę z innego punktu widzenia.

- Nie no, w kilku mnie parę rzeczy urzekło. Ale jeśli jedna klacz mi się podoba, to czemu nie szukać innej licząc, że będzie lepsza? A Ciebie jak jeden gatunek trawy zachwyci, nie szukasz innych kęp? Albo zamykasz się na jeden gatunek zboża? Chyba warto od czasu do czasu próbować czegoś innego? - przekonywałem ją dalej - Oczywiście, w przypadku ogiera. Bo klacz to powinna być wierna jednemu. - dodałem, chociaż w to chyba sam nie wierzyłem.

Gdy się mnie spytała o sobie, to się zawahałem.
- No nie wiem, jak Cię oceniasz, jeśli mam być szczery. - stwierdziłem z wahaniem - Czy jesteś klaczą lekkich obyczajów, klaczą negocjowalnego afektu, czy jak to tam nazwać... to nie wiem. Ale nie wydajesz się zbytnio cnotliwa. - stwierdziłem. Zignorowałem jej uwagę na temat chorób. Na pewno była przesadzona.
- Czyli jesteś niezależna, nowoczesna? - spytałem z uśmiechem. Heh, klacz wyzwolona to chyba taka, która się puszcza z każdym. Tak się chyba powszechnie uznawało. Nie, żeby mi to przeszkadzało, ale chyba mimo wszystko wolałem się trochę namęczyć... a nie tak po prostu krycie klaczy, która sama mi podkładała zad pod pysk. Chociaż oczywiście taka też mi nie przeszkadzała. Jak daje, to grzechem byłoby nie brać. Przejechałem jej chrapami po szyi.
- Czyli w ramach podkreślania swojej nowoczesności, niezależności i stopnia wyzwolenia... masz ochotę na małe tete-a-tete? - spytałem się jej ponownie, zachodząc ją od tyłu i wycierając się pyskiem o jej zad. Była "wyzwolona"? To chyba nie musiałem dbać o pozory.
Powrót do góry Go down
Missandei

avatar

Posts : 39

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Lut 04, 2016 10:02 am

Słuchałam uważnie każdego jego słowa, zastanawiając się nad sensem i wydźwiękiem wyrazu w jego głowie. Moje mięśnie były już w miarę rozluźnione a ja kiwnęłam głową z zawieszonymi uszami.
- Masz rację, łatwe nie mają w sobie nic intrygującego. Puste lalki, biegnące tylko za pokusą uniesień. Nieprzystępne jednak irytują jeszcze bardziej, z dnia na dzień starasz się bardziej, tylko po to, żeby dostać kopa w pysk.- Rzucałam te słowa bardzo lekko, jakby nic dla mnie nie znaczyły, zupełnie jak te klacze o których mówiliśmy. 
Gdy zaczął zastanawiać się nad moimi kolejnymi słowami, przeciągnęłam chrapami po jego linii ganaszu i uważnie obserwowałam jego reakcje, swoimi rozświetlonymi zielonymi oczami. Nie byłam święta, nigdy ale nie puszczałam się też z pierwszym lepszym koniem. Nie, nie taka prosta nie byłam. Uniosłam ogon znów bardzo wysoko, łagodnie niczym piórko opadłam, kładąc nacisk na drugą nogę przez co się wygięłam gdy stałam.
- Twierdzisz, że miłość jest zła, bo nigdy jej nie doznałeś. Żyjesz w jakiś chemicznych, platynowych związkach w twojej głowie. Nie ma kobyły, która sprostałaby twoim oczekiwaniom, albo to ty je do siebie zrażasz. - Wyszeptałam mu to do ucha, bo byłam na tyle blisko. Zaraz później odeszłam od niego kawałek i kopytem odgrzebałam sobie nieco śniegu, schylając się po odrobinę trawy. Ugryzłam ją i zaczęłam przeżuwać obserwując go ze słodką miną, chociaż tak udawaną, że aż oczy szczypały. Uśmiechnęłam się po chwili wrednie, bo nie potrafiłam wytrzymać.
- Jeśli uważasz w takim wypadku, że klacz powinna pozostać wierna jednemu ogierowi, gdy on rzuca się z inną po kątach, twoje zdanie jest co najmniej hipokryzją. Albo wszyscy się bawią albo nikt. Co czyni Cię lepszym od nas, chuj? - Zapytałam wprost, unosząc brew i uśmiechając się łobuzersko.
- Masz może więcej siły, przyznaje, ale my mamy więcej wytrzymałości. - Dodałam od razu i powoli usiadłam na zadzie, wyglądając trochę jak zagubiony pies. Ogonem zaczęłam przesuwać po śnieżnej pokrywie a moje nogi zaczęły mrowić od zimna. Uznałam więc, że to średni pomysł więc wstałam, kiedy mówił do mnie dalej, obserwowałam go uważnie i moja brew podchodziła coraz wyżej. Smagnęłam go ogonem po pysku i zaśmiałam się wyraźnie rozbawiona, słysząc jego propozycje.
- Trzymaj to przy sobie, potrafię być... bolesna. - Uśmiechnęłam się uszczypliwie i wskazałam wzrokiem na jego podbrzusze.
- Będę to robić kiedy ja będę miała na to ochotę, a ty na razie nie urzekłeś mnie niczym, prócz długiej rozmowy, której raczej z nikim nie prowadziłam od dłuższego czasu.- stanęłam w lekkim kontrapoście jeśli można to było tak nazwać i przyglądałam się mu kątem oka, mrożącym krew w żyłach wzrokiem, który nadawał mi jakieś tajemniczości.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pon Cze 27, 2016 4:14 pm

Spokojnym kłusem przedarłem się przez las, wtapiając w mrok. Ciemne, upiorne zarysy konarów wyciągały swoje wici. Teraz byłem tego częścią. Uśmiechnąłem się promiennie. W zasadzie, dotąd jeszcze ani razu nie byłem na terenach Halnego Wiatru i ani przez chwilę tego nie żałowałem. Nie przepadałem za górami, bo... oględnie mówiąc... mam delikatny lęk przed koszmarnymi wysokościami. Myśl o tym, że moje kopyta trafiają w próżnię, żołądek dziko wyjeżdża do gardła, a ja pędzę na spotkanie z ziemią, kręcąc się jak oszalały bączek, napawała mnie czystym przerażeniem. Wzdrygnąłem się i doceniłem, że póki co mogę spokojnie, niespiesznie kłusować przez kojąco mroczny las. Parsknąłem lekko, marszcząc nozdrza, i przeszedłem w swobodny galop.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pon Cze 27, 2016 5:21 pm

Jak to miałem w zwyczaju, ponownie odwiedziłem swoje ulubione miejsce, zwane zakazanym lasem. Czemu akurat je tak uwielbiałem? Ciężko mi było stwierdzić. Byłem w końcu pustynnym arabem - to raczej morze piasku było dla mnie naturalnym miejscem. I może właśnie dlatego lubiłem również od czasu do czasu odwiedzić las - który tak bardzo się różnił od pustyni, jak to tylko było możliwe? Czy to nie były swoje przeciwieństwa? Jedno pełne życia, trawy, drzew, rozmaitych roślin, owadów i zwierząt? I drugie niemalże martwe, z nielicznymi organizmami żywymi. A może to, że lubiłem dwa tak skrajne środowiska dowodziło, że tak we mnie jak i w każdym innym koniu są przeciwieństwa i skrajności? No, to by było już chyba sztuczne dorabianie ideologii. A fakty były takie, że przyszedłem do lasu bo... bo po prostu go lubiłem. Pozwalał odpocząć, zrelaksować się. Cisza, spokój. Tego tutaj szukałem. I znalazłem. Przynajmniej dopóki nie usłyszałem tętentu kopyt. Zacząłem się uważnie rozglądać na boki. Galop zwykle nie wróżył nic dobrego. Często oznaczał, że ktoś przed kimś uciekał. Zwykle koń przed drapieżnikiem. Galopowanie z nudów, dla zabawy czy treningu było zwykle mniej powszechne. Przygotowałem się do ucieczki, będąc gotowym zerwać się również do galopu, jeśliby się pojawił jakiś drapieżnik. Ale... ale po chwili zacząłem dochodzić do wniosku, że to nie jest paniczny galop, "stampede", świadczący o ucieczce. Czyli... czyli kto to mógł być? Po chwili w końcu zobaczyłem sprawcę całego zamieszania. Od razu go rozpoznałem. To On! Ten, który ukradł mi moją ukochaną. Nie galopował za szybko, więc w kilku foulach doskoczyłem w jego stronę, próbując zabiec mu drogę, i zarzuciłem mu na szyję trzy liny. Jeśli ogier się nie zatrzymał, to przygotowałem się do potężnego szarpnięcia, które musiało nastąpić w momencie naciągnięcia sznurów.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 9:15 am

Wciąż galopując spokojnie, otworzyłem szerzej nozdrza i zaciągnąłem się zapachem lasu. Niby wszystko było w porządku. Tylko jeden smrodek, smrodek końskiego ciała, psuł tę wonną feerię. Co najgorsze, doskonale potrafiłem tenże smrodek określić. Podstawowe informacje; Halny, ogier, lat koło pięciu, może sześciu - to nie było dla mnie ważne. Kwestią rozstrzygającą, czy się na niego rzucę z zębami, czy dam mu spokojnie odejść, było to, kim się okazał. A okazał się zaślinionym zboczeńcem, który śmiał tknąć Nyks. Położyłem wściekle uszy po sobie - cóż, często dawałem ponieść się emocjom. Zwłaszcza, gdy chodziło o Rehesię. Moją najdroższą Rehesię.
- Burseg - warknąłem, gdy zarzucił na mnie liny. Cóż, to był jego teren, mógł to zrobić. - Nie wierzę we własne szczęście. Me bakavaas - zakląłem. Niekoniecznie jednak mógł być przyzwyczajony do tego, że po zarzuceniu lin ofiara, zamiast potulnie czekać, ewentualnie się szarpać, po prostu się na niego rzuci - co właśnie zrobiłem. Chciałem mu wypruć gałki oczne i odgryźć twarz. Chciałem, żeby cierpiał.
Skoczywszy na niego, istniała spora szansa, że go powaliłem. Zwiewny arab miał dość nikłe szanse pod naporem rozpędzonego, umięśnionego kathiawari z domieszką innej krwi, której nie chciał przyjąć do wiadomości, a która czyniła go wyższym i tęższym. Zacząłem bić go kopytami po głowie, z pyska kapała mi piana - tym razem nie ze zmęczenia, byłem wściekły. I to była chora wściekłość. Rżałem dziko, nie zwracając nawet najmniejszą uwagę na nędzne liny na szyi; nie przeszkadzały mi. Dystans? Ucieczka? Z pewnością nie do tego teraz dążyłem.
- Naprawdę, cieszę się, że cię spotkałem - warknąłem mu do ucha - o ile się dało.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 10:07 am

Zarzucając na niego liny widziałem, że ten się zaczął szczurzyć. Dlatego, że go zaatakowałem? A może tylko z powodu mojej przynależności stadnej? No chyba, że mnie rozpoznał - to w sumie też było możliwe. Ja sobie go dobrze zapamiętałem, ale on zdawał się w trakcie naszego ostatniego spotkania zwracać bardziej uwagę na moją Nyks, niż na mnie. Chociaż nie, jednak mnie pamiętał - nabrałem pewności, gdy wypowiedział moje imię. Przedstawiłem mu się wtedy? Nie pamiętałem, ale podejrzewałem, że nie. Raczej nie było czasu. Czyli musiała mu o mnie klacz opowiadać? Coś z jego wrogości przewidywałem, że nie przedstawiła mnie w zbyt dobrym świetle. A może przedstawiła w za dobrym i kary ogier był zazdrosny?
- Szczęście? - zaskoczyły mnie jego słowa. Powinien się chyba bać. Czyżby to była ironia? Mówił z przekąsem? Czy naprawdę się cieszył? Czy to możliwe, że zjawił się tutaj bo mnie szukał? Ale czemu miałby mnie szukać? Czyżby... czyżby chciał się zemścić? Taka możliwość zdecydowanie mi się nie podobała. Przerażała mnie. Byłem gotowy na to, by go nie puścić, jak się zacznie szarpać... ale on, zamiast tego, po prostu się na mnie rzucił. No, tego nie mogłem się spodziewać. Zanim zdążyłem odskoczyć ten wpadł we mnie cała swoją rozpędzoną masą. Miałem za mało czasu aby się zaprzeć kopytami. A a może byłem zbyt przerażony by to zrobić? Faktem było, że wywaliłem się na ziemię. Gdy ten zaczął kopać, uderzać kopytami, próbowałem odsuwać głowę, rzucać szyją, ale kilka razy dostałem. Zmieniłem więc taktykę, próbując się jakoś przekręcić, próbując swoimi nogami podciąć jego nogi, co raczej było również mało prawdopodobne. Bo nawet podcinając jego dwie nogi, wciąż miał pozostałe dwie, którymi łapał równowagę. Próbowałem wstawić wiec swoje nogi między nas, jakoś je tak podnieść, aby uniknąć kolejnych kopniaków. Jednocześnie starałem się linami, które posiadałem oplątać jego nogi na ile byłem w stanie. Skupiony na walce nic nie mówiłem, ignorowałem jego słowa, nie słuchałem go. A jeśli ataki chociaż na chwilę ustały, to podjąłem próbę powstania i odskoczenia metr od niego.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 12:22 pm

Kotłująca się masa dwóch ciał sprawiała, że pierwszy lepszy obserwator miałby spory problem z rozróżnieniem, która kończyna należy do kogo i czy wciąż jest do czegoś przytwierdzona. Przygniótłszy go, spróbowałem zacisnąć zęby na jego szyi, wciąż gniotąc i kopiąc przodami. Przypomniałem sobie chwilę, w której opatrywałem Nyks po ich spotkaniu. I chwilę, w której opowiedziała mi o nim. Poczułem znowu tamtą nienawiść, obrzydzenie, niechęć. Moja czarna krew zawrzała, płynąc przez żyły jeszcze bardziej szaleńczo. Czułem liny, które zaciskają się na moich nogach, jedną zerwałem, drugiej nie miałem czasu. Zamiast tego zrobiłem coś gorszego. Oplątałem tym sznurem również nogę Bursega tak, że teraz byliśmy ewidentnie przyczepieni do siebie. Na mojej szyi wciąż spoczywała jedna lina. Zastanawiałem się,  czemu arab tak ją trzyma, przecież chyba nie pragnie mojej bliskości? Na pewno nie w tej chwili. Warknąłem głucho, znów kopiąc go przodami. Moja wściekłość trochę już ostygła. Ale on zasługiwał na znacznie więcej.
- Wielkie szczęście - syczałem. - Szukałem cię, przyjacielu. - Gdyby w tamtej chwili ktoś mnie spytał, dlaczego do cholery go tak nazwałem, nie byłbym w stanie odpowiedzieć - wtedy ani nigdy później. Ironia nie miała już sensu ani siły przekazu, szczerością to być nie mogło. Więc o co mi chodziło? Może sparodiowałem nasze stosunki? Zresztą, nieważne. Przycisnąłem go do ziemi jeszcze mocniej. - I cię znalazłem - dokończyłem z brzydkim uśmiechem. Pociągnąłem obwiązaną nogą w tył, tak, by jego kończyna znalazła się bliżej moich chrap, i zatopiłem w niej zęby.
Nie do końca wiem, co, może jakieś naglejsze szarpnięcie Bursega, może co innego, ale nagle fiknąłem niezgrabnie i sturlałem się na bok. Zobaczyłem, jak odskakuje, ale - przecież - wciąż miał mnie na linie, więc, chcąc nie chcąc, odskoczyłem ode mnie razem z nim, tak, że stałem tuż obok.
- Skończmy to - warczałem, nachylając się do niego. - Puszczaj mnie, ja pobiję cię   n i e m a l   na śmierć i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. - Patrzyłem na niego wściekłymi, złotymi oczyma. Pulsował w nich ogień gniewu, żądza mordu, chęć poczucia krwi na języku i toczenia z ust krwawej piany.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 12:55 pm

Walka z każdą chwilą była bardziej zaciekłą. Czułem, jak zęby mojego wroga wbijają się w moją szyję. Krew zaczęła mi brudzić sierść. Też miałem ogromną ochotę wgryźć się w niego... ale nie mogłem. Plan na walkę, strategię, wybrałem całkiem inną. Byłem niemalże pewien, że w uczciwej walce nie miałbym z nim szans, więc zamiast gryźć czy kopać, starałem się go raczej spętać, związać, unieruchomić. Na to miałem chyba jakieś szanse? Na pewno większe, niż na wygranie otwartej i uczciwej walki. Zacisnąłem liny na jego przednich nogach mając nadzieję, że to go powstrzyma przed dalszą walką, skłoni do poddania, ale jak widać się myliłem. Ten nie tylko nie przestał się upierać, co jeszcze mocniej walczył. zaplątując w sznur od jego nóg również moją kończynę. Z jednej strony poważnie ograniczyło mi to możliwe ruchy, z drugiej gdy chciał mnie po chwili ponownie kopnąć, to nie był w tego stanie zrobić, bo moja kończyna mu to w dużym stopniu utrudniała. Jak widać lina potrafi być bronią obusieczną - a jej użycie ma i plusy i minusy.
- Mnie? Przyjacielu? - odruchowo odpowiedziałem nie myśląc nawet o tym, co mówię. Po prostu skupiałem się w pełni na walce a jeśli w trakcie niej coś odpowiedziałem... to robiłem to na wpół odruchowo, autonomicznie, nie myśląc o tym. No bo w obecnej sytuacji nie miałem czasu na zastanawianiu się - w pełni skupiałem się na trwającej walce. Jego słowa rejestrowałem podświadomie... zadrżałem, gdy do mnie doszły jego słowa. Czyli szukał mnie? Kwiknąłem z bólu, gdy wgryzł mi się w nogę. Próbowałem wyrwać ją z jego zębów, kopiąc nią, starając się go trafić w pysk, ale z powodu lin każdy ruch był utrudniony i zwolniony. W końcu jakoś udało mi się spod niego wyrwać i odskoczyć kawałek dalej. Niestety albo na szczęście dalej byliśmy połączeni linami. Tą, którą ja trzymałem w pysku, a która wisiała na jego szyi, częściowo go może podduszając. I tą, którą ten miał obwiązane przednie nogi, a która była dowiązana też do mojej pęciny. Hmm, dziwna sytuacja.
- O nie! Nie puszczę! - zapowiedziałem mu, po czym tym razem to ja się niego rzuciłem. Może był ode mnie większy, masywniejszy i silniejszy. No ale miał związane przednie nogi, więc trudniej było mu utrzymywać równowagę. Niezależnie, czy udało mi się go przewrócić czy nie, spróbowałem mu ciasno obwiązać pysk, by nie mógł mnie kolejny raz ugryźć. Jeśli za to udało mi się go przewrócić, to starałem się go przygnieść, by nie dał rady wstać.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 1:50 pm

Gdy zerwałem jedną linę, wysupłałem z pęt lewą nogę. Cóż, to znacznie ułatwiło zadanie. Niestety, przez szamotaninę Bursega ta druga została pochwycona jeszcze mocniej, co bynajmniej mi się nie podobało. Warcząc i strzelając białkami oczu, nie dałem się spętać. Nie ma mowy! Może innych dał radę pojmać i zawlec do lochów, ale nie mnie! Ja jestem Czarnym Tygrysem, panem indyjskiego klanu. A ta wynędzniała, arabska psiajucha nie ma wystarczająco mocnego kręgosłupa, by się ze mną mierzyć. Może inni się poddali, może inni byli słabi. Nie ja. Znowu obudziły się we mnie bojowe instynkty. To jest wojna. Całe moje życie jest już wojną. Wściekle stanąłem dęba, ciągnąc prawą, przyczepioną do siwego kończynę jak najwyżej. W efekcie mogło się stać bardzo wiele różnych rzeczy; mógł zaprzeć się i zmusić mnie do ustania, w takim wypadku gwałtownie skręciłem tułów na bok, próbując go podciąć. Mógł również stracić równowagę i upaść na ziemię, wtedy spróbowałem opaść na jego brzuch z całą mocą przednich kopyt. Mógł też również stanąć dęba - wówczas mogłem tylko opaść, licząc, że gwałtowność ruchu pociągnie go na ziemię ze zbyt wielkim dla niego impetem. Rzeczywiście, bardzo dziwna sytuacja.
- Sam tego chciałeś - powiedziałem. Dostałem jego nogą w pysk - nie było to uprzejme, było zaś bolesne; zwolniłem uścisk i poczułem, jak mój kark płonie ze złości. Czekałem tylko, aż się na mnie rzuci, chciałem, żeby to zrobił. Jestem koniem wojny, widziałem wiele, zrobiłem jeszcze więcej. Skoczyłem na niego w tej samej chwili, tak, że zderzyliśmy się w powietrzu i najprawdopodobniej rypnęliśmy na ziemię - ale tego nie mogłem być pewien. Od uderzenia pociemniało mi w czaszce. Przed oczami zatańczyła mi feeria światełek, ale nie dałem jej się omamić - nie! Musiałem walczyć, musiałem go zabić i odejść w blasku chwały!
Jak zawsze.
Biłem kopytami, czując rosnącą we mnie furię. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że się duszę - lina zaciskała się na mojej szyi już zbyt długo. Na wpół żywy, na wpół oszalały, oddychając krwawą pianą z chrap, przyłożyłem mu łbem. Atak z główki. Starcie dwóch czaszek. Najprawdopodobniej trochę go zamroczyło, a ja miałem czas, żeby szarpnięciem poluźnić pętlę. Dysząca wściekłość jeszcze nie pozwoliła mi czuć bólu. Jeszcze nie.
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 2:50 pm

Draniowi udało się uwolnić lewą nogę, jak po jakimś czasie zauważyłem kątem oka. A to nie było dobrze - znacznie to zwiększało jego możliwości bojowe. Wcześniej spętany był znacznie łatwiejszy do pokonania. Dobrze, zę chociaż jego druga noga była obwiązana liną. Mogłem to wykorzystać na parę sposobów z czego oczywiście zamierzałem skorzystać. W końcu musiałem go jakoś unieruchomić. Bo jeśli tego nie zrobię, to on mnie skrzywdzi. Byłem tego niemalże pewien. Jakoś tak okrutnie patrzyło mu z oczu. Jedyną szansą na przeżycie było wygrać i go uwięzić. I na tym opierał się mój plan. Dlatego bardziej starałem się go jakoś związać a nie skrzywdzić. Na to przyjdzie czas później. O ile oczywiście sobie z tym poradzę, bo w trakcie walki byłem co do tego coraz słabiej przekonany.

Łobuz stanął dęba, ciągnąć w górę kończyną, do której moja kończyna była przywiązana. Zrobił to zbyt szybko, zbyt niespodziewanie, bym mógł w jakikolwiek sposób zareagować. Efektem było podcięcie mojej kończyny - jednej z czterech. Szarpnęło mi to nogę do przodu, ale że pozostałe trzy stały stabilnie, to nie zachwiało to mojej równowagi. Podcięcie mu też średnio wyszło... no bo mając cztery nogi, to podcięcie nie jest takie proste. Jeśli się jednocześnie silnie nie naprze to raczej nie ma co liczyć na wywrócenie przeciwnika.
- Sam chciałem? Ja nie naruszyłem Twoich terenów. - prychnąłem. On sam tutaj przyszedł i uważał, że to ja chciałem tej szarpaniny? No to chyba coś mu się w łeb stało w trakcie tej utarczki! Po chwili rzuciliśmy się razem na siebie, zderzając się czaszkami. Zakręciło mi się w głowie, otumaniło mnie na chwilę, ale nie przewróciłem się, nie straciłem przytomności. Potrząsnąłem łbem próbując uciszyć dzwony, które biły mi we łbie. Po chwili kolejny raz oberwałem w głowę. To tylko pogorszyło mój stan, ale wiele walk pozwoliło mi się zorientować, co mój przeciwnik kombinuje. Poluźniał pętlę. O nie, na to mu nie mogłem pozwolić. Szarpnąłem łbem za linę, by ją ponownie zacisnąć. Nawet mocniej niż poprzednio. Ograniczenie dopływu tlenu przy jego większym zużyciu z powodu wysiłku... no, liczyłem, że to pozwoli mi wygrać. Naparłem na niego bokiem, wciąż naprężając linę. Starałem się go kopnąć lewą przednią nogą, tą nieprzywiązaną, by go rozproszyć i utrudnić poluźnianie pętli. Czułem się kiepsko ale wierzyłem, że i mój przeciwnik tak się czuje. Pytanie tylko było, kto wytrzyma dłużej. Zaparłem się nogami, napierałem na niego bokiem, zaciskałem linę na jego szyi. A jeśliby znowu spróbował stanąć dęba, to próbowałem go w tym momencie powalić, przygnieść a najlepiej obwiązać mu pysk linką.
Powrót do góry Go down
Kishan



Posts : 273

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 8:55 pm

Opadłem na cztery nogi, trzęsąc się ze złości. Jak ja go nienawidzę. Każdy jego gorący oddech, spojrzenie, błysk obrzydliwego życia w oczach sprawiały, że marzyłem o rozgnieceniu go jak robaka. Robaka! A żeby go chudy byk wychędożył! To znaczy, na rogi wziął. Czy coś tam. Potrząsnąłem głową. Nieważne. Zarzuciłem łbem, czując, że znowu próbuje mnie związać. Bez sensu! Łatwiej mnie zabić, niż wziąć żywcem. Wolałem pieklić się i rzucać kilka godzin, aż całkowicie padłbym z wyczerpania, niż się poddać; jak pustynny koń podczas wyścigu. Syknąłem ze złością i wypuściłem ciepłe powietrze chrapami. Zacząłem się zastanawiać nad jedną rzeczą - może jednak ominę wszystkie moje dzikie instynkty i dam się mu porwać? Pokonanie go tu, w głuszy, w ciemności nie nasyci mnie krwawą zemstą. A utoczenie posoki w jego własnych lochach, na jego terenach, być może i na oczach innych więźniów lub oprawców... zadrżałem z rozkoszy. O, tak. Tylko jedna myśl przyszła mi do głowy, i teraz obijała się samotnie po mojej pustej czaszce.
Zemsta nie wróci mi spokoju.
Ha! Na to nigdy nie liczyłem.
I jak zaciekle się szarpałem, tak z miejsca wbiłem wszystkie moje kopyta w trawę, stojąc kompletnie nieruchomo. Oddech uspokoił się niemal natychmiast. Nie udało mi się tylko wyplenić ognia z oczu, ale to nie miało znaczenia. Szastnąłem ogonem raz i drugi, przekrzywiłem głowę, jeszcze raz się nad tym zastanawiając - i podjąłem decyzję.
- Dobra, dobra. Już. Spokój! - przykazałem ostrym głosem, kładąc uszy i parując pobieżnie jego ataki. Na razie tego wystarczy. - Niech ci będzie. Musimy coś sobie wyjaśnić, wiem o tym. Pójdę z tobą. Nie jestem i nigdy nie będę jednym z twoich płaczliwych, służalczych psów, więc bacz, co robisz. - Groźba zawisła w powietrzu. Mógł ją zignorować, obrócić w żart lub bezwartościowe słowa; ale ja wiedziałem. Obiecałem mu to, gdzieś w zaciszu swojej jaskini, myśląc o tym, jak próbował skrzywdzić Nyks. I zamierzałem dopełnić swojej obietnicy.
Ale nie zamierzałem na niego czekać, bo... bo nie było warto. Tak, mieliśmy porachunki - no dobrze, nazwijmy rzecz po imieniu, ja z nim miałem, on pewnie po prostu chciał mnie zgwałcić - ale jeśli on ode mnie ucieknie, nie zachowam się ani trochę honorowo.
Czułem te liny na szyi, czułem, jak wpijają się w moją szyję. Może to zabrzmieć jak z ust masochisty, ale podobało mi się to. Zwiastowało walkę, gorąc, ogień, krew, patos - dużo patosu! A ja do tego byłem stworzony. Wiedząc, w którą stronę będziemy zmierzać, ruszyłem tam - czekając, aż mnie wyprzedzi.

z/t ?
Powrót do góry Go down
Burseg

avatar

Posts : 562

PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Cze 28, 2016 9:33 pm

W pewnej chwili z zadowoleniem zacząłem dostrzegać, że ogier zaczyna się uspokajać. Czyżby w końcu pogodził się że swoim losem? Że przegrał i że dalszy upór nie ma sensu. Że go pokonałem, schwytałem i mogę z nim zrobić, co tylko chcę? Że jestem jego panem życia i śmierci? Że mogę go zabić a mogę i wypuścić. Chyba tak. Wreszcie doszedł do tego logicznego i oczywistego wniosku, bo stanął spokojnie, przestając się rzucać i wyrywać.
- To ja tutaj wydaję rozkazy. – odpowiedziałem mu, chociaż nie zdecydowałem się na tak ostry ton jak jego. Nie chciałem go prowokować. A przynajmniej nie wcześniej, nim go zamknąłem w lochu.
- Dobra, niech Ci będzie. – zgodziłem się z wahaniem. Wolałem to zrobić by go w tym momencie nie zdenerwować. Lepiej było osiągnąć kompromis, później wypracować lepszą pozycję „negocjacyjną” a dopiero na końcu go stłamsić. Zastanawiałem się, czy go teraz zaprowadzić do lochu czy bardziej spętać, ale ten podjął decyzję za mnie. Ale… ale sam w zasadzie chciałem podjąć podobną.
- Tak, idziemy. – odpowiedziałem krótko i zacząłem go prowadzić do lochów.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zakazany Las   

Powrót do góry Go down
 
Zakazany Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Saffrin :: Stado Halnego Wiatru :: Terytoria :: Góry élevé-
Skocz do: